Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Gujana

Spis treści

Gujana, informacje praktyczne

Dodano: 25-03-2016

Gujana, informacje praktyczne  (na marzec 2016).

Tekst: Paweł Krzyk

Informacje ogólne: Dawna kolonialna Gujana Brytyjska, obecnie niepodległe państwo Kooperacyjna republika Gujany. Znajduje sie w północno- wschodniej Ameryce Południowej. Sąsiaduje z Wenezuelą, Brazylia i Surinamem. Powierzchnia kraju: około 2/3 Polski, liczba mieszkańców ok.750 tysięcy. Różnica czasowa: minus 5 godzin do czasu naszego, tzn. gdy u nas jest np.  12.00, to w Gujanie jest  7.00. Stolica Georgetown. Kraj nad morzem nizinny pokryty wilgotną dżunglą oraz drzewiastą sawanną- występują depresje. Reszta kraju położona jest na wyżynie z najwyższym szczytem Roraimą (2810 m…)

Kiedy jechać? Gujana posiada w całym kraju  gorący, wilgotny, podrównikowy klimat.  Pora deszczowa jest w : maju- czerwcu oraz grudniu- styczniu. Temperatury na wybrzeżu około 20- 34 st. C, a w głębi lądu 18- 40… Jechać lepiej w porze suchej.

Wiza: od Polaków jest wymagana. Można starać się o wizę w Ambasadach w : Brukseli, Londynie lub Caracas. Swoją wizę załatwiłem przed wyjazdem przez pośrednika Wiza Serwis w Warszawie (koszt 606 zł- ambasada w Brukseli). Wniosek o wizę należy złożyć co najmniej 6 tygodni przed planowanym wjazdem do Gujany. Wniosek wizowy jest pod: http://www.guyanahclondon.co.uk/VisaApplicationFormNew.pdf- 35 euro,  Adres w Londynie: Guyanese High Commission in London, United Kingdom3 Palace Court Bayswater Court London W2 4LP United Kingdom. Tel  (+44) 20 7727 9809, Fax (+44) 20 7229 7684. Email:  guyanahc1@btconnect.com, strona internetowa: www.guyanahclondon.co.uk Aby uzyskać wizę turystyczną, należy wypełnić dwa wnioski i dołączyć dwa zdjęcia paszportowe, rezerwacje hotelową, dowód posiadania środków pieniężnych. Wniosek o wizę należy złożyć 6 tygodni przed planowanym wjazdem do Gujany. Aplikować o wizę można w Ambasadzie Gujany w Brukseli, e-mail: embassy.guyana@skynet.be – pod tym adresem można uzyskać informacje, w jaki sposób dokonać opłat za wizę. Otrzymanie wizy nie gwarantuje wjazdu na terytorium Gujany – ostateczną decyzję podejmują funkcjonariusze miejscowej straży granicznej. Okres ważności paszportu powinien wynosić co najmniej 6 miesięcy. W przypadku niemożności złożenia wniosku w placówce dyplomatycznej Gujany, można wysłać wniosek do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Gujany o wydanie wizy przy wjeździe. Sprawy wiz opisano pod: http://www.guyanahclondon.co.uk/visa.html

Wizy do krajów sąsiadujących (nie sprawdzałem).

Język urzędowy: angielski i kreolski

Waluta: obowiązuje dolar gujański GYD. Wymieniałem USD po kursie 1 USD= 205 GYD.

Internet i telefony, prąd, wtyczki: Internet jest dostępny, telefony nasze nie działają (mój Plus nie działał). Wtyczki dwie równoległe blaszki (potrzebny reduktor), ale napięcie sieci 110 Volt.

Ceny: towary i usługi: podobne od sąsiedniego kraju- Surinamu. Ceny podobne do poziomu obowiązującego w Polsce.

Jak dojechać? Najwygodniej samolotem. Możliwości drogą lądową od strony krajów sąsiednich: Wenezueli, Brazylii i Surinamu.

Bezpieczeństwo: kraj nie jest bardzo niebezpieczny dla rozważnego turysty. Uważaj szczególnie po zmroku, w centrum Georgetown w dużych skupiskach ludzkich (np. bazar), i bez afiszowania się z „dobrami materialnymi”. Lepiej korzystać z usług korporacji taksówkarskich…  Występuje zagrożenie chorobami tropikalnymi (wilgotne bagniste lasy tropikalne). Obowiązuje posiadanie „żółtej książeczki” ze szczepieniem przeciwko żółtej febrze. O profilaktyce antymalarycznej piszę pod malaria. Przez cały okres pobytu zalecane jest stosowanie profilaktyki antymalarycznej. Niski poziom usług medycznych, szczególnie poza stolicą. Polecana jest prywatna klinika St. Joseph’s Mercy Hospital…

 Transport i informacje turystyczne: na granicach lądowych brak informacji turystycznych i jakichkolwiek materiałów turystycznych. Znalazłem je dopiero w stolicy Georgetown, informacji udzielają liczne firmy turystyczne oferujące wycieczki- posiadają także mapki i opisy atrakcji turystycznych. Zwykle oferują swoje imprezy, lub tylko zaprzyjaźnionych firm. Pytaj w różnych miejscach o to samo. Ruch lewostronny. Pomiędzy miastami najwygodniej przemieszczać się mini busami. Zbiorowe taksówki (mini busy) odjeżdżają po napełnieniu się, a bilety kupuje się u kierowcy za gotówkę. Na mojej całej trasie przemieszczałem się mini busami oraz łodziami po rzekach. Niżej podaję szczegóły:

Moleson Creek (granica z Surinamem)- Georgetown- Zbiorowe taxi, ale czeka się na napełnienie. Jadę mini busem w ramach pakietu wykupionego w Surinamie- mam bilet wydany mi po stronie surinamskiej, nie czekam na napełnienie się mini busa (2g).

Georgetown- Parika: mini busy linii nr 32, odjeżdżają sprzed bazaru Starbrock Market. Odjeżdżają po napełnieniu się. Płaci się kierowcy 2,5 USD (500 GYD), czas jazdy 1g.

Parika- Bartica: mały prom odpływa po napełnieniu się pasażerami (20-25 osób). Czeka się – zwykle około godziny, należność kasuje kapitan łodzi gotówką. Czas płynięcia 1g.10’ (do 1g-30’).

Bartica- Sloth Island: wynajem prywatnej łodzi (15- 25 USD  w obie strony, czas płynięcia 10 minut w jedną stronę).

Georgetown- Kaieteur Falls- Orinduik Falls- Georgetown: wycieczka kupiona w Biurze podróży samolotowa jednodniowa. Taksówką dojazd na własny rachunek na lotnisko Ogle (5 do 7,5 USD, ok. 10 minut). Przy odlocie za granicę Gujany zapłacisz 21 USD.

Hotele:

Georgetown,  spałem w  Rima Guest House, 92 Middle Street, Georgetwon w samym zabytkowym centrum. Cena 30 USD/noc w pokoju 2 osobowym z wentylatorem, z WC w korytarzu. Wart polecenia ze względu na lokalizację.

Bartica: spałem w „D” Guest House za 40 USD/pokój 2 osobowy z moskitiera i wentylatorem. Czysty, wart polecenia. Przy przystani jest jeszcze jeden hotelik z cenami 25 USD/pokój 2 osobowy z wentylatorem i bez moskitiery. Ja swojej moskitiery nie zabrałem, więc wybrałem ten droższy.

Przewodniki: nie szukałem, wystarczyły mi informacje z Internetu, oraz informacje na miejscu.  

Atrakcje turystyczne:

Georgetown: stolica, główne miasto. Mozaika kultur. Celem spacerów jest centrum miasta. Zabytki: Katedra Św. Jerzego (St. George’s Catedral),  gotycki ratusz, rynek Starbrock z wieżą, zabytkowe mniejsze budynki i ZOO…

Wycieczka do kopalni złota: szukając i organizując logistykę pobytu trafiłem na ulicy Middle Street do biura turystycznego: Old Fort Tours i Resort. Tel.662 55 02 i 662 98 88, email: oldforttours_resort@hotmail.com, strona int.: www.angcamgy.com . Jest warte polecenia: pełna informacja, pomoc w organizacji pobytu (nie tylko za pieniądze). Dzięki nim pojechałem sam na dwudniową wycieczkę do Bartica i Sloth Island (patrz niżej). Zostałem również zaproszony do bezpłatnego zwiedzenia ich … kopalni złota. To niesamowite lecz prawdziwe. Pisze o tym w relacji: Jeden dzień w kopalni złota. Warto zarekomendować ich wycieczkę do starego fortu na Fort Island, wraz z przejazdem łodzią i pobytem kilku godzinnym w dżungli- cały dzień za około 80 USD.

Wycieczka do Bartica i Sloth Island: Pojechałem na własny rachunek, bez wykupywania wycieczki. Najpierw Mini bus do Parika (w/w). Potem przesiadka na łódź (w/w). Zwiedzam i nocuję w Bartica. Znalazłem łódkę na wyspę Sloth. Obszedłem spacerkiem dookoła i wróciłem po 4 godzinach. Wyspa jest prywatna i trzeba od gospodarzy uzyskać zgodę na zwiedzenie (może nawet zapłacić). Uwaga: nie ma sensu jechać gdy jest przypływ, gdyż woda zalewa ścieżkę w dżungli (ok. 80 cm wyżej) i nic nie zobaczysz. Powrót w taki sam sposób. Czas 2 dni (1 noc).

Wycieczka samolotowa do wodospadów: Kaieteur Falls i Orinduik Falls: wycieczka samolotowa, jednodniowa, kupiona w Biurze Podróży (koszt 199 USD).Taksówką dojazd na własny rachunek na lotnisko Ogle (5 do 7,5 USD, około 10 minut). Przeloty wraz z grupką turystów z przewodnikiem: Ogle- Kaieteur- Orindulk- Ogle. Grupę rekrutuje Biuro Podróży.

Wycieczki do Interioru: jest wiele możliwości, ale:

1/są bardzo drogie i trzeba rozłożyć koszty na większą grupkę (ceny, jak dla… Amerykanów). Nie licz na to, że samemu zmontujesz grupę…, tutaj nie ma wielu turystów. Najlepiej z nią przyjechać.

2/trzeba na to kilku dni (6-9 dni)

 

Powrót do: relacji z podróży

Powrót do relacji: Jeden dzień w kopalni złota

 

Jeden dzień w kopalni złota

Dodano: 25-03-2016

Jeden dzień w kopalni złota

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

W Georgetown podczas organizowania pobytu w Gujanie, trafiłem do Biura Turystycznego „Old Fort Tours i Resort”. Chyba wzbudziłem sympatię właścicieli biura Gamille i Raya Boodhoo. Po uzgodnieniu szczegółów zwiedzania, Ray zaproponował odwiedzenie jego kopalni złota. Widząc, że nie bardzo rozumiem, pokazuje mi zdjęcie kopalni na swoim telefonie komórkowym. Mówi, że i tak tam jutro musi pojechać, więc mogę wolny dzień spędzić bezpłatnie z nim! Myślę sobie, pewnie jakiś chwyt reklamowy- a co mi tam, mogę pojechać. Musiałem następnego dnia rano na ósmą dojechać do jego domu w miasteczku Parika. Jedzie się minibusem linii 32 przez godzinę (ok.45 km). Odjazd następuje sprzed Stabroek Market. Szczegóły organizacyjne zwiedzania zamieściłem w Informacjach praktycznych (kliknij). Do godziny spotkania zdążyłem jeszcze obejść centrum Parika (foto): kilkanaście kolorowych domów w stylu hinduskim, rząd straganów, postój mini busów i taksówek, oraz przystań na Essequibo River. Stąd rozpoczyna się jedyna regularna linia żeglugi rzecznej w kierunku południowym, na trasie Parika- Bartica. Ruszamy samochodem osobowym wypełnionym kilkoma pojemnikami z paliwem. Po 20 minutach zatrzymujemy się w wioseczce nadbrzeżnej przy porcie rzecznym. Stoi kilka łodzi drewnianych z dużymi silnikami. Ray pokazując na największa łódź, mówi: Vincent (kierowca samochodu) to mój kapitan- zawiezie nas do kopalni.

01- Partika 02- przystań nad Essequibo

Po wymanewrowaniu z portu silnik zaryczał, dziób się podniósł jak na wyścigach i pędzimy po Essequibo. Rzeka jest ogromna, wokół tylko pomarańczowo- beżowa mętna woda i ściana rozbryzgów spod dzioba. To co początkowo brałem za odległy drugi brzeg rzeki, było skrajem  kolejnych wysp. Gdy w prześwicie ujrzałem drugi brzeg, był widoczny jako ciemny pas na horyzoncie. Sądzę, że podróże po największych rzekach światowych, zwłaszcza południowoamerykańskich, nie jest zbyt atrakcyjnym zajęciem turystycznym. Miałem okazję zobaczyć te największe: La Plata, Amazonkę, Rio Negro, Orinoko i obecnie kilka w Gujanach. Na wszystkich po kilkunastu minutach najlepiej zasnąć: widać w oddali ciemne paski z lewej i prawej, oraz beżowo- szary płyn poruszający się w kierunku morza. Po przepłynięciu pomiędzy kilkoma wyspami zatrzymujemy się przy Fort Island. Ray i Vincent postanowili uatrakcyjnić mi wycieczkę, zatrzymując się po drodze przy najstarszym zabytku Gujany. Vincent „robi” za przewodnika i opowiada o holenderskim Forcie Zeelandia, który wybudowano na wyspie w 1744 roku. Wyspa Fort pełniła w tamtych czasach rolę pierwszej stolicy holenderskiej kolonii. Zwiedzam ruiny fortu (foto) i małe muzeum w dawnym budynku sądu i zarządu kolonii. Wyspa jest zamieszkana, jedynym środkiem lokomocji mieszkańców są łodzie.

03- Fort Island na Essequibo 04- wioska na Wyspie Fort

Po dalszej godzinie na Essequibo wpływamy w odnogę. Łódź w pędzie prawie kładzie się na kolejnych zakolach. Migotają mi korzenie mangrowców i za chwilkę łódź przybija do kładki, pełniącej rolę portu (foto). Obok znajduje się parking dla kilku ciężkich maszyn do przesuwania ziemi, i bliski ukończenia dom noclegowy na wysokich słupach fundamentowych. Wita nas gospodarz pilnujący terenu. Ray uruchamia traktor, ładujemy przywiezione pojemniki z paliwem i jak się okazało środki spożywcze w kontenerkach chłodniczych. Siadamy z Vincentem na pojemnikach i 20 minut jedziemy po wyboistej drodze, którą spychaczami wykarczowano wśród pradawnego lasu deszczowego. Myślę sobie: dziwna ta wycieczka krajoznawcza, zwłaszcza że Ray pokazuje ciekawostki przyrodnicze i okazy ptaków. W końcu zatrzymujemy się w przesiece z widokiem na dużą pomarańczowo- czerwoną dziurę w ziemi.

05- port kopalni 06- kopalnia złota w dżungli

Dopiero tam uwierzyłem, że Ray mówił prawdę. Jest właścicielem pracującej od dwóch lat kopalni złota, oraz siedmiu tysięcy akrów dżungli (ponad 2800 hektarów), która pewnie nigdy nie miała kontaktu z tzw. „cywilizacją”. Zawsze tutaj tylko poruszano się po wodzie czy polowano- na pewno nikt nie pracował ciężkim sprzętem. Patrzy na mnie trzech zdziwionych pracowników: co za jeden, po co go przywieźli? Ray mówi mi: mam cztery godziny czasu, rób co chcesz, tylko nie odchodź za daleko w dżunglę, bo nie mogę ci zagwarantować bezpieczeństwa. Może się trafić: tapir (widzieliśmy ślady w błotku na drodze), jaguar… Wystarczyło mi, postanowiłem obejść wykopki kopalni dookoła skrajem dżungli. I tak było to prawie dwa kilometry. Co prześwit pomiędzy gigantycznymi drzewami podchodzę na skraj wykopu (foto). W środku na pływającej wyspie pracuje zespół maszyn, drążący ziemię pod wodą i transportujący urobek rurą na skraj wyrobiska do płuczki. Sama płuczka to dwie pochyłe stalowe płaszczyzny, na których ułożono maty z tworzywa, typu wycieraczka z długim włosem. Maty dociśnięto stalowymi kratami. Kamienie i urobek z kopalni wylewa się na płuczkę i spada coraz niżej… do rzeczki.

07- maszyny kopiące 08- płuczka

Sens płukania, wydobytego brudnego płynu z piaskiem i kamykami, jest następujący: metale jako cięższe opadają niżej i są zatrzymywane w macie. Reszta jako niepotrzebna jest usuwana z powrotem do: wyrobiska, dżungli, rzeki… Tak sobie dumałem, po co Ray z Vincentem tu przyjechali? Chyba, żeby sprawdzić i zabrać „wynik” pracy kopalni. Miałem rację. Po obiedzie ugotowanym przez szefa kopalni (na zdjęciu przy płuczce), cała załoga pod okiem szefa czyści płuczkę z kamieni i zdejmuje kraty. Na końcu zdejmuje się maty.

09- szef kopalni 10- zdejmowanie mat z wypłukanymi metalami

Nad specjalnym płaskim zbiorniczkiem z wodą, zdjęte maty są wytrząsane i myte z udziałem proszku do prania. Następnie nad mniejsza płuczką, następuje kolejne oddzielanie i płukanie. W wszystko to prace ręczne. Maszyny na tym etapie pracy służą tylko do podawania wody bez urobku.

11- płukanie mat 12- płukanie wtórne

Końcowym etapem jest płukanie w taki sposób, jak robili to dawni poszukiwacze złota: koliste ruchy stożkową miską. Systematycznie kręcą i chybocząc miską, metale zbijają się w większe grudki i są oddzielane. Wydawać by się mogło, że to taki lukratywny interes. Pewnie tak, ale pod warunkiem, że się trafi we właściwe miejsce. Praca jest niezwykle ciężka (siła razy gwałt) maszynami i rękoma. Wszystko bardzo daleko od…, w tym przypadku czegokolwiek. Wszystko trzeba przywieźć i samemu zbudować. Pracownicy tam mieszkają pod daszkami z plandeki, śpiąc w hamakach, woda… najlepsza z deszczówki. Że tak powiem…, nie ma mamusi… i niczego wokół.

13- wypłukiwanie końcowe miską 14- baza kopalni

Wracając z powrotem, z kopalni zabrało się do cywilizacji dwóch pracowników- jutro jest państwowy dzień wolny, hinduskie święto narodowe Holi. Zostaje tylko szef kopalni i opiekun przystani. Patrzą jak jeden z tych co odjeżdża, targa do łodzi dużą strzelbę. Pytam żartobliwie, przeciwko komu jest potrzebna: ludziom czy zwierzętom. Uśmiecha się pod nosem i odpowiada, że… zwierzętom. Wracając do celu przyjazdu właściciela do kopalni. Urobek ostatnio był sprawdzany trzy dni temu. Na ostatnim zdjęciu pokazuję wynik bieżącej trzy dniowej pracy: samo srebro i mix trzech innych metali. W sumie około 2 dkg. Złota „0”. Słyszę rozmowę, że trzeba będzie zespół kopiący przesunąć nieco w bok. To taka loteria: będzie, albo i nie! Chyba nie zawsze było tak mizernie…

15- efekt pracy 3 dni kopalniDziwny to był dzień. Byłem w miejscu, które wszędzie jest sekretne i nigdzie nie pokazuje niczego turystom. A jeżeli, to w specjalnie przygotowanych „kopalniach turystycznych”. I jeszcze każe się za to płacić.

Ray przyjmij podziękowania od starego podróżnika. Byłem w kopalniach złota na kilku kontynentach, ale zawsze były… tylko turystyczne.

Serdecznie Ciebie i Gamille pozdrawiam.

Przejście do następnej relacji: Gujana

Przejście do poprzedniej relacji: Surinam

Przejście na początek trasy: Gujana Francuska

 

 

 

 

Gujana, relacja z podróży

Dodano: 26-03-2016

Gujana, relacja z podróży

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

Gujana jest jedynym anglojęzycznym krajem na kontynencie południowoamerykańskim. Dawna kolonialna Gujana Brytyjska, gdy w 1966 roku uzyskała niepodległość, została nazwana Gujaną. Indiańskie słowo Gujana oznacza „Kraj Wielu Wód”. Określenie trafne dla kraju o licznych rzekach, malowniczych jeziorach, znacząco dużych terenach podmokłych i wielu wodospadach. W czasie wyprawy do trzech Gujan, po tej Gujanie podróżowałem najdłużej, gdyż zaplanowałem wypad kilkudniowy do dzikiej i nieskazitelnej przyrody w dżungli. Ale, jak to czasami bywa, drobne nieporozumienie w korespondencji i… brak szefa w firmie organizującej safari spowodował, że zwiedzałem inne równie magiczne miejsca. Co nie oznacza, że żałuję i robię coś z „musu”. Dzięki pomocy sympatycznych szefów firmy Old Fort Tour i Resort, udało mi się zwiedzić prawdziwą kopalnię złota. Piszę o tym w relacji „Jeden dzień w kopalni złota”. Szczegóły organizacyjne zwiedzania znajdziesz w Informacjach praktycznych (kliknij).

W środę Gujana była nieczynna, wypadało Holi, hinduskie święto zakończenia zimy. Po Georgetown jeżdżą samochody z ogłuszającą muzyką i ciężarówki z Hindusami obojga płci, z których każdy od stóp do głów jest upaćkany wielokolorowymi proszkami. Wygląda zabawnie, zwłaszcza jak w knajpkach próbują „upudrować” sąsiadów. W Indiach podczas Holi oblewają się dodatkowo wielokolorową wodą! Uciekłem do spokojnego centrum miasta. Musiałbym kupić nowy komplet odzieży, czyli jakąś połowę zawartości mojego niewielkiego plecaka. Wśród kolonialnej architektury z widocznymi wpływami kolonizatorów brytyjskich i holenderskich, wyróżnia się anglikańska Katedra Św. Grzegorza (foto). Jest jednym z największych na świecie wolnostojących budynków drewnianych. Gotycki ratusz miejski wygląda jak z Disneylandu, lub z bajki o Smerfach i Gargamelu.

01- katedra Św. Jerzego 02- ratusz Georgetown

Przy Main Street znaleźć można większość kolonialnych domów. Dwukrotnie na wypady poza miasto odjeżdżałem ze stacji mini busów, zlokalizowanej przed Stabroek Market. Duży bazar z reprezentacyjną wieżą, z której można próbować spojrzeć na miasto. Piszę próbować, gdyż bazar i jego sąsiedztwo posiadają opinię niezbyt bezpiecznego miejsca dla turystów. Ja najszybciej jak mogłem, opuszczałem ten rejon.

03- Stabroek Market

wedrowkizpawlem.pl

Nie wszystko w Georgetown lśni odnowionymi fasadami. Spotkasz duże drewniane domostwa, czekające w kolejce do kapitalnego remontu lub rozbiórki. Jak przejdziesz się trochę dalej od centrum zrozumiesz, że jest to kraj, w którym chyba urodziło się słowo „El Dorado”. I teraz muszę trochę o podbojach kolonialnych, które w Gujanie stanowią bardzo długi okres. Już  końcu XVI wieku jedna z odkrywczych podróży (Waltera Raleigha) doprowadziła do doniesień o El Dorado, mieście złota, które wg legendy, znajduje się na terenie dzisiejszej Gujany. W rzeczywistości złoto odkryto w połowie XIX wieku. Historia własności kolonialnej przechodziła pomiędzy: Holendrami, Francuzami i Brytyjczykami. W sąsiedztwo Bazaru Bourda znajdziesz sklep, w którym kupisz to, co będziesz potrzebował dla uruchomienia… kopalni złota.

05- Georgetown 06- sklep dla kopalni złota

Bazar Bourda, oferujący warzywa i owoce w przeciwieństwie do Stabroek, jest miejscem bezpiecznym. Nieco dalej znajdziesz niewielki ogród botaniczny, który bardziej zasługuje na nazwę parku i ogród zoologiczny. Wszedłem do ZOO, licząc na obejrzenie niespotykanych tropikalnych stworów dżungli…, i zawiodłem się. Zaciekawiły mnie tylko olbrzymie anakondy, resztę zwierząt chyba posiadają wszystkie ogrody europejskie.

07- Bourda Market 08- gigantyczna anakonda w ZOO

Georgetown leży nad rzeką Demerara i z resztą kraju w stronę zachodnią, łączy je ponad dwukilometrowej długości most pontonowy. Jakoś tak się składa, że wszystkie rzeki w Gujanach są szerokie na parę … kilometrów. Jadąc po moście kilkakrotnie, podziwiałem sposób stabilizowania mostu, przy pomocy zakotwiczonych ciężkich walców oraz linowego systemu prostowania przęseł. Dwudniowy wypad do dżungli wzdłuż ogromnej rzeki Essequibo zorganizowałem sam, bez wykupywania czegokolwiek w biurze turystycznym. W pierwszym dniu minibusem dojechałem do miasta Parika, by tam przesiąść się na mały prom. Właśnie na Essequibo na trasie pomiędzy Parika i Bartica, kursuje jedyne regularne połączenie rzeczne niewielkimi promami, które ruszają w drogę po napełnieniu się pasażerami. Poczekasz godzinę do dwóch i popłyniesz około 70 minut. Raz dziennie kursuje także większy statek ale ten płynie pięć godzin (około 50 kilometrów po wodzie). Jednak, jeżeli kwękasz na kręgosłup, to wiedz, że te łodzie skaczą jak piłka po wodzie, odbijając się o wierzchołki niewielkich fal. Najlepiej siedzieć jak najbliżej tyłu łodzi, mimo że jest wtedy głosniej! Pasażerowie pozostają prawie szczelnie zasłonięci z przodu i boków, w obawie przed przemoczeniem bryzgami wody spod dzioba łodzi. Byłem szczęśliwy, gdy przybiliśmy do schodków portu w Bartica (drugie zdjęcie).

09- ponad 2 km most pontonowy na Demerara River 10- port w Bartica

Znajduję szybko hotelik i ruszam z aparatem, na podbój ostatniego miasteczka przed buszem i bezdrożami. W centrum miasteczka znajdują się główne urzędy, policja, drewniana duża buda portu rzecznego i niewielki hotelik. Kilkanaście sklepów, restauracyjek i im dalej od centrum, tym domki w gorszym stanie.

11- centrum Bartica 12- Bartica

Nie bądź zdziwiony takim obrazkami, jakie pokazuję niżej. Na pierwszym kobieta (za przeproszeniem)… „iska” tego kogoś przed nią. Dotychczas w ostatnich „”dwóch wiekach” widziałem takie obrazki, w … wykonaniu małp. Na drugim natomiast… człowiek śpi w porcie, na skraju pochylni wiodącej do miejsca cumowania dużych łodzi (prawie wisi nad wodą rzeki). Widocznie przyjechał z głębi lądu z buszu, zaopatrzony we wszystko co potrzebuje do przetrwania (!!!- w tym hamak i … telefon komórkowy). Nie byłbym zdziwiony, gdyby to był jeden z rdzennych mieszkańców Gujany. Są nimi amerykańscy Indianie z plemion Karaibów i Arawaków. Obecnie Gujanę zamieszkuje dziewięć plemion Indian południowoamerykańskich. Poza w/w: Akawaio, Araukarie, Karaibowie Rzeki Barima, Macushi, Patamona, Waiwai oraz Wapisiana. Nie sądź jednak, że to dzikusy z buszu, chodzący nago itp (pytałem). Te czasy chyba minęły w Gujanie bezpowrotnie- „nie tekstylnych” niestety już tutaj nie ma. Nazywam nie tekstylnymi takich, którzy ubierają się w to, co sami wytworzą w swoich wioskach. Usłyszałem, że czasami przebierają się… dla turystów. Wiedz, że za wstęp do swoich wiosek każą sobie… płacić. Taka sobie uwaga! Niewiele to się różni, np. od Etiopii na innym kontynencie, gdzie zapłacisz za każde zdjęcie (1-2 dolary).

13- mieszkancy Bartica 14- bartica

W Bartica możesz sprzedać złoto…, które jakimś sposobem zdobędziesz, lub po prostu zlecić zrobienie sobie jakiegoś złotego drobiazgu. Na zdjęciu warsztat jubilera. Zarejestrujesz również… swoją kopalnię…  W miasteczku Bartica kończy się, możliwość podróżowania na południe drogami o utwardzonej powierzchni. Chyba dalej można tylko takimi „Busz Masterami”.

15- złotnik w Bartica 16- mistrz buszu

Z Bartica w drugim dniu wybrałem się na jedną z wysepek w pobliżu. Wybrałem Sloth Island znaną z małp leniwców. Nie udało mi się jednak popatrzeć na nie w buszu, zbyt wysoki stan wody przypływu zalał ścieżki w dżungli. Wracam z powrotem trzema środkami lokomocji: dwie łodzie i mini bus. Późnym popołudniem, zdziwiony patrzę na liczne bazarowe stoiska z… latawcami. Okazało się, że pojutrze w Dzień Wielkanocny, Chrześcijanie puszczają je dla upamiętnienia zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Ciekaw jestem, ile powstało w świecie niezwykłych zwyczajów w różnych kulturach, a wszystkie dotyczą jednego wydarzenia religijnego. W samej Polsce można znaleźć kilka. W takim dniu żałuję…, że nie jestem z moją rodziną w domu. Dotychczas przez podróże, zdarzyło mi się… nie być, tylko dwukrotnie. Przepraszam Basiu, ale pamiętasz, że się zgodziłaś!

17- Wyspa Sloth 18- latawce wielkanocne

Przedostatni dzień w Gujanie latam mini samolocikiem turbośmigłowym pomiędzy krańcami  kraju. W czasie wycieczki chcę zobaczyć najciekawsze wodospady Gujany. Pierwszym postojem jest największy pojedynczy wodospad na świecie o nazwie Kaieteur, na rzece Potaro. Jeden z najpotężniejszych wodospadów na świecie, ze względu na ilość spadającej wody. Jest prawie pięć razy wyższy od wodospadu Niagara. Jego spadek to 226 metrów w linii prostej oraz kolejne 25 metrów nad wielkimi skalami, znajdującymi się u dołu wodospadu. A szerokość 90-105, do 122 metrów w porze deszczowej. W Wenezueli wodospad Salto Angel jest wprawdzie  cztery razy wyższy, ale nie tak szeroki i z taką masą wody. Wodospad znajduje się daleko w dżungli. Można go zobaczyć najwygodniej samolotem (tak jak ja, wycieczką całodniową za 199 USD), lub ekspedycją: rzeką i lądem (2-4 dni). Leci się z lotniska Ogle pod Georgetown ponad godzinę. Robi wrażenie lot nad dżunglą Amazonii gujańskiej,  przypominającą zielony dywan.

19 20- Amazonia w Gujanie

Lądowanie na mini lotnisku parku Narodowego Kaieteur a potem już tylko spacer, i podziwianie kolejnych widoków ze skraju kanionu: jego wysokosci… i rzeki Potary.

21- Kaieteur Falls 22- rzeka Patara w Amazonii Gujany

Po dwóch godzinach przy Kaieteur lecę dalej w głąb kraju, w kierunku granicy z Brazylią. Celem jest drugi spektakularny Wodospad Orinduik na rzece Ireng. Rzeka znajduje się tym razem w sawannach, a wodospad jest znacznie niższy. Kaskady sięgają 10 do 20 metrów i można u ich stóp zażyć kąpieli. Oczywiście, jeżeli Ci nie straszne choroby tropikalne… i be…, podobne paskudztwa typu malaria, denga…, w każdym razie warto pamiętać o repelentach odstraszających moskity. Potem już tylko lot powrotny niecałe półtorej godziny. Na drugim zdjęciu trasa zwiedzania w Trzech Gujanach.

23- Orinduik Falls mapka trasy w trzech Gujanach

A w ostatnim dniu taksówką z powrotem na lotnisko Ogle, i ruszam na Morze Karaibskie …, ale to już inna opowieść z mojej trasy.

 

Przejście do następnej relacji: Saint Kitts

Przejście do poprzedniej relacji: Jeden dzień w kopalni złota

Przejście na początek trasy: Gujana Francuska