Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Filipiny

Spis treści

Filipiny: Z Manili do Sagady, relacja z wyprawy cz. I

Dodano: 10-11-2013

Cz. I: Z Manili do Sagady, relacja z podróży.

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

Podróż do Filipin rozpoczęła się niezwykle. Już ponad dwa tygodnie przed przylotem, dotarły do mnie ostrzeżenia z kraju, i później na trasie z miejscowych telewizji, o tragicznym w skutkach potężnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło ten kraj (o szczegółach napiszę w dalszej relacji). Przyleciałem liniami United z Palau późno wieczorem. Po szybkiej odprawie wymieniam pieniądze (wg kursu 1 USD= 42,6 PHP- Filipińskie Peso). Wsiadam do żółtej taksówki i wg wskazań taksometru, dojechałem do mojego zarezerwowanego Hostelu Where 2 Next  Adriatico Street. Dla następców podaję ceny: taxi 220 PHP, hotel 27 zł/noc. Taksówkarze mocno zawyżają cenę- negocjuj. Jak widzisz Filipiny to raczej tani kraj. Ta relacja nie będzie zbyt szczegółowa, gdyż można spotkać przewodnik, oraz dostępne są również inne relacje podróżników. Kraj ten jest też bardziej popularny, a sądzę tak po ilości spotkanych rodaków. W hotelu od kolegów „plecakowców” mam komplet informacji, związanych z poruszaniem się w ciągu następnych 4-ch dni. Zamierzam pierwsze te dni spędzić na zwiedzeniu: stolicy, oraz w górzystej części wyspy Luzon, słynnych tarasowych pól ryżowych. Dzięki tym  radom zamieniam noclegi w hotelu, i następną noc spędzę w autobusie z Manili do Banaue. Bilety rezerwuje mi recepcjonista hotelu. Kilka informacji ogólnych. Około 15 milionowa stolica Filipin nie posiada zbyt wielu miejsc atrakcyjnych turystycznie. Państwo to o powierzchni nieco mniejszej od Polski, na ponad 7 tysiącach wysp, zamieszkuje ponad 93 mln. tubylców, władających aż 86 językami. Języki urzędowe: filipiński i angielski. Wizę wydają na lotnisku. Niezły transport autobusami, oraz promami. Tanie przeloty samolotami Philippine Air pomiędzy  lotniskami krajowymi. Wewnątrz miasta kursują głównie dawne amerykańskie jeepy, poprzerabiane na rodzaj barwnego pojazdu z ławkami wzdłuż na „pace”, tzw. jeepnej  (lub jeepli)- dla twardzieli z nadmiarem czasu. Z tyłu stoi nagabywacz. Jeżeli potrafisz zrozumieć co wrzeszczy, to może dojedziesz… tam gdzie chciałeś. Poza miasto wyjeżdża jak skompletuje pasażerów, przy czym nie bardzo dba o ich wygodę. Oprócz tego taksówki, naciągające turystów na tyle na ile im się uda. Są jeszcze riksze równie wielokolorowe (twardo negocjuj, przy wynajmowaniu na wycieczki). Autostop i rower: pierwszego nie polecam, może być niebezpieczny, a na drugi jest za gorąco i zbyt wilgotno. Unikaj raczej wyspy Mindanao- uzbrojone oddziały ekstremistów islamskich i porwania dla okupu. Hostel mój znajduje się w doskonałej lokalizacji, w centrum starego miasta, w sąsiedztwie głównych zabytków. Po wyjściu z hotelu zaczynam robić fotki tym jeepnejom (jedną z nich załączyłem). Obok ulica w centrum, która pod wieczór zamieni się w targowisko uliczne.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Zwiedzam spacerem stare miasto: kilka wieżowców, park, budynki rządowe, bulwar nadmorski, stary fort San Pedro, katedra (obecnie na 2 lata nieczynna wskutek remontu), Kościół San Augustino- najstarszy zabytek miasta. Wspomnieć trzeba, że pierwsi koloniści Hiszpanie osiągnęli na Filipinach wyjątkowy sukces ewangelizacyjny, ponad 90 % mieszkańców jest chrześcijanami. Szczególnie barwne są katolickie obchody Świąt Wielkanocnych, kiedy to wierni … przybijają się do krzyża. Za centrum znajduje się dzielnica chińska. Zwiedzam Muzeum Narodowe i Muzeum Sztuki (na ten sam bilet). Wracam i mile wspominam spotkania i pogaduszki z ludźmi, w biedniejszej części jednej z ulic. Pamiętam jak recepcjonista uprzedzał, aby wieczorem nie odwiedzać takich dzielnic miasta. Na zdjęciach niżej: w/w kościół,  oraz ta „biedna” ulica.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Ulice po południu zamieniły się w ciąg straganów. Wracając z zaciekawieniem przyglądam się knajpom przy i na ulicznych. Jedzenie na Filipinach: bajka. Mieszanina smaków i rodzajów potraw. Mnie smakowały np. kalmary z grilla. Musisz sam spróbować: podchodzisz, pokazujesz palcem, i pytasz co to…? Wieczorem i o zmroku na ulicach, co rusz usłyszysz odgłos dzwonka rowerowego. To zwracają na siebie uwagę, sprzedawcy afrodyzjaku  Balot- jajka z… embrionem kurczęcia w środku. Do ramy mają przymocowane zwykle wiaderko ze: spreparowanymi jajkami, solą, butelką winegretu i czosnkiem. Są dwie wersje: dla turystów (16 dniowa), i dla …orłów. Odpuściłem sobie, a nóż zacznę szukać… Pamiętam, że w czasie swoich wypraw spotykałem już mężczyzn, którzy ze specjalnych biur- właśnie filipińskich, na czas podróży wynajmowali panie do towarzystwa. Na pierwszym zdjęciu wózek z kokosami, które po wypiciu soku oddawało się sprzedawcy, który po rozłupaniu orzecha, podawał w jego połówce, do wyjedzenia miękki miąższ kokosa. Na drugim wystawa restauracyjki z owocami morza, gdzie między innymi w ofercie był mały rekin.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Po 10 nocnych godzinach następny dzień witam w Banaue, w górzystej części wyspy Luzon. Noc minęła szybko, zasnąłem. Ten rejon zamieszkuje plemię Ifagao, którzy dawniej byli również łowcami głów. Współczesnym łowcą głów okazał się młodzieniec, który jeszcze przed przyjazdem werbował w autobusie turystów: do hoteli, na wycieczki… Po obejściu autobusu przyszedł do mnie ponownie, proponując okazyjną wycieczkę mini busem do Sagady, i z powrotem tego samego dnia, (taką wycieczkę wykupiła para Holendrów- ja jestem na doczepkę/1100 PHP). Zamierzałem tam jechać jeepnejami przez Bontoc i nocować w Sagadzie. W Banaue trzeba wykupić rodzaj biletu wstępu: 45 PHP (dają mapkę i trasy wokół z zaznaczonymi wioskami). Udało mi się,  w podobnej cenie jadę szybko i wygodnie. O 12-j , po kolejnej opłacie 35 PHP, z przewodnikiem wchodzimy do głębokiej Jaskini Samaging. Jaskinia niezbyt  atrakcyjna i trochę niebezpieczna. Nawet w odpowiednim obuwiu w głębszych partiach jaskini, na skałach pokrytych guano nietoperzy jest b. ślisko, a same skały są wysokie i pod różnymi kątami. Jeżeli pójdziesz miej własną latarkę- jedynym oświetleniem  jest lampa naftowa przewodnika. Idąc z powrotem w kanionie Echa, na klifowych zboczach  w trzech miejscach, zwiedzamy tzw. wiszące trumny. Zamieszkujący tutaj lud  Igorotów, jeszcze nieco ponad 100 lat temu, w ten nietypowy sposób grzebał swoich zmarłych (bliżej do nieba).

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Po trzech godzinach zwiedzania, wracamy z licznymi stopami w kolejnych dolinach z wsiami, miasteczkami, i tarasowymi polami ryżowymi. W jednym z miasteczek robię to zdjęcie, z muchami na mięsie, wiszącym na wieszaku na skraju jezdni. Drugie zdjęcie wykonałem na punkcie widokowym, na skraju Banaue od strony Bontoc. Niektóre pola ryżowe wyglądają tak, jak gdyby olbrzym pokrajał te wzgórza w plastry, a potem poprzesuwał je względem siebie. Wszystkiemu na zdjęciu przygląda się zadumana figura.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Drugiego dnia  w filipińskich Kordylierach, zamierzałem zwiedzić muzeum miejskie Babaue, oraz odwiedzić spacerem dwie wioski. Idąc do muzeum zrobiłem załączone zdjęcia: pierwsze to panorama kotliny Banaue, a drugie przedstawia widok domów miasta wiszących prawie nad głowami- z dołu kotliny. Zrozumiałem dlaczego mój hotel People’s Lodge (250 PHP/noc), miał kilka pięter  w dół. Od strony ulicy wyglądał na parterowy.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Po drodze w górę w stronę muzeum, nie mogę się uwolnić od natarczywego kierowcy motorowej rikszy. Dla żartu zaczynam z nim twarde negocjacje cenowe, za wycieczkę do oddalonych o 13 km słynnych zielonych Tarasów  Bangaan. Obejrzałem niewielkie dwie sale muzeum, i jakiż było moje zdziwienie,kiedy zobaczyłem na górze … mój pojazd do tarasów. Cóż było robić jadę skulony w obudowanej przyczepie rikszy, i zastanawiam się jak mieszczą się tu 3-4 osoby tubylców. Droga do tych tarasów jest… jakby to delikatnie nazwać: dla wytrzymałych fizycznie i duchowo. Prowadzi w bok pomiędzy kolejne kotliny w wysokich górach, z pięknymi widokami domków, zwykle blaszanych, jakby przyklejonych do zboczy. A wszystko to w otoczeniu takich… bardzo zielonych tarasów, na których  już posadzono ryż. Na jednym z poletek widzę gospodarza,  brodzącego po kolana w błocie, poganiającego rogatego bawoła ciągnącego rodzaj szerokiej sochy. W końcu po godzinie jesteśmy na miejscu. Mój kierowca robi mi to zdjęcie, na tle  pięknej doliny z małą wioską, wśród pól ryżowych w dole. Mieszka w niej tylko 27 osób z jednej rodziny. Wioska Bangaan na górze liczy sobie 300 dusz. Tarasy te w 1995 r. wpisano na listę światowego dziedzictwa… UNESCO. Postanawiam pójść w dół do tej pięknej wioski z tradycyjnymi domostwami (to 15 minut spaceru). Jednak jak … lunęło, po kilkunastu metrach co szybciej chowam się, pod dachem jednego z domów. Jak wyjeżdżaliśmy świeciło słoneczko, potem w drodze popadywało, a tutaj przy tarasach Bangaan dosięgnął nas …,  jak się później okazało skraj potężnego tajfunu Jolanda. Tajfun ten był największym w tym roku na świecie, i jego główna niszcząca siła była tego dnia, w odległości ponad 600 km. Tutaj była tylko ściana deszczu, całe szczęście bez wiatru. Po pół godzinie siedzenia, ruszam z powrotem do rikszy, i w drogę powrotną. Tylko ta … droga? To faktycznie skalna dróżka wykuta w skale, z nawisami skał z góry, i … zwykle przepaściami z drugiej strony. Ładnie się ją fotografuje przy dobrej pogodzie, ale teraz to raczej: dwa, lub tylko jeden… strumień żółtej wody i błota, który na zwężeniach z hukiem wodospadu spada w dół. Patrzymy z obawą na nowe osuwiska skalne. Poznajemy je po świeżych roślinach pomieszanych ze skałami i błotem. Rozumiem dlaczego na tej drodze od czasu do czasu, poza robotami drogowymi stały koparki. Przy umiejętnościach mojego kierowcy faktycznego niebezpieczeństwa nie było. Była obawa, że nie zdążę na autobus, w przypadku osunięcia się ziemi i zablokowania drogi. Z ulgą zobaczyłem opłotki Banaue. Widzę zdumiony jatkę ze świeżym mięsem, zajmującą połowę drogi. Na rozłożonej folii leżą jakieś krwiste ochłapy, chyba krowy i świni (łby wiszą wyżej na desce), i trzy deski oddzielające to coś od drugiej połowy jezdni. Nie próbuję się zatrzymać, nie było gdzie, zrobił się korek: jeepnej, ciężarówka i kilka rikszy motorowych. Po 4-j rano jestem z powrotem w Manili w moim hotelu. Na drugim zdjęciu niżej pokazałem tradycyjne nakrycia głowy ludu Ifagao (Ipugo w miejscowym języku). Wśród piór i ozdób noszą na nich zmumifikowane głowy małp i ptaków.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Ciąg dalszy relacji z Filipin  znajdziesz tutaj: Cebu i Bohol, po trzęsieniu ziemi i tajfunie (kliknij)

Przejście do poprzedniej części wyprawy: Palau.

Przejście na początek wyprawy: Kolumbia.

 

 

 

 

Filipiny: Cebu i Bohol, po trzęsieniu ziemi i tajfunie. Relacja cz.II

Dodano: 12-11-2013

Cz.II: Cebu i Bohol, po trzęsieniu ziemi i tajfunie.

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

Już ponad dwa tygodnie przed przylotem dotarły do mnie ostrzeżenia z kraju, i później na trasie z miejscowych telewizji, o tragicznym w skutkach potężnym trzęsieniu na Filipinach. Ziemia zatrzęsła się w dniu 15.pażdziernika 2013r, o 8.12 lokalnego czasu, w dniu święta narodowego. Trzęsienie trwało ok. dwóch godzin, a w późniejszym czasie były jeszcze 24 wstrząsy wtórne, które nie wywołały fal tsunami. Epicentrum znajdowało się na popularnej wśród turystów, słynącej z pięknych plaż wyspie Bohol. W wyniku tego trzęsienia ziemi zginęło 156 osób (na wyspach Bohol, Cebu oraz Siquijor). W ostatnich latach nie jest to jedyne nieszczęście tego typu  w tym kraju. Filipiny leżą na tzw. pierścieniu ognia, strefie częstych trzęsień ziemi i aktywności wulkanicznej na Pacyfiku. W 1990 roku na największej filipińskiej wyspie Luzon, w wyniku trzęsienia ziemi o sile 7,7 w skali Richtera zginęło prawie 2 tys. ludzi. Byłem w czasie obecnego trzęsienia ziemi daleko na środku Pacyfiku. Jakby tego było mało, już w czasie zwiedzania Filipin będąc w górach  wyspy Luzon, na prawie ten sam rejon Filipin, spadło kolejne nieszczęście. Nadszedł w dniu 8 listopada tajfun Yolanda (Haiyan), który przeszedł ze wschodu na zachód i został oceniony jako największy w tym roku na świecie. Wiatr wiał z siłą ok. 300 km/h. Wg wypowiedzi Filipińczyków w miejscowej prasie, przy czymś takim można się tylko: modlić, modlić , modlić! Ewakuowano 120 tysięcy mieszkańców środkowych regionów Filipin. Tajfun przeszedł przez środkową część kraju w odległości około 100 km na północ od Cebu. Zastanawiałem się czy nie zrezygnować z wyjazdu do Cebu i Bohol. Do zwiedzenia tych dwóch wysp skłoniły mnie relacje innych turystów, którzy tu byli po trzęsieniu ziemi, oraz informacje o normalnym funkcjonowaniu wysp z biur turystycznych. Z publikatorów filipińskich wiem, że Cebu i Bohol nie ucierpiało wskutek przejścia Yolandy. Postanowiłem nie rezygnować z wykupionych przed trzęsieniem: biletów lotniczych i rezerwacji hotelowych. Miejscowymi Liniami Philippine Air przylatuję wieczorem z Manili na wyspę Cebu. Linie posiadają nowoczesne samoloty i … bardzo niskie ceny (lot ok.600 km za 110 zł). Jest to chyba najlepszy i może nawet najtańszy, sposób przemieszczania się pomiędzy głównymi wyspami Filipin. Taksówką dojeżdżam z lotniska do zarezerwowanego Cebu Guesthouse w Cebu City (ok.8 USD/noc/ łóżko). Hostel taki sobie. Jedyną zaletą jest lokalizacja w centrum, i cena. Cebu City posiada ok. 900 tysięcy mieszkańców, i jest miastem bez miejsc atrakcyjnych turystycznie. To taka mniejsza Manila- kilka godzin wystarczy na zwiedzenie miasta. Na ulicach kilkakrotnie widzę białych mężczyzn w średnim wieku z młodszymi paniami Filipinkami. Widać nie najlepszy status materialny, zmusza młodych mieszkańców do różnych przedsięwzięć… aby się wyrwać z biedy. Wg statystyk podobno poza granicami mieszka kilkanaście milionów Filipińczyków. Zwiedzam miasto w niedzielę kilkugodzinnym spacerem. Najpierw trafiłem do Fortu San Pedro (wstęp 30 PHP, 1 USD= 42,6 PHP). W przeciwieństwie do miasta, gdzie praktycznie nie widać zniszczeń po trzęsieniu ziemi i tajfunie, ta stara budowla ucierpiała. W kilku miejscach popękały historyczne mury. Obok fortu znajdują się pirsy portu, z którego jutro odpłynę wodolotem na wyspę Bohol (kupuję bilet za 510 PHP- ok.93 km/ 2 godziny). Drogę szybkiego ruchu w pobliżu centrum i portu, poprowadzono po grobli przez zatokę. Odkrywca Filipin Portugalczyk Ferdynand Magellan 7 kwietnia 1521 r. postawił tutaj krzyż. Jego replika znajduje się w rotundzie przed budynkiem władz miasta. Rotunda także ucierpiała- jest podparta w wielu miejscach, i nie ma do niej wstępu. W pobliżu inny ślad tym razem tajfunu: wykrot dużego drzewa. Na zdjęciach Fort i rotunda z krzyżem.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Chyba najbardziej ucierpiała podczas trzęsienia ziemi znajdująca się w pobliżu  XV-wieczna Bazylika Świętego Dzieciątka, której  wieża rozpadła się. Bazylika obecnie jest zamknięta dla wiernych, a niedzielną mszę świętą oglądam na dużym placu obok tej świątyni. Cudowna figurka Dzieciątka Jezus z tej katedry jest eksponowana poza budynkiem bazyliki.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Przy następnej ulicy znajduje się katedra katolicka z zarysowaną fasadą. W niej mam okazje uczestniczyć w części niedzielnej mszy świętej po angielsku. W drodze do hotelu mijam ładny pomnik pokazujący historię Cebu. Obok znajduje się zabytkowy XVII wieczny budynek Yap- Santiago Ancestral House, z ładnym muzeum wewnątrz. Na zdjęciach pokazuję zarysowaną katedrę i w/w budynek.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Magellan nie odpłynął zbyt daleko w czasie swojej odkrywczej podróży, gdyż na znajdującej się niedaleko wyspie Mactan zginął z rak lokalnego wodza Lapu- Lapu. Następne odkrycia faktycznie dokonywali jego oficerowie. Okolica wyspy Cebu jest usiana wyspami, i można tutaj znaleźć niezłe miejsca do wypoczynku i poleniuchowania nad wodą, podobnie zresztą jaki na pozostałych wyspach, wysepkach. O godzinie 9,20 następnego dopołudnia szybkim promem- wodolotem przepływam, na kolejną wyspę Bohol, do 100 tysięcznego miasta Dagbilaran. To ta wyspa pod którą było epicentrum trzęsienia, i na której było najwięcej ofiar. Już w porcie zaatakowali mnie różni głośni naganiacze, którzy pytają czego szukam: hotel? Wycieczki??? Opędzam się gdyż nic nie słyszę, w tym chórze głosów i przekrzykiwania się. Do hotelu przywozi mnie ryksiarz (20 PHP). Hotel również w centrum: Buen Bella, Parras St.26 (700 PHP/noc/pokój 1 osobowy). Hotel wart polecenia. Wydawać by się mogło, że po tak silnym trzęsieniu i tajfunie, to powinno być miejsce… po prostu zniszczone. Nic podobnego, ja prawie nie widzę zniszczeń w mieście. Owszem na ścianach niektórych budynków są zarysy innych, których już nie ma. Ale nie ma także śladów po nich- zostały doszczętnie rozebrane, i trwają budowy nowych budynków. Godne podziwu za tempo działania. W kościele katolickim im Św. Józefa Robotnika zastałem porządkowanie i segregowanie kartonów z darami. Miasto Dagbilaran jest podobne do tych poprzednich. Tutaj się mieszka i pracuje, a turystów zaprasza np. na … plaże. Na zdjęciach masz ulicę Dagbilaran, i różniste odmiany ryżu. Tutaj masowo go produkują, dlatego ich tyle znają.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Drugiego dnia wybrałem się z moim zaprzyjaźnionym kierowcą rikszy na wycieczkę, do głównych poza plażami, atrakcji turystycznych Bohol. Jest to najciekawszy dla singla sposób podróży (1200 PHP/6 godzin). Jedziemy szybko wzdłuż brzegu morskiego, a potem skręcamy wgłęb lądu. W wiosce Loboc zobaczyłem co może trzęsienie ziemi. Z kościoła prawie nic nie zostało, dzwonnica obok to tylko sterta gruzu. A obok w pobliżu mostu nad rzeką, budowle prawie wszystkie do kapitalnego remontu lub odtworzenia. Sam zobacz na zdjęciach.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Numerem jeden na Bohol są malownicze Czekoladowe Wzgórza, przypominające krople zastygłej czekolady, faktycznie mające kształt stojących w grupach stożków lub półkolistych pagórków . Nazwę zawdzięczają kolorowi trawy, która brązowieje w porze suchej. Jest tych wzniesień 1268 o wysokości od 30 do 100 metrów. Jedna z  legend wiąże historię powstania wzgórz z olbrzymami rzucających w siebie skalami. Inna bardziej romantyczna opowiada o miłości do śmiertelniczki, i łzach olbrzyma po jej śmierci, z których powstały te kopce. Ogląda się je z punktu widokowego (wstęp 60 PHP). Jadąc z powrotem wjeżdżamy do małego rezerwatu, którego  atrakcją są wyraki (tarsier), małpy z gatunku naczelnych, ale mniejsze od ludzkiej dłoni (wstęp 60 PHP). Na zdjęciach wzgórza i tarsier puszczający mi „oczko”.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Wracając podziwiam mroczny wysoki las mahoniowy, i widzę dwa kolejne kościoły w stanie do częściowej rozbiórki. Z wyjątkiem jednego, wszystkie mosty na tej 60 km drodze, wymagały odtworzenia lub naprawy po trzęsieniu ziemi. W czasie jazdy widzę mnóstwo pól ryżowych na  których trwają prace przygotowawcze do sadzenia ryżu. W strugach deszczu chłopi zmiękczają ziemię na zalanych poletkach: rodzajem maszyny na specjalnych ażurowych kolach, pługiem ciągnionym przez rogatego bawola, lub … motyką na długim dwumetrowym kiju. Na zdjęciach jeden z kościołów oraz pola ryżowe.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

W warsztacie produkującym maczety kupuję jedną, do mojej kolekcji „dziwnych” noży. Mój kierowca mnie pyta czy poczułem trzęsienie ziemi? Zdumiony zaprzeczam- podobno był właśnie niewielki wstrząs. A później już tylko brzegi morskie. Największą atrakcją Filipin są jednak plaże i ocean z rafą koralową, choć czasami zniszczoną od polowania na ryby materiałami wybuchowymi. Załączyłem zdjęcia tego domu z warsztatem maczetowym, oraz brzeg w czasie odpływu.

www.wedrowkizpawlem.pl

16

Będąc już na Bohol dowiaduję się o bardzo tragicznych szczegółach związanych z przejściem Yolandy. Najprawdopodobniej ponad dziesięć tysięcy ofiar pochłonął ten najgroźniejszy tajfun w historii. Wiele ofiar zginęło w falach oceanu, które zachowały sie jak w przypadku tsunami. Tym razem jednak fale te pchał wiatr, z szybkością ok. 300 km na godzinę. Na obszarze środkowych Filipin mniej lub bardziej od tajfunu ucierpiało ok.10 mln mieszkańców. Zniszczenia są porównywalne do tsunami sprzed kilku lat. Na ulicach ciała ofiar. W wielu miastach, jak Tacloban, stolicy prowincji Leyte, chyba nie ma budynku który by nie ucierpiał (to jest około 150 km na północ od Bohol w stronę Manili). Z miejscowych relacji wynika, że w miastach i wioskach tego regionu panuje anarchia, gdyż ocalali mieszkańcy dopuszczali się przemocy  w walce o żywność i wodę. Wprowadzono tam stan wyjątkowy. Wojsko zaprzestało działań na Mindanao i przyszło pomagać. Przeczytałem komentarz, że ludzie są agresywni nie dlatego, że pragną zadać cierpienie, lecz dlatego, że są spragnieni i głodni. Tajfuny są niestety w tym państwie ponad 7 tysięcy wysp codziennością. Formułują się zwykle nad wodami oceanu i wędrują na zachód. I na koniec jeszcze jedno: ktoś zapyta co to w ogóle jest tajfun?  Tak we wschodniej Azji nazywa się cyklon tropikalny, z silnym wiatrem i opadami deszczu, oraz tzw. „okiem cyklonu”, ze względnym spokojem wewnątrz oka. Na Atlantyku te same zjawiska przyrodnicze są huraganami. Na mapce obok masz trasę którą przebyłem na całych Filipinach.

Tagbilaran

 

 

Po ośmiu  dniach pobytu na Filipinach, lecę do Chiang Mai w Tajlandii  (kliknij).

Przejście do poprzedniej części wyprawy: Cz.I: Z Manili do Sagady

Przejście na początek wyprawy: Kolumbia.