Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Autonomiczna Republika Góry Atos, relacja cz. I

 

Autonomiczna Republika Góry Atos, (Republika Mnichów),  relacja z podróży część I

Tekst i foto: Paweł Krzyk

Mało kto wie, co to takiego jest  Święta Góra Atos, czy Autonomiczna Republika Góry Atos. Nazywają ja także potocznie Republiką Mnichów. To greckie terytorium zależne, ale rządzące się własnymi prawami. Otoczone mgiełką tajemnicy, jedno z miejsc w świecie nie tolerujące obecności kobiet, a od mężczyzn wymagające specjalnego zezwolenia na wjazd. Leży na półwyspie w południowej części greckiego Półwyspu Chalcydyckiego. Góra Atos dała nazwę całemu półwyspowi, zwanemu zresztą ze względu na swą niedostępność Wyspą Atos.

 

 

Podróż do Świętej Góry prawosławia rozpoczyna się od greckiego miasta Saloniki (gr. Thesaloniki). Po przylocie z Warszawy znalazłem nocleg w centrum starego miasta. Jestem w Salonikach po raz kolejny i mam okazję zwiedzić najciekawsze zabytki- w dobie kryzysu w Grecji. Przy leżącym w centrum Placu Arystotelesa w licznych kawiarniach, barach i restauracjach, tłumy. Sądzę, że Grecy nie przejmują się sytuacją gospodarczą swojego kraju, wszędzie tłoczno, wesoło i gwarno. Marzec nie jest szczytem sezonu, więc nie byli to… turyści. Stojąca na nadmorskiej promenadzie, tak zwana Biała Wieża, jest najbardziej charakterystycznym miejscem miasta. Zbudowana w szesnastym wieku za czasów otomańskiego sułtana Sulejmana Wspaniałego, była fragmentem fortyfikacji miejskich. Kilka minut spaceru od hotelu dzieliło mnie od najstarszej budowli Salonik – Rotundy. Jest chyba najlepszym przykładem burzliwych dziejów miasta. Została zbudowana w czasach rzymskich na przełomie trzeciego i czwartego wieku jako Panteon, świątynia Zeusa. Następnie zaadaptowano ją na mauzoleum cesarza Galeriusza, później została przekształcona w świątynię chrześcijańską a ponad tysiąc lat później Turcy dodali minaret, i zamienili w meczet. W pobliżu stoi, najczęściej chyba fotografowany zabytek miasta – Łuk Galeriusza- niegdyś z Rotundą i pałacem tworzył kompleks budowli. Galeriusz wzniósł go na pamiątkę zwycięstwa nad Persami, zdobią go płaskorzeźby opisujące zwycięską bitwę.

 

 

            Wczesnym rankiem miejskim autobusem dotarłem do leżącego na peryferiach Salonik Dworca autobusowego Chalkidiki Bus Station (końcowy przystanek miejscowego autobusu 45A). Stąd odjeżdżają dalekobieżne autobusy do Ouranoupolis – niewielkiego miasteczka położonego u nasady Półwyspu Athos, które jest jedyną bramą wjazdową do Republiki Mnichów. W malowniczo rozłożonym nad Morzem Egejskim miasteczku zanocowałem w Pension Vasiliki. Miejscowość żyje tylko z turystyki, tu zatrzymują się wszyscy pielgrzymi i turyści jadący na Świętą Górę. Z trzech stron półwysep otaczają urwiste i niedostępne brzegi Morza Egejskiego. Ja znajduję się od czwartej strony, gdzie łączy się z resztą Grecji, ale nie biegnie tutaj żadna droga i nie wolno tamtędy chodzić- nadzorowana granica oraz skalisty teren i gęsty las. Jedynym możliwym połączeniem z wyspą– półwyspem jest prom z Ouranoupolis do Daphne. Warto pospacerować uliczkami i pozaglądać do sklepików czy restauracyjek, zwłaszcza wieczorem, aby pokontemplować zachód słońca nad szklanką piwa- czy drinkiem ouzo (grecka wódka). Można wynajętą łódką popłynąć na wysepki, rozrzucone w zatoce między półwyspami Athos i Sithonia.

 

 

            Z samego rana w dniu następnym oczywiście, pierwsze kroki skierowałem do biura pielgrzymkowego po moją wizę- specjalne zezwolenie mnisich władz , tzw. diamonitirion. Wokół kłębią się inni przedstawiciele płci brzydszej, w tym sporo pielgrzymów w towarzystwie prawosławnych księży. Nie ma problemu, po okazaniu paszportu i wniesieniu opłaty, mam dokument zezwalający na wjazd i wstęp do klasztorów (foto). Diamonitrion otrzymać można tylko w dniu wyjazdu i w oparciu o niego kupić bilet na prom. Oficjalnie wydawanych jest dziennie tylko 100 pozwoleń wstępu dla pełnoletnich prawosławnych i 10 dla pozostałych wyznań- niepełnoletnim musi towarzyszyć ojciec. Natychmiast potem trzeba stanąć w kolejce do kasy sprzedającej bilety na prom- wybrałem największy „Bazos” (6,9 euro). Płynie wolno, ale można spokojnie popatrzeć na innych podróżnych, również mnichów wracających na Atos.  Po wypłynięciu najlepiej widać największy zabytek Ouranoupolis, bizantyjską wieżę będącą symbolem miasteczka. Zbudowano ją w 1344 roku jako wieżę obserwacyjną, do ostrzegania mnichów o zbliżaniu się piratów. Oficjalnie nazywają ją Tower of Ouranoupolis. Wewnątrz znajduje się niewielkie muzeum archeologiczne.

 

 

Wydaje mi się, że praktyka dotycząca ograniczeń ilościowych pielgrzymów może być inna. Mój prom do Dafni- głównego portu Atosu, był wypełniony około dwustu pasażerami. Z  Ouranopulis wypływają trzy dziennie, plus dodatkowe z Irassos po drugiej stronie półwyspu. Przez dwie godziny wolno płynąłem na Świętą Górę, jak piszą: przesyconą obecnością Boga, relikwiami męczenników, cudownymi, „nie-ręką-ludzką” pisanymi ikonami.

Po drodze dyskretnie podglądam życie na pokładzie: pielgrzymów i mieszkańców Republiki Mnichów, oraz czytam posiadane materiały na temat miejsca, do którego się zbliżam. Cieszyłem się, ponieważ zaczynała się dla mnie nowa przygoda: płynąłem ku tajemniczym klasztorom chrześcijańskiej religii, której obrządku wcześniej nie znałem. Spośród dwudziestu monastyrów chciałem odwiedzić najciekawsze. Atos posiada obecnie specjalny status autonomii z niespotykanymi nigdzie indziej postanowieniami, na przykład automatycznym nadawaniem obywatelstwa greckiego mnichom przyjętym na stałe do poszczególnych klasztorów. To również terytorium o statusie wyłączonym z Unii Europejskiej, której przepisy antydyskryminacyjne byłyby nie do pogodzenia z tradycją Republiki. Oprócz monastyrów (klasztorów), na Atos działają mniejsze wspólnoty mnichów lub miejsca, w których mogą żyć zakonnicy-pustelnicy. Zależnie od ilości zamieszkujących je mnichów posiadają one status: skitów, kaliwii (chaty), kelii (cele), i drobniejszych pustelni. Oprócz klasztorów greckich znajduje się tam również rosyjski, bułgarski i serbski (kiedyś też gruziński)- obecnie są zamieszkiwane przez niespełna dwa tysiące trzystu mnichów.

Na Atos znajduje się skarbiec gromadzonych przez dziesięć wieków dzieł sztuki- architektury, malarstwa tablicowego i ściennego, rękodzieła artystycznego. Jest mało znany i trudno dostępny. W przewodnikach i folderach rzadko można natrafić na zdjęcia wnętrza cerkwi czy reprodukcje ikon. Na całym terytorium obowiązuje zakaz filmowania i nagrywania dźwięku; w większości monasterów nie wolno fotografować wnętrz świątyń; wstęp do bibliotek i skarbców jest możliwy wyłącznie za specjalnym zezwoleniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Grecji oraz Patriarchy Konstantynopola.

Próbuję planować moje zwiedzanie, gdyż chciałoby się zobaczyć jak najwięcej z tego żywego, egzotycznego muzeum na wolnym powietrzu, miejsca, do którego jedzie się jak w „maszynie czasu”. Postanowiłem odłożyć decyzję do czasu przybycia do Karies. Podpatruję z wody kolejne budowle. Niektóre znajdują się wyżej na zboczach i wtedy na brzegu posiadają przystanie dla pasażerów i przewozu zaopatrzenia. Niżej dwa pierwsze widoczki- drugie zdjęcie przedstawia przystań do Klasztorów Kostamonitou i Zografou.

 

 

Prom zawija do kolejnych przystani na dwie minuty i płynie dalej. Wkrótce w zasięgu wzroku pojawił się, zbudowany w jedenastym wieku klasztor Dochiariou. Nad dachami wystaje wysoka wieża obronna, z której mnisi wypatrywali pirackich statków. Wieża nie zdołała jednak obronić klasztoru- został złupiony przez piratów w szesnastym wieku. Klasztorna biblioteka przechowuje dwa tysiące manuskryptów i piętnaście tysięcy dzieł drukowanych.

 

 

Kika minut później podziwiam Klasztor Xenophonts. Założony został w dziesiątym wieku przez błogosławionego Ksenofona- jest poświęcony świętemu Georgiosowi (czyli po naszemu świętemu Jerzemu). Zamieszkuje go trzydziestu pięciu mnichów.

 

  

            Następny klasztor jest okazały, błyszczy zielonymi dachami- rosyjski Klasztor Aghios Panteleimon. Wysiadają na tej przystani rosyjscy pielgrzymi.  Powstał w dwunastym wieku, ale najszybszy rozwój klasztoru miał miejsce w wieku dziewiętnastym, kiedy monastyr wspomagali finansowo carowie Rosji. Rosyjscy pielgrzymi, którzy zaraz po Grekach stanowią najliczniejszą grupę odwiedzających, ze zrozumiałych względów obowiązkowo go odwiedzają.  

 

 

Port w Dafni był końcowym przystankiem promu. Od stolicy republiki jest odległy o pół godziny jazdy autobusem po kiepskiej,  utwardzonej betonem drodze. Przez Dafni trafia na półwysep niezbędne mnichom zaopatrzenie, materiały budowlane itp. „Port” Dafni to  kilka domów i nieco betonowego nabrzeża. Początkowo zamierzałem przesiąść się na kolejny prom i popłynąć dalej wzdłuż brzegu do końca półwyspu, jednak nie było takiej możliwości. Postanowiłem udać się do Karies. Spojrzałem na drogę wijącą się ostro pod górę i skorzystałem z komunikacji autobusowej. Bardzo malownicza trasa początkowo przechodzi wzdłuż brzegu morza w pobliżu Klasztoru Xiropotamou, potem pośród zalesionych wzgórz do stolicy Karies. Wszystkie autobusy i mniejsze busiki kończą bieg na placyku w centrum.

 

 

Stolica Republiki Mnichów de facto bardziej przypomina wioskę: parę knajpek, sklepów spożywczych, zakłady usługowe typu piekarnia czy poczta, oraz coś w rodzaju dworca autobusowego, z którego odjeżdżają mikrobusy do niektórych klasztorów. Pracują w nich cywile, nie dowiedziałem się ilu cywilów zamieszkuje na półwyspie (choć pytałem). Całe Karies z dwustu trzydziestoma mieszkańcami, to praktycznie jedna uliczka o długości około dwustu metrów i placyk przed najstarszym kościołem. Urok Karies polega na braku współczesnej architektury. Trakty komunikacyjne są brukowane kamieniami. Asfaltu i betonu znajdziesz trochę tylko odcinkami, na zakrętach dróg rozmywanych przez górskie potoki. Ulica w Karies kończy się na niewielkim placu, na którym stoi Protaton – najważniejszy i najstarszy kościół Świętej Góry. Protaton od zawsze był siedzibą najwyższego kapłana na Athosie. W środku przechowywana jest cudowna ikona Matki Boskiej „Axion Estin”- w całości pokryta srebrem. Kościół nie jest wart zwiedzania, wnętrze wypełniają konstrukcje podtrzymujące ściany przed zawaleniem.

Po prawej stronie kościoła szerokie białe schody prowadzą do siedziby najwyższych władz Autonomicznej Republiki Góry Atos. Zarząd Atos jest sprawowany przez Świętą Wspólnotę (gr. Iera Koinotis), która liczy dwudziestu przedstawicieli wszystkich klasztorów Atos i spotyka się na posiedzeniach dwa razy w tygodniu. Decyzje dotyczące całej społeczności podejmowane są większością głosów. Święta Wspólnota nie jest organem nadrzędnym wobec klasztorów, lecz zajmuje się mediacją między nimi w razie konfliktów, oraz koordynuje współpracę. Zwierzchników (przeorów) w poszczególnych klasztorach wybierają w tajnym głosowaniu mnisi z danego klasztoru. Tylko, że okazja do wyborów zdarza się rzadko, bo zwyczajowo funkcja jest sprawowana dożywotnio.

 

 

Państwo greckie jest obecne na terenie republiki pod postacią: dwóch małych urzędów pocztowych (w Karies i Dafni), posterunku policji i „gubernatora” mianowanego przez rząd Grecji. Sklepy z zaopatrzeniem można znaleźć tylko w Dafni i Karies. Najwięcej jednak jest z dewocjonaliami i ofertą prawie w całości skierowaną do pielgrzymów. Na pewno zaciekawia bogactwo oferowanych ikon, z których wiele  pokrytych jest srebrem. Oprócz drukowanych, koneserzy znajdą ręcznie malowane kopie świętych obrazów. Nigdzie nie spotkasz, wszechobecnego gdzie indziej blichtru i reklam.

Jestem w centrum Republiki Mnichów, więc zainteresowany przyglądam się ich życiu codziennemu, robionym sprawunkom, wyglądowi, ubiorom i zachowaniu. Na ulicach Karies widzi się ich wielu i nie ma większego problemu z robieniem zdjęć. Na pewno wszyscy są brodaci i w czarnych strojach. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych problemów ostatnich lat była kwestia używania na półwyspie telefonów komórkowych, rozstrzygnięta po myśli zwolenników nowoczesności – na Atosie znajduje się jedna antena i nie miałem problemów z zasięgiem. Normalnym widokiem jest widok mnicha „smerfującego” w telefonie komórkowym.

Przypomnę, że od jedenastego wieku (1060 rok) Autonomiczna Republika Góry Atos jest całkowicie niedostępna dla płci żeńskiej. Zakaz rozciąga się dodatkowo na zwierzęta hodowlane. Źródła podają, że zakaz wstępu dla płci niemęskiej  był zniesiony (co najmniej) raz, kiedy to w czternastym wieku Atos odwiedził serbski car z małżonką. Zakaz ten nosi nazwę grecką avaton. Statki i łodzie, na których pokładzie znajdują się kobiety, nie mogą zbliżyć się do linii brzegowej na odległość mniejszą niż pięćset metrów.

Uderza w Karies duża liczba wałęsających się kotów- podglądałem, wszystkie między nogami miały samcze atrybuty. Kotek nie widziałem- a jak jest z myszami J? Czyżby mnisi sprowadzali tylko te rodzaju męskiego J, lub dopilnowywali aby w pierwszej kolejności koty zjadały myszy rodzaju żeńskiego J. Dowcipkuję sobie, ale przyznajcie… te zwyczaje mogą rozweselać!

 

 

            Istotą wyprawy na Athos jest piesze wędrowanie pomiędzy klasztorami. Aby nie korzystać z rzadko kursujących autobusów i promów, warto wybrać klasztory położone w odległości kilku godzin marszu od siebie. Wyruszając po śniadaniu, dobrze jest dotrzeć na miejsce do godz. 16.00– wtedy zaczyna się wieczorna liturgia. Udział w modlitwach nie jest obowiązkowy, ale z pewnością mile widziany (choć wyznawcy innych religii często nie są wpuszczani w cerkwi dalej niż do pierwszego pomieszczenia).

Jeżeli zdrowie- lub pogoda nie pozwalają na dalekie piesze wędrówki, można na niektórych odcinkach przejechać minibusami. Po rozeznaniu możliwości transportowych, ułożyłem plan zwiedzenia (w informacjach praktycznych pokazałem rozkład jazdy). Około godziny trzynastej każdego dnia można przejechać z Karies minibusami, prawie  w każdy odległy zakątek półwyspu. Postanowiłem drugi dzień spędzić na jeździe minibusami pomiędzy klasztorami w pobliżu Karies- po wschodniej stronie. Natomiast dzień trzeci pieszo i autobusem dotrzeć na kraniec półwyspu. Ostatniego dnia wrócić do Karies a następnie popłynąć promem „Agia Anna” po zachodniej stronie do końca półwyspu, i wrócić do Ouranopulis. Na mapce pokazuję trasę zwiedzania.

 

 

Kolejnym problemem okazał się nocleg. Obecnie większość klasztorów wymaga wcześniejszej rezerwacji miejsca- ja jej nie zrobiłem. Dzięki rozmowom z mnichami dowiedziałem się, że duże klasztory mają większe możliwości i zawsze przyjmują wszystkich chętnych. Są to: Skete Ag. Andreas (Św. Andrzeja) w Karies oraz Klasztory: Pantokratoros i Megistis Lavras. Podpytuję jak dojść do Skete Świętego Andrzeja- to tylko dwieście metrów pod górę- widać jego kopulaste dachy. Poszedłem spytać, czy mnie przyjmą? – oczywiście tak.

 Skity są budowlami podległymi klasztorom, ale niejednokrotnie mnisi żyją w nich według jeszcze surowszej reguły. Często są one położone w pobliżu klasztorów głównych, ale w przypadku Skitu Świętego Andrzeja sytuacja jest odmienna – jest skitem rosyjskiego klasztoru Świętego Pantelejmona, który znajduje się w innej części półwyspu. Pokazuje dawną supremację mnichów rosyjskich w republice- udało im się- skit jest większy od przeciętnego klasztoru. Wraz z grupą prawosławnych pielgrzymów witają mnie kieliszkiem ouzo i zagryzką w postaci słodkiej galaretki loukomi. Moja wiza- diamonitirion, zapewnia mi w monastyrach noclegi i jedzenie, nie trzeba za nie dodatkowo płacić-   podobnie jak za poczęstunki w odwiedzanych klasztorach. Poczęstunki są zróżnicowane i zwykle składają się one z: kawy, loukumi (galaretki w cukrze), tsipouro (mocny bimber z winogron- podobno na Atos wytworzony po raz pierwszy) lub ouzo, oraz szklanki zimnej wody. Otrzymałem łóżko w domu pielgrzyma, jako nie prawosławny w innym dormitorium niż reszta- aby nie sprawiać kłopotu w sprawach modlitewnych… O godzinie szesnastej wszyscy mnisi i goście klasztoru wchodzą na posiłek do wielkiej sali. Wszyscy zatrzymują się i następuje krótka modlitwa na stojąco. Potem odsuwana jest długa ławka od stołu i siadamy. Każdy wlewa sobie „papu” w postaci gęstej zupy warzywnej. Lektor zaczyna czytać żywoty świętych. Do zimnej zupy dodatkiem był: chleb, plasterek czerwonego ugotowanego buraka, oliwki, jabłko, kiwi i woda. W pewnym momencie jest gong, lektor przestaje czytać, wszyscy wstają i wychodzą.

Po kolacji mnisi i pielgrzymi wychodzą na dziedziniec i jest to najlepsza okazja do rozmowy. O godzinie osiemnastej trzydzieści rozpoczęła się wieczorna modlitwa w katolikonie (kościół)- zrozumiałem niestety tylko wielokrotnie powtarzane słowa „Kyrie elejson”…

Poza uczestnictwem w liturgii jedyną atrakcją wieczorną może być otwarcie „ławki”-  klasztornego sklepiku z dewocjonaliami. Wbrew pozorom było sporo zainteresowanych zakupem, zwłaszcza ikon. Na czwartą rano zapowiedzieli ceremonię religijną- chciałem to zobaczyć w kościele prawosławnym. W nocy nieco zmarzłem i z ochotą poderwałem się gdy o wpół do czwartej rano rozległ się dźwięk symandru (deska, w którą uderza się drewnianym młotkiem), wzywający do cerkwi. Rosjanin, z którym tam wszedłem, mówił mi, że ceremonia jest pełna mistycyzmu. W katolikonie u Świętego Andrzeja pozwalają mi wejść tylko do pierwszej części, gdzie znajdują się stojaki na świeczki- dalej mogę wejść, ale nie w czasie ceremonii. W mojej części jest jeszcze mnich staruszek- w przerwach drzemki, zajmujący się usuwaniem wypalonych świeczek. Jedynym oświetleniem są malutkie lampki przed świętymi ikonami. Wierni oraz mnisi wchodzą i wychodzą, a wewnętrzu trwają monotonne modlitwy, czytanie, śpiewy i kilkakrotne okadzanie wszystkich zakątków świątyni. Znowu rozumiałem tylko kilka słów- tym razem „Kyrie elejson” i „Alleluja”. O siódmej rano jeden z mnichów wyszedł i chodził po terenie z deszczułką i młotkiem- było to kolejne wezwanie do modlitwy dla mnichów i pielgrzymów. Podobnie jest wieczorem.

I jeszcze kilka uwag związanych z ceremoniałem świątynnym:

  • mnogość świec i intensywne kadzenie powoduje, że ściany i sufit są ciemne (okopcone),
  • trochę zaskoczył następny zwyczaj. W cerkwiach wierni tradycyjnie całują jedną, dwie główne ikony. U prawosławnych Greków ikon do całowania jest kilkanaście we wszystkich częściach cerkwi i cały ceremoniał powtarzają – na początku i końcu,
  • dodatkowo występuje zwyczaj wykonywania szeregu ukłonów, klęcząc z dotykaniem ziemi palcami.
  • Dla mnie, największą różnicą w ceremoniale chrześcijańskim pomiędzy Grecją i Polską jest to, że u nas wierni czynnie uczestniczą we mszy: śpiewają i modlą się. Na Atos to wszystko jest zarezerwowane dla mnichów- wierni stoją lub siedzą, nie otwierając ust, poza setkami przeżegnań i ukłonów.

Wiedziałem, że w kościele prawosławnym ceremoniał jest długotrwały, ale nie sądziłem, że po czterech i pół godzinie jeszcze się nie zakończy. Nie czekałem na śniadanie i o godzinie ósmej trzydzieści wyszedłem na plac z minibusami.

 

Część druga relacji znajduje się niżej.