Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Atos, Republika Mnichów (Grecja) : Relacje z podrózy

Spis treści

Autonomiczna Republika Góry Atos, relacja cz. I

Dodano: 12-06-2017

 

Autonomiczna Republika Góry Atos, (Republika Mnichów),  relacja z podróży część I

Tekst i foto: Paweł Krzyk

Mało kto wie, co to takiego jest  Święta Góra Atos, czy Autonomiczna Republika Góry Atos. Nazywają ja także potocznie Republiką Mnichów. To greckie terytorium zależne, ale rządzące się własnymi prawami. Otoczone mgiełką tajemnicy, jedno z miejsc w świecie nie tolerujące obecności kobiet, a od mężczyzn wymagające specjalnego zezwolenia na wjazd. Leży na półwyspie w południowej części greckiego Półwyspu Chalcydyckiego. Góra Atos dała nazwę całemu półwyspowi, zwanemu zresztą ze względu na swą niedostępność Wyspą Atos.

 

 

Podróż do Świętej Góry prawosławia rozpoczyna się od greckiego miasta Saloniki (gr. Thesaloniki). Po przylocie z Warszawy znalazłem nocleg w centrum starego miasta. Jestem w Salonikach po raz kolejny i mam okazję zwiedzić najciekawsze zabytki- w dobie kryzysu w Grecji. Przy leżącym w centrum Placu Arystotelesa w licznych kawiarniach, barach i restauracjach, tłumy. Sądzę, że Grecy nie przejmują się sytuacją gospodarczą swojego kraju, wszędzie tłoczno, wesoło i gwarno. Marzec nie jest szczytem sezonu, więc nie byli to… turyści. Stojąca na nadmorskiej promenadzie, tak zwana Biała Wieża, jest najbardziej charakterystycznym miejscem miasta. Zbudowana w szesnastym wieku za czasów otomańskiego sułtana Sulejmana Wspaniałego, była fragmentem fortyfikacji miejskich. Kilka minut spaceru od hotelu dzieliło mnie od najstarszej budowli Salonik – Rotundy. Jest chyba najlepszym przykładem burzliwych dziejów miasta. Została zbudowana w czasach rzymskich na przełomie trzeciego i czwartego wieku jako Panteon, świątynia Zeusa. Następnie zaadaptowano ją na mauzoleum cesarza Galeriusza, później została przekształcona w świątynię chrześcijańską a ponad tysiąc lat później Turcy dodali minaret, i zamienili w meczet. W pobliżu stoi, najczęściej chyba fotografowany zabytek miasta – Łuk Galeriusza- niegdyś z Rotundą i pałacem tworzył kompleks budowli. Galeriusz wzniósł go na pamiątkę zwycięstwa nad Persami, zdobią go płaskorzeźby opisujące zwycięską bitwę.

 

 

            Wczesnym rankiem miejskim autobusem dotarłem do leżącego na peryferiach Salonik Dworca autobusowego Chalkidiki Bus Station (końcowy przystanek miejscowego autobusu 45A). Stąd odjeżdżają dalekobieżne autobusy do Ouranoupolis – niewielkiego miasteczka położonego u nasady Półwyspu Athos, które jest jedyną bramą wjazdową do Republiki Mnichów. W malowniczo rozłożonym nad Morzem Egejskim miasteczku zanocowałem w Pension Vasiliki. Miejscowość żyje tylko z turystyki, tu zatrzymują się wszyscy pielgrzymi i turyści jadący na Świętą Górę. Z trzech stron półwysep otaczają urwiste i niedostępne brzegi Morza Egejskiego. Ja znajduję się od czwartej strony, gdzie łączy się z resztą Grecji, ale nie biegnie tutaj żadna droga i nie wolno tamtędy chodzić- nadzorowana granica oraz skalisty teren i gęsty las. Jedynym możliwym połączeniem z wyspą– półwyspem jest prom z Ouranoupolis do Daphne. Warto pospacerować uliczkami i pozaglądać do sklepików czy restauracyjek, zwłaszcza wieczorem, aby pokontemplować zachód słońca nad szklanką piwa- czy drinkiem ouzo (grecka wódka). Można wynajętą łódką popłynąć na wysepki, rozrzucone w zatoce między półwyspami Athos i Sithonia.

 

 

            Z samego rana w dniu następnym oczywiście, pierwsze kroki skierowałem do biura pielgrzymkowego po moją wizę- specjalne zezwolenie mnisich władz , tzw. diamonitirion. Wokół kłębią się inni przedstawiciele płci brzydszej, w tym sporo pielgrzymów w towarzystwie prawosławnych księży. Nie ma problemu, po okazaniu paszportu i wniesieniu opłaty, mam dokument zezwalający na wjazd i wstęp do klasztorów (foto). Diamonitrion otrzymać można tylko w dniu wyjazdu i w oparciu o niego kupić bilet na prom. Oficjalnie wydawanych jest dziennie tylko 100 pozwoleń wstępu dla pełnoletnich prawosławnych i 10 dla pozostałych wyznań- niepełnoletnim musi towarzyszyć ojciec. Natychmiast potem trzeba stanąć w kolejce do kasy sprzedającej bilety na prom- wybrałem największy „Bazos” (6,9 euro). Płynie wolno, ale można spokojnie popatrzeć na innych podróżnych, również mnichów wracających na Atos.  Po wypłynięciu najlepiej widać największy zabytek Ouranoupolis, bizantyjską wieżę będącą symbolem miasteczka. Zbudowano ją w 1344 roku jako wieżę obserwacyjną, do ostrzegania mnichów o zbliżaniu się piratów. Oficjalnie nazywają ją Tower of Ouranoupolis. Wewnątrz znajduje się niewielkie muzeum archeologiczne.

 

 

Wydaje mi się, że praktyka dotycząca ograniczeń ilościowych pielgrzymów może być inna. Mój prom do Dafni- głównego portu Atosu, był wypełniony około dwustu pasażerami. Z  Ouranopulis wypływają trzy dziennie, plus dodatkowe z Irassos po drugiej stronie półwyspu. Przez dwie godziny wolno płynąłem na Świętą Górę, jak piszą: przesyconą obecnością Boga, relikwiami męczenników, cudownymi, „nie-ręką-ludzką” pisanymi ikonami.

Po drodze dyskretnie podglądam życie na pokładzie: pielgrzymów i mieszkańców Republiki Mnichów, oraz czytam posiadane materiały na temat miejsca, do którego się zbliżam. Cieszyłem się, ponieważ zaczynała się dla mnie nowa przygoda: płynąłem ku tajemniczym klasztorom chrześcijańskiej religii, której obrządku wcześniej nie znałem. Spośród dwudziestu monastyrów chciałem odwiedzić najciekawsze. Atos posiada obecnie specjalny status autonomii z niespotykanymi nigdzie indziej postanowieniami, na przykład automatycznym nadawaniem obywatelstwa greckiego mnichom przyjętym na stałe do poszczególnych klasztorów. To również terytorium o statusie wyłączonym z Unii Europejskiej, której przepisy antydyskryminacyjne byłyby nie do pogodzenia z tradycją Republiki. Oprócz monastyrów (klasztorów), na Atos działają mniejsze wspólnoty mnichów lub miejsca, w których mogą żyć zakonnicy-pustelnicy. Zależnie od ilości zamieszkujących je mnichów posiadają one status: skitów, kaliwii (chaty), kelii (cele), i drobniejszych pustelni. Oprócz klasztorów greckich znajduje się tam również rosyjski, bułgarski i serbski (kiedyś też gruziński)- obecnie są zamieszkiwane przez niespełna dwa tysiące trzystu mnichów.

Na Atos znajduje się skarbiec gromadzonych przez dziesięć wieków dzieł sztuki- architektury, malarstwa tablicowego i ściennego, rękodzieła artystycznego. Jest mało znany i trudno dostępny. W przewodnikach i folderach rzadko można natrafić na zdjęcia wnętrza cerkwi czy reprodukcje ikon. Na całym terytorium obowiązuje zakaz filmowania i nagrywania dźwięku; w większości monasterów nie wolno fotografować wnętrz świątyń; wstęp do bibliotek i skarbców jest możliwy wyłącznie za specjalnym zezwoleniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Grecji oraz Patriarchy Konstantynopola.

Próbuję planować moje zwiedzanie, gdyż chciałoby się zobaczyć jak najwięcej z tego żywego, egzotycznego muzeum na wolnym powietrzu, miejsca, do którego jedzie się jak w „maszynie czasu”. Postanowiłem odłożyć decyzję do czasu przybycia do Karies. Podpatruję z wody kolejne budowle. Niektóre znajdują się wyżej na zboczach i wtedy na brzegu posiadają przystanie dla pasażerów i przewozu zaopatrzenia. Niżej dwa pierwsze widoczki- drugie zdjęcie przedstawia przystań do Klasztorów Kostamonitou i Zografou.

 

 

Prom zawija do kolejnych przystani na dwie minuty i płynie dalej. Wkrótce w zasięgu wzroku pojawił się, zbudowany w jedenastym wieku klasztor Dochiariou. Nad dachami wystaje wysoka wieża obronna, z której mnisi wypatrywali pirackich statków. Wieża nie zdołała jednak obronić klasztoru- został złupiony przez piratów w szesnastym wieku. Klasztorna biblioteka przechowuje dwa tysiące manuskryptów i piętnaście tysięcy dzieł drukowanych.

 

 

Kika minut później podziwiam Klasztor Xenophonts. Założony został w dziesiątym wieku przez błogosławionego Ksenofona- jest poświęcony świętemu Georgiosowi (czyli po naszemu świętemu Jerzemu). Zamieszkuje go trzydziestu pięciu mnichów.

 

  

            Następny klasztor jest okazały, błyszczy zielonymi dachami- rosyjski Klasztor Aghios Panteleimon. Wysiadają na tej przystani rosyjscy pielgrzymi.  Powstał w dwunastym wieku, ale najszybszy rozwój klasztoru miał miejsce w wieku dziewiętnastym, kiedy monastyr wspomagali finansowo carowie Rosji. Rosyjscy pielgrzymi, którzy zaraz po Grekach stanowią najliczniejszą grupę odwiedzających, ze zrozumiałych względów obowiązkowo go odwiedzają.  

 

 

Port w Dafni był końcowym przystankiem promu. Od stolicy republiki jest odległy o pół godziny jazdy autobusem po kiepskiej,  utwardzonej betonem drodze. Przez Dafni trafia na półwysep niezbędne mnichom zaopatrzenie, materiały budowlane itp. „Port” Dafni to  kilka domów i nieco betonowego nabrzeża. Początkowo zamierzałem przesiąść się na kolejny prom i popłynąć dalej wzdłuż brzegu do końca półwyspu, jednak nie było takiej możliwości. Postanowiłem udać się do Karies. Spojrzałem na drogę wijącą się ostro pod górę i skorzystałem z komunikacji autobusowej. Bardzo malownicza trasa początkowo przechodzi wzdłuż brzegu morza w pobliżu Klasztoru Xiropotamou, potem pośród zalesionych wzgórz do stolicy Karies. Wszystkie autobusy i mniejsze busiki kończą bieg na placyku w centrum.

 

 

Stolica Republiki Mnichów de facto bardziej przypomina wioskę: parę knajpek, sklepów spożywczych, zakłady usługowe typu piekarnia czy poczta, oraz coś w rodzaju dworca autobusowego, z którego odjeżdżają mikrobusy do niektórych klasztorów. Pracują w nich cywile, nie dowiedziałem się ilu cywilów zamieszkuje na półwyspie (choć pytałem). Całe Karies z dwustu trzydziestoma mieszkańcami, to praktycznie jedna uliczka o długości około dwustu metrów i placyk przed najstarszym kościołem. Urok Karies polega na braku współczesnej architektury. Trakty komunikacyjne są brukowane kamieniami. Asfaltu i betonu znajdziesz trochę tylko odcinkami, na zakrętach dróg rozmywanych przez górskie potoki. Ulica w Karies kończy się na niewielkim placu, na którym stoi Protaton – najważniejszy i najstarszy kościół Świętej Góry. Protaton od zawsze był siedzibą najwyższego kapłana na Athosie. W środku przechowywana jest cudowna ikona Matki Boskiej „Axion Estin”- w całości pokryta srebrem. Kościół nie jest wart zwiedzania, wnętrze wypełniają konstrukcje podtrzymujące ściany przed zawaleniem.

Po prawej stronie kościoła szerokie białe schody prowadzą do siedziby najwyższych władz Autonomicznej Republiki Góry Atos. Zarząd Atos jest sprawowany przez Świętą Wspólnotę (gr. Iera Koinotis), która liczy dwudziestu przedstawicieli wszystkich klasztorów Atos i spotyka się na posiedzeniach dwa razy w tygodniu. Decyzje dotyczące całej społeczności podejmowane są większością głosów. Święta Wspólnota nie jest organem nadrzędnym wobec klasztorów, lecz zajmuje się mediacją między nimi w razie konfliktów, oraz koordynuje współpracę. Zwierzchników (przeorów) w poszczególnych klasztorach wybierają w tajnym głosowaniu mnisi z danego klasztoru. Tylko, że okazja do wyborów zdarza się rzadko, bo zwyczajowo funkcja jest sprawowana dożywotnio.

 

 

Państwo greckie jest obecne na terenie republiki pod postacią: dwóch małych urzędów pocztowych (w Karies i Dafni), posterunku policji i „gubernatora” mianowanego przez rząd Grecji. Sklepy z zaopatrzeniem można znaleźć tylko w Dafni i Karies. Najwięcej jednak jest z dewocjonaliami i ofertą prawie w całości skierowaną do pielgrzymów. Na pewno zaciekawia bogactwo oferowanych ikon, z których wiele  pokrytych jest srebrem. Oprócz drukowanych, koneserzy znajdą ręcznie malowane kopie świętych obrazów. Nigdzie nie spotkasz, wszechobecnego gdzie indziej blichtru i reklam.

Jestem w centrum Republiki Mnichów, więc zainteresowany przyglądam się ich życiu codziennemu, robionym sprawunkom, wyglądowi, ubiorom i zachowaniu. Na ulicach Karies widzi się ich wielu i nie ma większego problemu z robieniem zdjęć. Na pewno wszyscy są brodaci i w czarnych strojach. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych problemów ostatnich lat była kwestia używania na półwyspie telefonów komórkowych, rozstrzygnięta po myśli zwolenników nowoczesności – na Atosie znajduje się jedna antena i nie miałem problemów z zasięgiem. Normalnym widokiem jest widok mnicha „smerfującego” w telefonie komórkowym.

Przypomnę, że od jedenastego wieku (1060 rok) Autonomiczna Republika Góry Atos jest całkowicie niedostępna dla płci żeńskiej. Zakaz rozciąga się dodatkowo na zwierzęta hodowlane. Źródła podają, że zakaz wstępu dla płci niemęskiej  był zniesiony (co najmniej) raz, kiedy to w czternastym wieku Atos odwiedził serbski car z małżonką. Zakaz ten nosi nazwę grecką avaton. Statki i łodzie, na których pokładzie znajdują się kobiety, nie mogą zbliżyć się do linii brzegowej na odległość mniejszą niż pięćset metrów.

Uderza w Karies duża liczba wałęsających się kotów- podglądałem, wszystkie między nogami miały samcze atrybuty. Kotek nie widziałem- a jak jest z myszami J? Czyżby mnisi sprowadzali tylko te rodzaju męskiego J, lub dopilnowywali aby w pierwszej kolejności koty zjadały myszy rodzaju żeńskiego J. Dowcipkuję sobie, ale przyznajcie… te zwyczaje mogą rozweselać!

 

 

            Istotą wyprawy na Athos jest piesze wędrowanie pomiędzy klasztorami. Aby nie korzystać z rzadko kursujących autobusów i promów, warto wybrać klasztory położone w odległości kilku godzin marszu od siebie. Wyruszając po śniadaniu, dobrze jest dotrzeć na miejsce do godz. 16.00– wtedy zaczyna się wieczorna liturgia. Udział w modlitwach nie jest obowiązkowy, ale z pewnością mile widziany (choć wyznawcy innych religii często nie są wpuszczani w cerkwi dalej niż do pierwszego pomieszczenia).

Jeżeli zdrowie- lub pogoda nie pozwalają na dalekie piesze wędrówki, można na niektórych odcinkach przejechać minibusami. Po rozeznaniu możliwości transportowych, ułożyłem plan zwiedzenia (w informacjach praktycznych pokazałem rozkład jazdy). Około godziny trzynastej każdego dnia można przejechać z Karies minibusami, prawie  w każdy odległy zakątek półwyspu. Postanowiłem drugi dzień spędzić na jeździe minibusami pomiędzy klasztorami w pobliżu Karies- po wschodniej stronie. Natomiast dzień trzeci pieszo i autobusem dotrzeć na kraniec półwyspu. Ostatniego dnia wrócić do Karies a następnie popłynąć promem „Agia Anna” po zachodniej stronie do końca półwyspu, i wrócić do Ouranopulis. Na mapce pokazuję trasę zwiedzania.

 

 

Kolejnym problemem okazał się nocleg. Obecnie większość klasztorów wymaga wcześniejszej rezerwacji miejsca- ja jej nie zrobiłem. Dzięki rozmowom z mnichami dowiedziałem się, że duże klasztory mają większe możliwości i zawsze przyjmują wszystkich chętnych. Są to: Skete Ag. Andreas (Św. Andrzeja) w Karies oraz Klasztory: Pantokratoros i Megistis Lavras. Podpytuję jak dojść do Skete Świętego Andrzeja- to tylko dwieście metrów pod górę- widać jego kopulaste dachy. Poszedłem spytać, czy mnie przyjmą? – oczywiście tak.

 Skity są budowlami podległymi klasztorom, ale niejednokrotnie mnisi żyją w nich według jeszcze surowszej reguły. Często są one położone w pobliżu klasztorów głównych, ale w przypadku Skitu Świętego Andrzeja sytuacja jest odmienna – jest skitem rosyjskiego klasztoru Świętego Pantelejmona, który znajduje się w innej części półwyspu. Pokazuje dawną supremację mnichów rosyjskich w republice- udało im się- skit jest większy od przeciętnego klasztoru. Wraz z grupą prawosławnych pielgrzymów witają mnie kieliszkiem ouzo i zagryzką w postaci słodkiej galaretki loukomi. Moja wiza- diamonitirion, zapewnia mi w monastyrach noclegi i jedzenie, nie trzeba za nie dodatkowo płacić-   podobnie jak za poczęstunki w odwiedzanych klasztorach. Poczęstunki są zróżnicowane i zwykle składają się one z: kawy, loukumi (galaretki w cukrze), tsipouro (mocny bimber z winogron- podobno na Atos wytworzony po raz pierwszy) lub ouzo, oraz szklanki zimnej wody. Otrzymałem łóżko w domu pielgrzyma, jako nie prawosławny w innym dormitorium niż reszta- aby nie sprawiać kłopotu w sprawach modlitewnych… O godzinie szesnastej wszyscy mnisi i goście klasztoru wchodzą na posiłek do wielkiej sali. Wszyscy zatrzymują się i następuje krótka modlitwa na stojąco. Potem odsuwana jest długa ławka od stołu i siadamy. Każdy wlewa sobie „papu” w postaci gęstej zupy warzywnej. Lektor zaczyna czytać żywoty świętych. Do zimnej zupy dodatkiem był: chleb, plasterek czerwonego ugotowanego buraka, oliwki, jabłko, kiwi i woda. W pewnym momencie jest gong, lektor przestaje czytać, wszyscy wstają i wychodzą.

Po kolacji mnisi i pielgrzymi wychodzą na dziedziniec i jest to najlepsza okazja do rozmowy. O godzinie osiemnastej trzydzieści rozpoczęła się wieczorna modlitwa w katolikonie (kościół)- zrozumiałem niestety tylko wielokrotnie powtarzane słowa „Kyrie elejson”…

Poza uczestnictwem w liturgii jedyną atrakcją wieczorną może być otwarcie „ławki”-  klasztornego sklepiku z dewocjonaliami. Wbrew pozorom było sporo zainteresowanych zakupem, zwłaszcza ikon. Na czwartą rano zapowiedzieli ceremonię religijną- chciałem to zobaczyć w kościele prawosławnym. W nocy nieco zmarzłem i z ochotą poderwałem się gdy o wpół do czwartej rano rozległ się dźwięk symandru (deska, w którą uderza się drewnianym młotkiem), wzywający do cerkwi. Rosjanin, z którym tam wszedłem, mówił mi, że ceremonia jest pełna mistycyzmu. W katolikonie u Świętego Andrzeja pozwalają mi wejść tylko do pierwszej części, gdzie znajdują się stojaki na świeczki- dalej mogę wejść, ale nie w czasie ceremonii. W mojej części jest jeszcze mnich staruszek- w przerwach drzemki, zajmujący się usuwaniem wypalonych świeczek. Jedynym oświetleniem są malutkie lampki przed świętymi ikonami. Wierni oraz mnisi wchodzą i wychodzą, a wewnętrzu trwają monotonne modlitwy, czytanie, śpiewy i kilkakrotne okadzanie wszystkich zakątków świątyni. Znowu rozumiałem tylko kilka słów- tym razem „Kyrie elejson” i „Alleluja”. O siódmej rano jeden z mnichów wyszedł i chodził po terenie z deszczułką i młotkiem- było to kolejne wezwanie do modlitwy dla mnichów i pielgrzymów. Podobnie jest wieczorem.

I jeszcze kilka uwag związanych z ceremoniałem świątynnym:

  • mnogość świec i intensywne kadzenie powoduje, że ściany i sufit są ciemne (okopcone),
  • trochę zaskoczył następny zwyczaj. W cerkwiach wierni tradycyjnie całują jedną, dwie główne ikony. U prawosławnych Greków ikon do całowania jest kilkanaście we wszystkich częściach cerkwi i cały ceremoniał powtarzają – na początku i końcu,
  • dodatkowo występuje zwyczaj wykonywania szeregu ukłonów, klęcząc z dotykaniem ziemi palcami.
  • Dla mnie, największą różnicą w ceremoniale chrześcijańskim pomiędzy Grecją i Polską jest to, że u nas wierni czynnie uczestniczą we mszy: śpiewają i modlą się. Na Atos to wszystko jest zarezerwowane dla mnichów- wierni stoją lub siedzą, nie otwierając ust, poza setkami przeżegnań i ukłonów.

Wiedziałem, że w kościele prawosławnym ceremoniał jest długotrwały, ale nie sądziłem, że po czterech i pół godzinie jeszcze się nie zakończy. Nie czekałem na śniadanie i o godzinie ósmej trzydzieści wyszedłem na plac z minibusami.

 

Część druga relacji znajduje się niżej.

 

 

 

Autonomiczna Republika Góry Atos, relacja cz. II

Dodano: 12-06-2017

 

Republika Mnichów, relacja z podróży część II

Tekst i foto: Paweł Krzyk

Drugi poranek na Świętej Górze rozpoczął się na placu z minibusami w Karies. Udało mi się znaleźć grupkę rosyjskojęzycznych pielgrzymów, zainteresowanych identyczną trasą. Ruszamy razem wynajętym minibusem- pojechałem za piętnaście  euro do czterech klasztorów po wschodniej stronie półwyspu. Pierwszy był Klasztor Iviron.

Wszystkie klasztory wybudowano jako budowle obronne według stałego planu architektonicznego. Zbudowane są na planie prostokąta, przeważnie na wzniesieniu, przez co ich wysokie ściany zapewniały klasztorom bezpieczeństwo z kilku stron. Na środku każdego klasztoru znajduje się katolikon czyli główna świątynia, w której gromadzą się mnisi i pielgrzymi na wspólnej modlitwie. Katolikon jest otwierany na czas modlitwy i zwiedzający w innych godzinach mogą się srogo zdziwić, lub liczyć na przychylność dyżurnego mnicha, który na chwilę cerkiew otworzy. Pozostałe budynki klasztorne są wzniesione wokół dziedzińca a całość otoczona murami.

Mnisi prawosławni na Atos bardzo gorliwie czczą Matkę Bożą. W kościelnej literaturze, Atos, nazywany jest „Ogrodem Bogurodzicy”. Wiąże się to z piękną legendą, która twierdzi, że Matka Boża zmierzała na statku w towarzystwie Świętego Jana Ewangelisty z Joppy na Cypr, by odwiedzić Łazarza. Statek zniesiony silnym wiatrem musiał zmienić kurs i zakotwiczył u wybrzeży Atosu – w pobliżu  klasztoru Iviron. Matka Boża zeszła na ląd i zachwycona pięknem półwyspu zwróciła się do swego Syna z prośbą, aby uczynił ten kraj jej ogrodem. Prośba została wysłuchana i od tego czasu chrześcijanie obrządku wschodniego nazywają Atos Ogrodem Bogurodzicy, odmawiając prawa wstępu na półwysep innym kobietom…

Ivron zachwyca swoim położeniem nad brzegiem morza na tle ośnieżonej góry. Jego historia sięga dziesiątego wieku a nad monastyrem sterczy potężna wieża obronna, otoczona wysokimi murami. Iviron zajmuje trzecie miejsce na hierarchicznej liście klasztorów Atosu. Kiedyś był gruziński, ostatni mnisi z Gruzji zmarli w 1955 roku.

 

 

  Jak w każdym klasztorze i tutaj gośćmi zajmuje się anglojęzyczny zakonnik, nazywany archondariki. Od wrót monastyru strzałki wskazują drogę do jego kantorka. Przywitał mnie kawą, wodą, kieliszkiem ouzo i talerzykiem z lukumi.

 

 

Otworzył cerkiew i oprowadził po monastyrze- piękny kościół bez oświetlenia z malunkami po sam szczyt kopuł i wspaniałym ikonostasem. Zaprosił do sklepiku z dewocjonaliami  i … ruszyłem w dalszą drogę.

 

 

Jadę tym razem serpentynami pod górę. Monastyr Filotheou położony jest w górskim krajobrazie i otoczony polami warzywnymi. Pochodzi również sprzed dziesięciu wieków, lecz katolikon sięga tylko dwóch wieków wstecz. Obecnie zamieszkuje go pięćdziesięciu mnichów.

 

 

Wita mnie sympatyczny gospodarz i opowiada o klasztorze oraz katolikonie. Piękny ikonostas wraz z ogromnym żyrandolem w części centralnej świątyni, aż się prosi o utrwalenie fotograficzne- niestety nic z tego, nie wspominając o rejestracji obrazu i dźwięku. Na Atos nie potrzeba kłopotać się płynami do picia- wszędzie woda nadaje się do picia. W każdym monastyrze znajdzie się wodopój do uzupełnienia zapasów.

 

 

Zjeżdżam szutrową drogą w kierunku morskiego brzegu i zatrzymuję się na punkcie widokowym przed Monastyrem Karakallou. Każdego zadowoliłaby panorama, wznoszącego się na wysokiej nadmorskiej skale klasztoru na tle ośnieżonych szczytów. Z daleka widać wysokie obronne mury z potężną wieżą. Klasztor jest niewielki- zamieszkiwany przez dwudziestu pięciu mnichów. Niedawno został odrestaurowany, zrobiono to z wielką dbałością o zachowanie pierwotnego wyglądu, przy zastosowaniu takich samych materiałów jak przed wiekami. Kościół poświęcono apostołom Piotrowi i Pawłowi- podobnie jak poprzednie jest wspaniale przyozdobiony. Jestem jedynym gościem. Mnich archondariki opowiada mi szczegółowo o historii klasztoru i poszczególnych ikon- zwłaszcza o najstarszej, całkowicie pokrytej srebrem ikonie Matki Boskiej. Opowiada mi o swojej bytności w Polsce- w Warszawie i Krakowie.

 

 

Prawie we wszystkich klasztorach na Świętej Górze można zobaczyć intensywnie prowadzone prace remontowe i modernizacyjne. Normalnym widokiem są wysokie dźwigi budowlane. Konserwacja zabytków Atos prowadzona jest dzięki funduszom Unii Europejskiej. Jak wygląda klasztor po remoncie można zobaczyć na przykładzie Karakallou. Jadąc dalej zmierzam w kierunku północnym i zatrzymuję się na kolejnych miejscach z widokami na powyginane wybrzeże, stare wieże strażnicze… Plaże z tej strony półwyspu są krótkie i kamieniste.

 

 

            W dalszej trasie ledwo utwardzone szutrem drogi, wiją się skrajem półwyspu. Wody z topniejącego śniegu i lodu częstymi kaskadami spływają do morza. Niejednokrotnie aby przejść suchą nogą, trzeba by  przedostać się po rachitycznych mostkach. Podobał mi się postój w pobliżu Milopotamos- dawne miejsce obronne połączono ze współczesnymi domostwami zakonnymi i winnicami (przynależy do Monastyru Megistis Lavras).

 

 

Wczesnym popołudniem dotarłem do Klasztoru Pantokratoros. Klasztor jest jednym z najwcześniejszych i w  hierarchii monastyrów zajmuje siódmą pozycję. Jest malowniczo położony na skarpie nadmorskiej. Spacer do niego z góry od strony drogi, sprawił mi dużą frajdę. Szedłem w dół i podziwiałem urodę tego miejsca. Drewniane balkony wystają poza obręb murów zewnętrznych i stanowią o jego urodzie. Nazwa monasteru wzięła się z popularnego w prawosławiu wizerunku Chrystusa jako Pana Wszechświata, Pantokratora.

 

 

            Do klasztorów prowadzą zwykle jedne umocnione drzwi wejściowe. O zachodzie słońca we wszystkich klasztorach zamyka się bramy i do wschodu nikt nie wejdzie ani go nie opuści. Po zapadnięciu zmroku, na nic zda się dobijanie do nich. W Pantokratosie tak jak wszędzie: zgłosiłem się do archontariki, okazałem diamonitirion, wpisałem  do księgi gości i otrzymałem „przydział” łóżka w przyjemnej siedmioosobowej sali. Zostałem przywitany tradycyjnie: kieliszkiem z winogronowym bimbrem, kawą i słodką galaretką- dzisiaj po raz czwarty- to takie odświeżające, zaczyna mi się to podobać a nie czuję się wstawiony! Od tego momentu żyje się rytmem monasteru. Klasztor lśni odnowionymi ścianami i współczesnymi instalacjami wewnętrznymi, na przykład kaloryfery centralnego ogrzewania.

 

 

Poszedłem na spacer po okolicy. Z tyłu mam niezwykły widok na domy kryte kamieniami łupkowymi, konwie winne oraz mały porcik osłonięty przed morskimi falami. Kiedyś właśnie tędy przybywało do klasztoru wszelkie zaopatrzenie. Obecnie zbudowano szutrową drogę z Karies do Pantokratora i droga morska utraciła znaczenie. Czasami wypływają dwoma posiadanymi łodziami po ryby, ale jedzą je tylko z okazji świąt. Podglądam kwitnące zwiastuny wiosny i podziwiam odsłonięty całkowicie biały szczyt Atos. W górze nad monastyrem błyszczą rosyjskie kopuły Skete Profite Ilia. Podpatruję pracę mnicha przyjmującego pielgrzymów i robię notatki. Częstują mnie herbatą i bardzo słodkimi śliwkami w syropie- nieźle smakują z sucharami (grecki poczęstunek).

– Próbowaliście może czekolady wyprodukowanej przez mnichów?- Jak nie przepadam za czekoladą, to ta była „mniam-niusia” i najlepsza c cytryną.

 

 

Ceremoniał w poszczególnych klasztorach nieco się różni. W Pantokratorze o siedemnastej wszyscy zbierają się na liturgię wieczorną, trwającą około godziny. Katolikon wewnątrz nie odróżnia się specjalnie od innych. Bezpośrednio po nabożeństwie uczestnicy przechodzą do wspólnej sali na kolację.  Jest skromna, ale obfita – jakiś makaron z warzywami, plasterek fety, jabłko i coś słodkiego- napojem jest woda. Dostałem posiłek- taki jaki mnisi i ich goście jadają dwa razy dziennie. Zjadłem ze smakiem, szczęśliwy, że nikt nie czyta świętych tekstów i nie trzeba się martwić, że jedzenie się skończy… Współczułem brodatym mieszkańcom klasztorów i skitów: ja jadłem u nich te specjały przez trzy dni. A oni jedzą je… latami, ciągle to samo, raz lub dwa razy dziennie (są wegatarianami).

We wczesnorannych modlitwach nie uczestniczyłem. Po szóstej rano w jadalni sam się obsłużyłem, przy moim stole czekała zastawa- pozostali zjedli wcześniej. Z jabłkiem w kieszeni ruszyłem pieszo do widocznego w oddali na klifie skalnym Monastyru Stavronikita. Skalna dróżka wiodła zboczem stromego zbocza wśród jeżyn i kolczastych, niskich krzewów. To zdecydowanie droga dla pielgrzymów w obuwiu odpornym na przemoczenie i zakrywającym kostki. Problemem były strumyczki, które również wybrały sobie tę drogę- dobrze gdy zmierzały tylko w dół w stronę szumiącego w oddali morza.

 

 

Mówili, że droga zajmuje około pół godziny. W moich przemoczonych sandałkach zajęło mi więcej. Może powodem było podziwianie kolejnych widoków: a to górskie wierzchołki, wiekowe drzewa oliwne czy opuszczone pustelnie. W końcu stanąłem oczarowany przed „zameczkiem”- tak wyglądał kolejny warowny Klasztor Stavronikita. Najlepszy widok był przy ścieżce, koło opuszczonej kaplicy z blaszanym dachem. Porzuconych budowli na Atosie widziałem więcej. Obecnie chyba mniej mnichów decyduje się na życie pustelników. Zbudowany tysiąc lat temu klasztor kilkakrotnie padał łupem piratów. Nic zatem dziwnego, że w końcu stał się twierdzą z basztą w środku..

 

 

            W drodze do bramy idę wzdłuż estakady historycznego akweduktu. Wodę mnisi posiadają z nowoczesnego, współczesnego wodociągu, ale akwedukt przydaje klasztorowi malowniczości. Ciekawe co dłużej wytrzyma: plastyk czy antyczne mury- nie założyłbym się! Klasztor świeci nowością po generalnym remoncie. Jest najmniejszym klasztorem w państwie mnichów- ciasny wewnątrz. O siódmej piętnaście rano biciem w wielki symander  przy bramie, wołają na modlitwę. Kładę plecak przy bramie klasztoru i w grupie mnichów wchodzę do ciemnego wnętrza.  Katolikon jest równie mały i prawie taki sam jak inne… – zapalam świeczki w rodzinnych intencjach.

            Warto wspomnieć o niezwykłych zbiorach przechowywanych w klasztornych czeluściach. Tutaj przeczytałem o legendzie  ikony. Jedną z najsłynniejszych ikon Atosu jest ikona „Świętego Mikołaja Streidas z Miry Niosącego Ostrygi”. Co ciekawe, nie jest umieszczona w centralnym złotym ikonostasie, lecz w bocznej nawie. Bezcenny oryginał sprzed ponad tysiąclecia stoi oparty na małym postumencie, ledwo widoczny w dymie świec, nieco odchylony do całowania. To jedna z najcenniejszych i najbardziej czczonych ikon greckich. Według legendy ikona została wyrzucona do morza podczas plądrowania Konstantynopola, a potem przeniesiona na brzeg Atosu przez morskie ostrygi.

 

 

Ścieżki pomiędzy klasztorami są oznakowane, jednak… przy użyciu greckiego alfabetu, lub zaznacza się tylko kółkiem początek szlaku. Warto kupić w Karies dokładną mapę. Znalazłem ścieżkę w stronę Karies i idę dalej, gdyż czeka mnie dwie godziny marszu- cały czas pod górę. Robię sobie wyliczanki- byle do zakrętu, tylko, że ta droga składa się wyłącznie z zakrętów. Na postoju, gdy nogi weszły do … przegryzłem samolotowymi ciasteczkami, które znalazły się w kieszeni bezrękawnika. Potem dumałem- tuptając w górę, jak znaleźć jakiś następny punkt orientacyjny? Byle dojść do kolejnego odpoczynku, gdy połapałem się, że doszedłem do celu. Jestem z powrotem przy minibusach w Karies. Spocony jak mysz z ulgą usiadłem przy kubku kawy

 

Część III znajduje się niżej.

 

Autonomiczna Republika Góry Atos, relacja cz. III

Dodano: 12-06-2017

 

Republika Mnichów, relacja z podróży część III

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

                Do klasztoru Megistis Lavras jechałem ponad godzinę taksówką zbiorczą (7 euro). Jest przeciwieństwem do widzianych dzisiaj rano- znajduje się najwyżej w hierarchii, jest największym i najstarszym klasztorem w Republice Mnichów.

I teraz trochę historii. 

Za początek życia klasztornego na Athos uważa się powstanie w dziewięćset sześćdziesięciu trzecim roku Wielkiej Ławry (gr. Meghisti – największa). W pierwszych latach istnienia był to jedynie niewielki budynek z kilkoma celami i kaplicą. Z myślą o przyszłej mnisiej wspólnocie twórca Wielkiej Ławry, Atanazy z Atos, opracował zbiór reguł, porządkujących życie codzienne zakonników, które miało koncentrować się na pracy na roli oraz modlitwie. Od tego czasu życie monastyczne trwa bez przerw, mimo… czterystu lat panowania Turków i … islamu. Zapobiegliwość mnichów spowodowała, że nawet podczas drugiej wojny światowej, mimo ciężkiej okupacji Grecji, Góra Atos, jako terytorium pod osobistą opieką Adolfa Hitlera, przetrwała nietknięta.

A jak jest obecnie?

Grecka konstytucja jednoznacznie reguluje status Atos jako obszaru autonomicznego pod władzą rządu Grecji i jurysdykcją religijną patriarchy Konstantynopola (starożytny Kościół, którego początki sięgają czasów apostolskich- założony przez apostoła Andrzeja). Wszyscy mnisi podejmujący życie na Athos są automatycznie uznawani za osoby narodowości greckiej. Nie ma natomiast możliwości zamieszkania na półwyspie dla osób niebędących wyznawcami prawosławia. Ze względu na wielką wartość historyczną i kulturalną Atos został wpisany na listę … UNESCO.

A jak się zostaje mnichem na Atos?

 Za filary życia zakonnika uważa się czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Warunkiem przyjęcia do jednego z klasztorów Atos jest ukończenie osiemnastu lat, uregulowanie kwestii stanu cywilnego i spraw spadkowych oraz wyrażenie nieprzymuszonej woli dołączenia do mnisiej wspólnoty. Nowicjusze są zobowiązani do zerwania wszystkich związków ze światem świeckim. Okres próby, przed złożeniem ślubów wieczystych, trwa dwa lata. Wszystkie monastery Atos posiadają identyczny rozkład dni, który rozpoczyna się o czwartej rano modlitwami i nabożeństwem jutrzni (msza święta). Po śniadaniu około siódmej większość mnichów idzie do pracy, trwającej do siedemnastej i przerywanej obiadem. Pracować jest gdzie, bo każdy monastyr utrzymuje ogród, winnicę czy pola uprawne. Czymś przecież trzeba wykarmić mnichów i codziennie przynajmniej kilkunastu pielgrzymów. Dzień kończy się nieszporami około siedemnastej a bezpośrednio po nabożeństwie posiłkiem, oraz czasem na indywidualne modlitwy w celach.

            Z parkingu patrzę na ogromną bryłę klasztoru, znad której sterczy kilka dźwigów budowlanych. Obok mam drogowskazy ścieżek, którymi można przyjść pieszo- od Karies to droga siedmiogodzinna. Podobnie, ścieżka wiedzie tutaj od strony południowej- od Skete Agia Anna. Ta ostatnia droga wydaje się najciekawszą, ale jest długaśnym i  trudnym górskim szlakiem, w czasie którego można nawet dotrzeć na szczyt góry. Możliwy jest nocleg poniżej szczytu, w kaplicy położonej na wysokości tysiąca pięćset metrów… Niestety w zimie i wczesną wiosną śnieg, lód i roztopy uniemożliwiają przejście. Nie jeżdżą tam nawet minibusy- droga jest nieprzejezdna.

            Megistis Lavras znajduje się na skalistym urwisku morskim sto sześćdziesiąt metrów ponad poziomem morza i przystani (arsenas). Nad nim rozpościera się panorama Tsiakmaki, jednego ze szczytów Atos (1344 m.). Monastyr przypomina potężną twierdzę z zębatymi blankami i wieżą.

 

 

Wchodzi się przez potężne, okute drzwi wejściowe- aby można je było zamknąć, połówki skrzydeł jeżdżą po specjalnych szynach. Furtianem jest mnich ze sklepu z pamiątkami. Podpytuję go o zwyczaje związane z otwieraniem i zamykaniem klasztoru- jest tak jak w innych klasztorach. Furtian w marcu zamyka nabijane ćwiekami odrzwia o dziewiętnastej trzydzieści a otwiera o szóstej rano. W drodze do części noclegowej klasztoru rozglądam się z zainteresowaniem- teren wewnątrz w porównaniu i innymi, jest ogromny. Witają mnie kieliszkiem, dużym kawałkiem galaretki, mocną grecką kawą i szklanką wody. Mówią,

– wpisz się do księgi gości- nikt nawet mojej „wizy” nie sprawdzał.

– Ilu was jest?

– Jeden?

– masz miejsce w sali wieloosobowej.

– Kiedy odbywają się ceremonie?

– modlitwa o szesnastej trzydzieści a po niej kolacja.

– Jeżeli chcesz wrócić minibusem do Karies, wpisz się na tę listę…- odjazd jutro o szóstej czterdzieści pięć.

I wszystko. W salce na piętrze mam za towarzyszy dwóch młodych Rosjan i starszego Greka. Zostawiłem bagaż i planuję wymarsz, do znajdującego się w odległości godzinnego spaceru Skete Timos Prodromos. Planuję czas- może zdążę, przed … zatrząśnięciem furty na głucho. Idę brukowaną obłymi głazami ścieżką, najpierw wzdłuż dużych pól, sadu i wiekowych drzew oliwnych, oraz równie długowiecznych cyprysów. Wchodzę do lasu i niestety po piętnastu minutach muszę zawrócić- ścieżka jest zawalona do wysokości dwóch- trzech metrów, połamanymi, kostropatymi drzewami. Widocznie są pozostałościami zimy, których dotychczas nie usunięto. Na pójście inną droga, którą jeżdżą samochody, było niestety za późno.

 

 

Poza murami klasztornymi po raz pierwszy na Atos zauważyłem „ślad grecki”. Był to posterunek policji z dwoma flagami: greckim krzyżem i atoskim wizerunkiem dwugłowego orła.

 

 

Wyszedłem więc zwiedzić dostępne budynki na dziedzińcu klasztornym. Na wewnętrznym terenie przeważa niska zabudowa. Czułem się jak w średniowieczu, gdyby nie dostrzegać współczesnych instalacji i dwóch dźwigów ułatwiających prowadzenie remontu kapitalnego- część wielopiętrowych budynków przy murach zewnętrznych posiada tylko ściany pionowe. Dla mnie, to taka podróż wstecz w czasie. Nakryte kamieniami niskie budynki, bardzo grube ściany i łamigłówki schodów są miejscem zamieszkania mnichów.   W jedenastym wieku w Wielkiej Ławrze żyło siedmiuset mnichów- dziś około pięćdziesięciu i cywilna obsługa techniczna.

 

 

Widoczne w środku: kopuły i czerwone ściany, oznaczają katolikon- wewnątrz był najpiękniejszy z dotychczas oglądanych. Z kronik wiadomo, że przy budowie zginął razem z sześcioma innymi  założyciel klasztoru- mnich Atanazy (gr. Athanasios), zawaliła się kopuła. Głównej ikony Matki Boskiej prawie nie widać- z wyjątkiem twarzy, cała zniknęła pod srebrną warstwą. W przedsionku katolikonu byłem sam, więc mogłem ustrzelić fotki bogatemu wzornictwu.

 

 

Naprzeciw kościoła znalazłem wielką jadalnię, zbudowaną na planie krzyża. Ma rzędy kamiennych stołów i wspaniałe, choć wymagające renowacji freski na ścianach i sklepieniach. Kolację spożyłem w towarzystwie tylko pielgrzymów- trochę mi już brakuje ciepłych posiłków. Na noc założyłem zatyczki, Grek chrapie jak smok, a w nocy wszyscy idą na jutrznię… Pospałem do szóstej i przegryzam z wodą swoje krakersy. Muszę odjechać minibusem do Karies, jeżeli mam opuścić mnisi kraj w terminie.

Rozpoczął się mój ostatni dzień przygody na Świętej Górze. W drodze powrotnej pielgrzymi namówili kierowcę, aby za jedno euro opłaty więcej zboczył do Agios Afanasios Afonitis. Jest to pierwsza siedziba pustelnika Atanazego, obecnie niewielka kapliczka przytulona do skały obok tryskającego z niej źródła. Według legendy, Matka Boska, Anastazemu w tym miejscu wskazała źródło wody do picia. Zaskoczony zobaczyłem w kapliczce: paczkę kawy, palnik gazowy, naczynie do gotowania i filiżanki- niezwykły to prezent dla strudzonego pielgrzyma.

 

 

Po dziesiątej wracam autobusem z Karies do przystani Dafni, by o dwunastej trzydzieści szybką łodzią „Agia Anna” odpłynąć w kierunku południowo-wschodnim. Płynie do końca półwyspu, zawijając do wszystkich przystani a potem wraca szybko do Ouranoupolis. Nie mam szans wejść do znajdujących się po drodze klasztorów, więc postanowiłem zobaczyć je z wody.

Pierwszy postój jest w przystani klasztoru Simones Petras.  Łódź przybija dziobem na kilkadziesiąt sekund do przystani: wyjście, wejście, podanie paczek… i dalej! Za ostrogą skalną przystani zaskoczony podnoszę wzrok w górę, na stromym zboczu majaczą mury klasztoru- niepodobne do innych. Bardziej przypomina klasztory tybetańskie lub środkowoazjatyckie warowne wioski- wygląda jak orle gniazdo na wysokim klifie nadmorskim. Zamieszkuje go sześćdziesięciu mnichów i ma opinię najbardziej kosmopolitycznego klasztoru na półwyspie.

 

 

            Po kwadransie od odpłynięcia z arsanas Simonos Petra, znalazłem się przy kolejnym klasztorze, tym razem położonym tuż nad morzem- to Agios Grigoriou. Klasztor Świętego Grzegorza, zbudowano w czternastym wieku. Zamieszkuje go siedemdziesięciu mnichów.

 

 

            Potem zza skały wynurzył się czternastowieczny Monastyr Dionisiou. Jego sylwetka zlewa się z potężną górą, a strzeliste budynki wyrastają z kamiennego zbocza nad wodą. Posiada kolekcję ikon i malowanych manuskryptów. Ostatnim klasztorem przed końcem półwyspu Atos jest Święty Paweł. Jest ledwo widoczny, jak orle gniazdo- ukryte kilkaset metrów od wybrzeża w głębi doliny. Monastyr  Świętego Pawła (Aghiu Pavlou) został założony w dziesiątym wieku przez świętego mnicha Pawła z innego klasztoru– Xeropotamou. W wieku czternastym został opuszczony, ale odrodził się dzięki wsparciu różnych monarchów, między innymi z Serbii.  Trapiony był przez różne plagi: w tysiąc dziewięćset drugim roku spłonął, a w dziewięć lat pózniej klasztor został zalany po ulewnych opadach… – teraz już starannie odbudowany…  Mimo, że to mój imiennik, wymuszone wizą ograniczenie pobytu do czterech dni, uniemożliwiło mi odwiedzenie go. Robię zdjęcia z daleka.

 

 

Góry stają się coraz wyższe, zbocza bardziej strome. Czasem pokazują się wodospady- jeden z nich sięga kaskadami samego szczytu góry.

 

 

Klasztory usytuowane na zachodnim wybrzeżu skończyły się. Oprócz nich na Atos jest łącznie dwanaście skitów (sub-klasztorów). Ostatnim religijnym miejscem na mojej drodze jest leżący wysoko na zboczu Skete Santa Anna. Na szerokim zboczu znajduje się kilkadziesiąt domostw i pustelni. Właśnie stąd trzeba ruszyć, jeżeli chce się przejść pieszo do Wielkiej Ławry. Tam nie ma żadnych dróg, tylko ścieżki- trudne do przejścia przy niepogodzie. Moja łódź płynie dalej i zakręcamy na wschód do trzech przystani za cyplem Cape Pinnes.

 

 

Ostatnim przystankiem były Karaulia i Katsokaliouie. To tylko betonowe platformy na postój dla koników, które wykorzystywane są do transportu w kierunku mnisich domostw- pustelni, wysoko na zboczach górskich (mnisi albańscy). Mieszkańcy Athos mogą mieszkać również indywidualnie. Wtedy sami troszczą się o swoje potrzeby życiowe i mieszkaniowe. Zwłaszcza z wody można zauważyć, że część indywidualnych zabudowań ma charakter wygodnych rezydencji, podczas gdy inne to skromne pustelnie. Na Athos regularnie wypoczywają osobistości państw europejskich, w tym także z domów królewskich. Na pewno jednak nie mieszkają w miejscach, gdzie zaopatrzenie wędruje do góry na końskim grzbiecie.

 

 

W taki sposób mój pobyt w mnisim państwie się zakończył. Wysiadłem z „Agia Anna” w porcie Ouranoupoli   . Przenocowałem i odjechałem autobusem do Salonik. W miasteczku strzeliłem sobie fotkę w mnisiej czapce- nie wyglądałem zbyt „dostojnie”, chyba z braku długaśnej, spiczastej lub krzaczastej brody. Spytałem jednego z mnichów, Joba (Hiob) z Jekaterynburga w Rosji,

– jak to jest ze skracaniem owłosienia mnisich twarzy. Usłyszałem, że

-około jeden na stu tnie włosy- wtedy brody pozostają krzaczastymi.

– Nie ścinanie owłosienia na brodzie, powoduje jej wydłużanie, skręcanie i formowanie w trójkąt.

– A dlaczego nie ścinają?

– Gdyby Bóg chciał, aby mężczyzna nie miał brody i wąsów, toby mu ich nie dał!

Po takiej odpowiedzi, gromko roześmialiśmy się obydwaj. Ten sam sympatyczny mnich powiedział mi, że

– brak drogi na półwysep znacznie podraża ich życie. -Jednak wolą takie rozwiązanie, gdyż nie chcą być „zadeptani” przez hordy na przykład skośnookich turystów.

Zeszło na temat kłopotów z otrzymaniem wizy. Powiedział, że

– teraz z dziesięcioma wizami dziennie i tak jest lepiej niż przed rokiem 1986, kiedy to wydawano tylko cztery wizy dla nieprawosławnych… na miesiąc!

Na europejskim, zurbanizowanym  i przewidywalnym kontynencie, wydaje mi się, że pokazałem miejsce niezwykłe i unikalne w skali świata. Mam nadzieję, że dokładam cegiełkę popularyzującą ten specyficzny zakątek. Poza tym sądzę, że ta relacja wraz z informacjami praktycznymi może być dla chętnych przewodnikiem po Republice Mnichów.

 

 

Niżej znajdują się Informacje praktyczne i organizacyjne.

 

Autonomiczna Republika Góry Atos, informacje praktyczne

Dodano: 12-06-2017

 

Autonomiczna Republika Góry Atos, (Republika Mnichów)  informacje praktyczne  (na marzec 2017).

Tekst i foto: Paweł Krzyk

Informacje ogólne: Wspólnotę Góry Athos tworzy 20 monasterów (klasztorów), wymienianych zawsze w stałej kolejności. Liczba ta i hierarchia mają charakter stały. Są to:

  • Wielka Ławra – Meghisti Laura
  • Klasztor Watopedi (grecki)
  • Klasztor Iwiron (grecki, dawniej gruziński)
  • Klasztor Chilandar (serbski)
  • Klasztor św. Dionizego (grecki)
  • Klasztor Kutlumus (grecki)
  • Klasztor Pantokratora (grecki)
  • Klasztor Kseropotamu (grecki)
  • Klasztor Zografu (bułgarski)
  • Klasztor Dochiariu (grecki)
  • Klasztor Karakalu (grecki)
  • Klasztor Filoteu (grecki)
  • Klasztor Simonopetra (grecki)
  • Klasztor św. Pawła (grecki)
  • Klasztor Stawronikita (grecki)
  • Klasztor Ksenofonta (grecki)
  • Klasztor Grigoriu (grecki)
  • Klasztor Esfigmenu (grecki)
  • Klasztor św. Pantelejmona (rosyjski)
  • Klasztor Kastamonitu (grecki)

Górzysta powierzchnia półwyspu wynosi 335,63 km2 (wymiary półwyspu około 50 x 10 km). Różnica czasowa: plus 1 godzina do czasu naszego, tzn. gdy u nas jest np.  12.00, to na Atos jest 13.00.

Relacje z Góry Atos w Internecie są nieliczne z wyjątkiem obcojęzycznych sprawozdań z pielgrzymek wyznawców prawosławia.

Kiedy jechać? W terminach takich jak do Grecji. Klimat śródziemnomorski, ale trzeba wziąć pod uwagę, że Góra Atos ma 2033 metry… wysokości i zwyczajnie w porze zimowo-wiosennej jest tam … zimno. Noce bywają chłodne nawet w lecie, a zimą regularnie pada śnieg. Niezbędne będą spodnie z długimi nogawkami. Najlepszą porą na podróż jest wiosna. Od marca do czerwca nie ma wielkich upałów, wszystko pięknie kwitnie i się zieleni. Jesień to też dobry czas – od września do listopada. Lepiej unikać miesięcy letnich (dużo turystów i upały).

Język urzędowy: grecki oraz w klasztorach: koine, cerkiewnosłowiański, rosyjski, serbski, gruziński, bułgarski, rumuński

Waluta: euro.

Internet i telefony, prąd, wtyczki: Telefony GSM nasze działają. Prąd i wtyczki takie jak w Polsce.

Ceny: podobne do greckich.

Bezpieczeństwo: kraj bezpieczny. Na całym obszarze obowiązuje ścisły zakaz filmowania.

Transport, jak dojechać i zezwolenie na wjazd: Pomimo formalnej przynależności do Unii Europejskiej (jako Grecja), aby tam wjechać musisz uzyskać wizę wjazdową, czyli diamonitirion. Uprawnia on do spędzenia w klasztorach trzech nocy. Warto zabrać się za jego załatwianie kilka miesięcy wcześniej, gdyż listy chętnych zapełniają się szybko, zwłaszcza w okolicach świąt i wakacji. Zawiłości athoskiej biurokracji, ścieżki półwyspu, formularze rezerwacji, numery kontaktowe do klasztorów oraz wiele innych praktycznych informacji opisuje strona Przyjaciół Athos, http://www.athosfriends.org/

Pielgrzym musi uzyskać pisemne pozwolenie na wizytę na górę Athos w „Góra Athos Office”. Biuro Athos jest czynne: od poniedziałku do soboty od 9,00 do 13,00. Adres:109 Str. Av. Egnatias – 54622 Thesaloniki Grecja. Tel.:+30 2310 252 578,  mail:athosreservation@gmail.com. Nie pisz na inne adresy wymienione na stronie internetowej, gdyż są nieaktualne. Najlepiej zrobić to dużo wcześniej przez telefon lub mailem (najlepiej po angielsku). Po uzgodnieniu terminu  wizyty należy wysłać mailem do biura kopię paszportu. Dodatkowo trzeba potwierdzić rezerwację na dwa tygodnie przed terminem wizyty.

Pielgrzymi mogą przybyć do Ouranoupolis samochodem lub autobusem z Thesalonik. Jest to około 120 km od lotniska w Thesalonikach. W Thesalonikach dalekobieżne autobusy do Ouranopuilis odjeżdżają codziennie rano z peryferyjnej Chalkidiki Bus Station (końcowy przystanek miejscowego autobusu 45A- najlepiej kupić od razu bilet powrotny – odjazdy ok.6,15, 8,00 …). Mały Ouranoupolis ma swoją stronę internetową, przez którą można rezerwować zakwaterowanie: www.ouranoupoli.gr.

 Po przyjeździe (rano) w dniu wyjazdu do Atos, od razu trzeba pójść do biura „Góra Athos biuro dla pielgrzymów”, wydającego papierowe zezwolenia na wjazd do Republiki. Mieści się w centrum miasta przy stacji benzynowej. Biuro czynne jest od 08,00 rano codziennie- w tym soboty i niedziele. Ten dokument- tzw. „diamonitirion”, jest wymagany do wejścia na prom, oraz uprawnia do przybywania w klasztorach (koszt 35,00 EUR dla nieortodoksyjnych, 25,00 EUR -ortodoksyjni i 18,00 EUR dla studentów). Najciekawszy turystycznie prom odpływa o godzinie 9,45– bilet za 6,90 EUR (Ferry Boat). Rezerwacje na łodzie do Atos można zrobić pod numerem telefonu  (0030) 23770 21041. Najlepiej przyjechać poprzedniego dnia i zanocować.

Na zdjęciach: trasa z Thesalonik do Ouraunopolis oraz rozkład jazdy promów.

 

 

Idea zwiedzania Atos polega na pieszym wędrowaniu pomiędzy klasztorami. Na Atos istnieje transport mikrobusami, które odjeżdżają z placyku w centrum stolicy Karies. Można wynająć cały minibus w uzgodnionym terminie (dla siebie czy grupki jadącej razem), lub pojechać znacznie taniej w określonym terminie wg rozkładu jazdy. Na zdjęciu pokazuję pełną informację z rozkładem i cenami. Dowolnie skomponujesz sobie sposób dojazdu. Zwykle odjeżdżają z Karies około godziny 9-10 rano do klasztorów. Stamtąd odjeżdżają w dniu następnym wcześnie rano ok. 6-7.00. Autobus z przystani promowej Dafni do Karies odjeżdża po przybyciu promu (3,5 EUR, pół godziny jazdy pod górę). Autobus z powrotem do Dafni odjeżdża z Karies o 10,30. Informacji szczegółowych na temat minibusów można zasięgnąć pod numerem tel .: 0030-23770-23266.

Można popłynąć wzdłuż brzegów półwyspu także szybką łodzią „Agia Anna”. Na „Agia Anna” pielgrzymi mogą dotrzeć do klasztorów i skites z południowo-zachodniej części Góry Athos: M. Simonos Petra, M. Grigoriou, M. Dionizego, M. Agiou Paulou i Skiti Agias .  Niżej rozkład jazdy. Szczegóły mojego poruszania się po Atos znajdziesz w relacji.

 

 

            W drodze powrotnej z Ouraunopolis do Thesalonik autobusy dalekobieżne kursują wg rozkłady jazdy, który pokazałem na kolejnym zdjęciu.

 

 

Transport w Thesaloniki na lotnisko: Z lotniska w ciągu dnia kursują 3 autobusy. Do centrum i najważniejszych punktów miasta najlepszym rozwiązaniem jest linia nr 78 (ekspres), która jedzie z lotniska przez centrum, plac Arystotelesa, Dworzec Kolejowy aż do Dworca Autobusowego, gdzie kończy swoją trasę. Linia kursuje przez 24h na dobę, a częstotliwość w sezonie (lipiec-sierpień) co 20 minut, w pozostałych miesiącach co pół godziny. W nocy co godzinę. Koszt biletu na tą linię to 2 euro, na wszystkie pozostałe 1 euro.

Prowiant: „Gościnność nie jest niczyim obowiązkiem” – głoszą często napisy na murach klasztorów i trzeba się z tym liczyć. Warto zabrać ze sobą prowiant na kilka dni. Często, jeśli nie dotrzemy do klasztoru w porze posiłku, zostaniemy bez jedzenia. Poza tym na długich trekkingach i przy wyjściu na szczyt trzeba mieć dodatkowe zapasy. Woda jest zdatna do picia i nie trzeba zabierać ze sobą butelkowanej.

Hotele, spałem w:

Thesalomniki: Kastoria Hotel ul.  Leontos Sofou 17- pokój 1-osobowy za 23 EUR. W samym centrum miasta, wart polecenia. W pobliżu kilka innych hoteli.

Ouranoupolis: Pension Vasiliki- pokój 2 osobowy za 20 EUR. Zlokalizowany w centrum przy Biurze dla pielgrzymów- ze śniadaniem, wart polecenia.

Przewodniki: nie szukałem, wystarczyły mi informacje z Internetu, oraz informacje na miejscu.  Ważna jest też dobra mapa, ścieżki są słabo oznaczone – często tylko na początku szlaku na kamieniach są wymalowane farbą kółka. Często napisy są tylko po grecku. Warto kupić na miejscu w Karies mapkę.

Atrakcje turystyczne:

Atos: wędrówka pomiędzy niezwykłymi, bardzo historycznymi klasztorami. Patrz w relacji.

Thesaloniki: centrum miasta.

Ouranoupolis: centrum miasteczka.

Powrót do relacji z podróży

 

 

 

 

 

 

.