Libia. Z Bengazi do środka Sahary. Relacja z podróży
Libia. Z Bengazi do środka Sahary. Relacja z podróży (na marzec 2026)
Tekst i foto: Paweł Krzyk
Bengazi
Obecnie zapraszam do Libii wschodniej.
Ruszyłem do tego kraju po raz trzeci. Poprzednio za sprawą niepokojów społecznych nie mogłem wjechać do Benghazi. Obecnie udało się po uzyskaniu specjalnej wizy. Na lotnisku w przebudowie zauważyłem samolot turecki oraz egipski. Miasto na pierwszy rzut oka jest wielkim placem budowy…
Bengazi to 850- tysięczne, drugie co do wielkości miasto Libii, historyczna stolica Cyrenajki, ośrodek handlowy, kulturalny i port nad Morzem Śródziemnym nad zatoką Wielka Syrta. Założyli je Grecy w VI w. p.n.e. jako Euesperides. Po okresie rewolucji libijskiej, walk i zniszczeń, widać prowadzoną od około 10 lat rewitalizację. Udało nam się zobaczyć główne zabytki, choć nasi opiekunowie nie chcieli nam pokazywać… ruin.
Wyprawa na Saharę
We wschodniej Libii trafiłem na porę deszczową. Leje na przemian ze słońcem przy temperaturze 12-16 stopni. Żartuję sobie, że mam aurę jak w kraju… tylko wiatr chce głowę urwać, a na pewno pozbawić czapki. Dołączył do mnie i Nowojorczyka Valentina, dodatkowy samochód ze sprzętem kampingowym i wyżywieniem, skręciliśmy bowiem prosto na południe w głąb Sahary. Rozpoczyna się nasza cześć ekspedycja bez hoteli i restauracyjnego wyżywienia. Na skutki silnego wiatru nie trzeba było długo czekać… Nasza dobra droga wprowadziła nas w burzę piaskową, gdzie piach w powietrzu ograniczał widoczność nawet do kilku metrów. Pozdrawiam z wojskowego kampu na pustynii, jeszcze z libijskiej Cyrenejki. Starsi wojskowi mile wspominali przyjacielskie stosunki z Polakami sprzed kilkudziesięciu lat (z czasów „Kadafiego”).
Jedziemy coraz dalej w kierunku środka libijskiej Sahary. Podczas postoju wśród wojskowych, dołączyły do nas dwa kolejne samochody przystosowane do poruszania się po piaskach. Mamy pustynnego przewodnika oraz kucharza. Do wieczora powinniśmy dojechać do Al Samah- bazy wydobywczej ropy naftowej firmy libijskiej i amerykańskiej. 100 kilometrów po piaskach, gdzie nie ma drogowskazów, a drogę wyznaczają od czasu do czasu opony lub beczki wypełnione piaskiem. Razem jedzie już 5 samochodów terenowych, ponieważ dołączyły dwa z żołnierzami. Rozpoczęła się pustynna ekspedycja libijskimi bezdrożami.
Jazda jest szybka bo burza piaskowa sobie odpuściła
Z bazy firmy wydobywającej ropę naftową ruszyliśmy płaską pustynią do Wadi Belhashim w towarzystwie samochodów ochrony pól naftowych. Pierwszym stopem były domostwa rodziny Fawagher. To libijscy beduini, żyjący z wielbłądów, warzywnego ogrodu i 300- metrowej studni głębinowej, będącej w okolicy jedynym źródłem wody. Ogródek był otoczony tym co było zbędne (stare opony…).
Skosztowaliśmy lokalnych smakołyków libijkich. Smakowało nam danie aseda. To danie dla całej rodziny w postaci dużej kluski z pszenicznej mąki, która jest podawana w misce z dodatkiem lokalnego masła i czegoś słodkiego. Je się łyżkami siedząc wokół
Przejście do następnej relacji: Libia, Haruj…





