Libia, Haruj. Relacja z podróży
Libia, Haruj. Relacja z podróży (na marzec 2026)
Tekst i foto: Paweł Krzyk
Park Narodowy Haruj dla mnie było libijskim piekłem z uwagi na… czarny kolor. Ta cześć Sahary znajduje się prawie dokładnie w środku Libii. Ma wymiary około 250 na 350 kilometrów i jest wulkanicznymi pozostałościami po prehistorycznym wulkanie. I teraz to co pokazuje warunki podróży, żeby przejechać specjalnie przygotowanym samochodem potrzeba do dwóch dni z noclegiem na pustyni.
W pobliżu kanionu suchej rzeki znajdują się petroglify naskalne. A dwie godziny dalej wśród piekielnych krajobrazów pewnie każdego zaciekawi zapadlisko Bata, z grotą typu meksykańska cenota.
Nocleg pod namiotami wypadł również w czarnym otoczeniu i wcale nie mam na myśli rozgwieżdżonego nieba.
Po nocy w chłodku libijskiej Sahary, widok kolejnych czarnych dolin specjalnie nie dziwił. Odnotowuję małe wadi, a potem ośmio- kilometrową plamę beżową suchego jeziora otoczonego czernią. Ciekawostką były ślady na środku jeziora w postaci resztek obozowiska i lotniska, które pozostawiła amerykańska ekipa poszukiwaczy ropy z 1950 roku…
Czasem aby przejechać, trzeba odrzucić większe kamienie. I tak skończyło się tylko jedną uszkodzoną oponą. Przy kolejnym kanionie natrafiamy na pozostałości domów sprzed około 200 lat.
Przez Park Narodowy Haruj i dalej do granicy prowincji prowadzi nas lokalny przewodnik- ranger Abdul. Opowiem związane z jego rodziną prawdziwe wydarzenie. Otóż zaprowadził nas do grobu w korycie suchej rzeki… pośrodku niczego.
To był pusty grób Bou Khadeja. Zaś opowieść jest taka: około 45 lat temu syn libijskiego przywódcy kraju, Kadafiego, kupił stado wielbłądów w Sudanie i wynajął pastuchów, aby je przepędzili przez pustynię do Syrty. Po drodze jeden z pasterzy poszedł zapolować na gazelę i zgubił się. Myślał, że umrze samotnie i wykopał sobie grób, w którym spał siedem dni. Potem dziadka Abdula odnaleziono. Grób pozostał, a miejsce otrzymało nazwę od niego.
Przejście do kolejnej relacji; Kufra



