Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Bonaire, relacja z podróży.

Relacja z Bonaire.

Tekst i zdjęci: Paweł Krzyk

Bonaire  zwiedzam samotnie w styczniu 2013 r., w czasie prawie dwu miesięcznej wyprawy, którą nazwałem „Wielką Karaibską Przygodą”. Bonaire  było trzecim  miejscem z kilkunastu, które zamierzam odwiedzić. Pierwszy był Trynidad później Curacao.  Ostatnią relację zamieściłem pod nazwą Curacao . Przyleciałem z Curacao  Divi Divi Air, które tu latają 8- osobowymi samolocikami. Mamy do pokonania tylko 48 km w kierunku wschodnim, i  po 25 minutach jestem na miejscu. Biorę leżący koło samolotu swój plecak i po ok. 3 minutach od przylotu, mam stempel w paszporcie! Nadlatując widzę z góry kształt wyspy, przypominający odwrócony bumerang.

Czeka właściciel zarezerwowanego Oasis Guesthouse ul. Scorpio 17 Kralendijk (Belme). Mam za 86 USD/pokój 2 os./noc. Musiałem zapłacić za  2 osoby- inne hotele znacznie droższe. Zaplanowałem pobyt 3 dniowy- nieco odpoczynkowy. Oasis jest nowym hotelikiem dobrze wyposażonym, klima, basen, wi-fi, śniadanie. Ładnie, choć drogo, ale… 15 minut pieszo do plaży… bez plaży-zejście po schodkach do wody, 2,2 km do lotniska i godzina spaceru do centrum stolicy- brak transportu publicznego. Trzeba coś wynająć, lub pieszo… lub liczyć na okazję. Idę na spacer na plażę, i sprawdzam możliwości nurkowania. Chcę dwa razy zejść pod wodę- ceny wysokie: wychodzi 70- 80 USD/1 nurkowanie. Rezygnuję z tej zabawy na Bonaire. Wracam wśród ładnych domów na nowym osiedlu. Zwróciłem wagę na wstawkę z kaktusów w ogrodzeniu.

W nocy i rankiem leje, ale są widoki na poprawę pogody. Dobre śniadanie w kuchni gospodarzy: małżeństwo z synem, w towarzystwie 3-ch młodych Holenderek. Gospodarz odwozi mnie swoim samochodem do miasta, po drodze niedaleko lotniska pokazuje mi biuro wynajmu skuterów w Plaza Resort. Skuter na dobę z ubezpieczeniem za 21,5 + 6 USD. Wysiadam w centrum Kralendijk przy porcie. Widzę betonowe molo z kilkoma małymi statkami. Na końcu stoi żółta wodna taxi, którą można odbyć wycieczkę na widoczną w pobliżu Małą Bonaire. Taxi odpływa o 9,30 i 13-j, a wraca odpowiednio 13,30 i 17.00. Zaopatruję się w płyny ( woda + mini piwko) i wskakuję jako ostatni na moją żółtą łódź… „nawodną”. Jadę w towarzystwie dwóch grupek tubylców, którzy wybrali się z wiktuałami i wyposażeniem piknikowym w to samo miejsce.

Ta mała wyspa jest w całości parkiem narodowym. Taxi zostawia gości na ładnej piaszczystej plaży i wraca.

Spaceruję w cieplutkiej szafirowej wodzie (woda i powietrze mają po ok. 27 st.C.) Dalej ta biała plaża zanika na rzecz potłuczonych falami twardych korali. Wyspy Bonaire i Małą Bonaire otacza morski rezerwat do głębokości 60 m. Można go odwiedzać po zapłaceniu 25 USD-  nurkowanie, lub 10 USD pozostałe sporty wodne (za rok). Rafa niezbyt kolorowa, głównie: beżowo- zielono-brązowa. Podglądam krabiki buszujące na i przy plaży. Próbuję wejść w głąb ale gęste krzaki to uniemożliwiają.

Zauważyłem informację o tym, że ta wysepka jest też miejscem lęgowym żółwi morskich. Próbuję zauważyć ślady ich wizyt, ale znajduję wyłącznie krabiki lądowe, które przychodzą okresowo do wody aby zdobyć swoje domki (muszelki). Widzę na poboczu pozostawione ślady bytności wielbicieli miejscowego … piwa. Wracam do grupki biwakujących i ku mojemu zaskoczeniu otrzymuję… talerz z lunchem. Kursem o 13,30 wracają tyko trzy osoby- reszta zostaje do wieczora. Moim kursem przyjeżdżają popływać z rurką poznane przy śniadaniu Holenderki- taksówka wysadza je po drodze aby płynąc z prądem mogły „posnorkelować”.

Wracam do centrum i po drodze przy dobrym oświetleniu robię zdjęcia nabrzeżom Kralendijk

Przy molo taksówki widzę kapitanat portowy, oraz zamkniętą na głucho informację turystyczną. Zresztą na tej wyspie nie ma najmniejszego problemu z takimi informacjami. Są dostępne prawie wszędzie. Pytając o cokolwiek otrzymuje się materiał z mapkami na ten temat. Spaceruję po centrum i filmuję kolorowe domy, nieco podobne do tych oglądanych wcześniej na  Curacao, ale  tutaj te kolory są bardziej pastelowe.

Historia Bonaire była związana z Curacao. Gdy w 1643 r. Holendrzy uzyskali nad nią kontrolę, do pracy w tutejszych salinach (produkcja soli) sprowadzono niewolników, oraz hodowano bydło na potrzeby Curacao. Po zniesieniu niewolnictwa nastąpił całkowity zastój, do czasu… płetwonurków. Obecnie wyspa egzystuje prawie wyłącznie dzięki turystyce. Jest obecnie holenderską „gmina zamorską”, która może być włączona do Unii Europejskiej jako region peryferyjny. Ludności tylko ok. 16.000 osób, a waluta jest… dolar amerykański. Co krok na ulicach spotyka się: sklepy, sklepiki… restauracje, restauracyjki, bary wszelkiej maści. Dużo miejsc ze sprzętem do organizacji nurkowania, oraz innych sportów wodnych, czy wynajmu różnych  pojazdów…(od: roweru po samochody, kajaki, łodzie, i… duże motocykle). Na zdjęciach pokazuję jedną z uliczek centrum, tego w sumie sennego leniwie żyjącego miasteczka, oraz pelikana, który rozgościł się na jednej z łódek w porcie.

Mój trzeci dzień opalam się na skuterku, który wypożyczam w Plaza Resort (za 27,5 USD). Jest to najładniej położony, największy hotel na Bonaire. Jego wille zbudowano przy kanałach laguny wcinającej się kilkoma odnogami w głąb lądu. Hotel ma wszystko zaczynając od plaży, kończąc na własnym parkingu dla łodzi przy domku. Z plaży widzę dwa wycieczkowce stojące dzisiaj w Kralendijk.

Skuterek pomrukując wiezie mnie dookoła wyspy. Chcę zrobić dwie pętle. Pierwsza od stolicy na zachód ma około 50 km. Wąską droga wśród krzewów przemieszanych z kaktusami kandelabrowymi, jadę wzdłuż morza podziwiając kolejne miejsca do nurkowania,  i tą szafirową cieplutką… chlupoczącą o skaliste wybrzeża. Spotykam wygrzewające się na słońcu  iguany morskie.

Skręcam przy Gotomeer w głąb lądu. Jest to błotniste jezioro będące ostoją flamingów (nie widziałem żadnego). Droga pnie się przez niewysokie wzgórza do drugiego małego miasteczka Bonaire Rincon. Fotografuję kościół gdzie właśnie trwa msza niedzielna. Skądś znam zwyczaj wyskakiwania mężczyzn z kościoła… na piwko do sklepu naprzeciwko. Ja w każdym razie nabyłem w nim na lunch, tylko małe dojrzałe krótkie banany.

Wracam w godzinach południowych, zabieram maskę z rurką, i jadę w druga stronę wyspy na południowy wschód. Ta część wyspy ma swoją historię związaną z niewolnictwem w salinach. Obecnie również pozyskuje się tutaj sól jak przed wiekami, czyli odparowując promieniami słonecznymi wodę morską w płytkich dużych rozlewiskach (solarna fabryka soli). Obecnie woda po częściowym odparowaniu, jest przemieszczana do coraz bardziej zasolonych zbiorników, by w końcu biała sól pozostała na wielkich stertach. Zbiorniki te łatwo odróżnić, gdyż woda zmienia  kolor od szafirowo zielonej na początku, do… różowej na końcu, przed całkowitym odparowaniem. Stamtąd taśmociąg ładuje ją na statki.

W końcowej części wyspy w dwóch miejscach pozostały domki, które zbudowano dla niewolników, a później robotników w salinach. Wyróżnikiem dla statków przybywających po só, były ustawione na brzegu wysokie kamienne ostrosłupy. Pokazuję na zdjęciach dawny proces odsalania i załadunku, oraz skansen wioski ze słupami.

W pobliżu solarnej fabryki pływałem z rurką, ale miejsca te, mimo że oblegane przez płetwonurków, nie były specjalnie atrakcyjne dla snorkelingu. W dniu następnym, niestety moim już ostatnim na Bonaire, kończę mój tutaj raczej odpoczynkowy pobyt. Zwiedziłem prawie wszystkie najatrakcyjniejsze miejsca. Oddaję skuter i na… lotnisko, znowu do 8- osobowego samolociku Divi Divi, by przez Curacao, później już „dorosłymi samolotami” przez Trynidad, przylecieć wieczorem na Tobago. Opisu tej części podróży szukaj pod TOBAGO