Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Syria

Spis treści

Syria, relacja z podróży. Część I: Podróż do Damaszku.

Dodano: 14-09-2019

Syria w czasie wojny, relacja z podróży (na sierpień 2019)

Część I: Podróż do Damaszku.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

              Na początek, nie, nie jestem szalony. Mimo, że to była podróż do krainy:

– zawalonych budynków,

– morza ruin 

– i wielkich kraterów po bombach.

– Krainy, w której objeżdża się szerokim łukiem tereny zajęte przez terrorystów,

– i z bardzo przyjaznymi ludźmi.

Syria właśnie zaczyna wydawać wizy turystyczne. Ale nie jak leci, tylko wybranym turystom, którzy wykupili wycieczki zorganizowane  w lokalnym biurze podróży. Podpowiadam zainteresowanym jedno z nich: www.untamedborders.com.

              Syria w przeszłości sympatyzująca z socjalizmem, od 2011 roku jest rozrywana konfliktami wewnętrznymi. Protesty przeciwko prezydentowi Baszarowi al-Assadowi szybko przerodziły się w wojnę domową sił rządowych z bojówkami rebeliantów. Powstały chaos natychmiast wykorzystali terroryści, organizując różne ugrupowania w tym tzw. Państwo Islamskie (ISIS). To z kolei spowodowało, że w konflikt zaangażowały się mocarstwa USA i Rosja- tyle, że nie zawsze współpracując za sobą.

              ISIS po zajęciu części roponośnych terenów syryjskich finansowało się ze sprzedaży ropy, przemytu, zrabowanych dzieł sztuki, i… okupów za porwania. Przejęło kontrolę nad dużą częścią terytorium kraju  i wprowadziło brutalne własne rządy, które doprowadziły do cierpienia miliony ludzi. Przeprowadzano masowe egzekucje, ukrzyżowania czy  ścinanie głów niewiernym. ISIS zdobyło kilka dużych miast w tym Palmirę, gdzie uległy zniszczeniu i zrabowaniu niezwykle cenne zabytki. Rok temu bojowników wypędziły stamtąd wojska syryjskie przy udziale Stanów Zjednoczonych.

Ogłoszenie upadku ISIS sprawiło, że zacząłem rozglądać się za możliwością odwiedzenia tego kraju.  Syria fascynowała mnie od lat, zwłaszcza gdy rozpocząłem wędrówki po Jedwabnym Szlaku. Chciałem zobaczyć kraj leżący na jednym z jego krańców, z bogatą historią i kulturą, sięgającą tysięcy lat przed naszą erę. No i ostatni, jaki mi pozostał do zobaczenia z listy krajów na świecie.

Lubię zwiedzać zabytki z listy UNESCO. Przed wojną właśnie one były największą atrakcją turystyczną nie tylko Syrii ale całego Bliskiego Wschodu. Palmyra należała do najjaśniejszych gwiazd turystycznych- cała została wpisana na listę UNESCO. W 2015 roku ISIS zburzyło wspaniałą świątynię Bella, w ramach unicestwiania bałwochwalczych, przedislamskich zabytków.  Przez UNESCO była  uznana za jedną z najważniejszych budowli sakralnych z pierwszego wieku znajdujących się na całym Bliskim Wschodzie. W czasie kolejnych walk Palmyra zmieniała „gospodarzy”, przez co doszło do kolejnych zniszczeń. Usłyszałem, że  Rosyjscy naukowcy od 2017 roku rozpoczęli  prace rekonstrukcyjne. Gdy ogłoszono w 2018 roku planowane udostępnienie Palmyry zwiedzającym, stwierdziłem, że pora się tam wybrać.

Chciałbym przypomnieć, że obecnie większość Syrii jest stosunkowo spokojna. Dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa wykupiłem tygodniową wycieczkę, na którą udało się skompletować uczestników, którymi byli Martin- Kanadyjczyk, oraz Denis z Rosji.

 Wspomniana wyżej firma wynajmuje przewodników, samochody, oraz załatwia ze znacznym wyprzedzeniem wizy i konieczne pozwolenia na poruszanie się po konkretnych miejscach w kraju. No i tak jak w  prawie wszystkich krajach muzułmańskich, można do Syrii wjechać, gdy nie ma w paszporcie jakichkolwiek śladów bytności w Izraelu.

Spotkaliśmy się w Bejrucie, skąd odjechaliśmy przysłanym po nas samochodem syryjskim. Wieczorem przed wyjazdem w lokalnej telewizji jeden z kanałów prowadził nieustanną transmisję ze święta Hadż w Mekce. Na granicy nie mogłem nie zrobić zdjęcia…

 

 

W Damaszku w przeuroczym starym hoteliku na starym mieście spotkaliśmy się z syryjskimi opiekunami. Jeszcze popołudniem poszliśmy pieszo z przewodnikiem na uliczki starego Damaszku.

 

 

Antyczny Damaszek to stolica oraz drugie co do wielkości (po Aleppo) miasto Syrii. Leży w oazie nad rzeką Barada u podnóża gór Antyliban, na skraju Pustyni Syryjskiej. Uważa się je za najstarsze, nieprzerwanie zamieszkane miasto na świecie – pierwsze ślady osadnictwa pochodzą z III tysiąclecia p.n.e.

Cały kolejny dzień w Damaszku w plątaninie  uliczek był niezapomniany, gdzie dla mnie z każdego kąta wyzierały wieki i tysiąclecia historii.

 

 

Stare Miasto otoczone jest dawnym rzymskim murem, w przeciągu 2000 lat częściowo zburzonym oraz wielokrotnie przebudowywanym. Znajduje się w nim kilka bram. Przy każdej z nich i prawie na każdym skrzyżowaniu  dróg, oraz przy ważniejszych zabytkach znajdowały się uzbrojone patrole wojska i policji. O wojnie przypominały właśnie te patrole i plakaty wojenne.

 

 

Wielki Meczet Umajjadów z 705 roku to najstarsza budowla w mieście, najważniejsza świątynia w Syrii i czwarta co do ważności w świecie muzułmańskim; została przebudowana z bazyliki Św. Jana Chrzciciela. Do tej pory przechowywane są tam relikwie św. Jana Chrzciciela (czczonego przez muzułmanów jako jednego z proroków). Wart zajrzeć do podziemnej kaplicy św. Ananiasa, czy około 125 innych zabytków pochodzących z różnych okresów historycznych.

 

 

Khan Assad Basha było schroniskiem dla karawan, a turecka łaźnia Nour Al-Din Al-Shaheed jest nadal w użyciu.

 

 

Gdy zgłodniałem, lubiłem zaglądać do pokazanej na zdjęciu ulicznej knajpki. Słodycze wyglądały nieźle, ale z moją nadwagą… tylko się przyglądałem.

 

 

Damaszek jest teraz bezpieczny dla podróżującego, ale trzeba zachować ostrożność, restauracje, bary, muzyka itp.. Jest nawet możliwe poruszanie się wieczorem w starym mieście. Naprawdę fascynujące miasto z przyjaznymi mieszkańcami. krajuJeżeli chodzi o stroje Syria jest dość liberalna, ponieważ chrześcijanie i  muzułmanie żyją w niej obok siebie, dlatego przygotowanie odzieży na  podróż nie wymaga specjalnego przygotowania. Syryjczycy próbują żyć obok siebie i radzić sobie jak najlepiej.

Szukałem „diabła na daszku…” z wiersza poety, ale nie znalazłem. Chyba polazł dalej w stronę wojny.

 

 

Przejście do części II: Syria wojenna

 

Syria, podróż w czasie wojny- relacja z podróży

Dodano: 16-09-2019

Część II: Syria w czasie wojny- relacja z podróży

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

 

              Ledwo opuścisz mury miejskie Damaszku, przypomni o sobie wojna. To straszne; zburzone wszystko co się da, podziurawione ostrzałem dużego kalibru, pozawalane domy, wiszące dachy i szkielety domów. Na ścianach mnóstwo dziur po seriach karabinowych.

 

 

W całej Syrii jest mnóstwo wojskowych punktów kontrolnych. Towarzystwo  lokalnego przewodnika i kierowcy, którzy prowadzili  wszelkie rozmowy, znacznie ułatwiało i przyspieszało podróżowanie na północ kraju.

 

 

Obserwowanie kolejnych ruin, życia powracającego do zawalonych domostw, zajmowało nam czas do Hama.

 

 

Miasto Hama jest kilkakrotnie wspominane w Biblii. Było północnym krańcem Ziemi Obiecanej – terenów, które miał podbić Jozue. Obecnie jest syryjskim, półmilionowym miastem, które ominęły zniszczenia wojenne. Hama słynie z norii, starożytnych przyrządów nawadniających, przypominających ogromne młyńskie koła wodne.

 

 

Wioski z kopulastymi domami przypominającymi kształtem ule, spotykaliśmy coraz częściej w miarę zbliżania się do terenów zamieszkanych przez narodowość kurdyjską. Niestety większość w czasie walk  została opuszczona. Nad słonym jeziorem Um Amoud w promieniach zachodzącego słońca, domy- ule czasami straszyły dziurami po kulach.

 

 

Antyczne miasto Aleppo, usytuowane na skrzyżowaniu kilku szlaków handlowych, sięga historia czterech tysięcy lat. Obecnie największe, dwumilionowe miasto w Syrii. Władali tu chyba wszyscy ważni  swoich czasów. Niestety ostatnimi laty trafili się barbarzyńcy ISIC, co spowodowało, że współczesne Aleppo jest morzem ruin, z ogromnymi śladami po bombach, ze szkieletami domów w centrum miasta. Już na opłotkach obserwowaliśmy przedsmak tego co było dalej.

 

 

Aleppo posiadało ogromny zadaszony bazar i meczet Al Umayyad. Posiadało, gdyż teraz tak wyglądają, jak na zdjęciach. Gdyby nie odgruzowano  alejek i ścieżek, przejście w tym rejonie nie byłoby możliwe. Patrząc w bok, z gruzowisk wyglądają resztki wyposażenia i potłuczonego dobytku.

 

 

O dawnej świetności obecnie przypominają wyłącznie tablice, które kierowały do atrakcji turystycznych- obecnie do nikąd… Chyba, że będzie to drogowskaz do potężnego leju po bombie- jednej czy kolejnej, z odgruzowanymi ścieżkami. Gdzie w dawnym sklepie złotniczym zobaczysz jak wyglądał sejf na kosztowności. Przewodnik ostrzeże, aby nie wchodzić dalej w ruiny, wskutek możliwości nastąpienia na niewybuch czy minę.

 

 

W Aleppo na wzgórzu wewnątrz miasta znajduje się XII- wieczna cytadela, o dziwo niewiele zniszczona. Z jej murów rozciąga się panorama na miasto.

 

 

Postanowiliśmy w Aleppo zobaczyć dzielnicę rozrywkową, gdzie znajdowało się mnóstwo knajpek, hotelików i miejsc rozrywki. Tam toczyło się życie licznie przebywających w mieście turystów. Zobacz sam na zdjęciach centrum Al Hatab Square…

 

 

              Poza doszczętnie zniszczonym środkiem miasta, istnieje to co się ostało, gdzie mieszkańcy około dwumilionowego miasta  próbują normalnie żyć. Odbudowano również wieżę zegarową…. Mnie ten rejon wydał się ciemno szary i buro- ciemny.

– Łatwo się przy przyzwyczajamy do wesołych kolorów otoczenia. Prawda!

Normalnie, to nieco dziwne słowo, na określenie niezbyt odległych salw artyleryjskich i huku ostrzału. W odległości od pięciu do kilkunastu kilometrów jeszcze trwają walki. Sami je w nocy słyszeliśmy i zrozumieliśmy, że określenie sytuacji jako „prawie bezpiecznie” jest właściwe. Jadąc do Aleppo musieliśmy nadłożyć około 100 kilometrów, aby objechać rejon, gdzie przy głównej szosie stało się niebezpiecznie.

 

 

Wracając z powrotem do Damaszku wjechaliśmy do Homs, znajdującego się w oazie Pustyni Syryjskiej w dolinie rzeki Orontes. Jeżeli na obrzeżach specjalnie nie widać zniszczeń, to z centrum… nie pozostało nic- łącznie z Wielkim Meczetem.

– Walec wojny, wyjątkowo brutalnie tutaj się toczył.

Meczet już odbudowano, ale reszta wygląda jak po straszliwym kataklizmie trzęsienia ziemi z górnego końca skali Richtera, które niczego nie oszczędziło. Na drugim zdjęciu pokazałem ocalałe metalowe krzesełko na dawnym przystanku komunikacji publicznej,

– teraz miejsce, jak na widowni… w okrutnym teatrze wojny?

 

 

Nie mogłem się powstrzymać od robienia kolejnych zdjęć.

Kontrastem kilometr dalej, były chrzciny w Syryjskim Kościele Ortodoksyjnym.

 

 

 Przedostatnim zabytkiem na syryjskiej trasie był Krak des Chevaliers, jeden z najlepiej zachowanych średniowiecznych fortów na świecie. Został zbudowany przez krzyżowców na przełomie XI i XII wieku, a konkretnie przez rycerzy Zakonu Maltańskiego, którzy obecnie noszą nazwę Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników św. Jana z Jerozolimy, z Rodos i z Malty. Jest to średniowieczny zamek typu obronnego z dziewięcioma wieżami. Współcześni barbarzyńcy, również tutaj dotarli. Wystarczy spojrzeć na okolice zamku.

 

 

Niejako po drodze postanowiliśmy zobaczyć Malulę, niewielkie miasto u podnóża gór Antyliban, około 50 kilometrów na północny wschód od Damaszku.

Znajduje się w niej ośrodek pielgrzymkowy dla chrześcijan– miejsce kultu świętej Tekli. Jest dużą atrakcją turystyczną, znaną z malowniczego położenia w skalnym wąwozie. Jest to jedno z trzech miejsc na świecie, gdzie zachował się w codziennym użyciu dialekt języka aramejskiego, którym prawdopodobnie posługiwał się Jezus Chrystus.

 

 

Jak widzisz, i tak można podróżować do Syrii, gdzie turystów nie ma prawie w ogóle.

– Ile przyjęli gości w br? – zapytałem syryjskich organizatorów.

– Od początku roku -ośmiu (!!!)- usłyszałem w odpowiedzi.

Nie jest łatwo tam podróżować i trzeba podjąć wiele środków ostrożności,

– aby nie stać się przedmiotem niusa o porwaniu cudzoziemca w Syrii, lub o

– widowiskowym ścięciu jego głowy na plaży, gdy nie zapłaci się milionowych haraczy.

Ja zwiedziłem tylko obszary, które nie byly w stanie walki, a wszystko z syryjskim przewodnikiem. Podczas takiej podróży musi mieć miejsce wiele kompromisów, które trzeba zrobić dla bezpieczeństwa.

Ta podróż była innym sposobem na podróżowanie, a przede wszystkim wyjątkową okazją do spotkania z ludźmi, którzy są bardzo przyjacielscy.

Niestety, wojna jest straszna, a niektóre regiony nadal żyją w strachu. Imponująca tutaj jest odporność ludzi.  Życie toczy się dalej, a ludzie mają dużo nadziei na rychły koniec…, wśród zgliszczy odbudowują co się da.

W każdym razie, to fascynujący kraj, do którego chciałbym wrócić w czasie pokoju. Wtedy może dzieci pozdrawiające mnie, po prostu by mi pomachały, a nie salutowały po żołniersku…

Był to po Afganistanie, kolejny kraj, który zobaczyłem po barbarzyńskich zniszczeniach wojennych.

              Na koniec, co tam jadłem? Nie miałem większych problemów. Często był to również placek morhamry (foto).

 

 

Obok masz mapkę mojej trasy, z zaznaczoną drogą (przekreślona), która musieliśmy objechać.

 

 

Przejście do poprzedniej relacji: Libia