Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Kamerun : Relacje z podrózy

 

Kamerun, relacja z podróży.

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

 

Sporo już zrozumiem w Afryce. Ciągle do niej wracam, chcę ją dotknąć, zobaczyć, oraz… wpaść w inny wymiar czasu. Nie znajduję zbyt wielu zabytków, cudów cywilizacyjnych… Wg mnie, Czarnemu Lądowi nadają charakter ludzie, ich życie codzienne- zależne od pór roku i czasami pogody.

Podczas obecnej wyprawy do Afryki zachodniej w okolicach równika, rozpoczynam od kraju, w którym jest chyba wszystko co w Afryce urzeka. Kamerun to wyjątkowe miejsce: ludzie, przyroda i kultura. Jest to również kraj, w którym podróżuje się łatwo (jak na Afrykę), oraz nie ma większego problemu ze znalezieniem tańszego hotelu i… bardziej różnorodnego, bezpiecznego dla turysty jedzenia.

Podstawowym niebezpieczeństwem, zagrażającym turyście w Kamerunie, są bandyci w postaci rabunkowych napadów, oraz porwań na drogach (dla okupu). Zjawisko nie jest powszechne, ale zagrożenie jest realne. Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych przestrzega przed  jazdą na północ Kamerunu, zwłaszcza pogranicze: Nigerii, Czadu i Republiki Środkowoafrykańskiej.   Z tego powodu zrezygnowałem z podróży do całej północnej części kraju, pomimo licznych tam miejsc turystycznie ciekawszych. Nie to, że  się bałem, bardziej martwiła mnie praktyka zachowania służb mundurowych względem białych turystów. Jak poruszać się po kraju, gdzie białego widzą jako chodzący „bank, czy też skarbonkę”, gdzie życie ludzkie ma o wiele mniejszą wartość niż w Europie. Trudno jest stawić opór wojsku czy policji, które będą wymuszać łapówki. Dla niektórych krajów tego regionu nawet luzackie przewodniki Lonely Planet nie wydały osobnych edycji, odradzając ich zwiedzanie. Może z powodu ciągłych zmian…, i mnóstwa zagrożeń tropikalno-sanitarnych… w ich najbardziej paskudnej, jeżącą włosy na głowie, formie.

Historycznie do Kamerunu najpierw dotarli Portugalczycy, potem podbił ich muzułmański lud z Sahelu. Okupowali go Niemcy, których po I wojnie światowej zastąpili Francuzi i Anglicy. Śmiałe plany mieli także Polacy, którzy planowali w okolicach Limbe utworzyć własną kolonię (Szlak Rogozińskiego). W latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku obie części: francuska i brytyjska, zyskały samodzielność państwową. Używają dwóch języków– francuskiego i angielskiego, a oprócz tego blisko 300 lokalnych dialektów. Nauczysz się kilku zwrotów lokalnych, np.: „dzień dobry” i „dziękuję”, by okazały się zupełnie nieprzydatne -naście kilometrów dalej. Po angielsku też sobie zbyt dużo nie pogadasz… Znajdziesz plemiona, które określam mianem: prymitywne lub nie tekstylne. Przykładem- chociażby Pigmejowie…

U Kameruńczyków na każdym kroku zauważysz dwie, a w zasadzie trzy pasje: piłkę nożną, piwo i jazda motocyklami. Akurat odbywały się mistrzostwa międzynarodowe w piłce nożnej kobiet. Głośne namiętne kibicowanie przed ekranem było nagminne, czy sprzedawanie „bajerów” w narodowych barwach prawie na każdym skrzyżowaniu. Częstym widokiem, nawet na wioskach, było rozbawione i nieźle wstawione towarzystwo, pijące z kalebasowych półmisków domowego wyrobu kukurydziane piwo. Normalnym jest widok pełnego baru miejskiego. Piwo widoczne wszędzie, ale… wesoło i pogodnie, bez pijackich awantur. Flaszka w rękach kobiecych to widok normalny. Standardem jest pojemność 0,65 litra.

Jedną z ciekawszych rzeczy, jak usłyszałem na miejscu, są mini-królestwa. Zwłaszcza na północy, nawet mała wioska może być odrębnym państewkiem, którym kieruje tzw. „fon”. Władca pełni nie tylko funkcję reprezentacyjną,  jest również mediatorem pomiędzy podwładnymi a władzą państwową. Posiada niektóre uprawnienia państwowe– rozstrzyga miejscowe spory, wyraża zgodę na osiedlenie, zakup ziemi,-  czy przegania niechcianych gości. Część zwyczajów wciąż odbywa się w sposób tradycyjny, a niektóre z nich pewnie długo będą niezrozumiałe dla przybyszów z zewnątrz. Jak opowiadał mi francuski turysta: idąc wieczorem do jednej z wiosek, był prowadzony przez kobietę z lampką, która bez przerwy coś mamrotała. Gdy później zapytał- odganiała w taki sposób złe duchy! Przestraszył się naprawdę, gdy w pobliżu wioski otoczyli ich zamaskowani mężczyźni- na szczęście nie byli bandziorami, tylko gwardią lokalnego „fona”- po godzinie dwudziestej trzeciej obowiązuje zakaz poruszania się. Skończyło się tylko na strachu i butelce piwa dla strażników.

Przyleciałem z Europy do Duala, które jest największym miastem Kamerunu (stolicą jest Yaounde).Tutaj znajduje się główne lotnisko międzynarodowe oraz część ambasad. Douala jest centrum ekonomicznym Kamerunu, jednak moim zdaniem nie zachęca do dłuższego pobytu. Zwykle trzeba tu przyjechać podczas podróży przez Kamerun, chociażby po to, by przekonać się na własne oczy, jak Douala wygląda. Na zdjęciach centrum miasta i katedra im. św. Piotra i Pawła.

 

duala,centrum-miasta katedra w duala

 

Po przylocie trudną dla mnie była próba odnalezienia się w afrykańskiej rzeczywistości. Douala przezywana jest niekiedy „pachą” Afryki, a to ze względu na nieznośną aurę – temperatura i wilgotność łączą się tutaj… nad wyraz „śmierdząco” nieznośnie. Ciekawym miejscem w Duala jest bazar centralny, choć nie widziałem tam białasów. Może się bali? Chyba mógłbym napisać relację tylko z tego ogromnego targowiska. Wiem, że nie należy szwendać się po bocznych odgałęzieniach uliczek bazarowych, ale nawet na tych głównych było co oglądać przez kilka godzin. Podobają mi się kramy z orzeszkami ziemnymi oraz hurtowe miejsca do wykonywania manicure. Aż trudno uwierzyć , że można zobaczyć w jednym miejscu kilkadziesiąt osób… dłubiących w paznokciach (!!!). Może dlatego, że jestem mężczyzną, czy … po prostu dziadkiem?

 

duala bazar, orzeszki ziemne duala, hurtowy manicure

 

Nie wiem, czy spotkałeś kiedykolwiek, medykamenty oferowane na chodniku? Tutaj je zobaczyłem, choć początkowo sądziłem, że dotyczą tylko… spraw związanych z seksem. Bardzo podobała mi się betonowa figurka ogrodowa z maską! Chętnie postawiłbym ją w swoim ogrodzie.

 

duala, leki-na chodniku Duala, pamiatki do ogrodu

 

W Yaounde, stolicy Kamerunu, skorzystałem z gościnności polskiej misji, za co serdecznie dziękuję. Miałem okazję poznać niezwykłego rodaka, który całe swoje dorosłe życie poświęcił pracy z dziećmi kameruńskimi.

Należałoby powiedzieć o nim, Dariusz Godawa: dominikanin, ksiądz, były proboszcz parafii kameruńskiej w głębi dżungli, ojciec ponad trzydzieściorga bezdomnych dzieci, dla których jest PRAWDZIWYM OJCEM. Prowadzi sierociniec na obrzeżach Yaounde. Jest człowiekiem, który mieszka codziennie ze swoimi DZIEĆMI, a nie tylko przychodzi do pracy wśród nich. Zabezpiecza im byt, wykształcenie i codzienną opiekę, nie korzystając z żadnych oficjalnych źródeł pomocy: rządowej kameruńskiej, jak i zakonnej.

Opowiadał mi o swojej pracy w dżungli, udzielił filmowego wywiadu, który mam nadzieję wkrótce opublikować. O czasami niebezpiecznej pracy misyjnej i prawdziwych zagrożeniach w realiach kameruńskich, pistolecie przyłożonym do glowy,  czy wreszcie o wymownym świadectwie nagrobków misjonarzy, którzy odeszli… w młodym wieku.

Ten 56- letni człowiek , wielokrotnie chorujący na malarię,  dengę i inne tropikalne paskudztwa, naprawdę zasługuje na pomoc. Działa dzięki naszej pomocy, o którą żebrze wygłaszając kazanie misyjne. Dobrze, że tacy jeszcze istnieją, w świecie komercji i materializmu. Zachęcam do wsparcia inicjatywy misyjnej, o której więcej na stronie www. misja-kamerun.pl oraz na www.dziecislonca.org.

Dni spędzone w Yaounde poświęciłem na zdobycie wiz do Gabonu i Kongo Razaville. W międzyczasie zwiedzałem miasto. Można tutaj zobaczyć Kameruńskie Muzeum Sztuki ( w benedyktyńskim klasztorze), Katedrę Nvolye, największy bazar przebogaty w swym asortymencie. Zainteresowani może kupią: czarny kamień przeciw wężom, maski, dzidy czy figurki. Ja nie skorzystałem, gdyż „durnostojek” mam już wiele, a naprawdę muszę pamiętać jeszcze o pięciu krajach, które mam na swojej trasie. Zainteresowanym wyjaśniam: „durnostojki” to takie coś, co sobie stoi i wymaga… wyłącznie odkurzania. W Yaounde zadziwiają kontrasty. Centrum przypomina europejskie metropolie, gdy nieco dalej można zobaczyć np. apartamenty w towarzystwie,  jak nazwać… slumsów przykrytych falistą blachą?

 

yaounde, stolica kamerunu kontrasty w yaounde

 

W drodze do sierocińca zobaczysz przedmieścia, tylko się nie przestrasz! Droga zamienia się w czerwoną dziurawą  prawie ścieżkę, którą pokonasz siedząc na siodełku motocykla. A bliżej centrum egzotyka jest równie duża. Auberge Blue to skrzyżowanie pełne straganów, gdzieś tam na końcu świata z drogą wiodąca do centrum: motocyklem lub taksówką przez minimum czterdzieści pięć minut.

 

przedmiescia yaounde, kolo sierocinca yaounde, stragany przy skrzyzowaniu auberge blue

 

Darek pomógł mi z logistyką dalszego zwiedzania. Notatki, które wtedy sporządziłem, może pomogą mi wrócić kiedyś do Kamerunu z wnukami… zobaczyć prawdziwych Pigmejów. Rozmawiając o Pigmejach, zapytałem co kupić im w charakterze podarunków. Wiedziałem bowiem o zwyczaju kupowania im podarunków, w charakterze zapłaty za wpuszczenie do wioski. Jako żart, Dariusz podpowiedział mi  kameruńskie whiskey i papierosy. Nie zrozumiałem: whiskey… w torebkach plastykowych??? Ten roześmiał się i zawołał jednego ze swoich podopiecznych, oraz wysłał go do sklepu w pobliżu, z równowartością moich niecałych dwóch EUR (1000 XAF). Po kilku minutach mieliśmy dziewięć torebek czterech rodzajów „ gorzałki: brandy, gin, i dwie odmiany słodkiej wódki kolorowej. Piłeś kiedyś coś z torebek plastykowych?

 

logistyka-z-darkiem spotkanie z ojcem dariuszem godawą, przy whiski w woreczkach foliowych

 

Kuchnia w Sierocińcu św. Dominika jest tradycyjną murzyńską, mimo, że obok istnieje nieużywana druga, typu europejskiego. Murzyńska, czyli zwykłe ognisko na trzech kamieniach, lub z trzema kłodami przesuwanymi w miarę spalania się drewna. Dzieciaki po lekcjach na podłodze odrabiają swoje lekcje…

 

kuchnia Yaounde sierociniec św. dominika w yaounde

 

Darek zawsze chętnie przyjmuje rodaków, nie tylko z kraju. Mnie po pierwszym kontakcie- zapytaniu, odpisał: u mnie masz nocleg za free…  Free za nocleg i dwa posiłki dziennie. Nie wiem jak na tym wychodzi, ale przypuszczam, że jego gościnność i serdeczność oraz pomoc w zwiedzaniu, owocuje później, choćby w zwykłej darowiźnie kilku złotych miesięcznie. Mówił mi o przyjęciu w 2015 roku ponad trzydziestu podróżników. Niektórzy z nich, podczas podróży przez Afrykę, pozostawili na terenie jego misji na przechowanie swój samochód czy… motocykle.

 

15 16

 

Żegnając się z tym serdecznym człowiekiem, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. „Przezywał” mnie od współczesnych Halików. Jadąc dalej z Yaounde, ruszysz na pewno z ulicy Mvan, gdzie zlokalizowano wszystkie linie autobusowe. Ja pojechałem do Kribi. Odprowadził mnie najstarszy wychowanek ojca Dariusza, dwudziesto trzy latek, student informatyki, Boris.

 

pozegnalna fotka z rodzina dariusza godawy yaounde,ulica mvan

 

Wjeżdżając na południe kraju, jeszcze tylko policja na drogowych rogatkach daje nieumiejętny popis wymuszania łapówek. Z uśmiechem odmawiam, rzekomo obowiązkowego, płacenia za: brak szczepień, nieważnej wizy, złych pieczątek i czego tylko nie wymyślą na poczekaniu. Bardzie poważnym w skutkach może być zatarg z kierowcą autobusu, gdyż ten widząc, iż nie chcę płacić łapówki za „nic”, nie chciał czekać na mozolną biurokrację wypisywania danych z paszportu. Nikt z miejscowych nie miał tego problemu-pokazywali tylko swoje dowody osobiste. Próbował wyrzucić mnie  z opłaconego przejazdu. On ściągał z góry mój plecak a ja przeszkadzałem, całe szczęście pomogli pasażerowie, pyskując na policjantów. Na każdym postoju autobus jest natychmiast oblegany przez sprzedawców wszelkich różności spożywczych, Ja wybieram tylko suszone banany za sto XAF (ok. 60 groszy).

Piaszczyste atlantyckie plaże Kribi przyciągają miejscowych turystów. Miasteczko jest niewielkie i gdyby nie plaże i pobliski wodospad w Lobe, turyści pewnie by tutaj nigdy nie zawitali. W Kribi polubiłem bazar. Jest to miejsce turystyczne i nie trzeba się mieć tak na baczności jak w innych miastach Kamerunu. Zmęczony „tuptaniem”, lubiłem przysiąść przy piwie w miejscowej knajpce,  popatrzeć na życie dookoła.

 

Kamerun, stragany przydrozne piwo-chyba-napoj-narodowy-kamerunu

 

Do Kribi przyjeżdża się także aby zobaczyć Pigmejów. Piszę o tym w następnej relacji (patrz na dole tej relacji). Podziwiam bujną soczystą roślinność. Chyba najbardziej lubię egzotyczne kwiatostany.

 

21 22

 

W dalszą drogę zamierzałem pojechać w kierunku zachodnim na Ebolowa lub Ambam.  Na miejscu jednak uświadomiono mi, że ta droga obecnie jest w tak złym stanie, że jej pokonanie pomimo niecałych dwustu kilometrów, zajęłoby mi dwa dni. W praktyce kilka drewnianych mostów, bardzo dużo wybojów i głębokich kolein. O wiele lepiej jest pojechać z powrotem przez stolice Yaounde, tam przesiąść się i pojechać do Ebolowa. Tak tez zrobiłem. Ruszając przed szósta rano, dojechałem do doliny Ambam około szesnastej, pokonując prawie pięćset kilometrów. Prawdę mówiąc, byłem mocno sponiewierany siedzeniem po cztery osoby w jednym rzędzie: średniej wielkości autobusu, małego busa i czegoś jeszcze mniejszego, co szybko jechało, ale było tak ciasne, że byłem szczęśliwy,… że droga dobiegła kresu. Nocleg w dolinie Ambam przywitałem z wielką ulgą. Cieszyło się z tego zwłaszcza moje prawe kolano. Droga  wiodła cały czas przez szereg niewielkich wiosek, przez soczystą dżunglę, gdzie ogromne drzewa są obwieszone inną roślinnością, szukającą dostępu do światła. Gdzie można się poruszać tylko wycinając drogę maczetą. Drogi na trasie: Kribi- Yaounde- Ebolova- Ambam, są w bardzo dobrym stanie i kierowcy poruszają się bardzo szybko. Po noclegu w dolinie Ambam, zwykłą okazją dojechałem do granicy w Kye Ossi.  I tutaj ostrzeżenie, zawsze w Afryce najpierw ustalaj… ile ta okazja kosztuje… Na  miejscu najpierw trzeba się udać do oddalonego trochę posterunku policji. Tam musiałem poczekać, aż miejscowy policjant zamaszystym krokiem wyszedł z dyżurki i poszedł wywiesić flagę policyjną na maszcie. Oznacza to rozpoczęcie urzędowania, choć nie do końca. Trzeba było poczekać, aż umundurowany kolejny urzędnik przyszedł do pracy i powoli rozpoczął stawianie stempli, osobom czekającym na wyjazd z kraju w kolejce na dwóch ławkach. Całe szczęście nie żądali żadnych dodatkowych opłat. Potem dwieście metrów do posterunku celnego, każą otworzyć bagaż- nic ciekawego, idź dalej do łapserdaka wpisującego twoje dane do grubaśnego zeszytu. Kim jesteś, a skąd, a dokąd, kto z zawodu- emeryt , nie rozumiem, a..  trzeba podać coś dla nich zrozumiałego- podaję inżynier (zamiast emeryt)- a jaki – a… mechanik. Idź dalej.

Idę na stronę Gwinei Równikowej, to znaczy po drogiej stronie… Syf taki sam… błocko takie same.  Reszty szukaj pod Gwinea Równikowa.

 

Powrót na początek relacji z podróży.

 

Kamerun, Pigmeje Bata, relacja z podróży.

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

 

W Kamerunie, najłatwiej dotrzeć do plemion Pigmejów w okolicach Kribi nad Atlantykiem. Przyjedziesz dobrą szosą z Duala lub stolicy Yaounde. Równikowa, soczysta dżungla tropikalna ciągnie się zieloną ścianą po obu stronach drogi. Monotonię jazdy przerywają małe wioski z przeważnie drewnianymi domami. A zapomniałbym, na pewno liczne kontrole policyjne nie pozwolą ci zasnąć na dłużej. Ciągle pokazuję paszport. Czasem stanowczo, ale grzecznie odmawiam płacenia haraczy, których pod byle pozorem żądają tylko ode mnie, umundurowani przedstawiciele władzy (policja, żandarmeria i wojsko). Dla mnie zwykłe łobuzy i łapownicy, chyba każdego turystę uważają za swój prywatny bank czy skarbonkę! Lepszej rozrywki, dostarczają krótkie postoje w wioskach. Ledwo pojazd się zatrzyma natychmiast jest otoczony przez las rąk oferujących różności. Ja zasmakowałem w suszonych plastrach bananów, smaczne i bezpieczne do jedzenia.

W samym Kribi niezbyt wiele jest do zobaczenia. Kameruńczycy przyjeżdżają do niego, aby wykąpać się w morzu. W mieście najciekawszy jest duży bazar. Drugie zdjęcie zrobiłem sprzedawczyni wędzonych rybek pozwijanych w kółka. Gdy zapytałem o zezwolenie na fotkę, jej koleżanka z sąsiedniego kramu dała „dyla”, ale jak pokazałem zdjęcie, właśnie ona najbardziej się z tej sytuacji naśmiewała.

 

yaounde,kribi kribi,bazar

 

Siedem kilometrów na południe od Kribi znajdują się wodospady Lobé. Przyjechałem do nich najpopularniejszym w Kamerunie środkiem lokomocji, czyli na motocyklu siedząc z tyłu za kierowcą. Widoczne z daleka kaskady wodospadów Lobe, połyskują wśród roślinności. Wody rzeki spadają z niedużej wysokości wprost do wody oceanu. By zobaczyć największą kaskadę, trzeba podpłynąć z plaży łódką dłubanką. Natychmiast po przyjeździe otoczył mnie tłumek chętnych oferujących podwózkę do wodospadu, a gdy zapytałem o wioskę Pigmejów dołączył jeszcze wioślarz z większej łódki rzecznej.  Przyjemność podglądania wodospadów i wyjazd kilkugodzinny do wioski, kosztuje około 10-20 tysięcy XAF (ok.18-30 EUR) w zależności od Twoich umiejętności negocjacyjnych. Mnie udało się wynegocjować cenę dziesięciu tysięcy  i … piwo po powrocie. Wypadło drożej niż zamierzałem, bo wydłużyłem postój na miejscu do kilku godzin. Zwykle turyści spędzają we wiosce dwadzieścia minut- trochę jak w… ZOO? Do wodospadów nie płynąłem, gdyż zauważyłem ścieżkę, którą pod wodospady przechodzą kobiety z wioski Lobo robiąc przepierki. Łodzie rzeczne odpływają z innego miejsca poza wodospadami. Rzeka Lobe jest dość szeroka i podobno żyją w niej krokodyle. Jakoś jednak ich nie zauważyłem, ale też rąk w wodzie nie zamaczałem.

 

Kamerun,wodospady na rzece lobo rzeka lobo

 

Czas na wiosłowej łodzi w górę rzeki Lobo płynie bardzo powoli. Przez godzinę w jedną stronę podziwiasz oba brzegi, wolno płynącej brązowej wody. Czasem jakaś piroga płynie na drugą stronę… i zrobisz ładne fotki odbiciom dżungli w wodzie.

 

rzeka lobo rzeka lobo

 

Wybieram się do Pigmejów, a kimże oni tak naprawdę są?

 

W potocznej opinii, jacyś mali ludzie gdzieś tam…, na pewno daleko. Poszukałem tej wiedzy- ja zwykle, gdy czegoś nie wiesz, we współczesnych czasach możesz zapytać…- jak mi ktoś zabawnie powiedział: doktora Google. I tak encyklopedycznie:

          Pigmeje (z greckiego „mały jak pięść”)– ludy negroidalne odmiany czarnej, zamieszkujące dżungle Afryki Środkowej. Charakteryzuje je niski wzrost, wahający się od 140 do 150 cm. Mają drobne stopy i dłonie, krótkie, szerokie uszy, wypukłą górną wargę, krótkie nogi przy stosunkowo długim tułowiu i ramionach. Częściowo prowadzą koczowniczy tryb życia, zajmując się łowiectwem i zbieractwem. Zamieszkują różne regiony w Afryce równikowej. Ich populacja liczy około 100 tys. osób. Nie posługują się wspólnym językiem, nie mają świadomości wspólnej historii. Stanowią małe, odrębne społeczności, które nic nie wiedzą o istnieniu innych. I jeszcze jedno, część z nich ostrzy zęby, które przypominają zwierzęce kły(!!!)

 

Gdzie można ich spotkać?

 

Pigmeje dzielą się na trzy grupy:

  • Mbuti (Las Równikowy Ituri – na wschodzie Afryki)
  • Twa Binga (Republika Środkowoafrykańska)
  • Baka (Gabon i Kamerun).

Jeszcze coś innego wyróżnia te plemiona. Bardzo zadziwiające jest ich krótkie życie. Pigmeje na całym świecie są nie tylko niscy, ale żyją krótko ze średnią życia 16-24 lata. Tylko 30-50% dzieci przeżywa do 15 roku życia, a mniej niż jedna trzecia kobiet dożywa menopauzy w  wieku 37 lat. Antropolodzy twierdzą, że  inne afrykańskie grupy społeczne mają o wiele niższą śmiertelność, oraz dwa razy dłuższą średnią życia. W porównaniu do nich, Pigmeje pod tym względem są bliżsi szympansom.

Przez dekady antropolodzy debatowali nad tym, dlaczego Pigmeje są tacy niscy? Oprócz teorii związanych z ich domami w dżungli i brakiem pożywienia, uważa się, że drobna budowa jest efektem ubocznym skłonności do wcześniejszego wydawania na świat potomstwa. Krótkie życie daje im bardzo ograniczony czas na bycie rodzicami, więc przystosowali się, dojrzewając seksualnie w młodym wieku. Zatrzymuje to tempo wzrostu podczas dojrzewania, powodując, że są niżsi jako dorośli.

 

Czym się  Pigmeje zajmują?
Łowiectwo to najważniejsze zajęcie, nie tylko z potrzeby zdobywania pożywienia, ale też z tradycjonalnego znaczenia tego zajęcia. Najlepsi łowcy są bardzo szanowani w społeczeństwie. Drugim jest zbieractwo, czyli szukanie jedzenia w lesie. Zbierane pożywienie to głównie warzywa i grzyby. Przynoszone zdobycze i produkty spożywcze zostają podzielone.
Łowienie ryb to również popularny sposób na zdobycie jedzenia. Ryby łowi się budując tamy i łapiąc przy niej ryby. Przy tej metodzie łowienia można znaleźć też kraby i krewetki. Wszystko zostaje przyniesione do wioski i upieczone. Na czas polowań Pigmeje zbierają się pod przewodnictwem tymczasowego wodza. Używają również niewielkich kusz z zatrutymi strzałami (np. do polowania na małpy). Opowiadał mi o nich ze swadą misjonarz, dominikanin Dariusz Godawa. Żałuję, że nie skontaktowałem się z nim wcześniej, gdyż pewnie bym poszukał Pigmejów na wschodzie Kamerunu. Obecnie, mam za mało czasu na dotarcie w tamte regiony. Wymaga to około dziewięciu dni na wyprawę z Yaounde.

Przeczytałem opinię na temat Pigmejów Pauwela den Wachtera, dyrektora WWF Gabon. Pigmejów łączy na pewno coś jeszcze: zmysł łowców. Są niezdyscyplinowani, chodzą swoimi ścieżkami, ale nie znajdziecie od nich lepszych myśliwych. Mają szósty zmysł – jak tłumaczy,- z nimi nie zginiecie w lesie. Podczas wyprawy z udziałem Pigmejów oraz  rozbiciu obozu, wychodzili z nimi na obchód terenu, który trwał mniej więcej godzinę. Wszyscy po kilku minutach tracili orientację. Pigmeje zaś – bez GPS- u i kompasu – jak po sznurku trafiali do obozu w nieznanej sobie wcześniej gęstwinie.

Zdobycie wcześniej wiedzy na temat Pigmejów, pozwoliło mi zrozumieć to, co działo się w wiosce. Wcale nie żałuję kilku godzin tam spędzonych. Próbowałem tam zanocować, ale chyba ta wioska nigdy z takim zapytaniem się nie spotkała, i nie mieli żadnej wolnej chaty… dla gości.

Ale po kolei. Po godzinie spędzonej w wynajętej łodzi, nagle skręcamy na lewy brzeg. Przy nim tkwią dwie pirogi wykonane z jednego pnia drzewa: jedną przypłynął  Thomas z górnego biegu rzeki (przedstawię go później). Jego piroga z wygryzionymi zębem czasu burtami, ledwo wystaje ponad wodę. Przy drugiej, mająca chyba dzisiaj zły humor Pigmejka, wykonująca przepierkę w  rzece. Nie pozwoliła na zbliżenie się i zrobienie zdjęć. Przybiła także inna łódź z dwójką francuskojęzycznych turystów, strzelającymi aparatami w lewo i prawo.

 

Pigmeje Bata Pigmeje Bataani

 

Wchodzę z moim wioślarzem Carlosem, pochodzącym z wioski Lobo, wyraźnie wydeptaną ścieżką do wioski pigmejskiej Namigoubi. Zapraszają mnie abym usiadł. Podeszli też Francuzi. Wódz wioski Mipagou wita nas w swoim języku a jeden z wioślarzy tłumaczy na francuski. Potem mój opowiada mnie po angielsku. W wiosce Minamigoubi żyje obecnie czterdziestu członków plemienia. Reszta jego plemienia znajduje się obecnie w buszu, w oddaleniu około 20-30 kilometrów, i część także przebywa około dwadzieścia kilometrów w górę rzeki Lobo. Mówi, że nie ma możliwości spotkania z tymi grupami. Rozglądam się po niewielkiej wiosce i strzelam fotkę pierwszej chacie. Jak się później okazało była to chata- sypialnia.

 

sciezka do wioski namigoubi chatki pigmejow

 

Rodzina, która ją zajmowała posiadała też drugą chatę- kuchnię. W tym czasie grupka francuska już sobie pojechała, postrzelali trochę fotek i po dwudziestu kilku minutach już ich nie było. I dobrze, Pigmeje dostali od nich nieco prezentów spożywczych, chyba jakieś cukierki czekoladowe. Wódz został natychmiast otoczony przez wszystkich członków plemienia i rozpoczęła się ceremonia dzielenia „łupów”. Tak to niestety wygląda- chyba podobnie jest, przy powrocie grupy myśliwskiej lub zbieraczej z prawdziwej dżungli… Wódz otoczony wianuszkiem głów, trzyma reklamówkę z darami i po chwili coś wyciąga. Dumają co to jest, głośno komentując i po chwili ktoś to coś „pakuje do ust”. Nie chciałem brać w tym udziału i poszedłem pozaglądać do wnętrza chat. Pozwolili, nikt nie miał nic przeciwko mojemu filmowaniu. W chacie kuchni poza paleniskiem i garami znajduję się też niskie legowisko z gałęzi, pryczę, chyba do odpoczynku po posiłku lub sjesty (sam zobacz).

 

Pigmeje, chata kuchnia Pigmeje, chata kuchnia

 

Palenisko składa się z trzech kamieni, pomiędzy którymi włożone są dłuższe  gałęzie i grubsze patyki. W miarę spalania się są dosuwane bliżej ognia. Po ugotowaniu i nie dosunięciu drewna, ognisko samo wygasa, a gałęzie zostają do… następnego razu. Bardzo to przypomina zachowanie innych plemion, np. w dżungli Amazonii. Nikt ich tego nie uczył i sami wpadli na odmiennych kontynentach, na skuteczne, wygodne rozwiązanie. Po co rąbać drewno na klocki i kawałki, można przytargać do ogniska cały kloc- wystarczy tylko mieć na niego miejsce. Całość uzupełnia garnek i coś do mieszania w nim: łyżka, chochla lub tłuczek, jak na moim zdjęciu. Kosz do prac zbieraczach to jednokomorowy pojemnik, który zaczepiają na głowę lub plecy jednym kawałkiem sznura, -również wykonanego z pędów… z tropikalnego równikowego lasu.

 

Pigmeje, chata kuchnia Pigmeje, chata kuchnia-i-zbieraczych-w-dzungli

 

Wiem bez podpytywania, że w chacie sypialni mieszkają cztery osoby. Po prostu policzyłem szczoteczki do zębów, które wetknięto w poszycie dachowe. W użyciu mieli też na całą rodzinę jedną łyżkę i widelec- policzyłem w oby chatkach. Potem zaciekawiłem się grupką trójki dzieciaków, która przytargała na plecach z dżungli długaśnego liścia palmowego. Wiedząc o ich długości życia, nie odważę się zgadywać ile mają lat. O tym co mi odpowiadali na pytania o wiek, opowiem dalej… Potem jeden z chłopców (wg naszych standardów na oko ok. 6-7 lat), długą maczetą, jak mieczem w jego małych dłoniach, poodrąbywał wszystkie liście. Pozostał mu tylko trochę zakrzywiony kij o długości około trzech metrów. Pomyślałem, pewnie posłuży jako drąg konstrukcyjny, do uplecenia maty na dach chaty. Poszedłem dalej poszwendać się po wiosce. Nagle zauważyłem tego młodzieńca w wersji „mini”, jak ze sprawnością małpki wdrapuje się na ogromne drzewo chlebowe. Oczywiście z tym długim kijem. Okazało się, że kij był potrzebny do strącania owoców drzewa z miejsc niedostępnych, lub ze zbyt cienkich gałęzi.

 

Pigmeje, Kamerun Pigmeje, Kamerun

 

Pigmeje nie przywiązują zbyt wiele uwagi konstrukcji swoich domów. Budują z tego co mają pod ręką i nie przejmują się zbytnio- na przykład kątami prostymi „budowli”. Sam zobacz: jakieś ledwo ociosane maczetą drążki czy gałęzie, trochę liści bananowców, jakieś blaszysko i szmaty. We wnętrzu odpoczywała (około jedenastej przed południem): rodzina Dario i Andety, oraz ich mała pociecha Dod w wieku dwóch lat. Zapytałem ile mają lat: odpowiedzieli, że po dwadzieścia. Jak widzisz ich cały dobytek składał się w „chacie mieszkalnej” z niskiej drewnianej pryczy, kawałka dywanu, na którym odpoczywała mama i tego co sam widzisz na drugim zdjęciu. Wcale nie bajeruję, bo starałem się zrobić to zdjęcie tak aby pokazać wyposażenie domu!

 

Pigmeje, Kamerun, chata-mieszkalna Pigmeje, Kamerun, pigmejska-rodzina-dario-20-lat-andeta-i-dod-2-lata

 

W centrum wioseczki zobaczyłem konstrukcję większej chaty w budowie. Kije wbite w ziemię i powiązane w górze ze sobą jakimiś pędami. Dach i ściany będą wykonane z mat, które widać na ziemi przed chata. Maty składają się z dłuższego cienkiego patyka podobnego do tego, który używał chłopiec do strącania owoców. Na nim przewinięto liście i przeszyto je kawałkiem pnącza. Będą ułożone w ścianach pionowych, lub na skosie dachu na zakładkę, aby utworzyć ścianę po której spłynie woda. Obok dwa inne domy pigmejskie.

 

Kamerun, Pigmeje, chata-w-budowie 22

 

Rozglądałem się, jak już napisałem przez jakiś czas i próbowałem rozgryźć, jak to jest z ich wiekiem na przykładzie tej wioski. Pytałem sam, czasem nawet rozmawiałem gestami i rysowałem cyfry na piasku. Nic to nie dało, tak jakby w ogóle nie znali cyfr albo zupełnie nie rozumieli sensu pytania. Gdy pokazywałem cyfry mojego wieku jako sześćdziesiąt cztery, widziałem w oczach całkowite niezrozumienie. Albo nie umieją pisać (liczyć), lub ten wiek wydał im się kosmicznie, niewiarygodnie długi. Ich średnia wieku to … około dwadzieścia cztery… No dobra, nie mogę się dogadać sam, to spytaj przez kogoś kto rozmawia w ich języku. Mój Carlos, akurat się odnalazł, pewnie trochę pospał w cieniu, i skorzystałem z jego usług w charakterze tłumacza. Skutek był podobny- odpowiadano, że ktoś kto moim zdaniem był w miarę młody (na moje oko 25-40 lat), ma ich zdaniem lat dwadzieścia  (i  „szlus”). Rob co chcesz! Gdy pokazywałem na starszą kobietę, bawiącą się z dzieciakiem siwowłosą Jozefine, odpowiedzią było- że jest najstarsza, ale nie wiedzą ile ma lat. Ona też nie wiedziała, lub nie potrafiła zrozumieć pytania.

 

Kamerun, Pigmeje, mieszkancy Kamerun, Pigmeje, najstarsza-jozefine-nieznany-wiek

 

Innym zajęciem kobiet jest na przykład pleceniem koszyków. Do ich wyrobu używają włókien roślinnych. Wyrabia się też instrumenty muzyczne, broń (małe kusze, dzidy czy ościenie na ryby), przybory do gotowania i zbieractwa. W jednej z chat przyglądałem się przez dłuższy czas sprawnym dłoniom Natalie. Robiła pułapki do łowienia krewetek rzecznych. Taka pułapka jest kształtu małego kosza, w którym znajdują się we wnętrzu dwa przepusty z patyków. Krewetki mogą wejść tylko z jednej strony, ale wyjdą dopiero, gdy łowca rozwiąże pułapkę z drugiej strony, i wysypie je do naczynia. Mozolna praca wykonywania patyków, potem wiązania ich w odpowiedni sposób. Następnie plecenie samego koszyka zewnętrznego i na końcu montaż całego saka krewetkowego.

 

Kamerun, Pigmeje,-natalie-robi-pulapki-na-krewetki Kamerun, Pigmeje,-pulapka-rzeczna-na-krewetki

Tuż przed pożegnaniem się, pozostawiłem wodzowi również swoje prezenty. Za  radą Darka z Yaounde, do słodkości dołączyłem jedną paczkę papierosów, i kilka saszetek plastykowych z „kameruńską whiskey”. Piszę o tym alkoholu w poprzedniej relacji. Nie było tego dużo, tak, że nie mam skrupułów, związanych z argumentami typu… namawianie do alkoholizmu. Nie mieli nawet po jednej na głowę męską. Wcześniej wódz pozwolił mi wejść do swojego, najbardziej reprezentacyjnie wyglądającego domostwa we wiosce.  Było tutaj więcej „ciuchów” i… moskitiera. Gdy zapytałem, tego, moim zdaniem wyglądającego na 30-40 lat mężczyznę o wiek- usłyszałem dwadzieścia… Oczywiście, zanim zdążyłem zrobić kilka kroków, już wszyscy mieszkańcy wioski w zasięgu głosu, stali wianuszkiem przy Mipagou. Odbyła się w ciągu kilku minut ceremonia podziału. Widać, że doskonale znają zwartość plastykowych pięćdziesięciu- mililitrowych saszetek.

 

Kamerun, Pigmeje, sypialnia-wodza-mipagou-na-oko-30-40-lat-podaja-mi-wiek-20-lat Kamerun, Pigmeje, wodz-mipagou-dzieli-suweniry

 

Potem poszedłem nieco w busz, a w zasadzie należałoby powiedzieć w dżunglę. Towarzyszył mi mój łódkowy kierowca, tak, że nie zdołałem złamać zbyt wielu zakazów. Nie wpuszczono mnie wszędzie- widać mają również swoje „tabu”. Podobno Pigmeje mają cały szereg zasad i rytuałów, znanych tylko im. Posłuchałem i wolałem się nie narażać na kłopoty. Podczas wypraw łowiecko- zbieraczych do tropikalnego lasu Pigmeje wychodzą na kilka dni. Gdy zastanie ich noc, mieszkają w prowizorycznych, naprędce wykonywanych szałasach, zbudowanych z czterech prętów z drewna, przykrytych liśćmi bananowca. Pozostałe, potrzebne im wyposażenie zawsze znajdą w pobliżu, lub niosą ze sobą: trzy kamienie, garnek i łyżkę do mieszania.

Jak opowiadał mi, wcześniej wspomniany Dariusz, dochodzi do zabawnych sytuacji, wtedy, kiedy zdołasz namówić Pigmejów, aby Cię zabrali ze sobą na kilka dni do lasu. Oni idą prawie nago, a za przeproszeniem „białas” jest dobrze zasłonięty, bo to przecież komary malaryczne, kolczasta roślinność. itp. Po dniu wędrówki: biały jest oblepiony, niemiłosiernie umorusany i obdrapany, a Pigmej… schludny, nawet nie zadraśnięty!

W pobliżu wioski spotkałem pigmejską chatkę innego typu. Była to prowizoryczna chatka- suszarnia owoców palmy oleistej. Używają tych podobnych do daktyli owoców do gotowania, jedzenia i wyciskania oleju.

 

Kamerun, Pigmeje, chatka-pigmejow-w-buszu Kamerun, Pigmeje, suszarnia-owocow-palmowy-olejowej

 

Przy pożegnaniu z sympatycznymi mieszkańcami Namigoubi, zrobiłem dwa zdjęcia: z mieszkańcem wioski Lobo, moim gondolierem rzecznym Carlosem (nie Pigmejem), oraz z Pigmejem Thomasem. Niestety nie udało mi się sfotografować „pigmejskiego uśmiechu”! Niektórzy zęby były ostrzone, ale odmawiali zgody na fotografowanie.

 

Kamerun, Pigmeje, fotka-z-pigmejemthomasem Kamerun, Pigmeje,-fotka-z-moim-gondolierem-carlosem
W drodze do przystani towarzyszyła mi trójka dzieciaków. Przemknęło mi przez myśl, masz wnuki i jakże odmienna sytuacja życiowa tych młodych ludzi: tutaj daleko, daleko… w tych warunkach, malarii, długości życia… Thomas chyba mnie polubił, gdyż także nam towarzyszył i pomógł z dziećmi zepchnąć łódź na wodę.

 

 

Kamerun, Pigmeje, Kamerun, Pigmeje, pozeganie-z-tomasem-i-dzieciakami-na-przystani

 

W drodze powrotnej miałem okazje przyjrzeć się bliżej, chińskiej budowie mostu nad rzeką Lobo. Jest Chińczyków mnóstwo w wielu krajach, którzy tam udzielają pomocy, ale również przy okazji opanowują rynki… zbytu swoich towarów i… zakupu surowców, dla chińskiej, potężnej lokomotywy gospodarczej. W scenerii powoli zachodzącego słońca, wśród ogromnych drzew przy rzece, pomyślałem o sytuacji leśnych pigmejskich plemion. Przecież taka budowa mostu, jak ten oglądany chiński, to tak naprawdę nowa droga przez dotychczas niedostępną dżunglę. A wraz z drogą zjawią się drwale, którzy wytną na eksport, może właśnie Chin gro potężnych drzew. Skutkiem może być już niedługo, że dla Pigmejów w tym miejscu nie będzie miejsca.

Wiele grup Pigmejów spotyka się współcześnie z dyskryminacją i ciągłym zagrożeniem. Przeczytałem, że właśnie  w Afryce dochodzi do przymusowych wysiedleń i prześladowań. W Demokratycznej Republice Konga dochodzi do ich masowych mordów i gwałtów. Tereny Pigmejów zostały zdewastowane przez wyrąb drewna, wojny i agresję rolników…

Nie wiem ile w tym prawdy, oraz czy to co piszę jest obecnie aktualne. Ponoć w Kongu, przez plemiona Lendu i Hema Pigmeje są uważani za formę przejściową między małpą a człowiekiem, dlatego są mordowani i zjadani.

Wracając zauważyłem jak przygotowano już na brzegu, Pigmejskie pułapki krewetkowe do zanurzenia w rzece-krewetki żerują w nocy.

 

Kamerun, chinska-budowa-mostu-w-dzungli

 

Znalazłem także ciekawą opowieść związaną z traktowaniem Pigmejów:
O człowieku skazanym na ZOO.

Czy w ostatnich latach sytuacja traktowania ludzi się poprawiła? Czy w traktowaniu z pogardą innych, nie nabraliśmy po prostu wprawy i czy nie robimy tego jedynie z większą ogładą? Tak na oko sto lat temu, organizatorzy wystawy światowej w St. Louis wynajmują Samuela P. Vernera, amerykańskiego misjonarza i podróżnika, by przywiózł z Afryki na ekspozycję Pigmeja. Verner w jednej z wiosek poznaje chłopca Otę Benga, którego zaostrzone zęby wyglądają jak zwierzęce kły. Verner, zgodnie z obietnicą, po targach odwozi go do domu. Benga wraca do swej wioski: jest pusta. Nikt nie przeżył lokalnej wojny, więc misjonarz zabiera go z powrotem do USA. Tam znajduje się dla niego kolejne zajęcie, w klatce w dziale dla małp siedzi 22-letni Benga. Oglądają go tłumy, łącznie– ponad 20 mln ludzi. Po „czarnoskórych” protestach, Beng trafia do sierocińca na Brooklynie, potem mieszka z kolejnymi rodzinami, które chcą zapewnić mu opiekę. Chłopak powoli się aklimatyzuje. Został mu jednak nawyk z ZOO: bije się w piersi i krzyczy: „Jestem człowiekiem! Jestem człowiekiem!”.

Planuje wrócić do Konga i pracować w fabryce tytoniu. Wybucha pierwsza wojna światowa, która utrudnia mu wyjazd. W marcu 1916 r. 32-letni Ota wychodzi do stodoły za głównym sklepem w miasteczku, zrywa z zębów sztuczne nasadki ukrywające jego kły, z których jest dumny, rozpala w środku rytualne ognisko i strzela sobie w głowę…
Przejście do relacji: Kamerun

Przejście do następnej relacji: Gwinea Równikowa

 

 

 Kamerun, informacje praktyczne  (na listopad 2016).

Tekst: Paweł Krzyk

 

Informacje ogólne: Kamerun jest państwem w pobliżu równika w zachodniej Afryce. Jest krajem półtora razy większym od Polski. Graniczy z sześcioma państwami. Na północy jest sucho, południe natomiast pokrywa soczysta dżungla. Środek wypełniają pagórkowate wyżyny. Większe góry znajdują się w pobliżu granicy z Nigerią, w tym najwyższy szczyt Afryki Zachodniej – Góra Kamerun (4 070 m…) Różnica czasowa: nie ma- ma ten sam czas co w Polsce ( z wyjątkiem czasu letniego- tutaj go nie używają).

 

Kiedy jechać? Na północy klimat jest suchy, z porą deszczową od kwietnia do września. Potem chmury przepędza suche powietrze znad Sahary. Niosący pyły  wiatr, nazywa się harmatan i potrafi ograniczyć widoczność (poza tym efektem, nie jest dokuczliwy). Przy równiku, na południu kraju, występują dwie pory deszczowe: intensywna od czerwca do września oraz słaba od marca do czerwca. Temperatury na południu są podobne w ciągu całego roku. Może to zabawne, ale termometr pokazuje około +30°C, zarówno w dzień jak i w nocy. Najlepszą porą na wizytę w Kamerunie jest początek polskiej zimy.

 

Wiza: od Polaków jest wymagana, : swoją załatwiłem w Ambasadzie w Berlinie za pośrednictwem pośrednika „2 Ways”. Można ją uzyskać także w Ambasadzie Kamerunu w Moskwie.

Do otrzymania wizy w Berlinie potrzebne są następujące dokumenty:

  • Ważny co najmniej 6 miesięcy paszport
  • Dwa wypełnione formularze (do pobrania ze strony Ambasady Kamerunu w Berlinie)
  • Dwa zdjęcia
  • Rezerwacja biletu lotniczego
  • Kopia szczepienia przeciw żółtej febrze
  • 82 euro

Wizę można otrzymać w przeciągu jednego dnia, bądź załatwić wszystko korespondencyjnie. W Berlinie standardowo przyznawane są wizy wielokrotne, ważne przez pół roku od daty wystawienia i upoważniające do miesięcznego pobytu w Kamerunie.

 

Wizy do krajów sąsiadujących (z tego co wiem).

 

Do: Nigerii, Czadu, Republiki Środkowoafrykańskiej można załatwić w Yaounde (ale lepiej, ze względów bezpieczeństwa, o nich na razie… zapomnieć. Nie ma możliwości załatwienia wiz na granicach.

Do: Kongo (Brazzaville) załatwiłem w Ambasadzie w Yaounde. Ambasada mieści się w dzielnicy Bastos. Jedzie się taksówkami (z dosiadką) z centrum: koło la Post Centrale na Rondpoint Nlongkak (fon. Lonkak) i dalej na miejsce nazywane Derieurs Igine Bastos (boczna uliczka, trzeba pytać). Potrzeba: wypisać wniosek, 2 zdjęcia, rez. hotelu, kopii paszportu i stron żółtej książeczki. Termin zwykły 40.000 XAF (kilka dni), expressowy 60.000 XAF (trzy dni). Pieniądze wpłaca się do banku (niedaleko). Można w ciągu jednego dnia, jeżeli ambasador na kierowaną mailem indywidualna prośbę, wyrazi zgodę. (zajęło mi dwa dni: mail i drugiego dnia wydali po kilku godzinach).

Gabon: Załatwiłem w Ambasadzie w Yaounde. Dojazd jak wyżej, ale za Lonkak kierować się w kierunku ambasady USA lub Maroka (jest niedaleko). Po złożeniu dokumentów rano i wpłaceniu za tempo expressowe (70.000 XAF, zwykły 40.000 XAF- ale dłużej czekasz), otrzymałem o 17.00. Złożyłem dokumenty jak niżej i wszystko wypisałem na miejscu (tylko po francusku- pomógł inny klient).

Można również w ambasadzie w Berlinie- potrzebne są następujące dokumenty:

  • Dwa wnioski wizowe (formularz dostępny do pobrania na stronie ambasady)
  • Paszport – ważny co najmniej 6 miesięcy
  • Dwa zdjęcia paszportowe
  • Rezerwacja biletu lotniczego w dwie strony (lub mapka trasy lądem)
  • Rezerwacja hotelu
  • 80 euro (gotówka, płatność czekiem lub przelewem jest niemożliwa)

Wizy Gabonu można kupić bez zbędnych formalności na głównych przejściach granicznych (słyszałem o Cocobeach i Bitam), ale nie na lotnisku w Libreville. Na granicach wizy kosztują 40 000 XAF – jednokrotne, ważne jeden miesiąc.

Gwinea Równikowa. Ambasada w Yaounde nie wydaje wiz turystycznych do Gwinei Równikowej. Ja otrzymałem w Berlinie.

Język urzędowy: francuski i angielski. Ale praktycznie należałoby powiedzieć francuski i tylko czasami, ktoś mówi co nieco po angielsku. Po angielsku zawsze kogoś znalazłem, choć niekiedy porozumienie się było działaniem karkołomnym.

 

Waluta: frank Środkowoafrykańskiej Wspólnoty Walutowej (XAF). Wymieniałem EURO po kursie prawie stałym: 1 EUR= 655 do 656 XAF w bankach, kantorach (i osób prywatnych- przy lotnisku)-kurs ten sam. Czasami widziałem bankomaty, ale płacić kartą nie miałem gdzie.

 

Internet i telefony, prąd, wtyczki: Internet jest dostępny w kafejkach internetowych i w  hotelach. Telefony GSM nasze działają. Prąd i wtyczki takie jak w Polsce.

 

Ceny: towary i usługi : generalnie niezbyt wysokie. Coca cola= 600 XAF (ok.0.9 EUR), woda 1,5 litra=400 XAF, kanapka: bułka z dwoma jajkami na twardo= 250 XAF.

 

Jak dojechać? Najwygodniej samolotem. Możliwości jest sporo drogą lądową od strony krajów sąsiednich (niekiedy niebezpieczne kraje…)

 

Bezpieczeństwo: Obecnie niestety: nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje o bardzo wysokim zagrożeniu zamachami terrorystycznymi, i porwaniami obcokrajowców na terenie północnego Kamerunu przy granicy z Nigerią. Zaleca wprost: nie podróżuj! W graniczących z Kamerunem stanach Nigerii (Adamawa i Borno) obowiązuje stan wyjątkowy. Siły zbrojne prowadzą tam operacje przeciwko islamistycznym rebeliantom. Ma to wpływ na sytuację bezpieczeństwa w północnych prowincjach Kamerunu, do którego przedostają się uchodźcy oraz bojownicy.
Niebezpiecznie może być również na obszarach graniczących z Czadem i Republiką Środkowoafrykańską, w której trwają operacje zbrojne. Na terytorium półwyspu Bakassi występuję poważne zagrożenie piractwem morskim i porwaniami ze strony grup operujących z Nigerii. Mówi się o nieprzekraczania odległości 50 kilometrów od granic z: Nigerią, Czadem i Republiką Środkowoafrykańską.

Dodatkowo, problemem jest jeszcze coś: swobodne przemieszczanie się po terytorium kraju może być utrudnione przez służby porządkowe, zatrzymujące przejezdnych i żądające bezpodstawnych opłat. MSZ odradza samotnych podróży i podróży po zmroku.

Oczywiście, zrezygnowałem ze zwiedzania całej północy Kamerunu, ale wędrowałem samotnie, choć tylko w porze jasnej.

Wymagane jest szczepienie przeciw żółtej febrze oraz polio (adnotacja o ważnym szczepieniu w międzynarodowej książeczce zdrowia). Występuje duże zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne, głównie cholerą, tyfusem, żółtą febrą, wirusowym zapaleniem opon mózgowych, AIDS i chorobami tropikalnymi. Na całym terytorium kraju występuje bardzo duże zagrożenie malarią, w związku z czym przy krótkich pobytach zalecane są środki prewencyjne. O profilaktyce antymalarycznej piszę pod malaria.  W związku ze stwierdzeniem na terenie kraju ognisk zakażeń wirusem polio, przed podróżą należy poddać się właściwym szczepieniom. Dotyczy to w szczególności osób planujących pobyt ponad 4 tygodnie.

Nie pij wody nieprzegotowanej (nawet mycie zębów). Owoce myjemy i obieramy własnoręcznie, a potrawy najlepiej jeść tylko gotowane, pieczone lub smażone. Mleko, świeże soki, surowe warzywa…, najlepiej zapomnij, że istnieją!!! Nie brodź i nie kąp się w zbiornikach ze stojącą wodą (ślepota rzeczna, larwy przenikają przez skórę… cierpnie skóra, po prostu uważaj).

Pamiętaj zawsze o pytaniu o zgodę, zanim zaczniesz fotografować  ludzi, nawet na bazarach. Nie fotografuj obiektów państwowych i militarnych- tylko czekają na okazję do… łapówkarstwa.

 

Transport i informacje turystyczne: na granicach i w miastach brak  informacji turystycznych, i jakichkolwiek materiałów turystycznych. Ruch prawostronny. Popularne w innych krajach zachodnioafrykańskich i francuskojęzycznych, place autobusowe tzw. gareroutiere, w Kamerunie prawie nie istnieją. Poza autobusami i mniejszymi minibusami, po Kamerunie można podróżować również taksówką lub pociągiem. Autobusy, mniejsze busy i w większości przypadków również taksówki, ruszają w trasę, gdy skompletują pasażerów (do ostatniego miejsca, na dostawianym w przejściu krzesełku…). Czekałem nawet ponad trzy godziny…

Na mojej całej trasie jeździłem: taksówkami, motocyklami (z kierowcą), autobusami, mini busami, łodzią wiosłową. Niżej podaję szczegóły (ceny w XAF, jedna złotówka to około 160 XAF):

Duala:

Lotnisko- hotel w centrum miasta: taxi, 5 km, 3000

Hotel- bazar centralny: motocykl, ok.2 km, 200

Yaounde:

Transfer z lotniska do sierocińca: bezpłatny ojca Dariusza Godawy

Sierociniec (Odza, Orphelinat)- Odza, skrzyżowanie Auberge Blue: motocykl, 3 minuty, 100 do 200

Auberge Blue- La Post Centrale (centrum miasta)- motocykl lub taxi z odsiadką (taka co zabiera wszystkich po drodze do napełnienia się), 30-50 minut, 500 do 1000

La Post Centrale- Bastos (ambasady): taxi jw., ok. 20-30 minut, 1000 do 2000

Kribi:

Postój autobusów-hotel: motocykl, 3 minuty, 100

Wycieczka do Lobo i Pigmejów: motocykl, 20 minut w jedną stronę, 7 km, ale ponad 4 godziny łącznie, 5000

Lobo-Namigoubi: łódź wiosłowa, około 50 minut w jedną stronę, 3 godziny, 10.600

Yaounde- Kribi: autobusy, ok. 270 km, 4-4,5 godziny jazdy, 3500

Yaounde-Ebolova: mniejsze autobusy, 2,5 godziny, 1500

Ebolova- Ambam: mały bus, 1,5 godziny, 1000

Ambam- przejście graniczne Gwinea Równikowa: motocykl, 30 minut, 1000

 

Hotele:

Duala: Relais Hotel, rue Gallieni, Douala, 14.000 XAF

Yaounde: Sierociniec Św. Dominika, Odza, Orphelinat. Ks. Dariusz Godawa, kontakt dariusz@misja-kamerun.pl, lub na: www.misja-kamerun.pl oraz www.dziecislonca.org

Kribi: Hotel Malabo, przy głównej ulicy poniżej przystanku autobusów, 17.000 XAF

Ambam: Hotel ”L’Escapade de la Vallee”, Ambam, 17.000 XAF

 

Przewodniki: nie szukałem, wystarczyły mi informacje z Internetu, oraz informacje na miejscu.  

 

Atrakcje turystyczne:

Duala: spacer po centrum miasta, bazar centralny, Można rozważyć 1-2-dniową wycieczkę samochodem do Limbe. Po drodze wodospad, gdzie kręcony był słynny film Greystoke „Legenda Tarzana”.

Yaounde:  Sierociniec ojca Dariusza Godawy. W centrum stolicy można zwiedzić: Kameruńskie Muzeum Sztuki (w benedyktyńskim klasztorze), katedrę  i bazar.

Kribi: wycieczka do wioski Pigmejów i wodospadów Lobo. Zwiedzenie bazaru i centrum Kribi.

Ebolova i Ambam: miasteczka po drodze do granicy z Gabonem I Gwineą Równikową (trochę egzotyki ogólnoafrykańskiej prowincji, przejechać i zapomnieć). Ładne widoki po drodze: przyrody i wioski.

Powrót do relacji z podróży: Kamerun