(nie) Kwitnąca Japonia, przedwiośnie na Hokkaido: Sapporo i Asahikawa. Relacja z podróży.

(nie) Kwitnąca Japonia, przedwiośnie na Hokkaido: Sapporo i Asahikawa. Relacja z podróży.

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

 

              Z Tokushimy na Sikoku przeskoczyłem samolotem na północny kraniec wysp japońskich. Sapporo spopularyzowali w Polsce skoczkowie narciarscy, którzy kilkakrotnie na tutejszych skoczniach pokazywali, co umieją. Jakoś  tak mi skoki utkwiły w głowie, że od razu po przylocie szukałem możliwości dotarcia do Okurajamy. Informacja turystyczna na lotnisku podpowiedziała mi jak to zrobić, ale też powiedzieli mi, że… jest po sezonie i tam jest prawie wszystko nieczynne. Przy takim dictum zrezygnowałem.

              Jak zwykle obszedłem pieszo centrum miasta.

 

 

Wieża zegarowa jest jednym z niewielu starszych budynków w mieście. Za to tuż obok znajduje się wieża telewizyjna, na którą można wjechać i z 90-tego metra obejrzeć okolicę. Wjazd za 720 JPY na taras widokowy pozwala  cieszyć się pięknymi widokami na miasto i góry w rozległej kotlinie.

 

 

Ja powetowałem sobie nie dotarcie do skoczni- z wieży też je zobaczyłem- ale to jakby nie to samo, co stanąć na górze rozbiegu i poczuć od wysokości mrowienie w łydkach. Dwumilionowe Sapporo jest piątym co do wielkości miastem Japonii oraz największym miastem wyspy Hokkaido. To powszechnie znany ośrodek sportów zimowych, gospodarz Festiwalu Śniegu. W 1972 roku było gospodarzem Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Obecnie na początku kwietnia, nie  było w mieście żadnych oznak nadchodzącej wiosny. Wszystko, prawie jak w zimie: drzewka przygotowane do przetrwania mrozów, zalegające łachy  śniegu… i żadnych kwiatuszków- niestety!

 

 

Trzeba było zadowolić się widokami, połazić bo bazarze rybnym, na którym

– o  zgrozo!, zobaczyłem nawet porozcinane i oferowane do jedzenia, niezwykle rzadko występujące w środowisku naturalnym, koniki morskie. Zawsze, te piękne stworzonka podziwiałem: w akwariach, lub jako nurek pod wodą. Zaciekawiła mnie natomiast ikra o wielkości około 5 milimetrów- łososie pacyficzne. Taki zestaw jak na zdjęciu kosztował około 18 Euro. Rozeźlony widokiem koników morskich, kupiłem drinka cytrynowego (6%) i wróciłem na sjestę do mojej „kapsuły”.

 

 

Najważniejszym miastem północnej części wyspy jest Asahikawa. Bardzo wygodnie dojeżdża się do niej pociągiem w ciągu półtorej godziny. Ja zrobiłem jednodniową wycieczkę. Po drodze miałem za oknami panoramę ośnieżonych gór, pól i przedwiośnia. Za ostatnimi po drodze ciągami tuneli, odsłoniła się 350- tysięczna Asahikawa… prawie przykrytą śniegiem. Drugie zdjęcie zrobiłem po wyjściu z dworca kolejowo/ autobusowego.

 

 

Zwiedziłem pieszo niezbyt duże centrum miasta. Pomaszerowałem deptakiem Heiwa Dori. Zdziwiony zauważyłem powykrzywiane słupy energetyczne przy jednej z  ulic- zapewnili w ten sposób bezpieczną odległość od domów linii z wyższym napięciem elektrycznym.

 

 

Potem były trzy występujące obok  siebie świątynie  buddyjskie: Deikyuji, Shinkyuji i Zenkoji. W Tokiwa Park ze śniegu „ledwo wystawały” muzeum sztuki oraz świątynia shinto- Kamikawa Tongu.

 

 

 Rozważałem dwudziestominutowy spacer do wytwórni sake: Takasago Meiji Brewery, ale w końcu zrezygnowałem- niezbyt lubię ten wysokoprocentowy napitek.

Za to miałem przyjemność skosztować tutejszą specjalność: zupę ramen z makaronem, jajkiem i wieprzowiną- super jedzonko za siedem EUR.

Wszędzie zwały niestopionego śniegu, chłodno, mam zimowe ciuchy… i uciekłem z powrotem do ciepełka na dworcu. Niżej pokazuję ramen oraz mapkę trasy na Hokkaido.

 

 

W Sapporo po raz pierwszy spałem w prawdziwym japońskim hotelu kapsułowym.

A cóż to takiego: Hotel kapsułowy? Napisałem o nim  TUTAJ.

Opuszczając wyspę Hokkaido w stronę Honsiu,  postanowiłem skorzystać z dobrej w Japonii komunikacji kolejowej. Za nieco słoną cenę, porównywalną do przelotu bezpośredniego przelotu lotniczego, pojechałem na południe najpierw zwykłym super ekspresem (takie jak u nas Inter City), a potem pociągiem pociskowym  Shinkansen. Pociąg pokonuje  dość dużą odległość pomiędzy wyspami Hokkaido  i Honsiu w tunelu podmorskim, którego długość sięga ponad 55 kilometrów.

 

Co to jest takiego ten Shinkansen?

 

 Odpowiadam:  ogólnojapońska sieć linii kolejowych dużych prędkości, stworzona specjalnie dla superszybkich pociągów, osiągających prędkość maksymalną do 405 km/h (Seria E955), której eksploatację rozpoczęto w 1964r. Pociąg pociskowy  Shinkansen posiada charakterystyczną „długą buźkę”.

Popularna angielska nazwa pociągu „bullet train” (pociąg-pocisk) nie jest przez Japończyków używana.

Pierwsze pociągi jeździły z prędkością 200 km/h potem do 220. Dziś prędkości pociągów są różne w zależności od linii, a najszybsze z nich przewożą pasażerów z prędkością 300 km/h, co stawia je na równi z francuskimi TGV.

Shinkanseny to pociągi normalnotorowe (rozstaw 1435 mm). Dzięki temu w wagonach jest miejsce na większą liczbę siedzeń niż w klasycznych japońskich pociągach (układy 2+3 lub nawet 3+3). Między północą, a godziną 6:00 linie zamykane są na potrzeby konserwacji. Jeżdżą po nich wówczas specjalne pociągi Doctor Yellow, które za pomocą specjalistycznej aparatury sprawdzają każdy odcinek torów.

Główne linie kolei Shinkansen to:

Tōkaidō Shinkansen: Tokio – Osaka– 515 km

San’yō Shinkansen: Osaka– Fukuoka– 554 km

Tōhoku Shinkansen: Tokio– Aomori– 675 km

Jōetsu Shinkansen: Saitama– Niigata– 270 km

Kyūshū Shinkansen : Fukuoka – Kagoshima– 257 km

I kilka innych krótszych.

 

 

Powrót na początek tej relacji: Przedwiośnie na Hokkaido…

Przejście do następnej relacji: Honsiu…

Przejście do poprzedniej relacji: Sakury w Japonii…

Przejście na początek trasy: Korea Południowa