Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Rosja : Relacje z podrózy

Tę ogromną część Europy i Azji zwiedzałem już kilka-krotnie. Najpierw była to Olimpiada oglądana z Leningradu, potem służbowo: w latach 1999, 2000 oraz później w czasie targów włókienniczych w 2001 roku. Długa podróż w roku 2006 od Moskwy wzdłuż szlaku Kolei Transsyberyjskiej w stronę Mongolii, daleka Syberia w 2017-tym… Szczegóły znajdziesz w kolejnych stronach. Oczywiście te wcześniejsze nie opisuję, gdyż wtedy nie prowadziłem dokładnych zapisków.

Spis treści

Rosja służbowo, galeria zdjęć

Dodano: 27-06-2017

Załączam kilka zdjęć z czasów  kiedy wędrowałem po Rosji przy okazji podróży biznesowych w latach 1999, 200 i 2001. Niejako przy okazji mogłem co nieco zwiedzić, czasem pokazywali mi to miejscowi kontrahenci. Udało mi się zobaczyć następujące miasta, oczywiście poza Moskwą: Lipieck, Wjazma w obwodzie smoleńskim, Kowrow w obwodzie włodzimierskim, Tara Russa w obwodzie nowogrodzkim i Oriechowo-Zujewo w obwodzie moskiewski. W okresie targów w 2001 roku zdołałem „psim swędem” (poprzez szefa zaprzyjaźnionej firmy), dostać bilet do słynnego Teatru Bolszoj.

 

Rosja wzdłuż Kolei Transsyberyjskiej, galeria zdjęć

Dodano: 20-04-2012

               Ostatni pobyt był najdłuższy i najciekawszy.  Odbyłem  ponad miesięczną podróż trampingową, której celem była  Syberia w rejonie Bajkału oraz  Mongolia, w czerwcu i lipcu 2006r.  Jeden dzionek  w Moskwie , a następnie  była dość długa podróż koleją transsyberyjską, od Moskwy do Irkucka. Wysiadałem na dużych stacjach, stolicach obwodów i okręgów rosyjskich – aby je pokrótce zobaczyć. Po przeanalizowaniu rozkładu jazdy kolei transsyberyjskiej jechałem dalej kolejnym pociągiem- lub przeskakiwałem samolotami, autobusami, marszrutką, taksówką czy wynajętym samochodem, i dalej znowu pociągiem. Zapamiętałem z niej:  trochę monotonne oglądanie lasów, wiosek, postoje na peronach – z miejscowymi przysmakami i to, że tam dobrze jest mieć zdrową wątrobę… (poczęstunki rosyjskojęzycznych podróżnych). Miasta po drodze były…, chyba powinienem powiedzieć takie sobie- gdy patrzeć z okien pociągu.

Zupełnie inaczej jest gdy wysiądziesz i je zaczniesz zwiedzać (chociażby krótko).

Miałem okazję nieco zwiedzić centra niżej wymienionych miast: obwodów, krajów i republik rosyjskich:

Niżny Nowgorod, Joszkar-Oła w Republice Mari El, Kazań w Tatarstanie, Kirow, Iżewsk w Republice Udmurt, Berezniki w Kraju Perm, Jekaterynburg w obwodzie swierdłowskim, Tobolsk w obwodzie tjiumieńskim, Omsk, Sewersk w obwodzie tomskim, Nowosybirsk, Wanawara w ewenkijskim Krasnojarsku, Angarsk w obwodzie irkuckim, Irkuck z okolicami Bajkału, Ułan Ude w Buriacji.

Dla podróżującego tylko pociągiem, z okna wagonu kolejowego duże syberyjskie miasta jawią się jako morze parterowych burych garaży, a ich centra to zwykle betonowe blokowiska, które w naszym kraju… nie są ozdobami miast.

Sam Irkuck  ze starą zabudową zaciekawia. Mnie najbardziej spodobały się nad bajkalskie wioski, z ich surowa zabudową, prostym życiem mieszkańców. Smuci ucieczka młodych mieszkańców do innych, pewnie mniej  surowych warunków życia. Zrozumiałem tam, patrząc w studnię, co oznacza wieczna zmarzlina. Odwiedziłem rosyjską banię. Za to Bajkał zachwyca, a zwłaszcza wyspa Olchon.

W drodze do Mongolii powędrowałem przez okolicę autobusami i marszrutkami (mikrobusy). Problemy z zakupem biletu kolejowego na odcinek Irkuck- Ułan Bator, spowodował wydłużenie wyprawy, gdyż pojechałem zygzakiem przez stolice obwodów, Ułan Ude…

                Załączam kilkanaście zdjęć.Były to moje czasy „gorszej jakościowo fotografii”, więc nie mam specjalnie czym się pochwalić. Nie notowałem wtedy jeszcze relacji z podróży.

Chciałbym jeszcze na daleką Syberię wrócić i to niejeden raz- bo jest tam co oglądać!

Rosja

wioska Bolszoje Goloustnoje, k.Irkucka, w rosyjskiej bani ,(odmiana lazni parowej), przyroda Bajkalu,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik, Lenin, ze Stalinem,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik, Plac Czerwony Cerkiew Wasyla Blogoslawionego,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik, te szmatki maja znaczenie typu 'na szczescie'..., kult szamansko- buddyjski,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik, Nerfy, male foczki bajkalskie,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik, manifestacja komunistow w poblizu Kremla,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik, na wyspie Olchon, na 'jego glebokosci' Bajkale: 1625m glebokosci,20% slodkiej wody swiata, 73 letnia babcia w Angarsku opowiada, o wiosce zesłańców, nad Bajkałem, raki zakupione na peronie,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik, wioski syberyjskie,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik, Muzeum w Irkucku,moskwa,plac czerwony,irkuck,bajkal,kolej transyberyjska, pawel krzyk, podroznik,

 

Rosja daleka, informacje praktyczne

Dodano: 25-06-2017

Rosja daleka, informacje praktyczne  (na lipiec 2017).

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Informacje ogólne: Jest to kilkanaście regionów-patrz w relacji. Najdalsze w odległości ok. 10 tysięcy kilometrów i 9 godzin różnicy czasowej od kraju (w lecie-zimą 10 godzin).

Kiedy jechać? Są to obszary podobne do europejskich od wysokości krajów śródziemnomorskich po kraje skandynawskie na wysokości koła polarnego. Jechać  jak w Europie do w/w stref klimatycznych.

Wiza: Obywatele polscy potrzebują wizy rosyjskiej. Jest wydawana na max. 30 dni. Na Czukotkę potrzebne jest dodatkowe zezwolenie na wjazd do strefy przygranicznej- otrzymałem zezwolenia na miejscu po przylocie. Zezwolenia potrzebuje również wizyta w Tiksi w Jakucji.

Język urzędowy: rosyjski.

Waluta: obowiązuje rubel RUB. Wymieniałem najkorzystniej EUR po kursie 1 EUR= 66 RUB, i 69 RUB. Dolary USA wymieniałem po około 60 RUB.

Internet i telefony, prąd, wtyczki: Internet jest dostępny jak w Polsce (telefony i wi- fi), Telefony GSM nasze działają. Prąd i wtyczki takie jak w Polsce.

Ceny: towary i usługi : generalnie podobne do polskich- za wyjątkiem: Moskwy, Kamczatki i Czukotki. Ikrę dostaniesz tylko na lotniskach- w sklepach nie było- podobno nie sezon…

Jak dojechać? Najwygodniej samolotem. Drogą lądową to tygodnie podróżowania. Pomiędzy obwodami… na miejscu podróżowałem samolotami i autobusami. Czasem można podróżować po rzekach.

Bezpieczeństwo: kraj bezpieczny i przyjazny turystom.

Transport i informacje turystyczne:

na granicach i w dalekich miastach raczej brak  informacji turystycznych i mapek. Wyjątkiem są miejsca popularne turystycznie. Niżej podaję szczegóły (ceny podaję w rublach):

Władywostok: lotnisko-centrum miasta: można pojechać taxi, autobusem lub kolejką elektryczną. Jechałem taxi: 45-60 minut, ceny 800- 1000.

Błagowieszczeńsk:

-lotnisko-centrum miasta: można autobusem co pół godziny w ciągu dnia, lub taxi za 500.

przeprawa promem przez Amur do Chin– 10 minut, cena 1500 w obie strony. Bilety kupuje się w Urzędzie Celnym na nabrzeżu.

-ew. wycieczka po Amurze po stronie rosyjskiej lub chińskiej: 1 godzinne po ok.200.

Jużno Sachalińsk lotnisko- centrum miasta: autobus nr 63, 30 minut, za 20 rubli

Jużno Kurylsk- lotnisko- centrum miasta-taxi za 700-800

Petropawłowsk Kamczacki:

– lotnisko – hotel w centrum: autobus 104, 35’, bilet za 45. Przesiadka na dworcu autobusowym do drugiego autobusu nr 20, 22… do przystanku przy alei Floty: 30’, za 25

wycieczka 6 godzinna z hotelu do gorących źródeł i po okolicy miasta z posiłkiem, za 2000.

wycieczka helikopterem do Doliny Gejzerów: całodniowa, niestety za 37 tysięcy. Alternatywa tylko nie  jechać…- nie ma innych możliwości cenowych.

Chabarowsk:

lotnisko- centrum miasta: trolejbus, ok 40’, za 23

lotnisko- dworzec autobusowy: autobus nr 35 za 25, ok 25’, lub taxi za 210.

dworzec autobusowy- plac Lenina: taxi za 150.

Magadan: lotnisko-centrum: autobus nr 101, 51 km, 50’, za 109

Czukotka- lotnisko- centrum:

-taxi do przeprawy promowej 10’, za 300.

-Prom do Anadyru, 20’, za 100.

-Taxi do hotelu: 5’, za 100.

Chabarowsk- Birobidżan- autobus/ minibus z dworca autobusowego, co około godzinę od 6.00, ponad 180 km- czas jazdy2g 40’, za 400. Powrót- wyjazd ostatni o 18.00.

Jakucja,Republika Sacha:

– lotnisko-centrum miasta: w nocy taxi zamawiane np. na nr …500 000, za 260, czas 15’.

dwudniowa wycieczka na południe do  Bułuus i na Lenskie Stołby, prywatnym samochodem za 6000.

– reszta to wycieczki samolotami p. niżej atrakcje turystyczne.

Kraj  Zabajkalski, Czyta:

            – Lotnisko-centrum miasta: autobus nr 14 , ok. 40’,  za 27

            – po mieście trolejbus za 20

            – z miasta na lotnisko, rano taxi za 310, 30’ (autobusy nie kursują)

Gorno- Ałtajsk, Republika Ałtaju:

            – lotnisko- centrum miasta: taxi za 350

            – autobusy po mieście za 20

            – przejazd do Barnauł: autobus 260 km, 4,5 g, za 560

Barnauł, Kraj Ałtajski:

            – autobusy i tramwaj po mieście za 20  lub mniej

            – Przejazd Barnauł- Nowosybirsk: 230 km, 4,5 g, za 595

Kemerowo- przejazd Nowosybirsk- Kemerowo- Nowosybirsk: ok 240 kmx2 , 4,5 g za 720, powrót za 700.

Nowosybirsk:

            – lotnisko-centrum: autobus nr 111 i marszrutka (z rejonu dworca kolejowego)-ok 40’ za 38 RUB

            – transport po mieście: autobusy, trolejbusy i metro w cenie od 18- 20 RUB

            – wycieczka po rzece Ob.: 60’, za 300 RUB

Kyzył, Republika Tuvy:

– marszrutka z lotniska na dworzec autobusowy (i centrum): 18 RUB, 20’.

– Kyzył- Abakan: przejazd autobusem nocnym, ok. 460 km, za 850 RUB, ok.7- 8 godzin.

Abakan, Republika Chakasji: transport po mieście za 16 RUB

Krasnojarsk:

            – lotnisko- centrum do dworca kolejowego: autobus 50’ do dworca autobusowego za 108 RUB, Bilety kupuje się w budce k.przystanku. na dworcu autobusowym przesiąść się na autobus miejski nr 81- jedzie do dworca kolejowego przez centrum-ok.25’ za 22 RUB.

            – autobusy po mieście za 22 RUB

            – wycieczka na Stołby: najpierw autobusem nr 37 (tylko ten) z dworca kolejowego do końca, ok 35’ za 22 RUB.tam w kasie kupić bilet na kolejkę linową na górę: 250 RUB, 15’.

Od 10.00 kursuje. Tam na górze do Stołbów (rezerwat przyrody) jest 7 km  w jedną stronę lub ok 800 m do punktu widokowego.

            – bilet kolejowy z Krasnojarska do Nowosybirska; 2500 do ok 3500, 12 godzin jazdy, wiele pociągów.

 

Hotele, spałem w:

Władywostok: Hostel Lovec Snow-  ul  Beregovaya nr 6, dorm za 600. Warta polecenia kwatera prywatna.

Błagowieszczeńsk: Homestay Sun- ul. Teatralnaya 5, pokój na kwaterze prywatnej za 1000, wart polecenia

Jużno Sahalińsk: Like Hostel, ul. Kurylaskaja 18, dorm za 650, wart  polecenia.

Jużno Kurylsk: Guesthouse Berloga- ul Pionierskaja 11, dorm za 1000, wart polecenia

Petropawłowsk Kamczacki: Mini Hotel ul. Partizanskaja 31, pokój 2 osobowy za 2310/noc, wart polecenia.

Chabarowsk:

  • koło lotniska Hotel Classic Matveevskoe szosse 35, Zaozërnoye, pokój 2 osobowy za 2950, plusem tylko odległość od lotniska
  • przy stacji autobusowej w centrum Hotel „5 gwiazd” za 500/ dorm- wart polecenia

Magadan-Hotel VM Classic, Prospekt Lenina 13, pokój 2 osobowy za 2400, wart polecenia.

Czukotka, Anadyr: Motel Barchat ul. Otke 44, dorm typu lux za 1000, wart polecenia. Aby rezerwować trzeba telefonować nr +7 964 4814334, E-mail: bar-hat87@mail.ru

Jakuck:

-Mini hotel Starij Gorod- ul. Ammosova, 6/1, za 1000. Wart polecenia.

            – Obozowisko Anija w bok do Leny na 154 kilometrze-spałem za darmo, ceny od 500… Wart polecenia, niesamowita gościnność. Tel. do  gospodyni: 8 (lub +7) 914 270 7509.

Czyta: Chita Hotel–Butina Street 31, dorm za 650, wart polecenia

Gorno- Ałtajsk: Red House 2-Ulitsa Gastello 2, kwatera prywatna za 1600, warta polecenia

Barnauł: Hostel Barnauł ul Priwokzalnaja 9, dorm za 500, wart polecenia

Kemerowo: Hostel ul. Kuznieckaja 83 A, pokój prywatny za 750, wart polecenia

Nowosybirsk: Retro Hostel Ul. Lenina 18, dorm za 450 RUB, wart polecenia

Abakan: Apartament prywatny na Porosowa 15/104, całe mieszkanie do dyspozycji za 1300 RUB. Warte polecenia

Krasnojarsk: Hostel na Privokzalnaja 12, dorm za 350, 450 lub 500 RUB, wart polecenia.

Przewodniki: nie szukałem, wystarczyły mi informacje z Internetu, oraz informacje na miejscu (musisz rozmawiać po rosyjsku).  

Atrakcje turystyczne:

Patrz w relacjach. Kamczatkę zobaczysz w licznych przewodnikach. Większość odwiedzanych stolic obwodów, krajów, regionów autonomicznych, nie jest warta dłuższego postoju, chyba, że masz konkretne zainteresowania i chcesz je pogłębiać, lub uprawiać jakiś rodzaj aktywności, typu wędkarstwo….

Jakucja: tutaj zwiedzanie było najtrudniejsze organizacyjnie wskutek ogromnych odległości. Najciekawsze są: Jakuck (p .relacja), wieś Tiksi w delcie Leny, wieś Żigańsk na kole podbiegunowym, biegun zimna Euroazji w Ojmiakon

Do Tiksi jest najtrudniej gdyż trzeba specjalnej przepustki do strefy przygranicznej- dostać się można tylko samolotem, lub płynąc około 5 dni po Lenie..

Do Żigańska można się dostać w lecie tylko samolotami, lub płynąc po Lenie (około 2-3 dni): latają codziennie od poniedziałku do czwartku. W zimie można również drogą- gdy ziemia zamarznie.

Do Ojmiakon można się dostać w lecie tylko samolotami i taksówką: latają z głównego lotniska w Jakucku od poniedziałku do piątku codziennie, do odległego o około 160  km Ustniera.  Stamtąd, trzeba przejechać taksówką. W niedzielę lata jeden samolocik na tydzień- wylot z drugiego lotniska w Jakucku- ale przylot bezpośrednio do Ojmiakon. Zimą (tylko po zamarznięciu ziemi) można pojechać również po drodze z Jakucka do Ojmiakon.

 

Powrót do relacji z podróży Władywostok

 

 

Władywostok, Kraj Nadmorski, relacja z podróży.

Dodano: 25-06-2017

Władywostok, Kraj Nadmorski, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

            Tutaj jest daleko od Polski, bo aż osiem godzin różnicy czasowej i ponad dziesięć tysięcy kilometrów. Wyprawa do najdalszych regionów rosyjskich przypomina pod względem klimatycznym podróż po Europie, od pogody właściwej dla krajów śródziemnomorskich po skandynawskie. Władywostok, sześćset tysięczna stolica Kraju Nadmorskiego, przywitała mnie słońcem i ciepłem. Taksówkarz cieszy się z pogody i zaznacza, że ostatnie dni były ulewne. Jako młody człowiek, Primorski Kraj, kojarzyłem wyłącznie z filmowymi przygodami Janka Kosa z Czterech Pancernych… Tutaj rozpoczynał swoje przygody od polowania na ussuryjskiego tygrysa. Jadąc taksówką z odległego lotniska, przyglądałem się otoczeniu i zdziwiony zobaczyłem na jednym ze skrzyżowań, betonowe postacie tygrysów. Wtedy przypomniało mi się o „Czetyrioch tankistach i sabace”- tak ich nazywano po rosyjsku. Zapytałem,

– czy obecnie tygrysy nad Ussuri, można spotkać tylko betonowe, lub w ZOO?

Taksówkarz się roześmiał i mówi, że

– wcale nie.- Latem ubiegłego roku, młoda tygrysica przyszła sobie z tajgi na spacer do miasta. Musieli ją uśpić i przewieźć z powrotem do lasu. Mówi mi, że w lasach mają również dwa rodzaje niedźwiedzi…

Nic dziwnego, Primorski Kraj jest wielkościowo równy połowie Polski, ale posiada tylko niespełna dwa miliony mieszkańców- i ta liczba zmniejsza się z biegiem ostatnich lat. To rozległa wyżynna kraina z licznymi rzekami, jaskiniami krasowymi i niewielkimi wyspami. Myślę, że jest to niezłe miejsce na wypoczynek w umiarkowanym klimacie.

Mój skromniutki hostelik mieści się przy nabrzeżu, w samym centrum miasta i wszędzie mam blisko. Znajduję się nad brzegiem Oceanu Spokojnego, na najdalej wysuniętym na południowy wschód zakątku Rosji. To również bezpośrednie sąsiedztwo Chin oraz Korei Północnej, no i Japonii przez wąski pas Morza Japońskiego. Troszkę później, gdy poszedłem na spacer po mieście, na pierwszym pomniku zauważyłem herb miasta, na którym znajdują się kotwice i właśnie tygrys ussuryjski. W porcie stoi duży wycieczkowiec i wszędzie jest pełno skośnookich turystów rodem z Chin.

 

 

Władywostok i jego okolice są miejscem stacjonowania Rosyjskiej  Floty Pacyfiku. Do 1991 roku był obszarem zamkniętym dla cudzoziemców. W okolicy znajdują się nadal trzy miejscowości zamknięte, nawet wydzielone spod jurysdykcji Kraju Nadmorskiego. W samolocie z Moskwy leciałem w towarzystwie kilkudziesięciu osobowego oddziału pod wodniaków. To, że jest to region, w którym dominuje flota morska, widać, na pomnikach, budowlach w mieście typu klub oficerów marynarki wojennej, czy chociażby muzeum okrętu podwodnego S-56.

 

 

Centralny  plac Władywostoku z pomnikiem zajmowały dzisiaj stragany bazaru.  Można było spróbować i nabyć wszystkie specjały kuchni rosyjskiej. W okolicy podobały mi się kamienice, przypominające mi stare łódzkie budownictwo- powstały w podobnym czasie, około sto lat temu. Władywostok istnieje od stosunkowo niedawna- założono go w 1860 roku.

 

 

We Władywostoku znajduje się ostatnia stacja Kolei Transsyberyjskiej, która biegnie tutaj z Moskwy. Jest to najdłuższa linia kolejowa na świecie, która przekracza osiem stref czasowych, a całkowita długość torów wynosi 9288 kilometrów. Turystę zaciekawi na pewno Forteca Władywostocka z licznymi działami, a wręcz wizytówką miasta jest Most nad Złotym Rogiem. Jest czynnym mostem łączącym kontynent z Wyspą Rosyjską. Nazwa pochodzi od widoku zatoki o zachodzie słońca i zmroku- złoty kolor na łuku zatoki od oświetlenia miasta i statków. Wjechanie na wzgórze na punkt widokowy, jest jedną z atrakcji turystycznych- nie zobaczyłem, bo zasnąłem po nieprzespanej nocy w samolocie, a następnego dnia odleciałem do stolicy Obwodu Amurskiego.

 

 

Przejście do następnej relacji: Błagowieszczeńsk

 

 

Błagowieszczeńsk, Obwód Amurski, relacja z podróży.

Dodano: 25-06-2017

Błagowieszczeńsk, Obwód Amurski, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

            Stolicą Obwodu Amurskiego jest Błagowieszczańsk. Został założony w 1856 roku jako posterunek woskowy i pozostaje jedną z najstarszych osad na Rosyjskim Dalekim Wschodzie. Leżące nad Amurem i Zieją, graniczące z Chinami miasto, było miejscem dla wojskowych i wydobywania złota, miastem wojskowych i studentów- istnieją cztery szkoły wyższe w tym dwie wojskowe. Współcześnie stało się dodatkowo centrum handlu. Obwód Amurski jest rosyjskim terytorium, które jeszcze za czasów pierestrojki było całkowicie zamknięte dla wszystkich, nawet Rosjan- potrzebowali specjalnej przepustki. Obecnie to normalne miasto, czego przykładem chociażby mój przyjazd. Przez obwód przechodzi Kolej Transsyberyjska oraz Kolej Bajkalsko-Amurska. W obwodzie położony jest też kosmodrom Swobodny- budują go od niedawna, ponieważ… Bajkonur znajduje się w Kazachstanie. Przyjechałem do terytorium położonego w zlewisku rzek Amur i Zieja, posiadającego dziesięć procent większą powierzchnię niż Polska i zamieszkałego przez niespełna dziewięćset tysięcy mieszkańców. Na drugim brzegu szeroko rozlanego Amuru,  leży chińskie miasto Heihe. Zaraz po wylądowaniu, na dużej tablicy reklamowej rzuca się w oczy największy problem obwodu- niewielu mieszkańców. Władze zachęcają Rosjan „weź hektary i zostań dalekowschodniakiem”!

 

 

Nieco ponad dwustu tysięczny Błagowieszczańsk jest miastem zielonym z szerokimi, idealnie prostymi i krzyżującymi się prostopadle, ulicami.

-Tak budowali Kozacy,

mówi mi taksówkarz w drodze z lotniska. Obecność wojsk w tym rejonie wydawała się historycznie uzasadniona. Najpierw Cesarstwo Rosyjskie w połowie dziewiętnastego wieku odebrało ten teren chińskim Mandżurom, a potem w czasie wojny rosyjsko-chińskiej, w tysiąc dziewięćsetnym roku, nastąpiło zajęcie całej Mandżurii przez rosyjskie wojska kozackie. Ślady po wojskowych zauważysz w mieście pod postacią pomników. Drugi z nich, przedstawiający żołnierza z psem, jest ulubionym miejscem fotografowania dzieciaków, które traktują psa jak konia.

 

 

Wizytówką miasta jest łuk tryumfalny w towarzystwie ładnie odrestaurowanych domostw z początku dwudziestego wieku, zaś miejscem tłumnie odwiedzanym są plaże nad Amurem. Zasmakowałem w skwarze upalnego dnia, w kwasie, serwowanym z beczułek na prospekcie nadbrzeżnym.

 

 

Główna ulica nosi imię Włodzimierza Lenina a towarzysz Władimir Iljicz Uljanow patrzy z pomnika na centralnym placu. Na cokole pomnika nie widnieją żadne napisy. Wspomniany wcześniej taksówkarz, skomentował to w następujący sposób:

            – zostawili i jest!

Przy  ulicy Lenina ładne kamieniczki kontrastują z monumentalnymi budynkami, zajmowanymi przez władze obwodu i miasta. Złapałem okiem kamery taksówkę „ na metry” na tle jednej z kamienic- w potężnej limuzynie odjeżdżali państwo młodzi. Rosjanie i Chińczycy mogą się bezwizowo odwiedzać. Przez Amur kursuje prom- to tylko około dziesięć minut płynięcia. O wzajemnych kontaktach świadczą wszechobecne dwujęzyczne napisy, reklamujące usługi, restauracje, bary itp.

 

 

Przy bocznych ulicach można spotkać typowe socjalistyczne blokowiska z wielkiej  płyty, oraz drewniane ponad stu letnie domy pierwszych osadników. Te domostwa muszą zabezpieczać przed ekstremalnymi temperaturami. Latem są bardzo wysokie i sięgają trzydziestu pięciu stopni Celsjusza. Zimą wyż syberyjski przynosi ze sobą północny, zimny wiatr, który powoduje, że temperatury spadają do minus  trzydziestu pięciu stopni i niżej, a tereny obejmuje wieczna zmarzlina. Chociaż zimy są bardzo mroźne, zarazem są bardzo suche i śnieg pada tu tylko kilka razy w roku. Drzewa owocowe przetrzymają zimę tylko wtedy, gdy zostaną owinięte i zabezpieczone przed mrozem.

Na koniec o śladach polskich w rejonie amurskim. Za czasów Cesarstwa Rosyjskiego (do 1917 roku) w regionie nawet ważne funkcje pełnili, wysoce wykwalifikowani na cesarskich uczelniach Polacy: generał S. Duchowski, A. Beniowski, K. Grybski, A. Gwozdziowski i wielu innych.

Na mapce pokazuję trasę dotychczasowego zwiedzania. Po dwóch dniach odlatuję na Sachalin.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Chiny, Heihe, prowincja Heilongjiang,

 Przejście do poprzedniej relacji: Władywostok

 

 

Sachalin, relacja z podróży

Dodano: 27-06-2017

Sachalin, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

            W skład obwodu sachalińskiego wchodzą wyspa Sachalin oraz archipelag Wysp Kurylskich. Sachalin jest jedną dużą wyspą na Oceanie Spokojnym, którą od kontynentu oddziela wąska Cieśnina Tatarska. W   najwęższym miejscu to tylko nieco ponad siedem kilometrów, za to wrażenie robi jej dziewięćset czterdziestoośmio kilometrowa długość. Jest zamieszkiwana przez około pół miliona mieszkańców, z czego jedna trzecia w stolicznym Jużno Sachalińsku. Turbośmigłowy samolot Aurora Airlines pracowicie bzyczał, jak rój pszczół przez trzy godziny lotu z Błagowieszczańska. Na lotnisku wyjątkowo posiadają informację turystyczną- docierają tutaj turyści z pobliskiej Japonii, mam mapki i rozkład jazdy autobusów. Do hoteliku tym razem dojechałem za dwadzieścia rubli autobusem miejskim. Wyjątkowo tanio w porównaniu do wcześniejszych taksówek. Mam dwa dni na leniwe zwiedzanie. Mimo, że mży idę z nudów na spacer do centrum. Okazały budynek rządowy i tuż obok z fontannami teatr dramatyczny.

 

 

Idę w kierunku ulicy i placu Lenina. Tak, tutaj też taki mają, ale dodatkowo i ulice: Komunistyczną, Komsomolską… i wiele innych, o nazwach popularnych w czasach CCCP. Pomimo zakończenia się, przynajmniej oficjalnie, okresu komunistycznego pozostały wszędzie symbole z tamtego okresu. Na drugim końcu centrum, przy Gorkiego budzi zainteresowanie potężny monument zwycięstwa (Pobiedy). Głównym pomnikiem jest czołg a z tyłu tematyczne muzeum. Bardzo elegancko współgra z pomnikami, widok znajdującego się obok strzelistego Soboru Katedralnego Narodzenia Chrystusa.

 

 

Jużno Sachalińsk to ładne, nowoczesne miasto, które musi przystosować się do długich zim i chłodnego lata. Często na budynkach obok chodników widzę napisy „uwaga na spadający śnieg i lód”! Zima trwa nawet do siedmiu miesięcy z rekordem  temperatury minus pięćdziesiąt… Obecnie trwają w mieście intensywne roboty ziemne- mają niezbyt dużo czasu na ich ukończenie, później wszystko zasypie śnieg. Starych drewnianych domów pozostało niewiele, pewnie pozostawiono je ze względów turystycznych. Na osiedlach, wśród nowoczesnych budynków straszą paskudne wielkopłytowce. Warto w stolicy Sachalinu wejść do muzeum okręgowego. Pokazano między innymi historię obwodu sachalińskiego. O te kawałki lądu o łącznej wielkości trzeciej części Polski, od około stu pięćdziesięciu lat toczą spory Japończycy i Rosjanie- była nawet w 1905 roku wojna rosyjsko- japońska. Wyspy kilka razy przechodziły z rak do rąk, by ostatecznie, wskutek zdecydowanego działania Armii Czerwonej w sierpniu 1945 roku przejść całkowicie we władanie rosyjskie.

 

 

Jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie coś tam jest, poza wieczną tajgą i zmarzliną. I rzeczywiście, poza nieskrępowanym niczym wyjściem na otwarty ocean, na przykład wyspa sachalińska to złoża gazu, węgla, ropy naftowej i… złota. W typowej syberyjskiej tajdze na wyspie występuje nieco zwierząt, z których największymi są niedźwiedzie i jelenie.

 

 

W sklepach nie masz problemu ze świeżymi rybami…

 

 

Prze całkowity przypadek tuptając w siąpiącej mżawce, zastanawiałem się, gdzie zakręcić i wrócić do hoteliku. Przy filharmonii rzucił mi się w oczy, duży baner reklamujący występ moskiewskiego Teatru Tańca „Grzel”. Patrząc  na ludowe stroje z plakatu, przemknęło mi, poszedłbym, ale bilety na coś takiego, pewnie już wyprzedali wiele tygodni temu. Aby trochę przeczekać uroki wody z nieba, wszedłem do środka i z głupia frant zapytałem o bilety na występ. Jakie było moje zdumienie, gdy powiedziano mi, że owszem mają!- ostatnie dwa a występ zaczyna się za godzinę! Popatrzyłem na swój turystyczny strój- występ w teatrze?- ale co tam. Naturalnie kupiłem- pięćset rubli, czyli jakieś  osiem euro i… nie żałowałem! Przez prawie dwie godziny, ogniste hołubce rosyjskie, wspaniałe, profesjonalne ludowe tańce i ku mojemu zaskoczeniu, nie wiedzieć kiedy, minęło dwie godziny. Był to wysokiej klasy, profesjonalny występ, typu paryski Moulien Rouge (bez świntuszenia) w połączeniu z rosyjskim zespołem klasy naszego „:Mazowsza”- wspaniałe połączenie! Będę go pamiętał, podobnie jak kiedyś przed laty pobyt w Teatrze Bolszoj. Niżej pokazuję na mapce dotychczasową trasę przez najdalszą Rosję. Ciągu dalszego szukaj w Jużno Kurylsku na Wyspach Kurylskich.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Wyspy Kurylskie.

Przejście do poprzedniej relacji: Chiny, Heihe

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Gdzieś na końcu świata, Wyspy Kurylskie. Relacja z podróży

Dodano: 29-06-2017

Gdzieś na końcu świata, czyli Wyspy Kurylskie. Relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

            Archipelag Wysp Kurylskich jest częścią rosyjskiego obwodu sachalińskiego, kawałkami lądu oddalonego od Moskwy o dwanaście tysięcy kilometrów, oraz o dziewięć stref czasowych. To ponad trzydzieści wulkanicznych wysp, które są łańcuchem górskim na dnie Oceanu Spokojnego, ciągnącym się od południowej części Kamczatki do japońskiej wyspy Hokkaido. Przypominają dwa łańcuchy leżące łukiem koło siebie, dłuższy o długości tysiąca dwustu i krótszy o długości stu dwudziestu kilometrów. Ich łączna powierzchnia jest niewielka, bo tylko dziesięć i pół tysiąca kilometrów kwadratowych. Każda z wysp jest wulkanem lub jego częścią, łącznie na wyspach jest ich ponad sto sześćdziesiąt- z blisko czterdziestoma czynnymi. Jest to rejon aktywny sejsmicznie. Typowo oceaniczny, dość surowy klimat sprawia, że niełatwo trafić tu na słoneczną pogodę- w ciągu roku jest około dwieście trzydzieści dni pochmurnych. Najbardziej słoneczny i pogodny jest sierpień. Wrzesień ma jeszcze inne walory… ryby- łososie z Oceanu Spokojnego płyną w górę rzek na tarło, aby złożyć ikrę. Mówił mi znajomy, że zdarza się wtedy, jakby w rzece było więcej ryb niż wody. Ogromne ławice, wpływając do rzeczek tworzą zwartą masę, próbującą płynąć pod prąd, do miejsca gdzie przyszły na świat. Wtedy łatwo tutaj o ikrę.

 Można na Kuryle przylecieć tylko poprzez Jużno Sachalińsk na jedno z dwóch głównych lotnisk, w Jużno Kurylsku czy Kurylsku, albo przypłynąć. Planując zwiedzanie Kuryli, postanowiłem przylecieć na wyspę Kunaszyr, w południowej części archipelagu- do stolicy Jużno Kurylska. Lecąc samolocikiem linii Aurora, dzięki wspaniałej pogodzie i uprzejmości pilotów zbaczamy w pobliże jednego z czterech wulkanów  wyspy. Dwa kratery Tia Tia Jamy wystają z pokrywy chmur (1819 m…) i dzięki temu mogę pokazać jego widok z niewielkiej odległości. W środku rudej kaldery wulkanicznej wyrasta jeszcze jeden stożek z mniejszym kraterem. Wyspa Kunaszyr, jak i pozostałe jest górzysta, zielona…, oraz słabo zagospodarowana. Dróg asfaltowych jest niewiele a łączna liczba mieszkańców na całym archipelagu nie przekracza dwudziestu tysięcy.

 

 

Przyglądam się klifom skalistych wybrzeży, powyginanym brzegom z nieutwardzoną drogą, powielająca kształt wybrzeża. Z lotu ptaka widzę kreskę lotniska i za kilka minut na nim ląduję. Pieczęci nie stawiają, bo i  żadnej kontroli granicznej nie ma- to lot krajowy wewnątrz jednego obwodu (odpowiednik naszego województwa). Mam problem z transportem do odległego o ponad dwadzieścia kilometrów Jużno Kurylska. Miał być autobus, ale… nie przyjechał, więc w  końcu wraz z dwoma pilotami śmigłowców jadę ich taksówką.

 

 

Taksówka podwozi mnie pod niepozorny budynek, gdzie zarezerwowałem nocleg- poza numerem domu nie ma żadnej tabliczki. Wchodzę na podwórko z  gęsiami- nikogo, wchodzę do sieni a później pukam do dwóch pokoi. Po kilku minutach z jednego z nich wychodzi umundurowany po wojskowemu młody człowiek. Po wymianie informacji zadzwonił po właściciela posesji. Sympatyczny sześćdziesięcio trzy letni Ukrainiec, chyba dawno nie zaglądał  na swoją skrzynkę pocztową w Internecie, bo… chyba się mnie nie spodziewał. Jednak miejsce do spania mi  znalazł w remontowanym właśnie hostelu. Dodatkowo, jako ekwiwalent za niewygody, obwiózł mnie po okolicy swoim samochodem, przypominającym takie z wyścigów po wertepach. Pierwszy przystanek zrobił przy „Czarcim Palcu”, ostańcu skalnym wystającym z oceanu przy kamienistej plaży. Takich pionowych słupów skalnych wokół wyspy jest pięć. Wykorzystali je do propagandy politycznej Japończycy. Na brzegu wyspy Hokkaido przed swoimi górami „Siedmiu Samurajów” ustawili pomnik w kształcie ręki, z wystającymi w górę palcami. Sugerują, że Hunaszyr… należy do Japonii.

Pojechaliśmy dalej szutrową drogą w las. Skręciliśmy z głównej drogi w węższą, prowadzącą w głąb bujnej, obfitej roślinności. Byliny, które w Europie mają wysokość około metra, na kurylskich ostrowach sięgały trzech metrów. To przez dużą wilgotność i żyzne gleby wulkaniczne, wiele gatunków roślin dorasta gigantycznych rozmiarów. Potężne liście przypominające nasze łopiany, mogłyby z powodzeniem zastąpić parasol w czasie deszczu. Występuje również połączenie roślinności iglastej, typowej dla obszarów północnych z roślinami strefy podzwrotnikowej. Drzewa iglaste oplatają pnącza  a u ich podnóża rosną magnolie, azalie, hortensje i… bambus kurylski. Chciał mnie zawieźć jeszcze dalej, ale tam nagle: „nie lzja” (nie wolno)- teren wojskowy i bez specjalnej przepustki nie wpuszczają- do rejonu z gorącą wodą wypływającą z ziemi. Kiedyś w czasach japońskich leczono tam rannych żołnierzy japońskich. Żeby wszystko zobaczyć, trzeba by zatrzymać się na kilka dni- uzyskać „propuski”, załatwić transport, czy po prostu kupić wycieczkę.

 

 

Zawracamy z powrotem w stronę ośmiotysięcznego Jużno Kurylska. Gospodarz opowiada mi po drodze o wulkanach, o codziennym życiu oraz… o 67 osobowej grupie Japończyków, których gości na wyspie gubernator obwodu sachalińskiego. Przyjechali rozpoznać możliwości robienia na Kurylach biznesu- są w towarzystwie przedstawiciela premiera Japonii. Czyżby Japończycy, nie mogąc odzyskać od Rosji spornej części wysp, postanowili je… zaanektować gospodarczo? Zostaję w najwyższej, nowszej części miasta i z punktu widokowego w centrum podziwiam przesmyk z łukiem plaży od strony oceanu, i widokiem na górzyste wnętrze wyspy. W oddali majaczy również stożek Tia Tia Jamy- nazwę wulkanowi nadali Japończycy- oznacza „Wielki Papa”. Z czterech wulkanów Hunaszyru, dwa są czynne. Tia Tia Jama wybuchł ostatnio przed dwudziestu laty. Drugi czynny wulkan Mendelejewo- ponad 600 metrów nad poziomem morza-, mam z drugiej strony za zatoką z portem. W oddali, na horyzoncie majaczy „Siedmiu  Samurajów” Hokkaido z olimpijskim miastem Sapporo.

 

 

Spaceruję po uliczkach Jużno Kurylska. Na placu przed budynkiem rządowym, okolicy przygląda się popiersie wodza Rewolucji Październikowej. Zaczynam się do niego przyzwyczajać- dotychczas był wszędzie w odwiedzanych miastach obwodowych. Na dalszym planie błyszczą kopuły, nowo wybudowanej cerkwi kościoła prawosławnego. Intensywnie prowadzone są prace modernizacyjne na skwerkach i placykach miasta. Ciemnymi intensywnymi kolorami wyróżniają się nowe domy. Powodem budowania od nowa w wyższej okolicy było tsunami, które nawiedziło Jużno Kurylsk w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.

 

 

            Historia tych wysp sięga siedemnastego wieku i głównymi nacjami, które tu docierały byli Rosjanie i Japończycy. Wyspy były pod różną zwierzchnością, by ostatecznie trafić w całości w ręce rosyjskie. W końcu drugiej wojny światowej, Rosjanie wywiązując się z zobowiązań na Konferencji Poczdamskiej, przerzucili część Armii Czerwonej z frontu niemieckiego i silnie zaatakowali, będące w rękach japońskich: Mandżurię, Sachalin i Kuryle. Zajęli archipelag w całości do piątego września 1945 roku. Przepychanki dyplomatyczne Rosjan z Japończykami o południową część wysp, trwają jednak do teraz i co rusz jakiś incydent zaognia sytuację- wycofywany jest ambasador i temu podobne. Gdy Rosjanie przywołują jako jeden z argumentów w sporze, iż to oni pierwsi odkryli Kuryle, Japończycy ripostują, że z Japonii Kunaszyr widać gołym okiem i nie trzeba go odkrywać. Nie mam zamiaru w tej relacji wnikać w sedno sporu. Faktem jest na pewno, że Sachalin i Kuryle posiadają duże bazy wojskowe… i tyle! Wyspy były strefą całkowicie zamkniętą i turystom, przez prawie cały okres od drugiej wojny światowej zabraniano przybywania na Sachalin i Kuryle. Planując przyjazd do Jużno Kurylska, próbowałem znaleźć jakieś relacje z podróży na wyspy,… i znalazłem dwie. Zakaz wjazdu dla turystów cofnięto w czasie pierestrojki, lecz później znowu go czasowo przywracano. Ostatni zakaz zniesiono… około rok temu- zaczynają przybywać turyści- przede wszystkim z Japonii. Ja jestem na pewno jedynym, nie japońskim turystą w Jużno Kurylsku. Sądzę, że dzięki mojemu gospodarzowi Nikołajowi, szeptana propaganda mnie wyprzedziła i w końcu spaceru niektórzy już wiedza, że jestem turystą z Polski.

 

 

            Wieczorem przy kieliszku pysznego bimbru i zagryzką z moich cieniutkich kabanosików, Nikołaj wspomina swoje dzieje na Wyspach Kurylskich i Kamczatce. Jesteśmy w podobnym wieku i chyba mamy podobne, związane z wiekiem poglądy. Obu nas najbardziej cieszą wnuki i … święty spokój- mnie dodatkowo wędrowanie po świecie. Przybył przed czterdziestu laty na Kuryle, jako ukraiński poborowy… i został. Został policjantem (d. milicjantem), dosłużył się wysokiego stopnia pułkownika. Natychmiast z munduru wyskoczył… na emeryturę, gdy w Rosji doszło do walk z Czeczenami- nie miał ochoty być tam w delegacji. W międzyczasie ściągnął swoją rodzinę,  matkę i siostry. Uważa, że wątpliwym jest oddanie Japonii dużej wyspy Kunaszyr. Długo by opowiadać ludzkie dzieje, zwłaszcza w kontekście obecnych problemów rosyjsko – ukraińskich.

W nocy, pierwszego dnia pobytu, poczułem w pewnym momencie dziwny niepokój, za trzęsły się i zaskrzypiały meble. Obudziłem się. Byłem w pokoju sam i nie miałem kogo spytać

            -co to było?

 Potem przypomniałem sobie, o „ziemno tresleniach”, które zdarzają się na wyspach… codziennie.

            –  a może się powtórzą?- I jakie wstrząsy będą silne?

 Nie spałem przez godzinę a potem, nic do rana już nie pamiętałem. Gdy rano spytałem Nikołaja, tylko się roześmiał i mówi, że

– my na takie drobiazgi nie zwracamy uwagi…

Można sobie z tego żartować, ale pewnie nie było mu do śmiechu, gdy jego dom znalazł się w 1994 roku pod półmetrową warstwą wody, gdy na Kuryle runęła ośmiometrowa fala tsunami, wywołanego właśnie trzęsieniem ziemi gdzieś na Pacyfiku. Wtedy Jużno Kurylsk znajdował się niżej przy zatokach na przesmyku wyspy. Po silnych zniszczeniach nowe domostwa stanęły na wzgórzu. Na poprzednim miejscu została tylko stara cerkiewka, pomnik z czołgiem upamiętniający miejsce lądowania Armii Czerwonej w 1945 roku i kilka nie remontowanych starych domów. Na plaży od strony Japonii pozostało kilka wraków przyniesionych falami i ciśniętych na brzeg. Ma się wrażenie, ze człowiek znalazł się na końcu świata. Na terenie dawnego Jużno Kurylska znajdziesz drewniane domy, z ozdobnymi obramowaniami okiennymi. Ostanie zdjęcie przed wyjazdem zrobiłem tablicy, wskazującej drogę ucieczki przed tsunami i nakazującej dodatkowo, przeniesienie się wyżej w razie trzęsienia ziemi.

 

          

Przejście do następnej relacji: Wulkany Kamczatki

Przejście do poprzedniej relacji: Sachalin

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

W krainie wulkanów na Kamczatce, relacja z podróży.

Dodano: 03-07-2017

 

W krainie wulkanów na Kamczatce, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Kamczatka to półwysep na samym końcu Rosji o powierzchni nieco większej od naszego kraju. Przez długie lata region ten był zamknięty nie tylko dla obcokrajowców, ale również dla większości mieszkańców byłego Związku Radzieckiego. Dzięki czemu cała Kamczatka nie została skażona cywilizacją. Pozostała pięknym, zalesionym, górzystym krajem, a tereny nadmorskie cieszą się stosunkowo umiarkowanym klimatem, pozbawionym ogromnych różnic temperatury charakterystycznych na kontynencie we wnętrzu Syberii. Można tu zobaczyć dziewiczą przyrodę, tajgę pełną dzikich zwierząt w wyższych partiach gór pustynną tundrę, oraz rzeki pełne łososi. Przyrodniczo Kamczatka to jedno z piękniejszych miejsc na ziemi. Góry spadają do oblewającego Kamczatkę Oceanu Spokojnego wysokimi klifami.

Jednocześnie jest to Królestwo Bogini Pele, jeden z najbardziej aktywnych sejsmicznie regionów świata. W kamczackim krajobrazie dominują strome, skaliste, wiecznie ośnieżone wulkany. Ich podnóża porastają niewykarczowane lasy. Znajduje się tutaj sto sześćdziesiąt wulkanów z czego dwadzieścia osiem jest nadal bardzo aktywnych.

Na Kamczatkę można tylko przylecieć lub dopłynąć. Z kontynentu azjatyckiego nie prowadza tutaj żadne drogi a na samym półwyspie dróg twardych jest tylko około trzysta kilometrów- na tysiąc dwieście kilometrów długości półwyspu. Spora część transportu jest realizowana za pomocą wojskowych śmigłowców. Chociażby te cyfry pokazują  jakie to jest miejsce, sądzę, że wielu zakątków nigdy nie zbadano. Nic dziwnego, zamieszkuje w tej krainie  niedźwiedzi tylko czterysta tysięcy dwunożnych…

Dolatując niewielkim samolocikiem linii Aurora z ciekawością rozglądałem się wśród ośnieżonych wysokich gór i wulkanicznych stożków. Potem pojawiły się zatoki w tym największa Azawczańską ze stolicą Kamczatki, Pietropawłowskiem Kamczackim. Na lotnisku, nie można nie zauważyć dwóch stożków wulkanów Mutnowskiego i Gorełyj.

 

 

Moich kilka dni musiałem dokładnie zaplanować, gdyż nie mam czasu zbyt wiele a chcę zobaczyć jak najwięcej. Postanowiłem przynajmniej dotrzeć do Doliny Gejzerów i popłynąć na morską wycieczkę po okolicach zatoki. Problemem w zwiedzaniu Kamczatki jest pogoda- wulkanów nie zobaczy się przy aurze pochmurnej, a ponadto tam trzeba polecieć helikopterem. Ten z kolei przy  niepogodzie nie odrywa  się od ziemi. Można mieć po prostu pecha i będąc tutaj… poza miastem, prawie nic nie zobaczyć. Moje turystyczne modlitwy chyba zostały wysłuchane, ponieważ następnego dnia wyjrzało słoneczko, ale mam kłopot z brakiem miejsca na kutrach wypływających na morskie wycieczki. Mogą mnie zabrać następnego dnia, ale na ten dzień zdobyłem wcześniej bilet na helikopter do Doliny Gejzerów. Postanowiłem skorzystać z oferty hoteliku, który dla gości zorganizował półdniowy wyjazd do gorących źródeł. Rankiem pomaszerowałem zwiedzić centrum Petropawłowska, miasta założonego w 1740 roku przez rosyjskiego podróżnika Vitusa Beringa, który nazywając miasta połączył nazwy swoich dwóch statków: Święty Paweł i Święty Piotr. Gdybyś nawet nie wiedział, bez kłopotu domyślisz się, jakie nazwy noszą główny: plac, pomnik i ulica. Przy Leninskiej zobaczysz port towarowy, który mnie zastanowił bezruchem i zardzewiałymi burtami statków- może to z powodu soboty?  Centrum nie jest zbyt wielkie, kilkanaście ładniejszych budynków urzędowych, banki i muzeum. Miasto posiada kilka części, znajdujących się pomiędzy wzniesieniami- w centrum często… chodziłem po schodach.

 

 

Popołudnie spędziłem na wycieczce z Tamarą, właścicielką hotelu w celu, jak mówiła, „wymoczenia kości” do położonej około siedemdziesiąt kilometrów od stolicy, słynącej z basenów z termalnymi wodami Paratunki.  Organizowane tutaj, gorące kąpiele na świeżym powietrzu w gorących źródłach, o temperaturze od trzydziestu kilku do znacznie ponad czterdzieści stopni Celsjusza przyciągają nie tylko turystów. Podobało mi się to moczenie w wodzie o różnej temperaturze, a potem skok do wody… brr, około cztery stopnie! W drodze powrotnej Tamara pokazała mi resztę miasta i okolice. Strzeliłem kolejne fotki, najpierw błyszczącej złotymi kopułami nowej cerkwi a potem w Elizowo pomnikowi, na którym napisano: „tu rozpoczyna się Rosja”. Przedstawia dwie „miszki” z rybą w pysku.

 

 

Najciekawszy widok na cała okolicę, oczywiście poza tym ze szczytu wulkanu, był z górki przy porcie. Piękny widok na obie strony miasta, Elizowo, zatokę i dolinę rzeki Avacha, rekompensował trudy telepania się samochodem po wertepach na szczyt. Wspaniały widok na wiszące nad Petropawłowskiem Kamczackim wulkany Koriacki i Awaczyński, zachęcał do spędzenia wieczoru i obserwacji zachodzącego słońca.

 

 

Dla ochrony przyrody na Kamczatce stworzono Rezerwat Kronocki, obejmujący Dolinę Gejzerów z reliktowymi gatunkami roślin. Wycieczka helikopterem do doliny jest jedną z najciekawszych propozycji zwiedzania Kamczatki… dla majętnych. Bardzo drogo, ale równie … interesująco. Jest to również, niemożliwa do realizacji w inny sposób okazja, do zobaczenia wulkanów z bliska. Najwyższym i najaktywniejszym wulkanem jest Kluczewski (4750 metrów…). Ostatni raz wulkan był aktywny w roku dwa tysiące trzynastym. Po drodze podobało mi się Jezioro Głębokie.

 

 

 Lot przebiega nad dymiącym wulkanem Karymskim, oraz wulkanem Małym Semiaczykiem z turkusowym jeziorkiem w kraterze.

 

 

Dolina Gejzerów, jest pieszą wędrówką po jednym z najbardziej niesamowitych miejsc na Ziemi, drugim co do wielkości, po amerykańskim Yellowstone, zbiorowisku gejzerów na świecie (na liście UNESCO). Dolina została odkryta przez Tatianę Ustinową dopiero w 1941 roku, ma sześć kilometrów długości i znajdują się w niej aż dwadzieścia dwa gejzery. Towarzyszy temu ostry odór siarki. Skalne zbocza wśród bujnej roślinności i drzew mienią się niezwykłą gamą kolorów, żółci, brązów i czerwieni. Wszystko to razem tworzy niezapomniany spektakl. Wchodząc do doliny trzeba być w towarzystwie strażnika z bronią, dla ochrony przed niedźwiedziami. W moim przypadku była to Kariaczka, członkini lokalnego plemienia. Na Kamczatce najliczniejsi są również Ewenowie- ludy rdzenne, który jeszcze w XVII wieku zajmowały się głównie polowaniem na dzikie renifery, łosie, niedźwiedzie, gronostaje i zające.

 

 

Regularne wybuchy gejzerów tworzą fontanny wrzącej wody, a białe kłęby pary wznoszą się wysoko w górę. Największy z nich – Wielikan, o trzy metrowej średnicy co cztery godziny i dwadzieścia minut uaktywnia się, wyrzucając przez minutę piętnastu- metrowy strumień wody, zaś para wznosi się na wysokość trzystu metrów. W sąsiedztwie znajduje się wiele gejzerów a każdy z nich ma swój własny rytm, niezależny od pozostałych. Dolina wypełniona dymami wydobywającymi się z licznych fumaroli, błotnistych kipieli, przywodzących na myśl piekielną scenerię.

 

 

Przelot do kaldery prehistorycznego wulkanu Uzon, pokazał liczne jeziorka w rozleglej kalderze, fumarole w towarzystwie wszechobecnego „piekielnego” zapachu siarki. Kolejny strażnik z „flintą” namawia do chodzenia w zwartej grupie, ponieważ tutaj można „niedźwiedziowi nadepnąć na … nos”! Jako przykład podaje stos desek, leżący przy dawnym budynkiem obsługi krateru. Dwa lata temu turyści uciekając przed niedźwiedziem, schronili się w budynku i strzelili do „miszki” z rakietnicy- ta upadla na drewnianą podłogę i domek spłonął. Wycieczkę kończy kąpiel w gorący źródłach oraz obiad w kolejnej dolinie.

 

 

Zwiedzać Kamczatkę można w różnoraki sposób. Najciekawsze są trekkingi do wulkanów (potrzeba kilku dni). Przy ograniczonym czasie i budżecie, warto wybrać się chociaż na kilkugodzinną wycieczkę samochodowo-pieszą do podnóży wulkanu Mutnowskiego. Można tu zobaczyć wodospad oraz geotermalną elektrownię i wykąpać się w gorących źródłach. Podpowiadam zainteresowanym, że niezłym pomysłem jest jazda autobusami do  Esso. Tylko dzień drogi publicznym autobusem z Pietropawłowska, zwiedzanie obozowisk Ewenów (na jednym końcu wsi) i Koriaków (na drugim), wizyta w miejscowym muzeum etnograficznym. Będzie to dodatkowo okazją do  spróbowania lokalnych potraw, takich jak tolkusza, kirylka czy czerczechan.

Był to mój plan zwiedzania, gdyby nie udało się polecieć do gejzerów. Oczywiście można na Kamczatce spędzić wiele czasu: łowiąc ryby, podglądając niedźwiedzie i ptaki, uprawiając rafting, żeglarstwo, narciarstwo czy jazdę psim zaprzęgiem. Może kiedyś tutaj wrócę…

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Chabarowsk

Przejście do poprzedniej relacji: Wyspy Kurylskie

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Kraj Chabarowski

Dodano: 03-07-2017

 

Kraj Chabarowski, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Kraj Chabarowski leży  na wschodnich krańcach kontynentu azjatyckiego i jest oblewany wodami Morza Ochockiego. Jest ponad dwa razy większy od naszego kraju, lecz zamieszkuje go niespełna milion czterysta tysięcy mieszkańców i ta liczba w ostatnich lata spada. Dla mnie był tylko krótkim przystankiem, na przesiadkę lotniczą w drodze na północ. Zwiedziłem centrum sześćset tysięcznej stolicy. Chabarowsk jest miastem przemysłowym, nazywanym w prospektach stolicą całego dalekiego wschodu. Zacząłem zwiedzanie od placu centralnego im…. (na pewno zgadniesz!), w każdym razie wódz Rewolucji Październikowej przygląda się miastu z pomnika na skraju placu.

 

 

Główna ulica prowadzi przez najciekawsze regiony miasta od Placu Lenina do Placu Komsomolskiego. Na tym drugim, poza kolejnym pomnikiem o treści bojowej, błyszczy złotymi kopułami i niebieskim dachem jeden z licznych soborów kościoła prawosławnego.

 

 

Przez miasto od samego lotniska do  placu, na którym jestem, prowadzi jedyna w chabarowsku linia trolejbusowa, w której bilety sprzedaje konduktor po dwadzieścia trzy ruble za przejazd. Wróciłem ostatecznie nią do swojego hotelu w pobliżu lotniska. Jeżeli chcesz „pokuszać” na szybko, na  licznych straganach można nabyć ogólnorosyjskie specjały, najczęściej zapiekane w cieście różne mięsiwa i warzywa. Nie przepadałem za nimi, jakoś tak trafiałem na zbyt wysuszone, chyba zbyt długim oczekiwaniem na klienta.

 

 

Sytuację demograficzną metropolii najlepiej obrazuje reklama w centralnym punkcie miasta: „weź swój hektar”. Przygodny znajomy mówi mi, że ziemię faktycznie władze przydzielają za darmo, lecz trzeba wiedzieć, że tam nie ma dróg czy mediów…, a jeżeli delikwent nic na działce nie robi, to mu ją odbierają. Ten sam młodzieniec  pokazując na przechodzące kobiety, wspomina, że w Rosji jest znacznie więcej kobiet niż mężczyzn. Jego zdaniem to pokłosie… wojen. Chabarowsk leży nad Amurem i tam zakończyłem spacer, na brzegu szeroko rozlanej rzeki w miejscu, gdzie łączy się z Ussuri.

 

 

 

Następnej relacji szukaj pod: Magadan

Przejście do poprzedniej relacji: Kamczatka

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Magadan. W krainie gułagów na Wołymiu, relacja

Dodano: 06-07-2017

 

W krainie gułagów na Kołymiu, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

              Obwód magadański leży w północno- wschodniej Rosji nad Morzem Ochockim- potocznie nazywany jest Kołymą. Zaistniał w pierwszej połowie dwudziestego wieku, kiedy to w latach trzydziestych podjęto decyzję, aby zająć się eksploatacją zasobów naturalnych Gór Kołymskich. Zajmowano się głównie wydobyciem złota a później ołowiu, wykorzystując więźniów jako siłę roboczą. Magadan, jako stolica regionu był miastem tranzytowym zarówno więźniów, jak i towarów. Na przełomie 1940 i 1941 roku transporty przywiozły do Magadanu około dwanaście tysięcy Polaków, w większości jeńców wojennych i ich rodzin. Z nich zaledwie pięćset osiemdziesiąt trzy osoby zostały uwolnione w 1942 w ramach akcji rekrutacyjnej Drugiego Korpusu generała Andersa. Na wzgórzu Krutaja nad Magadanem w 1996 roku wzniesiony został pomnik Maska Smutku, poświęcony pamięci ofiar obozów pracy przymusowej na Kołymie. Ze wzgórza dobrze widoczny jest niespełna stu tysięczny Magadan.

 

 

              Przy zatoce magadańskiej ustawiono pomnik mamuta z metaloplastyki. W ładny sposób z różnego złomu sklecono ogromny posąg, który stał się jednym ze współczesnych symboli miasta. Będąc przy mamucie spojrzałem na brzeg morski z plażą, gdzie spacerowali Magadańczycy w strojach przypominjących nasze… zimowe. Nic dziwnego, Magadan znajduje się w strefie klimatu subarktycznego. W styczniu temperatura spada do minus czterdziestu stopni Celsjusza, natomiast w lipcu notuje się temperatury do plus szesnastu stopni. Okoliczne Góry Kołymskie pokrywa tajga oraz tundra w wyższych  partiach. Można sobie tylko wyobrazić straszne warunki bytowania w obozach górniczych i gułagach, do których trafiali nie tylko przestępcy, również tacy jak nasi rodacy. Najpierw na początku drugiej wojny światowej, po aneksji wschodniej części kraju, dostali się w ręce radzieckich służb od… pozbywania  się kłopotów, zwłaszcza ludzie wykształceni i wojskowi. Następnie uciekając przed hitlerowcami, Polacy przekraczali również granicę Związku Radzieckiego. Tam niestety, przeważnie zapakowywano ich w transporty i wywożono… na Daleki Wschód.

 

 

              Centrum miasta błyszczy odnowionymi elewacjami a szczególnie okazały jest sobór ze złotymi kopułami i długimi marmurowymi schodami.

 

 

Pozostałą część miasta podczas zwiedzania, lepiej ominąć. Posępne, rzadko remontowane, betonowe blokowiska i niska, nierzadko opuszczona zabudowa. Moim zdaniem, głównym problemem tego dawnego miejsca niewolniczej pracy jest brak ludzi. Wystarczy popatrzeć na liczbę mieszkańców obwodu. Teren prawie półtorej wielkości Polski zamieszkuje niespełna sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi i ta liczba w ciągu ostatnich dziesięciu lat zmniejszyła się o około pięćdziesiąt tysięcy. Jadąc z miasta na lotnisko, przyglądałem się mniejszym osiedlom. Nie sposób nie widzieć opuszczonych  bloków, straszącymi pustymi oczodołami okien.

 

 

Zwiedzając stolicę Kołymy, zauważyłem bardzo dużą ilość sklepów z wyrobami jubilerskimi. Zastanowiło mnie to, gdyż w takiej ilości na pewno nie są potrzebne miejscowym mieszkańcom. Nie widziałem również warsztatów złotniczych. Czyżby kopalnie złota dalej pracowały? Zapytałem, najlepiej taksówkarza lub fryzjera- wiedzą wszystko! Taksiarz odpowiada mi, że

              – państwowych kopalń chyba już nie ma, a te co istnieją są firmami prywatnymi.

              – Czyżby w mieście żyli tak bogaci ludzie?

              – A skąd! Właściciele mieszkają w Moskwie lub … w Ameryce!

– No to czemu mówisz mi, że jest kłopot z zatrudnieniem?

– Widzisz, my tu mówimy, że nasza zima trwa dziewięć miesięcy, a pozostałe trzy to lato. Prace ziemne mogą trwać maksymalnie kilka miesięcy i dawniej za czasów firm państwowych pracownicy otrzymywali w zimie pieniądze- tak zwane postojowe. Obecnie natomiast liczy się zysk i ludzi przed zimą po prostu zwalniają!

– No a co z tymi sklepami jubilerskimi? Przecież to się „kupy nie trzyma”.

Ten, śmiejąc się mówi,

              – Widzisz, do tych interesów przyjeżdża sporo gości. I to oni przede wszystkim są klientami…

Sprawdziłem ceny,

– a nóż będzie naprawdę taniej? – Figa tam, z takimi pomysłami! -Wyroby są naprawdę piękne, ale ceny… ogólnoświatowe. – Przykro mi Basiu, wolę zakupami wspierać interesy we własnym kraju!

Niżej pokazuję mapkę z dotychczasową trasą podróży.

 

 

Przejście do następnej relacji: Czukotka

Przejście do poprzedniej relacji: Chabarowsk

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Białe noce na Czukotce, relacja z podróży.

Dodano: 08-07-2017

 

Białe noce na Czukotce, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Tak, na Czukotce białe noce występują od końca maja gdzieś do połowy sierpnia. W nocy można mieć trochę ciemniej w pokoju, tylko przy zamkniętych żaluzjach. Czukocki Okręg Autonomiczny jest najdalej na wschód wysuniętym rejonem Rosji w znacznej części leżącym za kołem polarnym. Znajduje się nad aż trzema morzami: Wschodniosyberyjskim, Czukockim i Beringa. Kraj dwukrotnie większy od Polski, ale tylko z niespełna pięćdziesięcioma tysiącami mieszkańców. Dalej na wschodzie przebiega linia zmiany daty i znajduje się Alaska. Do Polski w lecie mam dziesięć stref czasowych- z tego dziewięć znajduje się na terenie jednego kraju: Federacji Rosyjskiej.

Klimat Czukotki jest niezwykle surowy– na wybrzeżach morski, we wnętrzu okręgu– kontynentalny. Zima trwa dziesięć miesięcy. Średnia temperatura stycznia wynosi od minus piętnastu do minus trzydziestu dziewięciu stopni Celsjusza  a lipca do plus dziesięciu stopni. Średnia temperatura w zimie wynosi minus dwadzieścia dwa stopnie- przez dziesięć miesięcy!!! Pod ziemią znajduje się wieczna zmarzlina, tak, że fundamentów domostw tutaj nie budują zbyt głęboko. Po przylocie na lotnisko zaskoczyła mnie kontrola graniczna, która chce ode mnie specjalnej przepustki na wjazd w strefę przygraniczną. Nie mam jej,  bo o niej nie wiedziałem. Zatrzymują paszport i każą czekać. Po godzinie i spisaniu szczegółowego wywiadu o mnie, uzyskałem zezwolenie na dwudniowy wjazd tranzytowy. Stolicę Anadyr, na lotnisku reklamują zdjęcia z życia codziennego Czukczów, wśród reniferów, jurty i tak dalej. Oprócz Rosjan stanowią główną grupę narodowościową.

 

 

 Nie miałem wcześniej rezerwacji hotelowej, gdyż żaden z hoteli nie odpowiedział na moje zapytanie o nocleg. Dzięki taksówkarzowi nie miałem z rozkwaterowaniem żadnego problemu. W drodze do przeprawy promowej wiedziałem, gdzie będę nocował. A potem, patrzę niestety w strugach deszczu, gdzie też jadę. Okazało się, że miasto i port lotniczy znajdują się po przeciwnych stronach szerokiej zatoki morskiej. Aby dostać się do Anadyru, trzeba skorzystać z promu, który tutaj nazywają „katerem”. Niezłe warunki w Motelu Barchat skłaniają do rekomendowania go, jako miejsca wartego polecenia ze względu na cenę i lokalizację. Wieczór spędzam, smętnie obserwując strugi deszczu za oknem. Pewnym pocieszeniem okazało się towarzystwo trzech młodych Rosjan, którzy podobnie jak ja wędrują z plecakami. W końcu wyciągnęli flaszkę i kolę, ja mini kabanosiki i zrobiło się weselej. Jeden z nich jest z pochodzenia Polakiem. Jego dziadek w czasach gdy Polski nie było na mapie, przywędrował do Moskwy. Obecnie jego ojciec posiada „Kartę Polaka” i nauczył się języka polskiego… Nim się połapałem, zrobiła się północ-ciągle tak jasno i nie patrzy się na  zegarki.

Rano mimo siąpiącej pogody, ruszyłem na spacer po stolicy o wielkości większej wioski. Kolorowe blokowiska, wybudowane na słupach. Port anadyrski zbudowano w dość prosty sposób, zatoka portu powstała, poprzez zatopienie kilku starych, zardzewiałych kryp. Po drugie stronie wody w mgiełce widnieją wysokie klify.

 

 

Kilka budynków rządowych, supermarket, sklepiki, poliklinika dziecięca… Najciekawszym rejonem jest okolica nadmorska z drewnianym budynkiem kościoła prawosławnego, salą koncertową i muzeum okręgowym.

 

 

Dodaj do tego cztery pomniki w tym obowiązkowo jeden przedstawiający identyczną postać, jak we wszystkich wcześniej zwiedzanych miastach… i będziesz wiedział prawie wszystko o turystycznym Anadyrze. Poza dwunożnymi, największymi mieszkańcami półwyspu Czukockiego są białe niedźwiedzie, renifery, morsy, wilki i foki.

 

 

W muzeum spędziłem niespełna godzinę. Najbardziej ciekawiła mnie fauna i flora. Roślinności w krainie wiecznej zmarzliny, długotrwałego zimna jest niezbyt wiele. Lecąc samolotem nad lądem, najczęstszym widokiem były liczne jeziorka mokradeł wśród traw i porostów. Przyjrzałem się białym „miszkom”- taki wypchany w normalnej pozycji był wysoki, gdzieś na metr trzydzieści?

– No to ile wzrostu miałby wyprostowany?

Prawdziwy potwór- obecnie w Rosji pod całkowita ochroną. Morsy zaciekawiają swoimi ogromnymi szablami kłów.

 

 

              I na koniec, jeszcze o najdawniejszych mieszkańcach, Czukczach. Podczas lata, tylko w muzeum można zobaczyć tradycyjne stroje, dawny sposób życia i zabezpieczania się przed ekstremalnymi warunkami bytowania. Współcześni, od Rosjan różnią się … wyłącznie rysami twarzy.

Wśród Rosjan ulubionymi dowcipami są właśnie takie o Czukczach- oczywiście tych Rosjan nie będących Czukczami. Zapytałem wprost i usłyszałem, że podchodzą do nich z dystansem i wcale się nie obrażają. Są to czasem niewybredne żarciki, podobne do polskich, na przykład o sołtysie w Wąchocku. Zanotowałem kilka:

Pewnego dnia Czukcza przyszedł do sklepu.

– Czy jest szampon?

– Jest, ale tylko „jajeczny”.

 O, to szkoda, bo ja cały chciałem się umyć.

………………………….

Pewnego dnia Czukcza kupił lodówkę. Pytają go:

– Czukcza, ale po co wam lodówka?

– A, to do ogrzania się zimą. Na ulicy minus czterdzieści, a u mnie w lodówce tylko zero!

…………………………

Dlaczego Czukcze nie jedzą bułgarskich korniszonów?

– Bo głowa im do słoika nie wejdzie…

………………………..

Czukcza kupił nowe Żiguli. Przyjechał pochwalić się samochodem do swojej wioski. Wychodzą ludzie z domów, zachwycają się nabytkiem. Jeden z Czukczów przetarł światła.

–Jakie wielkie oczy! – nie może wyjść ze zdumienia.

Drugi poskakał po dachu. –A skóra jaka mocna.

Trzeci pomacał rurę wydechową. – No tak, jasne! Samiec!

………………………….

Zapytali Czukczę jak często się myje.

– Raz na pół roku.

– Tak rzadko? A nie czujecie się brudnym?

– Fakt, przez pierwsze dwa miesiące może trochę tak, ale potem brud sam     odpada.

A tak na poważnie, Czukcza wie co to ciepło i potrafi je docenić, szczególnie jak się mieszka w jarandze- namiocie rozłożonym na ziemi, gdzie podłogę stanowi oczyszczona ze śniegu ziemia. W zimie Czukczowie, (czy Czukcze) chodzą w strojach uszytych ze skór reniferów, zwykle wchodzi się w taki kombinezon przez otwór przy głowie. Można sobie wyobrazić jakim problemem jest każda potrzeba fizjologiczna- dlatego w kroku, każdy kombinezon ma specjalne rozcięcie i jego „zamknięcie” musi zabezpieczać przed mrozem. Są to specjalne zewnętrzne klapy, które po odpięciu pozwalają załatwić to co trzeba.

W samolocie siedziałem koło jednego z tubylców o twarzy wyjątkowo ogorzałej. Zaczął mi opowiadać o wydobywaniu złota- to jedno z podstawowych źródeł dochodu. Wbrew pozorom, to wcale nie takie łatwe zajęcie, ponieważ kopać trzeba pod ziemią. Powstają normalne małe kopalnie, tylko, że… no  właśnie, tam jest wieczna zmarzlina, czyli grunt pod ziemią zawsze ma minus kilkanaście stopni. Nie można zaprząc do pracy wody. To kopanie więc musi przypominać kopanie kamieni, np. węgla. Dodatkowym kłopotem jest podmokły grunt i w  czasie roztopów kopalnie są zalewane. Górnicy o tym wiedzą, więc wcześniej dokładnie wszystko z niej usuwają. Woda kopalnię zalewa i… zamarza, czyli we wszystkich dawniej pustych przestrzeniach powstają lodowe bloki.  Powoduje to, że po ustaniu roztopów, można prace rozpocząć od nowa, nawet wybierając rudę z miejsc, które poprzednio musiały pozostać nienaruszone jako podpory! Jeżeli nie uda się, lub rudę wybierze się do końca, trzeba szukać terenu złotonośnego na nową kopalnię.

Opowiada mi, że będąc tutaj w zimie, trzeba poczuć smak mrozu i śniegu. Organizują nawet dla „szalonych” turystów, ekstremalne, kilkudniowe rajdy na motorowych saniach, podczas których odwiedzane są osiedla Czukczów, wraz z uczestniczeniem w ich świętach i codziennym życiu.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Żydowski Okręg Autonomiczny

Przejście do poprzedniej relacji: Magadan

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Żydowski Okręg Autonomiczny, relacja z podróży.

Dodano: 08-07-2017

 

Żydowski Okręg Autonomiczny, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Żydowski Okręg Autonomiczny…, brzmi to równie dziwnie jak Niemiecki…, który znajduje się w części europejskiej Rosji… Po co powstały takie okręgi? Żeby odseparować ludność jakiegoś narodu, lub zatrzymać w jakichś granicach? To prawie nigdzie się nie udaje, chyba, że wywozi się ludzi w charakterze… niewolników do jakiegoś gułagu, w miejsce, gdzie „Bozia” zamyka oczy i nic nie mówi!

Okręg żydowski powstał na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku, kiedy władze radzieckie postanowiły zasiedlić te tereny własną ludnością żydowską. Był to jeden z planów polityki etnicznej Józefa Stalina, którego celem było przeciwdziałanie szerzącemu się w Związku Radzieckim ruchowi syjonistycznemu. Wielu Żydów zmuszono do migracji do Birobidżanu- stolicy okręgu. Mimo to, Żydzi w Żydowskim Obwodzie Autonomicznym nigdy nie stanowili nawet jednej trzeciej mieszkańców. Jak widać, niezbyt się to Stalinowi udało. Szerzej o Żydach w regionie opowiem później.

                      Gdzie to ogóle jest?

W dalekowschodniej Rosji, niedaleko Chabarowska, nad rzeką Amur w pobliżu granicy rosyjsko-chińskiej. Okręg jest niezbyt wielki- powierzchnia większego polskiego województwa z liczbą mieszkańców niespełna dwieście tysięcy. Klimat mają umiarkowany, chłodny. Zaznacza się wyraźnie wpływ monsunów. Występuje gęsta sieć cieków wodnych- największymi rzekami są Amur i Bira. Jak się podróżuje drogami, aż męczy zielony widok silnie zabagnionych, równinnych stepów, gdzie, aż się prosi uprawianie ziemi, po wykonaniu melioracji. Maleńkie przysiołki straszą rozwalającymi się chatami, a ziemię uprawia się tylko w ogródkach wokół domostw. Niewielkie laski bieleją pniami brzóz.

 

 

Do Birobidżanu można dojechać z Chabarowska autobusem, lub koleją transsyberyjską. Ponad dwustu kilometrową odległość, autobus pokonuje szybciej i jest tańszy. Jednak tak zwane marszrutki, czyli minibusy, ruszają w drogę dopiero wtedy kiedy się zapełnią pasażerami. Jeżdżą częściej i tylko ta alternatywa, pozwala znosić około godzinne oczekiwanie na odjazd. Droga pomiędzy Chabarowskiem i Birobidżanem sąsiaduje z torami kolei transsyberyjskiej- bajkalsko-amurskiej. Przyjechałem na placyk dworca autobusowego do Birobidżanu i od razu rzuca mi się w oczy piękna fontanna przed budynkiem dworca kolejowego. Początki Birobidżanu są związane właśnie z koleją- sięgają 1915 roku, kiedy powstała stacja kolejowa Birobidżan. Nazwa powstała od dwóch rzek Biry i Bidżan. Na placu przed dworcem wszystkie mamy fotografują swoje maluchy, na pomniku z wozem konnym rodziny żydowskiej. Scena, jakby żywcem wyjęta z musicalu „Skrzypek na dachu”. Przypomina mi się słynna aria, w której Reb Tewie  opowiada,  co by zrobił „gdyby był bogaty…” Nucąc ją pod nosem, idę na spacer w stronę centrum miasta.

 

 

Za parkiem z pomnikiem zwycięstwa skręcam w główna ulicę, i przystaję przed budynkiem z Gwiazdą Dawida, i menorami- siedmioramiennymi świecznikami żydowskimi na ogrodzeniu. Wszedłem i trafiłem na synagogę- świątynię żydowską. Opiekun synagogi pozwala mi wejść i  mimo tego, że oficjalnie wycieczek w tym dniu nie ma, jestem zapoznany z ceremoniałem żydowskim. Zapytałem

              – co oznacza trębacz na pomniku przed wejściem?

              – To szafar, który odzywa się dwa razy w roku w Święto Trąbki”…

W czasie modłów rozlega się dźwięk „szofaru” – rogu kozła lub barana, którego zakrzywienie ma przypominać, że człowiek powinien ugiąć się przed wolą Bożą. Róg przypomina też, że Abraham był gotów ofiarować swego syna, lecz z łaski Bożej w ofierze został złożony baran. Z Torry: „Ogłoś to synom Izraela: aby w pierwszym dniu siódmego miesiąca obchodzili uroczysty szabat…” Dęcie w szofar jest ustanowieniem „dnia sądu”, choć Żydzi normalnie rozumieją je jako wołanie do Boga o miłosierdzie.

Pokazuje mi „Torę” oraz opowiada o zwyczajach w czasie modłów: oddzieleniu kobiet do innego pomieszczenia, czytaniu Tory wtedy gdy na modlitwę przejdzie ponad dziesięciu mężczyzn… Ceremoniał odbywa się w poniedziałki, czwartki oraz w szabat, który trwa od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę.

Synagogę wybudowano za pieniądze rządu rosyjskiego w 2005 troku, a obecnie trwają jeszcze prace przy dodatkowym obiekcie, w którym będzie można się wykąpać… ostrzyc włosy. Po tych ablucjach, zwłaszcza w „Święto Trąbki”, idąc do synagogi należy ubrać się w odświętne nowe rzeczy. Kobiety stroją się w najcenniejszą biżuterię.

Już wychodząc nadszedł opiekun muzeum żydowskiego. Oczywiście zostałem tam zaproszony- gość z Polski, z tekstylnej Łodzi… Chyba nie przekonaliby mnie na przejście na Judaizm, ale obaj panowie w dość zabawny sposób opowiadają mi zwyczaje żydowskie. Na przykład o jarmułce (w języku hebrajskim kipa) nakryciu głowy noszonym przez Żydów, okrywające włosy i szczyt głowy. Noszenie jarmułki jest wymagane bezwzględnie podczas modlitwy i studiowania Tory… Pokazują, w jaki sposób Tora- żydowska święta księga, jest wykonywana.

Nie byłbym sobą gdybym nie zapytał,

              -Jak to było z tym okręgiem żydowskim faktycznie, patrząc ze strony żydowskiej, oraz ile Żydów w czasach współczesnych faktycznie tu zamieszkuje?

             – Napływ ludzi pochodzenia żydowskiego nastąpił w dwóch okresach: w  wyniku wspomnianej wcześniej akcji stalinowskiej, oraz w okresie po drugiej wojnie światowej. Podobno następowało to dobrowolnie- nie wiem ile w tym prawdy a ile propagandy, umieszczonej na ścianach muzeum… Żydzi mogli stąd wyjeżdżać, ale nie poza obręb Związku Radzieckiego. Dopiero w końcu lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, pierestrojka spowodowała, możliwość uzyskania paszportu…  Chyba tu leży prawda historyczna, gdyż nastąpił masowy exodus do Izraela oraz Stanów Zjednoczonych…

Obecnie, szacują swoją liczebność na niespełna dwa procent ludności obwodu, czyli wyjechało ponad dziewięćdziesiąt procent populacji. Wychodząc, opiekun muzeum żartuje, że on posiada rodzinę mieszaną- ożenił się z żydówką. Pyta mnie,

                – jak sądzisz, jakiej narodowości są moje dzieci?

Mimo, że wiedziałem, odpowiada,

                – Dla Rosjan są Rosjanami, ale dla Żydów-wprost przeciwnie, Żydami.

W Judaizmie obowiązuje bowiem, przenoszenie się obywatelstwa po kądzieli- o przynależności narodowej decyduje wyłącznie narodowość matki.

 

 

              Miasteczko Birobidżan, posiada nieco dalej przy tej samej ulicy również rosyjską cerkiew prawosławną. Widać, że ten przybytek religijny ma znacznie więcej wyznawców. Za plecami dużych domów urzędowych zobaczysz normalne budownictwo- znane nam również bloki.

 

 

Na ulicy najczęściej smakuje mi nie za słodki napój w kolorze jasno brązowym, noszącym nazwę kwas. Posiada smak pieczonego chleba, dobrze gasi pragnienie i długo utrzymuje niską temperaturę po schłodzeniu . Powstaje przez fermentację chleba i od szesnastego wieku jest napojem narodowym Rosji i Ukrainy. Najczęściej jest rozlewany w naczynia jednorazowe, z chłodzonych beczułek. Zakończyłem zwiedzanie na ulicy przybrzeżnej nad rzeką Birą. Patrząc na pomnik spiżowego dżentelmena na ławeczce, przemknęło mi, że może czas nieco przysiąść… jak on w przyjemnym miejscu. Pewnie nie założyłbym cylindra lecz kapelusz z rondem- a wszystko przynajmniej do czasu, aż przestaną dokuczać kolana.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Jakucja

Przejście do poprzedniej relacji: Czukotka

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Jakucja, Republika Sacha, relacja z podróży.

Dodano: 11-07-2017

 

Jakucja, Republika Sacha, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Azjatycką część Rosji nazywa się potocznie Syberią- to trudno wyobrażalne przestrzenie, miliony kilometrów kwadratowych tajgi, jezior, rzek, stepów, pustyni i tundry. To miejsce, gdzie jeszcze sto lat temu odkrywano góry a i obecnie są miejsca, gdzie nie stanęła ludzka stopa. Od wieków, Polakom Syberia kojarzyła się ze śniegiem, tajgą, katorgą i zesłaniem. Dla wielu pradziadków i dziadków stała się drugą ojczyzną, w której spędzili najlepsze lata… i życie. Katorga i zsyłka pozostawiły ślady i dla wielu Syberia stała się symbolem mąk i cierpienia.

Zwiedzam po kolei tę niedostępną krainę, samolotami, gdyż wizę dają tylko na miesiąc i musiałbym tutaj przyjeżdżać kilka razy. Jednym z hitów na mojej trasie jest tajemnicza Jakucja, znana bardziej z relacji zesłańców niż podróżników, leżąca nad ogromną rzeką Leną i gdzie znajdują się Góry Czerskiego. Geolog i badacz Syberii Jan Czerski, był rodakiem, zesłanym po Powstaniu Styczniowym i na jego cześć nazwano najwyższe pasmo gór Syberii ( ok.3000 m…). Jakucja, Republika Sacha – powierzchniowo zbliżona jest do Europy i zamieszkała przez niecały milion osób, z czego Jakuci stanowią połowę, a reszta to przede wszystkim Rosjanie. W Rosji uważa się Jakucję za kraj z silnymi mrozami, reniferami, złotem i diamentami. Jakucji przypada czwarta część światowej produkcji diamentów, których wydobycie jest najważniejsza gałęzią przemysłu. Kopalnie jakuckich diamentów są… niezwykłe- stosowali technologię odkrywania pokładów rud diamentowych za pomocą… podziemnych wybuchów atomowych. Największy diament tutaj wydobyty, jest wart tyle co cztery tysiące luksusowych samochodów Bugatti, lub kilka tysięcy mieszkań w centrum Moskwy.

Z powodu wiecznej zmarzliny, łatwiej tu znaleźć zamarzniętego mamuta, niż ziemię zdatną do uprawy. Kości mamuta nie są zbyt cenne- kieł mamuta w jednym ze sklepów jubilerskich Jakucka o długości ponad metr, jest wart nieco ponad milion rubli… (dwanaście tysięcy euro). Przed wyjazdem żartowano sobie ze mnie,

– uważaj, bo cię „wilki zjedzą”.

Jakuci, o rysach twarzy zbliżonych do mongolskich, żyją w skrajnie ciężkich warunkach klimatycznych, z temperaturami sięgającymi zimą minus sześćdziesięciu a latem plus czterdziestu stopni Celsjusza.

– Tak, amplituda temperatur sięga stu stopni- trudno to sobie nawet wyobrazić…

Są gościnni i sympatyczni, wierzą w szamanizm i… prawosławie. Rozmawiają dwoma językami urzędowymi, własnym i rosyjskim, ale nie wszyscy znają ten drugi. Zwiedzanie miasta rozpocząłem od kompleksu turystycznego „Czoczur Muran”- restauracja wzorowana na skansen. W pobliżu warta odwiedzenia jest galeria lodowa „Królestwo wiecznej zmarzliny”. Znajduje się w wiecznej zmarzlinie we wnętrzu wzgórza. Głównym pomieszczeniem dla zwiedzających jest korytarz z drewnianymi podestami i zamarzniętymi ścianami na głębokości dwunastu metrów. Panuje tam stała, całoroczna temperatura minus jedenaście stopni Celsjusza. Po wszystkich pomieszczeniach oprowadza przewodnik. Pomieszczenia bardziej przypominają ciemne korytarze z pustymi kartonami po kątach- godzinne zwiedzanie mnie  nie zachwyciło.

Najczęściej odwiedzanym miejscem w sobotę, było stare miasto z cerkwią prawosławną, oraz dwoma pomnikami związanymi z historią Republiki Sacha.

 

 

Przy cerkwi i pomnikach, pary młode masowo robią sobie sesje fotograficzne. W pobliżu cerkwi znajdują się także ulica i plac Lenina. To ścisłe centrum miasta jest takie, powiedziałbym monumentalne- miejscowi nazywają je „Chruszczowką”. Można w nim odwiedzić dwa ciekawe muzea: Mamuta oraz Historii i Kultury Ludów Północy.

W Jakucku budynki stawiane są na betonowych palach, na przykład budynek dziesięciopiętrowy  osadzany jest na dwudziestopięciometrowych słupach z czego tylko około metr długości wystaje ponad grunt. Reszt słupa jest uwięziona w ziemi, w zmarzlinie, która sięga sześciuset metrów w głąb ziemi. Jeżeli zobaczy się wioskową studnię i spojrzy w jej głąb, to już na dwóch, trzech metrach od powierzchni zobaczy się wieniec lodu, oznaczający początek warstwy zamarzniętej. Bloki mieszkalne a zwłaszcza te starsze, straszą wręcz brzydkimi łatami betonowymi, które ktoś przykleił na łączeniach betonowych płyt a potem posmarował to smołą- wyjątkowe paskudne rozwiązanie, również od strony technicznej!

 

 

Budynki starsze, niektóre przypominające kształtem długie baraki, potrafią być drewniane… i ledwo trzymające się kupy.

 

 

Zwiedzanie Jakucji było dla mnie wyjątkowo trudne logistycznie, wskutek ogromnych odległości. Najciekawszymi regionami są wsie / miejscowości: Ojmiakon (biegun zimna), Tiksi (delta Leny), Żigańsk (koło polarne) oraz tak zwane Leńskie Stołby (UNESCO).

Wieś Ojmiakon w Jakucji nazywana jest biegunem zimna. Takich wsi jak ta, w Jakucji jest dostatecznie dużo i charakterystyczną rzeczą, która odróżnia ją od pozostałych jest fakt, że Ojmiakon jest najzimniejszym miejscem na ziemi, stale zamieszkanym przez ludzi. Kłopot w tym, że w lecie tam nie można dojechać drogami.

– Nie ma dróg?

– Ano nie ma, bo na zmarzlinie bardzo trudno się buduje. Kiedy powierzchnia gruntu odmarznie, wszystko się zapada, zamienia w bagno i błoto, o ile nie ma twardego, skalnego podłoża. Dlatego Jakucja ma dróg niewiele a te , które istnieją, są w stanie ledwo nadającym się do jazdy, wskutek przełomów.

– Mieszka w nim około tysiąca ludzi w niskich chatach z drewnianych bali, które wokół obkładają drewnem przeznaczonym do spalenia.

Podobnie jest z Żigańskiem i Tiksi, ale tutaj dodatkowo istnieje połączenie statkiem po rzece Lenie. Do wszystkich wsi, oczywiście można dolecieć samolotami, ale… nie we wszystkie dni. Po analizie możliwości transportowych i czasu na zwiedzanie, wybrałem  Leńskie Stołby oraz Żigańsk.

Zainteresowanych szczegółami informuję, że całość opisałem w informacjach praktycznych.

Na Stołby w kierunku południowym od Jakucka, pojechałem ze współpracownikiem hotelu, jego prywatnym samochodem wraz z jego synami. Po drodze plotkujemy i stąd pochodzi większość moich informacji szczegółowych. Zachar urodził się w Tiksi, daleko na północy w delcie Leny. Jego dwójka synów Dżulus (9 lat) i Ajsien (lat 4) są ostatnimi z siedmiorga przychówku, który pozostał w domu rodzinnym. Po drodze zatrzymujemy się w miejscu pochodzenia ostatniego cara jakuckiego Tygyn Darchana- zginął w czasie walk z kozakami rosyjskimi. A potem odwiedzamy kilka wiosek po drodze, bardziej i mniej zadbanych i wszystkie bez utwardzonej nawierzchni na drogach.

 

 

Jakucja jest krainą koni. Kiedyś w czasach Dżingis Chana, Jakuci byli cennymi sprzymierzeńcami z powodu umiejętności wytwarzania stali na groty strzał i do broni, oraz właśnie hodowli konnych. W dużej wiosce udało mi się wejść na jedno z podwórek. Gospodarz pokazał mi swoją lodówkę- niską chatę wykonaną z grubych bali, w podłodze której za dwoma warstwami izolowanymi znajdował się otwór, sięgający wiecznej zmarzliny i  lodu- trzymali tam środki spożywcze.

              – No i  po co im lodówka?

– Chyba, że do ogrzania!!!- Tak, nie żartuję, mróz w zimie mają siarczysty, czterdzieści i więcej na minusie… a w lodówce jest „zero”!!!

To dowcip, który usłyszałem wcześniej u Czukczów.

 

 

Szedłem pieszo przez wioskę z kamerą i wzbudziłem sensację. Niektórzy podchodzą i zagadują:

– a skąd, – a gdzie jadę, – a co to jest to na piersi (kamera z mini statywem) i tak dalej. Opowiadają o swoim życiu, dobrych traktorach białoruskich, koniach…

              – A czemu ich nie pilnujecie, chodzą samopas przy drogach?

– A po co, przecież tu sami swoi i jeżdżą ostrożnie w pobliżu zwierząt.

 Zachar, jeden z gospodarzy oprowadził mnie po swoim obejściu, pokazał wszystko szczegółowo, nawet z mini kuźnią w ogródku, na której jeszcze niedawno sam wykuwał noże (obecnie kupuje w sklepie). Na  zdjęciach traktorzysta i Zachar.

 

 

Aby dojechać do Bułuus na nigdy nie zamarzający lodowiec, trzeba przeprawić się promem przez rzekę Lenę- prom płynie  trzydzieści minut, tak na oko, rzeka jest szeroka na około trzy kilometry. Cena za przewóz samochodu wynosi równowartość około ośmiu euro, do tego półtora za pasażera. Po wschodniej stronie rzeki jedziemy po dobrej drodze- właśnie robią remont kapitalny. Sam Bułuus jest zasilany podziemną rzeczką, wypływającą ze zmarzliny. Woda jest smaczna i każdy, który przyjeżdża, posiada plastykowe pojemniki na wodę.  Pospacerowaliśmy po lodzie- uciecha dla dzieciaków Gawriła, zrobiliśmy sobie piknik obiadowy i … trafiam na rodaczkę. Sprzedawczyni ręcznie robionych pamiątek, po wypytaniu mnie, mówi o swoich polskich korzeniach.

              – Nie to, żebym czuła się Polką. Po prostu wiem, że jeden z pra-pra-dziadków był polskim zesłańcem (dziewiętnasty wiek).

Opisuje mi dwa ze swoich kłów, ozdób do zawieszenia na szyi, jako wykonane z … kości mamuta. Cena… około dwadzieścia euro- to nie była skamielina, tylko kość mamucia.

-Boże, ile to… tysięcy, czy milionów lat? – Mówią, że w jakuckich wiecznych lodach, kości tych prehistorycznych stworów przetrwały w dużych ilościach.

Gawrił znalazł stoisk z kumysem- byyrpachem czyli sfermentowanym mlekiem. Normalnie jest z kobylego mleka, ten wykonano z krowiego. Okazał się słodkawy z ledwo wyczuwalną zawartością alkoholu.  

 

 

Trzeba było z powrotem przepłynąć Lenę aby pojechać dalej. Nawiasem mówiąc, na tej rzece NIE MA ani jednego mostu.  Przez kolejne ponad osiemdziesiąt kilometrów  jedziemy przez tajgę z rzadka tylko urozmaicaną wioskami. Droga z resztkami asfaltu zniknęła i dobrze, bo można jechać nawet nieco szybciej- czterdzieści do pięćdziesiąt kilometrów na godzinę- mniej trzęsie, ale za to w ogromnych tumanach kurzu.

 

 

Na jednym z postojów Gawrił z synami idzie w bok i pokazuje mi szamańskie miejsce modlitwy do lokalnych bogów. Jakuci zostawiają na przyozdobionej kolorowymi szmatkami stercie kamieni, drobne placki, pieniążki czy papierosy. Dotykają słupa i po cichu modlą się.

Jedziemy i jedziemy- w końcu zrobił się wieczór- tylko na zegarku, ponieważ z początku lipca Jakucja jest nadal w okresie białych nocy. Na sto pięćdziesiątym czwartym   kilometrze od Jakucka skręcamy w stronę Leny  do Tur Bazy, by zjechać po niezwykle stromym i wyboistym zboczu nad rzekę. Pytamy o nocleg- w Tur Bazie nie mają – przyjęli wycieczkę. Podpowiadają, jedźcie na drugą stronę do Anji. I tutaj spotkało mnie niezwykle miłe zdarzenie. Właścicielka nowobudowanej bazy turystycznej, pomimo tego, ze właśnie wyjeżdża, przyjęła mnie (Polaka) za darmo. Nawet przyniosła w wiadrze pozostałości wyżywienia grupy, która wcześniej przed nami wyjechała, i mówi

              – Pawieł, Pasza, macie to za darmo, nie przyjmę żadnych pieniędzy. A rano mój opiekun terenu zrobi wam śniadanie. Jeszcze zadzwoniła do kolegi, który jutro łodzią wypływa na Leńskie Stołby. Mamy dodatkowo ulgową cenę.

– Co było robić?

– Anjiu, jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję.

Noc upłynęła szybko po kilku  drinkach i o jedenastej następnego dnia, dopłynęliśmy do Stołbów. To Park Narodowy z pięknymi, wysokimi ostańcami skalnymi na wschodnim brzegu rzeki. Spacerem po wytyczonej ścieżce trzeba tuptać w górę około dwa kilometry, i nie trzeba być zdziwionym ostrzeżeniami „uwaga dzikie zwierzęta- niedźwiedzie”.

 

 

Dotarłem na szczyt i za bardzo nie psioczyłem, na swoje kolana, czy spocony grzbiet. Wszystko rekompensowały widoki na skały z góry, oraz widoki na ogromną, szeroko rozlaną Lenę.

 

 

              Nie chcę się rozpisywać, więc z kronikarskiego obowiązku odnotowuje tylko, że mój sfatygowany, kilkakrotnie naprawiany kapelusz, wybrał wolność w lodowatych wodach oceanu- poszybował w dal w porywie wiatru w kierunku północnym. Wieczorem, dotarłem do hotelu w Jakucku a następnego dnia odleciałem do Żigańska. Wieś znajduje się na kole polarnym w środkowej części Jakucji, oraz w rejonie tundry. Zamieszkuje ją nieco ponad cztery tysiące mieszkańców… i jest taka, jak wcześniej oglądane prawie wszystkie pozostałe. Z uwagi na to, że moim celem nie było wędkowanie, czy polowanie na inne stwory, a dodatkowo zaczęło siąpić, więc z radością przyjąłem czas powrotu do miasta Jakucka.

 

 

Niżej pokazuję mapkę z dotychczasową trasą zwiedzania dalekiej Rosji.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Czyta

Przejście do poprzedniej relacji: Birobidżan

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Czyta, Kraj Zabajkalski, relacja z podróży.

Dodano: 12-07-2017

 

Czyta, Kraj Zabajkalski, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Na mapie, Kraju Zabajkalskiego należy szukać w południowo- wschodniej Azji. Graniczy na północy z Jakucją, na wschodzie z Chinami, na południu z Mongolią, no i od naszej strony znajduje się Buriacja oraz Bajkał. Od ponad stu lat o znaczeniu kraju przesądza linia główna kolei transsyberyjskiej oraz kolej Bajkalsko-Amurska na północy kraju. Kraj- ciekawa nazwa dla odpowiednika województwa, posiada powierzchnię większą o ponad trzydzieści procent od  naszego kraju, lecz tylko nieco ponad milion mieszkańców, głównie Rosjan. Jedna trzecia ogółu zamieszkuje w stolicy Czycie.

Historycznie, na tereny Kraju Zabajkalskiego w połowie siedemnastego wieku przybyli Kozacy, i rozpoczęli osadnictwo, mające na celu wzmocnienie granicy Rosji. Od 1824 roku było to miejsce zesłania dekabrystów.

Zwiedzenie miasta zajęło mi pół dnia. Rejon dworca kolejowego w Czycie jest- moim zdaniem- najciekawszy, zwłaszcza, że naprzeciw niego znajduje się wspaniały, prawosławny sobór katedralny Kazańskiej Ikony Matki Bożej.

 

 

              Podróżując po miastach dalekiej Rosji, chyba można na pamięć przyjąć, że główna ulica i centralny plac z pomnikiem będzie nosił imię wodza Rewolucji Październikowej. Nie  inaczej jest w Czycie. Przy Lenina znajdziesz najważniejsze dla miasta budowle… Ja sfotografowałem okazały Dom Oficerów.

 

 

Ciekawy jest drewniany, stary budynek poczty a fasadami wyróżnia się Dworzec Szumowych…

 

 

W mieście w ciekawy sposób łączy się nowe budownictwo ze starymi, drewnianymi domostwami. Nie niszczą jak leci, podczas budowania nowego, lecz zostawiają do późniejszego wykorzystania. Kilka razy na przedmieściach widziałem stare chaty z oryginalnymi okiennicami, obecnie nie używane, lecz zabezpieczone przed zniszczeniem. Problemem regionu również jest postępujące zmniejszanie się populacji.

A mnie cały czas smakuje kwas- zamawiając pół litra napitku przy stoisku z beczułkami, przeszkodziłem sprzedawczyni w robótkach na drutach. Czasem popijam nim kebab, lub któryś rodzaj rosyjskich, nadziewanych ciast czy pierożków.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Gorno- Ałtajsk

Przejście do poprzedniej relacji: Jakucja

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Gorno- Ałtajsk, Republika Ałtaju, relacja z podróży.

Dodano: 12-07-2017

 

Gorno- Ałtajsk, Republika Ałtaju, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Republika Ałtaju leży w południowo- zachodniej  Syberii i graniczy z Chinami, Mongolią oraz Kazachstanem. Jak na warunki syberyjskie jest niewielkim górzystym krajem, posiadającym niespełna sto tysięcy kilometrów kwadratowych i około dwieście tysięcy mieszkańców. Wysokie grzbiety gór Ałtaj, są poprzecinane głębokimi dolinami rzecznymi, rzadko szerokimi kotlinami górskimi. Najwyższa góra republiki – Biełucha (ałtajski: Kadyn-Baży), której wysokość wynosi ponad cztery i pół tysiąca metrów…, jest jednocześnie najwyższym szczytem Syberii. Kontynentalny klimat Ałtaju charakteryzuje się krótkim, gorącym latem i długą, mroźną zimą.

Stolicą Republiki Ałtaju, jest nieco ponad pięćdziesięciotysięczny Gorno- Ałtajsk. Przyleciałem do niego z Nowosybirska. Przygotowując się do wyprawy, nie znalazłem w przewodnikach rosyjskich zbyt wiele informacji o Republice Ałtaju. Zwykle tak jest, gdy rejon jest niezbyt ciekawy turystycznie. Trudno mi powiedzieć, jak jest naprawdę, gdyż postanowiłem ograniczyć zwiedzanie do stolicy i jej najbliższej okolicy. Już w samolocie dwóch rodowitych Ałtajczyków mówi mi, że stolica jest… bee… i nie ma tam po co… Wspominali mi o znajdującej się w pobliżu miejscowości w górach, z kolejką na punkt widokowy. Postanowiłem jednak najpierw pojechać do Gorno- Ałtajska, zameldować się w gostinicy- rosyjska nazwa hotelu- sprawdzić co z jazdą dalej i dopiero potem wybrać się  taksówką poza stolicę (około 50 kilometrów). Miałem rację, ponieważ wspomniana kolejka jest remontowana i nie kursuje. Postanowiłem wobec tego, ograniczyć pobyt i następnego dnia odjechać do Barnauł, stolicy Kraju Ałtajskiego.

– Ciekawe nazwy, prawda?- Republika Ałtaju i Kraj Ałtajski!

Zwiedzanie miasta rozpocząłem od centrum miasta. W pobliżu swojego hoteliku, którym okazało  się mieszkanie w bloku, całkowicie oddane do mojej dyspozycji, znajduje się bazar „kołchoźniczy”- owoce, warzywa i mięsiwa. Ceny wędlin wydały mi się znacznie wyższe od polskich… Z drugiej strony w niewielkim parku trafiam na budynek rządowy z fontanną, w której uwielbiają, w skwarze południa baraszkować dzieciaki z mamami na spacerze. Obok znajduje się pomnik ze zdjęciami obywateli republiki, ważnymi dla kraju ze względu na swój „trud…”. Ja zwróciłem bardziej uwagę na symbole kraju z opisem dziejów- obok dwugłowego rosyjskiego orła znajduje się skrzydlaty gryf- symbol Ałtaju.

 

 

Dalej było…, to co zwykle we wszystkich stolicach dotychczas zwiedzanych.

              – sam sobie nazwij, co też to jest! Na pewno wiesz, chociażby z poprzednich relacji!

Główne ulice nazywają się Komunisticzeskaja i Lenina, oraz oczywiście plac z wodzem… Dwie przecznice  dalej odnalazłem muzeum republiki. W dużym budynku ładnie wyeksponowano dzieje, historię, faunę  i forę, oraz niewielką wystawę sztuki współczesnej. Tereny obecnego Ałtaju sięgają historycznie do szóstego wieku naszej ery. W przeszłości rządzili tutaj: Turcy, Ujgurowie, Kirgizi. Od trzynastego wieku weszli w skład imperium mongolskiego Dżyngis-chana, a od wieku osiemnastego stali się rejonem kolonizacji rosyjskiej.

Większość populacji republiki wyznaje prawosławie. Religią rdzennych mieszkańców – Ałtajczyków, do końca dziewiętnastego wieku był szamanizm, później burchanizm, stanowiący połączenie buddyzmu z szamanizmem. Kilka procent populacji- Kazachowie, wyznaje islam. Muzeum eksponuje bardzo ciekawe stroje, sprzęt i zwyczaje szamańskie.

– Z czego żyją współcześni Ałtajowie?

Z prawy zbóż oraz hodowli bydła, kóz, owiec i jaków, oczywiście poza pracą w zakładach przemysłowych…. Wśród dzieł sztuki zastanowił mnie obraz człowieka rozstrzeliwanego od tyłu… Autor, nazwał go „strzałem w przyszłość”(???). Mnie osobiście, kojarzy się z zupełnie czymś przeciwnym.

 

 

Zaprzyjaźnionego sprzedawcę, zapytałem

              – ile się tutaj zarabia za miesiąc pracy?

              – Dobra pensją jest piętnaście tysięcy rubli (około dwieście parę euro).

Miasto leży pośród pagórków typu nasze Beskidy. Można w nim doszukać się nowoczesnych budynków, starych i nowych bloków mieszkalnych,  a na przedmieściach ładnych, starych, drewnianych chat z pięknymi okiennicami.

 

 

Przejście do następnej relacji: Barnauł

Przejście do poprzedniej relacji: Czyta

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Barnauł, Kraj Ałtajski, relacja z podróży.

Dodano: 13-07-2017

 

Barnauł, Kraj Ałtajski, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Kraj położony jest w południowej Syberii i graniczy z Kazachstanem- wielkość około połowy Polski oraz zamieszkuje go dwa i pół miliona mieszkańców. W odróżnieniu od sąsiadującej republiki Ałtaju jest krajem bardziej równinnym, gdzie z okien zobaczy się, że uprawiają trochę rolniczo ziemię. Do stolicy, siedemset tysięcznego Barnauł, dotarłem autobusem z Gorno- Ałtajska po prawie pięciu godzinach jazdy. Leży nad Ob., kolejną, potężną rzeką syberyjską. Miejscowość założona została w 1738 roku, jako forteca rosyjska chroniąca przed koczownikami, istniejącą tutaj kopalnię srebra. Na niewielkie wzgórze nad brzegiem rzeki można się wdrapać długimi schodami i z terenu dawnej twierdzy podziwiać panoramę miasta. Poruszałem się po centrum miasta trolejbusem, tramwajem i autobusami.

 

 

W strefie nadbrzeżnej znajduje się ładna  świątynia prawosławna. Policz ile ma krzyży na dachu…

 

 

Barnauł, jako jedyne miasto ze wszystkich dotychczas zwiedzonych, notuje wzrost liczby mieszkańców. Może powodem są miejsca pracy, gdyż jest to ośrodek handlowy i przemysłowy Ałtaju- przemysł maszynowy i elektrotechniczny. Nad Obem dotarłem do portu rzecznego, z którego co kilka minut reklamowano wycieczki po rzece, jednak nie pojechałem, gdyż „tiepłochod” rusza, gdy zbierze się dwudziestu pasażerów- ja byłem drugim… Podziwiałem jeszcze stare  domostwa, które w każdym regionie mają nieco inne rzeźbienia na okiennicach… a potem wsiadłem w tramwaj w kierunku hotelu. Deszczowa aura zniechęcała do dłuższego „smerfowania: po mieście. Najzabawniejsza sytuacja spotkała mnie w pobliżu placu Lenina- a jakże by go mogło nie być? Ale do rzeczy. W reprezentacyjnej kawiarni o nazwie „Traveler’s Cafe” zamówiłem po angielsku kawę z mlekiem, i… nikt mnie nie zrozumiał! Jak widać, podróżując po dalekiej Rosji, lepiej przyswoić sobie podstawowy zestaw słów rosyjskich.

 

 

Niżej zamieściłem mapkę całej trasy od Władywostoku do Barnauł.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Kemerowo

Przejście do poprzedniej relacji: Gorno- Ałtajsk

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Kemerowo, kraina górników, relacja z podróży.

Dodano: 15-07-2017

 

Kemerowo, kraina górników, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Kemerowo jest stolicą obwodu o tej samej nazwie. Leży w rejonie Ałtaju nad rzeką Tom w południowej Syberii. Powstało około sto lat temu i liczy obecnie nieco ponad pięćset tysięcy mieszkańców, a cały obwód niespełna trzy miliony. Jest dużym ośrodkiem Kuźnieckiego Zagłębia Węglowego z rozwiniętym przemysłem wydobywczym węgla kamiennego, maszynowym…, włókienniczym i spożywczym. To tak, jakby przyjechać na Górny Śląsk w rejon naszych Katowic czy Chorzowa.

W czasach Związku radzieckiego niestety był rejonem zesłań i obozów pracy, między innymi dla Polaków– Kemerowożyłstroj oraz ITŁ. Rodaków w obwodzie kemerowskim było w roku 1959 – 3894 osoby, później ta liczba malała, by w roku 2010 osiągnąć 750 osób. Do obecnych danych nie dotarłem.

Jadąc autobusem z Nowosybirska, po raz pierwszy na mojej trasie po najdalszej Rosji widzę na większą skalę  uprawy rolnicze. To prawie monokultura upraw, gdyż od drogi po linię drzew w oddali, i na długości nawet kilometrów, posiano jeden rodzaj zboża. Praktycznie w ogóle nie widzę upraw ziemniaczanych, a jeżeli są to niewielkie.

Kemerowo jako miasto, od razy na początku mi się nie spodobało a później to odczucie tylko się pogłębiało. Miałem kłopoty z zakwaterowaniem- albo byle co, albo kosmiczne ceny. Tak prawdę mówiąc, nie za bardzo jest tutaj co oglądać, oczywiście poza muzeami, spektaklami kulturalnymi i temu podobnymi. Ja przyjechałem na jednodniową wycieczkę i dobrze zrobiłem- jej nie przedłużając. To moje pogłębiające  się w miarę zwiedzania, wyżej wspomniane odczucie… było spowodowane tym, że czułem się w Kemerowo, jak na naszym Śląsku w czasach najgłębszego socjalizmu. Urodziłem się tam i wspomnienia  posiadam własne. Tutaj dochodzi jeszcze rosyjska bylejakość, na przykład w budownictwie. Mój hostel znajduje się na piątej kondygnacji i dojść do niego muszę po schodach w starym bloku. Jeszcze takiego technicznego „dziadostwa” budowlanego nie widziałem. Schody zbudowano przed laty ze stopniami pod różnymi kątami, o różnej wysokości od kilku centymetrów do około  dwudziestu pięciu, szerokość stopni raz jest normalna  a za chwilę o połowę mniejsza. Gdyby mnie ktoś polecił, oddać to do użytku, kazałbym to… wyburzyć, jako zagrażające życiu użytkowników. Oczywiście, nie dotyczą te złośliwości współczesnego budownictwa w mieście, które nie odbiega od europejskich standardów. Ale dość wybrzydzania…

Dworzec kolejowy jako ozdobę posiada stary parowóz. Ulice w centrum specjalnie nie odbiegają od wyglądu innych miast, które tam czasem nazywali „Chruszczowką”. W Kemerowo, dodatkowo tym przezwiskiem nazywane są klitki mieszkalne w betonowych blokach. Kiedyś  i nas takie budowano, aby jak najwięcej oddać mieszkań, kosztem komfortu i standardu życia mieszkańców.

 

 

Przy centralnym placu na jednym z najważniejszych budynków, z okazji dnia Górnika reklamowane jest siedemdziesięciolecie górnictwa w zagłębiu kuźnieckim.

 

 

By nie wypaść z czasów młodości, zauważam od razu, że jak są górnicy to również i metalowcy. W Teatrze Muzycznym Kuzbassu właśnie odbywają się uroczystości z okazji Dnia Metalowca. Spaceruję dalej i widzę…- byle tylko te czasy u nas nie wróciły w jakiejkolwiek postaci, że odnowione, odmalowane są w mieście tylko te budynki przy ulicy. Gdy się zajrzy w drugi szereg domostw, blokowisk, zobaczy się, jak jest naprawdę- ledwo zakryte farbą odpadające tynki… Wolałem wrócić do hotelu i nazajutrz odjechać do stolicy Syberii.

 

 

Przejście do następnej relacji: Republiki: Tuwy i Chakasji

Przejście do poprzedniej relacji: Barnauł

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Republiki: Tuwy oraz Chakasji, relacja z podróży.

Dodano: 17-07-2017

 

Republiki: Tuwy oraz Chakasji, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Kyzył, Republika Tuwy.

 

Granicząca z Mongolią Tuwa, jest autonomiczną republiką w azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej. Obejmuje pagórkowate wyżyny i kotliny, otoczone wysokimi łańcuchami górskimi- między innymi Ałtaju, o  powierzchni około połowy Polski, ale tylko z trzystoma tysiącami mieszkańców. Republikę Tuwy zamieszkują głównie Tuwińcy- ponad osiemdziesiąt procent i Rosjanie- około szesnastu procent. Następuje szybki wzrost procentowego udziału Tuwińców. Jest to jedna z kilku republik autonomicznych Rosji o przewadze rdzennej ludności, nad ludnością rosyjską i rosyjskojęzyczną. Poza stolicą Kyzył, język tuwiński jest w powszechnym użyciu a ludność słabo włada językiem rosyjskim.

 Klimat mają kontynentalny, chłodny. Przez republikę przepływa rzeka Jenisej. Spotka się w Tuwie stepy, w górach iglastą tajgę oraz tundrę. Żyją z rolnictwa- pszenica, owies, rośliny strączkowe i warzywa, oraz z hodowli. Ważną rolę odgrywa też myślistwo. Wydobywają węgiel kamienny, sól, azbest i kobalt. Tradycyjnym sposobem życia Tuwińców jest koczownicza hodowla koni, wielbłądów i bydła domowego, co jest charakterystyczne dla tej części Azji, ale również reniferów, co jest niespotykane tak daleko na południu. Wciąż – szczególnie w południowej i wschodniej części kraju – funkcjonują kołchozy, zajmujące się koczowniczym sposobem hodowli, a poszczególne brygady rozbijają jurty na letnich pastwiskach.

Historycznie Tuwińcy byli ludem zależnym od wielkich ówczesnych czasów, zwłaszcza Chin, Czyngis- chana, Kirgizów, Mongołów, by ostatecznie, dobrowolnie w tysiąc dziewięćset dwunastym roku  przyłączyć się do Rosji. Na prośbę tuwińskich książąt, wkroczyły na ich teren wojska rosyjskie współdziałające z licznymi na tym obszarze osadnikami rosyjskimi, co doprowadziło do ostatecznego oddzielenia Tuwy od Mongolii- i powstania Kraju Urianchajskiego- później Tuwy.

Do ponad stutysięcznej stolicy Tuwy, Kyzył, przyleciałem mini samolotem Nord Star z Nowosybirska. Lotnisko od centrum dzieli kilka kilometrów, więc dojeżdżają do niego mikrobusy i nie ma bardziej kosztownego transportu taksówkami. Miasto jest dość duże, ale jakieś takie…  nijakie- mało ciekawe. Po kilkugodzinnym zwiedzaniu centrum miasta, zrezygnowałem z noclegu w Kyzył i postanowiłem, jeszcze w nocy ruszyć do Republiki Chakasji. Ale po kolei.

Miasto Kyzył znajduje się w geograficznym centrum Azji i łączą się tu, tworząc główny nurt Jeniseju, dwa jego dopływy: Wielki Jenisej i Mały Jenisej. Niedaleko miejsca połączenia obu rzek nad brzegiem stoi obelisk wskazujący środek Azji, z napisami po: tuwińsku, rosyjsku i angielsku.

 

 

Pomnik Centrum Azji jest ulubionym miejscem fotografowania się młodych par- nie przeszkadzał im nawet mały deszczyk. Jak spojrzysz na rysy twarzy mieszkańców Tuwy, zauważysz – powiedziałbym w zdecydowanej większości… cechy charakterystyczne dla Mongołów i Chińczyków.

 

 

 W mieście, jurty- typu mongolskiego są używane w charakterze sklepików i restauracyjek. Dwie większe jurty ustawiono przed muzeum narodowym. Chętnie bym je zwiedził, lecz było nieczynne, wskutek odbywania się festiwalu muzycznego a w dniu następnym- poniedziałek- wszystkie muzea w Rosji są nieczynne. Cóż, wtedy zdecydowałem o nocnej podróży do Chakasji. Po drodze na dworzec autobusowy, przeszedłem skrajem miasta wśród normalnych domów podmiejskich, czyli po prostu drewnianych chat.

 

 

Abakan, Republika Chakasji.

Chakasja pod względem przemysłowym jest krajem bardzo podobnym do wcześniejszego. Jest nieco mniejszy i zamieszkany przez pół miliona Rosjan i Chakasów. Około jedenastoprocentową mniejszość chakaska wywołuje obawy o ich przyszłość. Język chakaski odgrywa w republice wyraźnie drugorzędną rolę, nie wytrzymując silnej konkurencji ze strony języka rosyjskiego.

Chakasja jest również krajem wyżynnym ale bardziej płaskim. Uprawiają  zwłaszcza pszenicę a chów zwierząt nastawiony jest na przemysł mleczarski. Równocześnie prowadzi się wydobycie węgla  oraz rozwinięty jest przerób drewna…

Również uwarunkowania historyczne obu krajów są podobne. Faktyczną kontrolę nad Chakasją Rosja przejęła dopiero w połowie osiemnastego wieku, kiedy zaczęła tam rozmieszczać garnizony kozackie. Miały one stanowić obronę przed Chinami… Republika Chakasji istnieje od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego roku i posiada status jednego z podmiotów Federacji Rosyjskiej.

Stolica kraju leży u ujścia rzeki Abakan do Jeniseju. Nazywa się podobnie jak rzeka i zamieszkuje ją jedna trzecia populacji kraju. Abakan to typowe miasto przemysłowe bez spektakularnych zabytków. Jest miastem zielonym w centrum, oraz na nabrzeżach szeroko rozlanego Jeniseju. Uroku dodaje brak typowych, „paskudnych” blokowisk z wielkiej płyty. Wysokie domy mieszkalne zajmują obrzeża. Wśród nich błyszczy złoceniami kopuł, nowo wybudowany Sobór Przemienienia Pańskiego.

 

 

Miasto powstało niespełna dziewięćdziesiąt lat temu, w związku z rozwojem spowodowanym uruchomieniem linii kolejowej. Zabytkowa, osiemnasto- wieczna zabudowa śródmiejska kilka razy mobilizowała mnie do wyciągania sprzętu fotograficznego. Port rzeczny na Jeniseju umożliwia komunikację rzeką w  górę i dół. Myślę, że w tej podróży zobaczę Jenisej jeszcze raz- ale o tym w kolejnej relacji.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Krasnojarsk

Przejście do poprzedniej relacji:Kemerowo

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Krasnojarsk, relacja z podróży

Dodano: 19-07-2017

 

Krasnojarsk, Kraj Krasnojarski, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Pod względem wielkości jest drugi po Jakucji- siedem razy większy od Polski, ale ma tylko niespełna trzy miliony mieszkańców. Znajduje się w środkowej Syberii oraz nad morzami: Karskim i Łaptiewów. Na terytorium kraju, w okolicach jeziora Wiwi znajduje się geograficzny środek Rosji. Rejony południowe i środkowe gdzie mieszka większość ludności, leżą w strefie klimatu kontynentalnego, natomiast północne to klimat subpolarnego i polarny. Większość kraju leży za granicą wiecznej zmarzliny. Przeważają tundra i tajga.

Głównym miastem i stolicą jest milionowy Krasnojarsk. Przepływa przez niego Jenisej Rzeka ma długość prawie trzy i pół tysiąca kilometrów i dorównuje niemalże najdłuższej rzece Europy- Wołdze. Płynie w wielu miejscach szerokimi dolinami, które w dolnym biegu sięgają dwudziestu kilometrów.

Szybki rozwój Krasnojarska nastąpił po zbudowaniu Kolei Transsyberyjskiej. Do rewolucji w tysiąc dziewięćset siedemnastym roku miasto stanowiło miejsce licznych zsyłek. Do niedawna było całkowicie zamknięte dla obcokrajowców, ze względu na rozwinięty przemysł militarny i atomowy. Do dziś niektóre obszary poza miastem są niedostępne.

Początkowo w swoim planie obecnej podróży nie uwzględniłem pobytu w Krasnojarsku, gdyż już w nim przed laty postawiłem stopę- na dworcu, w czasie podróży do Irkucka. Jednak wygospodarowałem dwa dni, dzięki sprawnemu zwiedzeniu krajów w okolicy Nowosybirska. Znalazłem dodatkowy przelot samolotowy a powrót zaplanowałem koleją transsyberyjską- prawie bezpośrednio na lotnisko- w dniu wylotu powrotnego. Udało mi się i jestem… na dworcu, gdyż obok niego mam zarezerwowany pokoik w hoteliku. Miasto w centrum posiada prawie wszystkie najciekawsze miejsca przy trzech ulicach: Mira, Lenina i Karola Marksa. Przyjechałem autobusem do hoteliku po Lenina, więc rozpocząłem spacer po sąsiedniej- Mira. Jej początek wyznaczają dwa piki wież na rogowych budynkach, a potem to co wszędzie: monumentalne budynki, gdzieniegdzie nazywane „chruszczowkami”, Plac Rewolucji z pomnikiem…

 

 

W tym na wskroś przemysłowym, choć dość zadbanym mieście zachowało się wiele zabytków. Warto zobaczyć sobór Pokrowskij będący pięknym, choć typowym przykładem syberyjskiego baroku. Neogotycki kościół katolicki jest pamiątką po polskich zesłańcach. Obecnie msze odbywają się pomiędzy koncertami, ponieważ wierni dzielą swoją świątynię z filharmonią! Można by wiele budynków tutaj wymienić, okazałych frontonów teatrów, budynków rządowych i temu podobnych. Symbolem miasta jest malutka, położona na wzniesieniu kapliczka.

Warto w Krasnojarsku odwiedzić wystawę obrazów, urodzonego w Krasnojarsku znanego rosyjskiego malarza, Wasilija Surikowa. Jeżeli przybyłoby się tutaj na dłużej, warto wybrać się do znajdującej się w pobliżu miasta hydroelektrowni w Diwnogorsku, z zaporą mierzącą ponad kilometr szerokości.

Wybrałem się w dniu następnym na wycieczkę ,do jedynej dostępnej w ciągu jednego dnia atrakcji turystycznej- do Parku Narodowego Stołby. Autobusem a potem kolejką linową wjechałem na pobliskie wzgórze. Stamtąd do Stołbów jest siedem kilometrów pieszo przez przyjemny las sosnowo- brzozowy. Park chroni ciekawe formacje- około osiemdziesiąt skał granitowych o czerwonawym odcieniu, mających do stu metrów wysokości. Doszedłem do punktu widokowego i… zawróciłem z powrotem- oszczędzam kolana.

 

 

Po  drodze mogłem podziwiać potężny, niemalże kilometrowy most na Jeniseju oraz samą rzekę. Zatrzymałem się w Parku Centralnym, którego skraj dochodzi do rozlewiska Jeniseju. Przy amorku na metalowym drzewku, chyba wszyscy odwiedzający wyciągają telefony, aby ustrzelić fotkę znajomej lub brzegowi rzeki. Warto zajrzeć do restauracyjek w pobliżu- mnie skusiło grillowane mięsiwo z muzyką na żywo w tle..

 

 

Krasnojarsk posiada poza autobusowymi dwa ważne dworce: kolejowy i rzeczny. Rzeczny jest stacją początkową rejsów Jenisejem w kierunku Morza Arktycznego. Z Krasnojarska można się wybrać statkiem w górę Jeniseju, do Dudinki, Igarki, Jenisejska. Statki odpływają kilka razy na tydzień, rejs trwa cztery dni w jedną stronę oraz siedem dni tam i z powrotem. Natomiast kolejowy to jedna z największych stacji Kolei Transsyberyjskiej- posiada bardzo liczne połączenia z innymi miastami. Ja skorzystałem z tego, które łączy go z Nowosybirskiem. Jadę w kierunku zachodnim przez dwanaście godzin.

 

 

Przejście do następnej relacji: Nowosybirsk

Przejście do poprzedniej relacji: Republiki: Tuwy i Chakasji

Przejście na początek trasy: Władywostok

 

 

Nowosybirsk, relacja z podróży

Dodano: 19-07-2017

 

Nowosybirsk, relacja z podróży.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Znajdujący się w środkowej Syberii Obwód Nowosybirski, nie jest zbyt wielki, jak na kraje syberyjskie i podobnie jak one nie ma zbyt wielu mieszkańców- niespełna trzy miliony. Swoje dziejowe pięć minut miał dwu krotnie. Za pierwszym razem wtedy kiedy wybudowano kolej transsyberyjską, a drugie w czasie drugiej wojny światowej. Obecnie z ponad półtora milionową populacją jest trzecim pod tym względem miastem Federacji Rosyjskiej- po Moskwie i Petersburgu. Nieoficjalnie nazywany jest stolicą Syberii.

Początki miały miejsce w końcu dziewiętnastego wieku, kiedy w związku z budową kolei postawiono most na rzece Ob, przy którym powstała niewielka wioska Nowonikołajewsk. Dzięki korzystnemu położeniu geograficznemu- na skrzyżowaniu ważnych szlaków komunikacyjnych: linii kolei transsyberyjskiej i przy żeglownej rzece Ob, łączącej północ i południe Syberii, osada szybko się rozwijała. W roku 1925 Nowonikołajewsk przemianowano na Nowosybirsk. Posiada klimat kontynentalny umiarkowany, charakteryzujący się ciepłym i dość długim latem oraz długą, mroźną i mało śnieżną zimą.

Złym okresem dla miasta był czas Rewolucji Październikowej. Dość długo trwała wojna domowa a zniszczenia w mieście były olbrzymie. Podupadł przemysł, wysadzono most na Obie, terror zarówno ze strony Czerwonych, jak i Białych pochłonął tysiące istnień. Zimą 1919/1920 w mieście zmarły kolejne tysiące ludzi w wyniku epidemii duru brzusznego. Nie nadążano z grzebaniem zmarłych, ciała zalegały na ulicach. Władza bolszewicka w dość szybkim tempie odbudowała, na zasadzie czynu społecznego, między innymi most na Obie.

Paradoksalnie atak Niemiec na Związek radziecki przyczynił się do większego rozwoju miasta. Masowa ewakuacja przemysłu z zachodnich rejonów na wschód, sprawiła, że profil produkcyjny miasta zmienił się z przemysłu lekkiego na przemysł ciężki, związany z wojną. Do miasta ewakuowano ponad trzysta zakładów produkcyjnych. Nowosybirsk był idealny z uwagi na położenie geograficzne, na przecięciu ważnych szlaków komunikacyjnych.

Wzrost liczby ludności Nowosybirska miał także związek z akcją masowych deportacji, prowadzoną przez władze sowieckie. Przez cały okres wojenny do obwodu przesiedlono do stu siedemdziesięciu tysięcy:  Polaków, Ukraińców i mieszkańców Azji Centralnej.

 Po drugiej wojnie światowej część zakładów przeniesiono z powrotem, ale Nowosybirsk pozostał miastem przemysłowym. Obecnie wśród bogactw regionu jest węgiel kamienny- terytorium obwodu leży na obszarze Kuźnieckiego Zagłębia Węglowego, tak zwanego Kuzbasu. Obwód nowosybirski jest jedną z najbardziej uprzemysłowionych części Syberii. Z regionu pochodzi dziesięć procent całej produkcji przemysłowej Rosji, której większość stanowią produkty przemysłu ciężkiego. Współcześnie główną grupą narodowościową w obwodzie są Rosjanie, stanowiący dziewięćdziesiąt trzy procent populacji- Polaków wg spisu z 2002 roku było tysiąc dwieście osiemdziesięciu ośmiu.

              Podczas zwiedzania, Nowosybirsk mi się spodobał. Rozpocząłem spacer po mieście od centrum i dworców kolejowych. Obok siebie istnieją aż dwa: lokalny i transsyberyjski. Planując dalszą wędrówkę postanowiłem jedną noc spędzić w pociągu- kupiłem bilet na dwunastogodzinny przejazd pomiędzy Krasnojarskiem i Nowosybirskiem. Mieszkałem w małym hoteliku przy ulicy Lenina i o dziwo, w Nowosybirsku ta nazwa nie kojarzy się z ulicą najważniejszą. Taką natomiast jest Czerwony Prospekt, rozpoczynający się na placu Lenina- oczywiście z pomnikiem wodza… Zaraz na początku prospektu zwrócisz uwagę na piękną kamienicę muzeum obwodowego.

 

 

 Parędziesiąt metrów dalej każdy turysta zrobi zdjęcie cerkiewce Świętego Mikołaja Cudotwórcy. Mnie ładnie skomponowała się z futurystycznym kształtem między innymi restauracyjki Burger Kinga. Natomiast najważniejszym budynkiem sakralnym Nowosybirska jest duża cerkiew Aleksandra Newskiego.

 

 

W mieście znajduje się wiele ładnych budowli. Kilka ciekawych muzeów zachęca do odwiedzenia. Mnie zaciekawiło: Muzeum Słońca i Muzeum Techniki Kolejowej.

 

 

Na końcu prospektu znajduje się dworzec rzeczny, z którego organizowane są godzinne przejażdżki statkami wycieczkowymi po Obie. Miasto posiada kilka długich mostów. Ciekawostką związaną z mostami jest jeden z najdłuższych mostów metra- drugi najdłuższy po nowojorskim.

 

 

Z tego pierwszego, historycznego mostu pozostawiono jedno przęsło w celach turystycznych. Nowosybirsk, jako jedyne miasto na mojej trasie po dalekiej Syberii nie zmniejsza swojej liczby mieszkańców. Wprost przeciwnie, na każdym dosłownie kroku widać ogłoszenia: „zatrudnię pracowników”- najciekawsze były te namalowano na płytach chodników.

 

 

Na końcu trasy jeszcze trochę o jedzeniu. Na zdjęciu pokazuję najbardziej popularne  przekąski „Kuchni wschodniej” z licznych barów ulicznych i „cafe”, oczywiście nie licząc pizzy, i dań restauracyjnych. Podróżując przez tajgę, tundrę, lasostepy najczęściej na Dalekim Wschodzie zwrócisz uwagę na białe pnie brzóz. Nic dziwnego również, że z brzozy wykonywane są niektóre pamiątki. Mnie podobały się duże, wykonane z kory brzozowej rogi, oraz obrazki z kory brzozowej. Powiedzcie jednak, jak to zmieścić do bagażu- gdy wędruje się wyłącznie z bagażem podręcznym?

 

 

Na końcu jeszcze mapka z cała trasą.

 

 

Przejście do poprzedniej relacji: Krasnojarsk

Przejście na początek trasy: Władywostok