Libia, diuny Kufra, Brega i powrót. Relacja z podróży
Libia, diuny Kufra, Brega i powrót. Relacja z podróży
(na kwiecień 2026)
Tekst i foto: Paweł Krzyk
Pod koniec dnia po płaskim bezmiarze beżowej libijskiej Sahary ustrzeliłem fotkę w Darshkel, punktowi ze znacznikiem drogowym na granicy trzech prowincji.
Potem lunch w kraterze dawnego wulkanu, ze skałami gipsowymi, a sama kaldera jest widoczna tylko na mapie. Faktycznie to kawałek wyżyny kilka metrów nad poziomem płaskiej pustyni.
W Prowincji Kufra chcieliśmy zobaczyć urokliwe diuny. Rozbiliśmy obóz na wydmach piaskowych Ramlet Tazerbu. Nasza ekspedycyjna ekipa zredukowała się do trzech samochodów i wraz z nami do ośmiu osób. Wcześniej odjechali żołnierze ochrony pól naftowych i ranger parku narodowego. Pozdrawiam z libijskiej Kufry, miejsca prawie nie zamieszkanego (tylko w oazach), bez dróg, gdzie turysta raczej nie dociera. Faktem jest, że podczas pełnych dwóch dni, poza naszą grupą, nie spotkaliśmy po drodze ani jednego człowieka czy samochodu (wyjątek jedna ciężarówka z rurami koło bazy…).
Po nocy w namiotach na pięknych piaszczystych wydmach, tym razem cieplejszej, skręciliśmy w drogę powrotną. Pierwsze kilometry były trudne na skutek pochmurnego nieba, co zatarło widok na diuny i widać było koniec maski samochodu oraz linię horyzontu. Jeszcze, gdyby nie ta kawaleryjska fantazja kierowców…
W końcu znowu płasko… Nudnawy krajobraz urozmaiciła górka w kształcie piramidy, pułapka do łowienia sokołów, potem pozostałości pustynnego karawanseraju, kolejne diuny ale w towarzystwie mżawki. Dobre i to, nie ma tumanów mini burzy piaskowej za każdym samochodem. No i zrobiła się oaza Maradah (fon. Mrada) z początkiem cywilizacji (jest stacja paliwowa).
Olej po 0.1 USD- mnie by odpowiadała cena około 40 groszy za litr!!! Niestety tutaj żegnamy się z ekspedycyjną ekipą wyprawy. Szczególne dzięki dla Naima, głównego kierowcy- pilota niejednokrotnie po całkowitych bezdrożach bez jakichkolwiek znaczników. Ja musiałbym polegać porównując kierunek jazdy do słońca, lub w ostateczności do GPSa w mapach Google. O jakimkolwiek Internecie należy zapomnieć.
Dalej zwykłym pojazdem po asfalcie.
Brega
Nie ukrywam, że z ulgą przyjąłem powrót z libijskich bezdroży. Mieliśmy zanocować w Maradah, pierwszej miejscowości na skraju diun i początku drogi asfaltowej. Okazało się to niemożliwe wskutek deszczu i oziębienia w nocy do 8-9 stopni. W namiotach… brrr!!!
Pojechaliśmy dalej i znalazł się cywilizowany hotelik w Brega. Rankiem śniadanie można było zjeść w sąsiednim mieście Ajdabiya- tu już tylko 160 kilometrów od Bengazi. Przy okazji je obejrzeliśmy. To 80- tysięczne miasto sięga historią czasów rzymskich i bizantyjskich. Posiada ruiny pałacowo-meczetowe kalifatu Fatymidów sprzed ponad tysiąca lat. W centrum miasta znajduje się, wymagający remontu okazały budynek dawnego zarządu miasta, obecnie muzeum.
Bengazi z powrotem
Moja ekspedycyjna podróż do wschodniej Libii zakończyła się w Bengazi. Miałem okazję zajrzeć na wojskowy cmentarz żołnierzy krajów Commonwealthu z okresu drugiej wojny światowej. Ku mojemu zaskoczeniu odkryłem grób rodaka, który tam pozostał 25 stycznia 1942 roku będąc w wieku 24 lat. We wschodniej Libii jest znacznie więcej takich pamiątek. Około 600 kilometrów dalej na wschód znajduje się Tobruk.
Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich pod dowództwem gen. Stanisława Kopańskiego walczyła 116 dni w obronie Tobruku, co upamiętniono na miejscu, oraz warszawskim Grobie Nieznanego Żołnierza.
Nie mogłem tam dojechać. Podpowiadam chętnym: tam można dolecieć na krajowe lotnisko w Tobruku z Tripoli i Bengazi, ale trzeba zdobyć wizę Bengazi (tylko z lokalnym biurem podróży). Pozdrawiam rodzinę i przyjaciół z Bengazi (wszystko ok).
Po powrocie z tej wyprawy okazało się, że miejscowe władze zmieniły zdanie i zabroniły wjazdu turystów w ten region kraju (powodu nie znam) !!! Byliśmy chyba pierwszą 2-osobową grupką… którą tam zabrano.
Przejście na początek trasy: Bengazi




