Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Francja : Relacje z podrózy

Do Francji, jednej z kolebek europejskiej kultury przywędrowałem kilkakrotnie, jednak przede wszystkim do Paryża. Później i na południe kraju… Chętnie wrócę.

Spis treści

Francja, Lazurowe Wybrzeże, relacja z podróży

Dodano: 07-04-2013

Relacja z Lazurowego Wybrzeża: z Menton do Cannes

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

W obecnej podróży po  Europie zwiedzam małe kraje Europy, czy też terytoria zależne. Rozpocząłem od Księstwa Zakonnego Seborga, później było Monako (kliknij). Obecnie piszę o zwiedzaniu francuskiego Lazurowego  Wybrzeża, w pobliżu Nicei, w południowej Francji nad Morzem Śródziemnym. Jest to region Prowansji w Alpach Nadmorskich. Lazurowe Wybrzeże z Niceą- stolicą tego regionu, zwiedzam niejako przy okazji, gdyż z Nicei jest najbliżej do w/w miejsc. Pierwszym odwiedzonym miejscem było Menton, miasto w pobliżu francusko- włoskiej granicy. Stąd zrobiłem wypady do Księstw: Seborga i Monako. Wypadło tylko po kilkadziesiąt kilometrów do każdego. Menton jest małym nadmorskim kurortem, o tej porze roku raczej pustym, z niewielką ilością starszych wiekiem turystów. Mój hotel Richelieu był niezły i najtańszy w okolicy. Znalazłem parking w uliczce przy hotelu. Zwiedziłem miasto przez kilka godzin. Brzeg morski raczej skalisty z niewielką ilością miejsc do kąpania. Malowniczy port jachtowy zapchany białą flotą, czekającą na cieplejszą pogodę. Przy porcie znajduje się niewielki Fort Św. Tekli. To tylko mury zewnętrzne bez możliwości zwiedzania.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Miasto rozłożone jest na niewielkim w wzgórzu. Spójrz na zdjęcia niżej pokazujące jego panoramę.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Tutaj wiosna już powoli zawitała, pokazały się pierwsze pąki na drzewach liściastych, jeżeli można mówić o tej porze roku w regionie, w którym przez pół roku jest lato, a w zimie średnia temperatura wynosi ok.14 st. C-, a w nocy nie spada raczej poniżej +5 stopni. Wygląda NATO, że tutejsi mieszkańcy zimę znają tylko z TV, lub z urlopów. Choć nie do końca tak jest, gdyż kilka kilometrów w głąb lądu, widziałem ośnieżone szczyty Alp… Jakby nie było, kwiatków jest pełno, trawa jak u nas w końcu maja, a pomarańcze wiszą na drzewach przy ulicy w mieście. Na fotkach pokazuję ścianę domu, i witrynę jednego ze sklepów z pamiątkami.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Następnie pojechałem do Włoch do San Remo i księstwa Seborga, a następnego dnia zwiedziłem Monako w drodze do Nicei. Relacje opublikowałem wcześniej. Nicea przywitała mnie ładna pogodą i słoneczkiem. Ładny kontrast do zimy, i zawiei śnieżnej, podczas wyjazdu 3 dni temu z Polski. W Nicei śpię 3 noce w Hostelu Smith na starym mieście. Hostel taki sobie (20 EUR/łóżko/noc). Jedyną zaletą, poza niską ceną, jest zerowa odległość do zabytków- mieszkam między nimi na starówce w Vieux Nice. Minusem jest brak możliwości dojazdu do hotelu- tu można się poruszać tylko pieszo. Zaparkowałem na parkingu przy porcie- „bandycka” cena, nie parkuj tam. Mój pierwszy dzień w Nicei, poświęciłem na wyjazd moim wynajętym samochodem, do sąsiednich dwóch miast:: Antibes i Cannes. Do Antibes jest raptem 20 km. Po pół godzinie stałem na parkingu, w centrum Antibes (3 EUR/2 h). Miasto jest niewielkie. Praktycznie nie posiada w mieście plaż. Brzeg kamienisty. Sam zobacz jak wygląda na załączonym zdjęciu. Druga fotografia przedstawia Muzeum Picassa w budynku na brzegu  morza (niestety zamknięte w godzinach przedpołudniowych).

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Obok muzeum znajduje się ładny kościółek, a dalej port jachtowy, podobnie zapchany parkującą  białą flotą. Można tutaj zwiedzić również zabytkowy Fort, mieszczący się z drugiej strony portu.

www.wedrowkizpawlem.pl

10

W dzisiejszą sobotę był czynny duży targ w zabytkowej hali targowej. Wąskie uliczki w miasteczku dodają mu uroku. Jest to miejsce dobre do zwiedzenia, po drodze w inne miejsce. Nie potrzeba na nie więcej niż kilka godzin.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Tylko 10 km dalej w kierunku zachodnim, i jestem w centrum miasta festiwalów filmowych Cannes. Zaparkowałem na parkingu Hotelu Marriott (8 EUR/3 h). Jestem przy samej promenadzie nadmorskiej. Dobrze trafiłem z tym parkingiem, miałem wszędzie blisko i na piechotę. Cannes posiada ładne piaszczyste plaże- widać, że bardzo dbają o ten wizerunek. Spaceruję po promenadzie nadmorskiej w kierunku zachodnim wzdłuż całego szeregu markowych hoteli światowych firm tej branży. Na zdjęciach niżej pokazuję tę promenadę i  port jachtowy.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Na cypelku nadmorskim znajduje się kolorowy, „taki filmowy”, budynek festiwalowy (p. zdjęcie). Zwiedzenie było niemożliwe, z uwagi na odbywającą się akurat imprezę- tylko dla zaproszonych. Naprzeciw kolejny super hotel…

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Zwiedziłem górujący nad miastem zabytkowy zamek, w który akurat była wystawa sztuki prymitywnej z całego świata. Podobała mi się, gdyż nie patrząc na podpisy zgadywałem skąd są te wystawione przedmioty. Towarzysząca mi przewodniczka była nieco zaskoczona…, a podróżnik, byłeś tam naprawdę…? Podziwiam spod zamku panoramę miasta, a później wracam z powrotem uliczkami, za plecami głównej promenady. Mnóstwo sklepików wszelkiej maści, tych pamiątkowych, turystycznych, ale i chyba wszystkich markowych firm. Przechodzę przez targowisko bardzo podobne do tego w Antibes…

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Wracam do samochodu po kilku godzinach, i odjeżdżam do Nicei na lotnisko, zdać mój pojazd do AVIS. Dzień mi się skończył bardzo szybko, zdążyłem jeszcze zrobić trochę notatek o Monako. Drugiego dnia, w Nicei zwiedzam tylko to miasto. Robię to piechotą. Rozpoczynam od wzgórza zamkowego, które mam za plecami hotelu. Ładny spacerek z coraz to innymi widokami, na tą piękną, prawie pół milionową aglomerację miejską. Wchodzę od strony starówki, z widokami na najładniejszą część miasta. Na nadbrzeżu jest to 7 kilometrowa Promenada Angielska, która wiedzie od portu, wzdłuż zatoki morskiej do lotniska. Zaczęto ja budować już w 1820 r. Nazwę otrzymała od dużej ilości turystów angielskich, przyjeżdżających tutaj leczyć drogi oddechowe, słońcem i ciepłym morzem. Drugie zdjęcie przedstawia panoramę starówki, z wspaniałą XVIII wieczną katedrą katolicką Sainte Reparate.  Kopuła katedry jest nakryta kolorowymi dachówkami.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Na szczycie wzgórza zamkowego La Colline du Chateau, obecnie zostały tylko resztki dawnego XIII wiecznego zamku, i katedry z XI wieku. Główna atrakcją jest tam ładny park, i piękna panorama, na całe miasto z wszystkich stron. Na zdjęciach pokazuję widok z drugiej strony, na miasto od strony portu, oraz uliczki starówki. Jest ich dużo, pełne sklepików, zabytków, miejsc gdzie artyści eksponują swoje dzieła, restauracyjek i barów. Najwięcej jest turystów- na pewno każdy odwiedzający Niceę, tutaj zawita, i spędzi sporo czasu. Znajdziesz tu do zwiedzenia między innymi Pałac Lascarisa (20m od hotelu- wstęp wolny).

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Drugą warta spaceru jest Promenada Quai des Etats- Unis z ogromnym pomnikiem w centralnej cześci. Za pomnikiem widać Muzeum sztuki Współczesnej. Nieco dalej znajdziesz Halę Kongresową oraz Targową. W jej pobliżu od strony wschodniej, na placu ładny pomnik Garibaldiego.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Innym miejscem godnym polecenia jest półkolisty Plac Massena, z licznymi kamieniczkami i piękną fontanną. Warto zajrzeć również w pobliżu starówki od strony morza do XVII wiecznej barokowej Kaplicy Miłosierdzia. Jest uważana za jedną z najpiękniejszych budowli barokowych świata. Przed nią znajduje się bazar kwiatowy.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

W Nicei znajdziesz wiele muzeów związanych ze sztuka i malarstwem. Miasto zawsze przyciągało mistrzów sztuki i znanych twórców, przede wszystkim malarstwa. Przez lata  mieszkali lub pracowali tutaj: matisse, Chagall, Renoir, Picasso, Bonnard… Sporo muzeum bez opłat (z wyjątkiem jednego). Trzeba poświecić trochę czasu aby obejrzeć wspaniały sobór prawosławny Św. Mikołaja. Zbudowany w 1912 r. na polecenie carowej rosyjskiej, jest największym po Rosji tego typu kościołem na świecie. Wtedy masowo przyjeżdżali tu oprócz Anglików także Rosjanie. Na drugim zdjęciu pokazują uliczną automatyczna wypożyczalnię rowerów (za wrzuć monetę). Może to pomysł na zwiedzenie miasta? Ja skorzystałem z tramwaju (bilet 1 EUR).

www.wedrowkizpawlem.pl

28

Skończyłem mój długi spacer nicejski późnym popołudniem. Na kolację spróbowałem tutejszej specjalności kulinarnej pisaladiere. Jest to podawany na ciepło cienki placek z cebulą, oliwkami i anchois. Nic specjalnego-  nie za bardzo mi smakował.

Cała trasa z i do Nicei Na mapce obok masz całą trasę dotychczas odbytą w tej podróży.

Jutro rano już autobusem (za 4 EUR) na lotnisko, i odlatuję Air France na KORSYKĘ (kliknij)

 

Francja, Picardia- Campiegne

Dodano: 20-05-2013

Załączam kilka zdjęć z Picardii- miasta Campiegne, odwiedzonego „przy okazji” w 2012 roku.

 

 

Ze Strasbourga do Plaży Omaha, relacja z podróży

Dodano: 13-06-2019

Ze Strasbourga do Plaży Omaha, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk i Łukasz Sakowski

 

Swoją przygodę we Francji rozpoczynamy od Strasbourga miasta leżącego pomiędzy Niemcami a Francją w dolinie rzeki Ren. Jego początki sięgają cesarstwa rzymskiego, obecnie jest stolicą i głównym ośrodkiem gospodarczy Alzacji. Większość z nas zna to miasto ze słyszenia, ponieważ mieszczą się tutaj Rada Europy, Parlament Europejski czy też Europejski Trybunał Praw Człowieka.

W pierwszej kolejności swoje kroki kierujemy na stare miasto. Jeśli przyjedzie się tu własnym samochodem warto uzbroić się w cierpliwość. Znalezienie wolnego miejsca parkingowego zajmuje dużo czasu. Nam pomógł uprzejmy jegomość, z wyglądu pochodzenia arabskiego, który był ubrany w dość obszerne, ubrudzone, „lekko” śmierdzące ubranie. Z jego ust wydobywał się odorek alkoholu. Wykazał się na tyle uprzejmością i pomógł mi kupić bilet w parkomacie. Za tą czynność został wynagrodzony w kwocie dwóch euro. Ze zdziwieniem popatrzył na mnie i zapytał:

– czy nie mam dychy? Moje zdziwienie było równie ogromne co jego. Od razu przed oczyma zobaczyłem naszego polskiego „Ryśka” mówiącego:

– „Kierowniku nie masz dychy pożyczyć?” Jeśli by tak było w naszym rodzimym kraju, to wszystkie „Ryśki” w niedługim czasie rozbijałby się mercedesami.  Widać Strasbourg to bogate miasto.

Spacerem zaczęliśmy zwiedzać zatłoczone uliczki starego miasta. Po paru minutach dochodzimy do kościoła Notre Dame. Zbieżność nazw nie jest przypadkowa. Jak się okazuje we Francji kościoły Notre Dame, znaczą kościoły pod wezwaniem Matki Boskiej (Naszej Pani). Tłumy ludzi wokół budynku i w jego wnętrzu utrudniają spokojne zwiedzanie.

 Strasbourg słynie z przepięknych kamienic zbudowanych w stylu muru pruskiego. Kolorowe fasady, przypominające domy z piernika przyciągają oko swoim wyglądem. Elementem charakterystycznym dla tego miasta są  bowiem wypieki pierników oraz bociany. Można kupić maskotki oraz magnesy przedstawiające te ptaki, które występują licznie w rejonie Alzacji.

 

 

Kolejnym etapem naszej wędrówki przez Francję jest Nancy, stolica Lotaryngii. Jest to miasto utożsamiane z królem Stanisławem Leszczyńskim, który uciekając z Polski osiedlił się tutaj wraz z żoną Katarzyną Opalińską. Wyżej wspomniany był ostatnim księciem Lotaryngii. Za jego sprawą powstał kościół Notre-Dame den Bon Secours oraz  Plac Stanisława, gdzie w XIX wieku odsłonięto pomnik księcia. Styl barokowy jest stylem bardzo ozdobnym, ociekającym złotem i wszelkiego rodzaju ozdobami. Widać to na licznych latarniach stojących na placu, czy też łuku triumfalnym otwierającym wejście z placu do Pałacu Książąt Lotaryngii.

Spacerując po Nancy widać wielki wpływ jaki miał na to miejsce król Stanisław. Wiele restauracji, wydarzeń kulturowych czerpie z jego postaci. Możemy natknąć się na dyskotekę Stanisława, czy też drinki, gdzie w nazwach użyte jest imię księcia.

 

 

 Francja jest krajem na wskroś katolickim. Świadczą o tym przede wszystkim liczne zabytki, które zachowały się po dziś dzień. Możemy tu znaleźć tysiącletnie kościoły, rzeźby, pomniki. Większość francuskich miast posada starówki, których zabudowania są niezmienione od czasów średniowiecznych. Nie inaczej jest w Rouen, położonym w Normandii nad Sekwaną. W starożytności było grodem galicyjskim, w okresie rzymskim nosiło nazwę Rotomagus. Około XI wieku stało się stolicą Normandii. Miasto w średniowieczu słynęło z eksportu wina z rejonów Szampanii i  Bordeaux, a w okresie XV wieku zaczęto wyrabiać tutaj fajans.

 

 

Miasto zasłynęło spaleniem na stosie Joanny d’Arc. Dziewica Orleańska, bo taki przydomek nosiła Joanna d’Arc, urodziła się  około 1412 roku. Zmarła spalona na stosie 30 maja 1931 roku właśnie w Rouen. Jest bohaterką narodową, patronką Francji oraz świętą kościoła katolickiego. Joanna twierdziła, że otrzymała widzenie o samego Boga, który nakazał jej uwolnienie Francji spod panowania angielskiego. Oskarżona o herezję uniknęła pierwszego procesu. Jednakże w wyniku kolejnego straciła życie na stosie. Po jej śmierci wojna pomiędzy Francją a Anglią trwała jeszcze przez dwadzieścia dwa lata aby zakończyć się w 1453 roku ostateczną wygraną Francuzów.

Spacerując po Rouen czujemy ducha Joanny d’Arc. Stare kamienice, a jest ich ponad dwa tysiące, spoglądają na morze turystów ciągnące się alejkami. Ściany budynków wykonane z muru pruskiego i pomalowane na różne kolory, przeciągają wzrok przyjezdnych. Liczne sklepiki stragany oferują lokalne produkty spożywcze oraz rękodzieło. W centrum starego miasta góruje strzelista katedra Notre-Dame z licznymi pięknymi witrażami. Zasłynęła w obrazach Claude’a Moneta, który uwiecznił ją w swoich dziełach prawie trzydziestokrotnie. Spacerując ulicami możemy podziwiać Pałac Sprawiedliwości oraz wieżę Joanny d’Arc – miejsce, w którym była więziona.

 

 

Wielu z nas Normandia kojarzy się z II Wojną Światową. Na samą myśl, przed oczyma stają nam odziały amerykańskie, które lądują na plaży w okolicach świtu i są rozstrzeliwane przez ufortyfikowane oddziały niemieckie. Normandia była miejscem zaciekłych walk pomiędzy stacjonującymi tutaj oddziałami niemieckimi a przeprowadzającymi ofensywę oddziałami alianckimi. Obrazy te wykorzystuje film Stevena Spielberga „Szeregowiec Rayan”, czy też serial „Kompania Braci”.

Jednym z miejsc, które bardzo ucierpiało w wyniku działań wojennych jest Caen. Miasto to było stolicą historycznej Normandii. Zostało założone przez Wilhelma Zdobywcę, który wybudował w nim dwa opactwa Abbaye aux Hommes – opactwo męskie, gdzie został pochowany oraz Abbaye aux Dames – opactwo dla kobiet.  

W wyniku działań wojennych, podczas operacji Overlord Caen zostało zniszczone niemal w 60%. Podczas walk o Normandię w opactwie męskim działał szpital polowy – lazaret, dla ponad 6000 tysięcy rannych i umierających żołnierzy. Będą w salach Abbaye aux Hommes odczuwa się dramatyzm tamtych czasów. Mury przesiąknięte są bólem, cierpieniem i strachem. Mamy okazję obejrzeć wystawę poświęconą tamtym wydarzeniom – wydarzeniom, które nigdy nie powinny już wrócić.

 

 

Czas, w którym mamy okazję odwiedzić Normandię jest wyjątkowy. W tym czasie miały miejsce obchody siedemdziesiątej piątej rocznicy rozpoczęcia operacji D-Day. Na plaży Omaha zgromadziły się tysiące osób, chcących oddać hołd poległym żołnierzom. Przez cały weekend trwały obchody rocznicy. Mogliśmy podziwiać autentyczne, odresturowane pojazdy z tamtego okresu, które były uczestnikami normalnego ruchu drogowego. Była także rekonstrukcja bitwy wraz ze skokami spadochronowymi z alianckich samolotów.

D-Day było operacją lądowania sił alianckich na plaży w Normandii. Była to jedna z części większej operacji o kryptonimie Overlord. Siły alianckie rozpoczęły desant o 5.30 rano 6 czerwca 1944 roku. Plaża została podzielona na odcinki. Jednym z nich był wcześniej wspomniany odcinek Omaha, o długości przeszło trzydziestu jeden kilometrów. Żołnierze byli dostarczani na brzeg w płaskodennych barkach. Wysoka fala i krzyżowy ostrzał z gniazd karabinów maszynowych, moździerzy oraz baterii dział artyleryjskich, doprowadził do utraty przez oddziały alianckie w pierwszych godzinach natarcia wszystkich swoich oficerów. Większość żołnierzy zginęła od kul z karabinów maszynowych, a ci którzy uniknęli serii często topili się pod ciężarem swojego wyposażenia. Nasiąknięty osprzęt uniemożliwiał przemieszczanie, co czyniło ocalałych łatwym celem. Po stracie większości dowódców człon natarcia się załamał. Dopiero przegrupowanie ocalałych żołnierzy doprowadziło, po blisko dziesięciu godzinach od rozpoczęcia bitwy, do zwycięstwa i usunięcia niemieckich ufortyfikowanych oddziałów. Zginęło ponad trzy tysiące żołnierzy. Była to jedna z najkrwawszych bitew podczas tej operacji, przez co plaża nosi przydomek „Bloody Omaha” – krwawa Omaha.

Na plaży zbudowany został pomnik ku chwale poległych żołnierzy, w otoczeniu flag państw biorących udział w kampanii, w tym również naszej biało-czerwonej.  Idąc po twardym piasku widzimy steki białych i czerwonych róż, które położone zostały w jednej linii wzdłuż plaży. Na domach pamiętających czasy wojny, widnieją flagi francuskie i amerykańskie. Spotykane kobiety mają przewiązane chusty z flagi amerykańskiej. Gwar, muzyka, liczne śmiechy, wśród mijanych ludzi czuć radość, ale gdzieś tam głęboko każdy tutaj ma przed oczyma obrazy tamtych wydarzeń, tamtych ludzi, którzy dla nas, będących tu i teraz poświęcili swoje życie, abyśmy mogli być uśmiechnięci i szczęśliwi.

 

 

Przejście  do  następnej relacji: Francja, Góra Świętego Michała

Przejście do poprzedniej relacji: Bajeczne niemieckie zamki

 

 

 

Góra Świętego Michała

Dodano: 14-06-2019

Góra Świętego Michała, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk i Łukasz Sakowski

 

Normandia nie słynie tylko z walk, które odbywały się tutaj podczas minionej wojny. To także drugi pod względem liczby turystów obiekt zwiedzany we Francji. Jest nim słynny klasztor na wodzie Mont Saint-Michel, odwiedzany przeszło przez ponad trzy miliony turystów rocznie. Położone jest na skalistej wyspie pływowej w zatoce Mont-Saitn-Michel w kanale La Mache, na północy Normandii. Wyspa ta połączona jest groblą o długości 1800 metrów.

   Oryginalna nazwa tłumaczona z łaciny znaczy – „Sanktuarium Świętego Michała w niebezpiecznym morzu”. To właśnie dzięki potężnym pływom przekraczającym niekiedy czternaście metrów wysokości, miejsce to jest tak chętnie odwiedzane. Przypływy są bardzo gwałtowne, porównywane są do pędzącego konia. W okresie wysokich pływów, które zdarzają się pięćdziesiąt trzy razy w roku, grobla jest całkowicie zalewana, odcinając sanktuarium od kontynentu, tworząc z niego wyspę. Szybkość pływów jest tak duża, że nie wolno w ich trakcie przebywać w okolicach grobli. Utonięcia zdarzały się często, obecnie również- jednakże rzadziej. Problem mają jedynie osoby, parkujące samochody na niżej położonych miejscach, nie stosując się do znaków zakazu parkowania. Przed każdym rozpoczęciu przypływu informują dzwony.

W starożytności na tym terenie rósł las Scissy nie zalany morzem. Tereny były opanowane przez Celtów, którzy na wzgórzu czcili boga słońca Belena. Po przybyciu do starożytnej Armoryki Rzymian, zostały zbudowane drogi. Wraz z podnoszeniem się poziomu wody, droga do wzgórza była przesuwana na wschód aż do obecnego miejsca. Utworzona wyspa była wówczas znana jako Mont Tomb, co znaczy góra cmentarna. Jeśli wierzyć legendom, w tym miejscu w złotych butach został pochowany Juliusz Cezar.

Wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa na wzgórzu została zbudowana kaplica poświęcona świętemu Szczepanowi, męczennikowi chrześcijańskiemu, kolejna była poświęcona świętemu Synforianowi, męczennikowi galijskiemu. Według legendy, w VIII wieku jednemu z zakonników objawił się Michał Anioł prosząc o pobudowanie w tym miejscu kościoła. Prośby te zostały dwukrotnie zlekceważone przez biskupa Auberta, co w konsekwencji doprowadziło do wypalenia przez Michała Anioła dziury w jego czaszce.  Relikwia w postaci czaszki przechowywana jest po dziś dzień w katedrze w Avrnaches.

Znaczenie strategiczne powstałego opactwa sprawiało, że było ono chętnie wspomagane przez wielu władców. Cieszyło się on względami książąt Normandii a następnie Francji. W okresie wojny stuletniej murami obronnymi opasano także powstałe miasteczko. Sanktuarium nigdy nie zostało zdobyte. Przyczyniło się do tego umiejscowienie, na wyspie pływowej, przez co najeźdźcy nie mogli prowadzić najazdu oblężniczego. Siła i czas występowania pływów oraz ich gwałtowność uniemożliwiał używanie maszyn oblężniczych. Dodatkowo sanktuarium powstało poprzez połączenie mniejszych, wcześniej ufortyfikowanych budynków, czyniąc całą wyspę silnie bronioną. Anglicy próbowali je zdobyć kilkukrotnie, ale bezskutecznie. Pamiątką po tamtych zajściach są pozostawione dwie maszyny oblężnicze pod murami miasta.

W okresie rewolucji francuskiej  z wyspy wydalono wszystkim mnichów, a w miejsce sanktuarium utworzono więzienie dla księży, którzy nie chcieli przyjąć nowej konstytucji cywilnej. Jedną z pozostałości po tamtych czasach, jest koło od windy – pochylni, którą wciągano jedzenie dla więźniów. W koło to wchodzili więźniowie i za pomocą rąk i nóg wprawiali je w ruch wciągając lub opuszczając jeżdżący wózek. W XIX wieku więzienie zamknięto a opactwo przeszło w ręce proboszcza z Coutances.

Regulacja rzeki Coueson doprowadziła do zmiany stosunków wodnych w zatoce powodując jej zamulenie. Ufortyfikowanie grobli i stan wody doprowadził do sytuacji, że opactwo stało  bardziej cyplem niż wyspą i wygląda tak po dziś dzień.

Jeśli planuje się zwiedzić to miejsce lepiej unikać pierwszej niedzieli maja oraz 29 września. W tym czasie na wyspie odbywają się obrzędy ku czci Michała Anioła a pielgrzymów ściąga tu około sześćdziesięciu tysięcy. Czytając przewodniki i opisy innych osób odwiedzających to miejsce, byłem przekonany, że spotkam tu chordy ludzi, kolejka po bilet będzie gdzieś na trzy do czterech godzin stania.  Wyruszyliśmy rano, mieliśmy do przejechania jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów. Dojazd zabrał nam niecałe dwie godziny i już po dziewiątej rano zaparkowałem samochód na jednym z ogromnych parkingów. Stamtąd udaliśmy się piechotą do autobusu wiozącego turystów przez groble do opactwa. Autobusy te wyglądają dość zabawnie. Mają dwie kabiny kierowca po przywiezieniu grupy turystów na ostatni przystanek nie wykręca autobusu a zmienia kabinę. Co ważne turyści, którzy przyjechali z opactwa wysiadają jednym wyjściem, a świeżo przyjezdni wsiadają drugim. Trzeba też odpowiednio się ustawić, bo autobusy są trzy, i nigdy nie wiadomo, na które miejsce postojowe podjedzie. Trochę to loteria, gdzie z pierwszej osoby czekającej na autobus wsiada się jako ostatni, na przysłowiowego śledzia. Z doświadczenia radzę jechać autobusem od początku do samego końca. Wysiadanie w trakcie jazdy do sanktuarium skończy się pójściem z „buta”, bo nie ma szans aby dostać się ponownie do jednego z nich.

Można również skorzystać (za 6 €) z przewozu pojazdem z napędem wsianym, dwukonnym.

 

 

Po dotarciu do końca grobli dalszą drogę przechodzimy pieszo. Możemy podziwiać wygląd po odpływie wody. Szary, zamulony teren, porwany głębokimi żlebami. Na murach widnieją ciemniejsze odbarwienia od wysokiego stanu wody. Różnica w poziomie wygląda gdzieś na jakieś piętnaście metrów. Z końca grobli można wykonać zdjęcia całego opactwa. Szkoda tylko, że w ten dzień mieliśmy intensywne opady deszczu.

 

 

Przez główną bramę wchodzimy za mury sanktuarium. Wąska uliczka i stare kamieniczki witają nas swoim kolorytem. Pełno w nich sklepików, restauracji, wszystkiego czego potrzeba turystom. Na wyspie znajdują się hotele i jeśli przybywający pielgrzym ma ochotę tutaj pozostać na dłużej, ma ku temu okazję. Przeciskając się wąską uliczką docieramy do schodów, którymi na samą górę dochodzimy do kasy biletowej. Bilet normalny kosztuje dziesięć euro. Nie ma żadnej kolejki, podchodzę od razu do Pani w okienku i proszę o dwa bilety. Wielkimi schodami, docieramy do tarasu z którego rozciąga się przepiękny widok od skały Cancale na zachodzie aż po klifowe brzegi Normandii. Na otwartym morzu można dostrzec wysepkę Chausey, z którego pochodzi granit do budowy opactwa. Stojąc na tarasie możemy podziwiać rzeźbę Michała Anioła, umieszczoną na szczycie dzwonnicy.

 

 

Z tarasu wchodzimy do kościoła, zbudowanego osiemdziesiąt metrów nad poziomem morza. Surowe wnętrza, romańsko-gotyckie, sprzyjają kontemplacji. Nie ma tu zbytecznych ozdób, świecidełek, które mogą przeszkadzać w próbie rozmowy mnichów z Bogiem. Kolejne kroki prowadzą nas do klasztoru, części łączącej inne budynki między innymi: kuchni, refektarza, sypialni, kościoła, czy też poszczególnych klatek schodowych. W środku dziedziniec porośnięty jest trawą, wprowadzając troszkę „kolorytu” w te grube, zimne mury opactwa.

 

 

Krocząc dalej docieramy do refektarza, gdzie mnisi spożywali posiłki. Sal typu kolumnowego z dwoma ogromnymi kominkami, w których palił się ogień aby ogrzać zimne, kamieniste pomieszczenie. Pomieszczenie ma wąskie długie okna, których nie widać patrząc na sanktuarium z zewnątrz. Mnisi spożywali tutaj posiłki w całkowitej ciszy.

 

 

Kolejnym miejscem jest sala dla gości, gdzie podejmowano dostojników świeckich oraz krypty, w których znajdują się grube kolumny podtrzymujące gotycki chór w kościele. Dalej natykamy się na kryptę świętego Marcina jednej z części kościelnego transeptu. Zaraz za nią znajdują się krypty mnichów oraz wielkie koło służące do wciągania żywności na górę. Kostnica mnichów łączy się z Kaplicą świętego Stefana, w której mieścił się lazaret oraz znajdowało się miejsce przygotowywania mnichów do pochówku.

Następnie wąskimi schodami docieramy na dziedziniec i dalej do Sali Rycerzy, także z wielkim kominkiem ogrzewającym to pomieszczenie. W Sali tej mnisi uczyli się i pracowali, głównie przepisując manuskrypty. Owoce ich pracy intelektualnej przetrzymywane są po dziś dzień w Avranches. Zwiedzanie kończymy w Sali, gdzie pobierano jałmużnę i gdzie przyjmowano biednych i pątników.

 

 

Opactwo Mont Saint-Michel jest jedyną w swoim rodzaju konstrukcją, Nie można jej porównać z żadną inną, bo takowa nie istnieje. Narastające przez lata budowle, budowane wokół granitowej skały tworzą niepowtarzalny wygląd o piramidalnym kształcie. Kościół opactwa znajduje się na szczycie góry, opierając się na niżej pobudowanych kryptach, które tworzą swoistego rodzaju podporę. Poniżej umieszczane są domy mnichów i miejsca pracy a najniżej miejsce do spotkań ze świeckimi. Budynki te zbudowane zostały według zasady świętego Benedykta, która zakładała modlitwę i pracę, stąd te budynki umieszczane są najwyżej, a pozostałe zabudowania zostały rozplanowane na najniższym miejscu zbocza.

Jeśli planuje się tutaj wizytę, nie można przyjechać w szczycie sezonu. Tłumy w wąskich uliczkach skutecznie uniemożliwiają swobodne zwiedzanie. Zdecydowanie lepszy wydaje się poranny przyjazd niż popołudniowy, ponieważ swobodnie zaparkujemy auto. W sezonie na zwiedzenie tego miejsca raczej będziemy potrzebować całego dnia, dlatego lepiej nie planować żadnych długich przejazdów tego samego dnia.

 

Przejście  do  następnej relacji: Francja. Od Rennes do Tours

Przejście do poprzedniej relacji: Francja. Ze Strasbourga do Plaży Omaha

Przejście na początek trasy: Niemcy. Bajeczne niemieckie zamki

 

 

 

Od Rennes do Tours, relacja z podróży

Dodano: 17-06-2019

Od Rennes do Tours, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk i Łukasz Sakowski

 

Bretania jest regionem położonym na północy Francji, granicząc z Normandią. Jest to region przede wszystkim rolniczy słynący głównie z uprawy pszenicy. Przemierzając drogę do Rennes, stolicy Bretanii widzimy liczne pagórkowate wzgórza, na których zielenią się lub zaczynają złocić pola pszenicy.

Sama Bretania jako część Gali kojarzy mi się z dwoma słynnymi francuskimi postaciami z bajek i komiksów – Asterixem i Obelixem. To właśnie tutaj, gdzieś w tych rejonach znajdowała się niezdobyta przez Rzymian ostatnia wolna wioska, zamieszkiwana przez postacie z komiksów Rene Gościnny’ego. Toczyli oni zaciekłe pojedynki z legionami rzymskimi Juliusza Cezara.

 

 

Stołeczne miasto regionu zamieszkuje ponad dwieście tysięcy ludzi. W starożytnej Gali mieścił się tutaj gród Condate. W XVI wieku zostało włączone dekretem do obszarów Francji. Zabudowania miejskie, przypominają te widziane w większości francuskich miast.

 

 

Wąskie uliczki pomiędzy kamienicami z okresu renesansu tworzą swoisty klimat tego miejsca. Docierając do ratusza możemy po przeciwnej stronie zobaczyć okazały budynek opery.

 

 

Kolejnym ważnym miastem w regionie Brytanii jest Nantes. Docieramy do niego rankiem następnego dnia. Niestety, gdy w naszym kraju panują upały, tutaj dopada nas chłód i deszcz. Nieodzowne stają się ciepłe kurtki i kaptury. Prawie cały czas pada. Na starym mieście próbujemy obejrzeć gotycką Katedrę Piotra i Pawła. W kościele znajduje się renesansowy grobowiec Franciszka II i jego żony Małgorzaty, dookoła którego zostały przepięknie przedstawione rzeźby czterech cnót kardynalskich, którymi powinien posługiwać się każdy prawy człowiek, tj. sprawiedliwość, męstwo, roztropność i umiarkowanie.

Spacerując uliczkami Nantes widzimy, dobrze znaną już nam zabudowę kamieniczek wykonanych z muru pruskiego. W licznych sklepikach możemy kupić, ale także spróbować lokalnych wypieków. Miejsce to jest znane głownie z wypieków herbatników typu petit buerre…

Nieopodal katedry znajduje się zamek książąt Bretanii oraz Plac Royale z okazałymi fontannami.  Przemoknięci i zziębnięci wracamy do samochodu aby udać się w dalszą drogę.

 

 

Nasza droga prowadzi do Tours. Jest do dla nas miejsce wypadowe do zwiedzania zamków nad Loarą.

Tours to miasto położone w centralnej części rzeki Loary. Jest to przede wszystkim miejsce, do którego ściągają turyści chcący zobaczyć niesamowite budowle, wzniesione wzdłuż rzeki Loary. Samo miasto stanowi ośrodek przemysłowy, głównie włókienniczy. Zabudowa jest podobna do innych francuskich miast. Stare kamieniczki, wąskie uliczki – tak wygląda centrum „starego”, ale też „nowego” miasta. 

W centrach francuskich miast praktycznie nie buduje się żadnych nowych budynków. Większość kamienic pochodzi z okresu od renesansu do końca osiemnastego wieku. Bywają także i starsze, z okresu średniowiecza. Ulice są wąskie, nieprzystosowane do ruchu samochodowego. Manewrowanie autem jest nie lada wyzwaniem. Nieraz na czole wystąpiły u mnie „siódme poty”, jak musiałem wjechać na lusterka do bramy, bądź wąskiej, jednokierunkowej uliczki. Bywało też gorzej, gdy jadąc bardzo wąską uliczką musieliśmy wyminąć samochód z naprzeciwka. A ja myślałem, że u nas w Łodzi ulice są wąskie i praktycznie nieprzejezdne. Po pobycie we Francji zmieniam zdanie. Żadne drogi w mieście mi nie straszne.

Znalezienie wolnego miejsca przed hotelem w Tours zajęło mi ponad pół godziny. Jak się później okazało, hotel ma dostępne miejsca parkingowe w pobliskim garażu. Byliśmy przeszczęśliwi, bo miejsce, które mi udało się znaleźć znajdowało się około kilometra od hotelu. 

Spacerując po Tours możemy zobaczyć wiele zabytkowych kamienic, które wzdłuż Aleji de Grammont, tworzą swoisty pasaż z wieloma restauracjami, kawiarniami. Wieczorem jest gdzie posiedzieć i zjeść kolację. Mieliśmy okazję przekonać się o tym sami, gdy po całym dniu jazdy samochodem zapragnęliśmy zjeść coś oryginalnego, francuskiego. Okazało się, że gdy dla przeciętnego Polaka godzina osiemnasta to ostatnia pora, lub prawie ostatnia na zjedzenie kolacji, a po dwudziestej drugiej większość z nas już śpi, we Francji jest chyba czasem jedzenia podwieczorku, bądź późnego obiadu. Kolację tutaj jada się około godziny dwudziestej pierwszej. Szukając otwartej restauracji, udało nam się zjeść posiłek w – niestety włoskiej pizzerii. Nie uświadczyliśmy tego dnia specjałów kuchni francuskiej mimo, że szukaliśmy prawie godzinę. Większość restauracji była nieczynna. Posileni „czterema serami” na cienkim cieście poszliśmy spać, bo czekała nas intensywna „turystyczna robota”.

 

 

Przejście  do  następnej relacji: Zamki nad Loarą

Przejście do poprzedniej relacji: Wyspa Świętego Michała

Przejście na początek trasy: Bajeczne niemieckie zamki

 

 

 

Zamki nad Loarą, relacja z podróży.

Dodano: 17-06-2019

Zamki nad Loarą, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk i Łukasz Sakowski

 

Dolina Loary rozciąga się ze wschodu na zachód, wzdłuż rzeki Loary oraz dopływów. Na jej terenie znajduje się ponad trzysta renesansowych i średniowiecznych zamków. Dolina była już zamieszkiwana w czasach galicyjskich. Obecność rzeki, dobra gleba, czyniła z tego rejonu atrakcyjne miejsce do mieszkania. W okresie średniowiecza powstało wiele zamków warownych i grodów. Po powrocie z wyprawy wojennej do Italii, ówcześnie panujący tu Walezjusze zaczęli przebudowywać zamki w myśl mody włoskiej. Nastał czas pokoju a więc warowne mury, nie decydowały już o dostojności ówczesnych „Panów”. W tym czasie to elegancja, wielkość i przepych decydowały o potędze.

Miejsce nazwane zostało ogrodami Francji. To właśnie ta część Francji uznawana jest za kolebkę języka francuskiego. Do wieku XVI znajdował się tutaj ośrodek sprawowania władzy królewskiej. Po tym czasie większość budowanych rezydencji stało się letnimi obiektami wypoczynku możnowładców.

Przemierzając rejon natrafimy na wiele historycznych zabytków Francji. Najważniejszymi z nich są przepiękne zamki z okresu odrodzenia i oświecenia, miasteczka z zabudową z tegoż okresu i liczne winnice, produkujące przepyszne wino. W okresie rewolucji francuskiej część zamków została spalona lub rozgrabiona, a w czasie obu wojen światowych w niektórych zamkach powstały kwatery dowódcze różnych armii. Obecnie niektóre zamki pozostają w rękach prywatnych, część zajmowana jest przez władze lokalne.

Zwiedzanie zaczynamy od zamku w Ancenis. Średniowieczny zamek zbudowany w X wieku, zmieniał się przez stulecia. Był przebudowywany, z grodu, wieży rycerskiej, zamku obronnego, aż do obecnej formy zamku mieszkalnego. Obecny kształt i wygląd uzyskał w okresie renesansu. Jego głównym zadaniem miała być obrona i kontrola żeglugi na rzece. W XVII wieku utracił swoje znaczenie strategiczne i częściowo został rozebrany. Dookoła zamku znajdują się liczne stare kamieniczki, z licznymi sklepikami (piekarenkami) oraz restauracyjkami.

Jadąc wzdłuż Loary odwiedzamy zamek Serrant. Przepiękny renesansowy zamek z licznymi zdobieniami na fasadzie. Zamek otoczony jest drzewami, przez co nie widać go przejeżdżając ulicą. Trzeba wjechać na teren posiadłości, na której rosną cedrowe drzewa z charakterystycznymi szyszkami, przypominającymi gruszki.

 

 

 Brissac zbudowano w XI wieku jako zamek obronny. W połowie XV wieku został przebudowany w myśl ówczesnej architektury renesansu. W czasie wojny z hugenotami został poważnie zniszczony. W XVI wieku podarowany rodzinie de Cose i jest w jej posiadaniu do dziś. Niestety, nie udało się nam go zwiedzić. Trzeba się wcześniej umówić z właścicielem na zwiedzanie. Niektóre zamki są w posiadaniu prywatnych właścicieli, przez co dostęp do nich jest utrudniony.

 

 

Będąc w sklepie spożywczym zakupiliśmy bardzo dobre, czerwone wino z winnicy Saumur. Jak się później okazało, winnica położona jest u stóp zamku o takiej samej nazwie. Biała posiadłość została zbudowana na pobliskim wzgórzu. Góruje nad miasteczkiem o tej samej nazwie.

Zamek zbudowano w X wieku, aby w następnym stuleciu ulec całkowitemu zniszczeniu. Obecny kształt zamku został zbudowany sto lat później.  W XIII wieku ówczesny król Francji Filip II August przeniósł do niego swoją oficjalną posiadłość. Za czasów Napoleona mieściło się tutaj więzienie.

Do zamku widzie drewniany most, swoistego rodzaju kładka nad pozostałościami umocnień, które kiedyś musiały być tutaj postawione. W środku można spędzić troszkę czasu podziwiając eksponaty muzeum wyścigów konnych.  Poza zamkiem- głównej atrakcji turystycznej, miasteczko znane jest z faktu urodzin najbardziej znanej projektantki mody- Coco Chanel.

Kilkadziesiąt kilometrów dalej docieramy do Langeis, malowniczego miasteczka u podnóża obronnego zamku z X wieku. Jego zadaniem była obrona mieszkańców przed zbrojnymi najazdami. W czasie francusko-angielskiej wojny stuletniej został całkowicie zniszczony. Za czasów rządów Ludwika XI został odbudowany. Obecny kształt zamku ukazuje nam myśl średniowiecznej architektury w postaci licznych wież kominowych, nadających mu bajkowego wyglądu.

 

 

Jadąc na wschód docieramy do zamku Azay le Rideau. Jest na wodzie. Pobudowany został na wyspie na rzece Indre. Po wielu perturbacjach podczas budowy posiadłości, ostateczne prace zakończyły się w XVI wieku. Zamek tworzą dwa budynki, połączone wieżyczkami w kształt litery „L”. Bogate zdobienia są przykładem ówczesnej architektury włoskiej epoki renesansu. Zamek był zamieszkany do końca XIX wieku.

Okalające go miasteczko z wąskimi uliczkami, hotelikami i restauracjami tworzy niepowtarzalny klimat. W słoneczny dzień jasne fasady budynków cieszą oko licznych turystów. Pijemy kawę w jednej z kawiarenek i cieszymy się promieniami słońca. Niestety prawie cały dzień towarzyszą nam opady deszczu. Ta chwila ciepła jest dla nas odprężająca i możemy uzupełnić siły na dalsze zwiedzanie.

 

 

 Myśląc o wyprawie do Francji wyobrażałem sobie przepiękne zamki nad Loarą. Położone nad wodą, bajeczne w kształtach, białe budynki ze strzelistymi wieżami. Obowiązkowo otoczone przez piękny ogród z zielonym labiryntem, unoszącym się kwiatowym zapachem, rozchodzącym się z kwitnących róż. Taki właśnie jest zamek w Villandry z przepięknymi ogrodami. Spośród wszystkich zamków położonych nad Loarą ma je najpiękniejsze. Można go zwiedzać całego lub tylko ogrody. Większość turystów spędza w nich niekiedy cały dzień.

Blois jest kolejnym przystankiem na naszej drodze. Zbudowany jest tutaj jeden z największych zamków położonych nad Loarą. Był siedzibą wielu królów Francji. To właśnie stąd Joanna d’Arc wyruszyła do Reims, aby uzyskać błogosławieństwo arcybiskupa przed walką z Anglikami.

 

 

Idąc do zamku po schodach mijamy plac z kamienicami. Na pozór zwykłe budynki, aż tu nagle z jednego z nich wyjeżdżają ruszające się, złote głowy smoków. Złowrogie czerwone ślepia łypią na przechodzących ludzi, próbując ich wystraszyć. Niestety nie było wokół żadnego śmiałka, który odważyłby się ściąć głowę chociażby jednemu z nich.

Docieramy do Menars. Położony jest tutaj zamek, którego ostatnim właścicielem była Madame de Pompadur. To także obiekt, którego renowacja kosztowała najwięcej. Zamek jest w prywatnym posiadaniu Edmonda Baysariego. Odbudowa trwała ponad trzy dekady i pochłonęła ponad sto milionów dolarów. Obecnie zamek został odbudowany tak, jakby został przed chwilą ukończony przez Madame de Pompadur. Przepiękne wnętrza zostały odnowione z materiałów zaprojektowanych w XVIII wieku i przez rzemieślników używających tylko takich narzędzi, jakie były dostępne w tamtym okresie.

 

 

Wprost z Meanrs docieramy do Chambord, zwiedzanego licznie przez turystów. Jest to największa posiadłość zbudowana nad Loarą w okresie renesansu i jest wzorowany na gotyckich zamkach obronnych. Przypomina średniowieczną twierdzę, zbudowaną na planie prostokąta z wieżami w każdym rogu. Jego główna fasada ma ponad sto metrów. Z ciekawostek, zamek posiada ponad 460 komnat. Jest to zamek królewski, który w swojej historii ma także polski akcent. Mieszkał tu przez pewien czas Stanisław Leszczyński, teść Ludwika XV.

Zamek Valencay, to okazała renesansowa posiadłość, która była budowana przez ponad 200 lat i zakończyła się w XVII wieku. Miał wielu właścicieli. W czasach napoleońskich na rozkaz samego Napoleona miało zostać utworzone tutaj więzienie dla ważnych więźniów. Podczas II wojny światowej udało się zabrać i uchronić wiele cennych zabytków z Luwru, w tym Wenus z Milo.

 

 

Z Valencay przejeżdżamy do Montresor. W miasteczku znajduje się zamek, zakupiony przez Różę Branicką, a obecnie jest w posiadaniu rodziny Reyów. Obiekt został zbudowany w XI wieku. W czasach XV i XVI wieku został gruntownie przebudowany, a w czasach rewolucji francuskiej poważnie zniszczony. W 1849 roku kupiła go Róża Branicka, dla swojego syna.

Obecnie zamek oprócz części bardzo dobrze utrzymanej, stanowią także ruiny. Oprócz części dostępnej do zwiedzania, gdzie mogliśmy podziwiać, zebrane przez Ksawerego cenne eksponaty, w tym kolekcję wędkarską i myśliwską. Jest również część prywatna, w której mieszkają obecni rządcy rezydencji. Z uwagi, że jest to jedyny zamek z polskimi korzeniami, można tutaj spotkać wycieczki z turystami z naszego kraju.

 

 

Loches to zamek z korzeniami angielskimi. Został zbudowany przez króla Anglii Henryka II. Zamieszkiwał go także Ryszard Lwie Serce. Zamek atakowany był wiele razy przez wojska francuskie. Został zdobyty w XIII wieku i przebudowany. Zamieszkiwał go król Francji Karol VII Walezjusz. W czasie wojny francusko-angielskiej znajdowało się tutaj więzienie dla angielskich jeńców wojennych. W tym czasie został mocno zniszczony, a później odrestaurowany w XIX wieku.

 

 

Na rzece Cher- dopływie Loary, znajduje się zamek Chenoceau – bajkowa rezydencja Sześciu Dam. Nazwa wzięła się od liczby kolejnych właścicielek, które sukcesywnie rozbudowywały zamek. Posiadłość powstała w miejscu starego fortu i młyna. Ówczesny rządca zostawił ze starych budynków tylko wieżę, nazwaną Wieżą Marquesa.

Pierwszą właścicielką stała się w XVI wieku Katherine Briçonnet, która zapoczątkowała przebudowę zamku. Kolejne właścicielki, m.in. Diana de Poitiers, Katarzyna Medycejska, czy też Marguerite Pelouze zostawiały jakieś zmiany, prowadząc zamek do rozkwitu. Podczas I wojny świtowej znajdował się tutaj szpital polowy. W czasie II wojny zamek leżał w strefie Vichy i był częścią szlaku ucieczkowego z okupowanych terytoriów niemieckich. Zamek pojawił się w opowiadaniu Edmunda Nizurskiego „Zamek Sześciu Dam”. Obecnie, jest on zaraz po Wersalu, najchętniej odwiedzanym obiektem tego typu we Francji.

 

 

Ostatnim obiektem odwiedzanym przez nas podczas objazdu zamków nad Loarą jest posiadłość w Amboise, która pełniła rolę zamku królewskiego w czasie wojny stuletniej. Później było tutaj więzienie. Zamek jest słynny z faktu, że zamieszkiwał go przez pewien czas Leondardo da Vinci. Podczas zwiedzania murów posiadłości, możemy podziwiać pamiątki pozostawione po sławnym architekcie i wynalazcy. Obiekt pięknie prezentuje się podczas spaceru nadrzecznymi bulwarami, z których dostrzega się jego wielkość. Najlepiej jest to widoczne z wyspy pośrodku rzeki.

 

 

Wróciliśmy do Tours, z którego wyruszamy w dalszą drogę. Obfitość zamków położonych w dolinie Loary powoduje, że można tutaj spędzić i miesiąc. Podczas zwiedzania możemy natknąć się na wszelkich podróżników przemierzających ten szlak, rowerowo, na pieszo… Są też tacy jak my – zmotoryzowani, ale znamienita większość turystów przyjeżdża na zorganizowane wycieczki z biura podróży. Według mnie najlepiej jest wybrać się na takie zwiedzanie samemu, wówczas mamy tyle czasu ile tylko chcemy aby móc nacieszyć oczy bajecznymi widokami.

 

Przejście  do  następnej relacji: Winna droga Pielgrzyma

Przejście do poprzedniej relacji: Od Rennes do Tours

Przejście na początek trasy: Bajeczne niemieckie zamki

 

 

 

Winna droga pielgrzyma, relacja z podróży

Dodano: 17-06-2019

Winna droga pielgrzyma, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk i Łukasz Sakowski

 

Francja jak już wspomniałem jest krajem chrześcijańskim. Głównym postacią religijną tutejszych mieszkańców jest Maryja, określana jako Notre-Dame, czyli Nasza Pani. Miejscem szczególnie ważnym jest Lourdes, do którego i my się udajemy.

Droga jaką się poruszamy prowadzi wzdłuż francuskich regionów słynących z produkcji wina. Nazwaliśmy ją „winną drogą pielgrzyma”.

 

 

Zaraz po Tours odwiedzamy Poitiers, miasto w regionie Poitou. Miejsce to jest bardzo podobne do oglądanych przez nas wcześniej. Wąskie uliczki, a przy nich kawiarenki i restauracyjki oferujące typowe francuskie śniadanie w postaci croissanta i mocnego espresso.

 Na starym mieście znajduje się Katedra Notre-Dame la Grande. Wykonana z bloków piaskowca budowla przyciąga uwagę zdobnym wejściem. Na przedniej fasadzie znajdują się postacie świętych.

 

 

              Limoges jest położone w regionie Nowej Akwitanii. Jest historycznym miastem, założonym jeszcze za czasów cesarstwa rzymskiego. Słynie z wyrobu porcelany oraz emaliowania, które zapoczątkowane zostało około XII wieku. Tutaj także uprawia się winorośle i produkuje wino.

 

 

              Francja znana jest na świecie nie tylko z pysznego wina. Produkowane są także inne trunki rozpoznawalne na całym świecie. Nasza trasa pielgrzymkowa przywiodła nas do Cognac miejsca, które dla niektórych może być celem pielgrzymki. Znajdują się tutaj bowiem najwięksi producenci brendy, tacy jak Martell, Hennessy, Rémy Martin.

              Koniak jest mocnym alkoholem typu brandy, produkowanym w tym departamencie, i tylko dla trunków wykonanych tutaj obowiązuje nazwa koniak.

– Czym zatem jest ta brendy?

Jest to destylat wyprodukowany z wina pochodzącego z rejonu Cognac. Winiak, bo tak nazywamy ten rodzaju trunku, przechodzi dwa procesy destylacji. Po pierwszym ma około dwudziestu pięciu procent alkoholu. Następna destylacja doprowadza trunek do mocy około siedemdziesięciu pięciu procent alkoholu. Z ośmiu litrów wina otrzymujemy około jednego  litra mocnego destylatu. Późniejszy etap zakłada dojrzewanie w dębowych beczkach, które są starannie wyselekcjonowane.

              Ostatnim etapem jest kupażowanie. Jest to łączenie różnych rodzajów winiaku z różnych beczek, aby uzyskać koniak. Jest to bowiem mieszanina wielu trunków, która dobierana jest do wzorca, przez szefa piwnicy. W procesie tym posługuje się tylko swoim zmysłem węchu.

              Mamy okazje odwiedzić wytwórnie Hennessy, położoną nad brzegiem rzeki Charente. W muzeum można dowiedzieć się wszystkiego o produkcji trunku, zobaczyć beczki, w których leżakuje brendy oraz spróbować różnego rodzaju trunków, określanych w zależności od wieku przebywania w dębowych beczkach. Jest też sklep. Ceny za trunki są różne od kilkudziesięciu euro do nawet przewyższających ceny kilkudziesięciu tysięcy euro. Dla każdego coś dobrego.

 

 

              Z Cognac jedziemy do Bordeaux nad rzeką Garonną. Większość z nas słysząc nazwę tego miasta, ma przed oczyma czerwone wino. Jest to skojarzenie jak najbardziej trafne. Region słynie bowiem z produkcji wina, które rozpoczęło się w VIII wieku.

W czasach galisyjskich znajdował się tutaj ośrodek miejski zwany Burdigala. Miasto było główną siedzibą żyrondystów podczas rewolucji francuskiej a w okresie I i II wojny światowej miejscem rezydowania francuskiego rządu. Obecnie jest silnym ośrodkiem gospodarczym.

Bordeaux przyciąga swoim klimatem. Pełno restauracji, gdzie można napić się przepysznego wina, zjeść dobre jedzenie. Należy pamiętać, że jest to dopiero po dwudziestej pierwszej, więc planując nasze zwiedzanie musieliśmy zostawić zapas sił na wieczór. Liczne kościoły, w tym gotycka katedra Świętego Andrzeja, oraz plac z ratuszem są dobrym miejscem na spacer.

Trzeba też pamiętać o muzeum wina, którego zwiedzanie zajmuje sporo czasu – a jeszcze dochodzi do tego degustacja przeróżnych win, z komentarzami sommeliera. Dla chcących nabyć wino muzeum oferuje sklep – piwnice, w której znajdują się wina z niemal każdego miejsca na świecie.  

Jeśli planuje się wizytę w Bordeaux, warto rozłożyć ją na parę dni. Aby poznać cały koloryt tego miejsca będziemy musieli chwilę tu pozostać. Przynajmniej po to, aby na drugi dzień wytrzeźwieć i jechać dalej.

 

 

W końcu docieramy do naszego miejsca pielgrzymowania – Lourdes. Za nami ciężka „winna” droga, która zmogłaby zmóc nie jednego mocarza. „Tupot białych mew”, może nabrać tutaj mistycznego znaczenia.

Lourdes jest miejscem objawienia się w lutym 1858 roku, czternastoletniej wówczas Bernadecie Soubirous, Matki Boskiej, która przedstawiła się jej jako: „Jestem niepokalane poczęcie”. W 1874 roku w miejscu tym ustawiono statuę Matki Boskiej z Lourdes, a następnie neogotycką katedrę.

Do miejsca tego ściągają tłumy wiernych. Jest to jedno z najważniejszych miejsc kultu maryjnego. Poniżej katedry mamy grotę, w której ukazała się Matka Boska. Znajduje się tutaj wspomniana statua. Katedra zbudowana jest na skale, nad grotą, tuż obok przepływającej rzeki Garonny. Stojąc na moście możemy obserwować w wodzie pstrągi.

 

 

Katedra ma dwa poziomy. Dolny przypomina połączone ze sobą groty, w których prezentowane są wizerunki Maryi. Na zewnątrz sklepienie dolnego poziomu zwieńcza ogromna złota korona. Powyżej wznosi się budynek katedry. Boczne strzeliste wieże zwieńczają powstały taras. Z góry rozpościera się piękny widok na całe Lourdes, gdzie w oddali widać mury szesnastowiecznego zamku.

Oprócz sanktuarium Lourdes to miejsce typowo turystyczne. Dookoła setki hoteli, miejsc noclegowych dla przybyłych pielgrzymów. Praktycznie każdy budynek to hotel, lub pensjonat, w którym na parterze mieszczą się sklepy, bądź restauracje. Oprócz hoteli znajdują się tutaj sanatoria – szpitale, gdzie przebywają schorowani ludzie, przyjeżdżający w to miejsce prosić o zdrowie. Po mieście, a w zasadzie wielkiej bazie turystycznej, kręcą się w większości osoby starsze, trochę młodzieży i wiele schorowanych osób. Wszystkie je łączy wiara i chęć zawierzenia swoich intencji Maryi.

Lourdes to nie tylko miejsce kultu religijnego. Rozglądając się nad głowami licznych pielgrzymów, mogłem doświadczyć piękna otaczającej to miejsce przyrody. Wysokich gór, pojawiających się wśród chmur skalnych szczytów, lasów oraz przepięknej rzeki Garonny, które dają człowiekowi równie dużo spokoju i ukojenia.

 

 

Na koniec fotka z tym co lubimy jeść we Francji, oraz mapka trasy.

 

 

 

Przejście  do  następnej relacji: Na szlaku świętego Jakuba

Przejście do poprzedniej relacji: Zamki nad Loarą

Przejście na początek trasy: Bajeczne niemieckie zamki