Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Archipelag Lakkadiwy / Lakshadweep (Indie)

Spis treści

Lakkadiwy (Lakshadweep). Jakie są Lakkadiwy, relacja...

Dodano: 08-04-2012

Jakie są Lakkadiwy, relacja z podróży.

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

Przywędrowałem na ten normalnie niedostępny kawałek Indii w marcu 2012 , podczas miesięcznej wyprawy do Indii, którą nazwałem „Indiami mniej znanymi”. Miałem z tym kawałkiem wyprawy kłopoty przez 2 tygodnie. Kłopot polega na uzyskaniu specjalnego pozwolenia od indyjskiego urzędu państwowego, na odwiedzenie tych wysp, położonych
w odległości 300- 500 km  na zachód od  płd. Indii, na Morzu Arabskim. Na stronach Ministerstwa Turystyki wjazd na Lakkadiwy jest zakazany. Zezwolenie takie można jednak otrzymać po zapewnieniu sobie zakwaterowania itp.,  przed wyjazdem. Obcokrajowcom takie pozwolenia załatwiają dwa biura turystyczne w Delhi i Kochin (Lakshadweep Tourist Office, np TUTAJ). Ja na nie czekałem w/w  dwa tygodnie. Myślałem że dyskryminują obcokrajowców. Okazało się na miejscu, że taki sam  Entry Permit, musieli mieć i pozostali goście przybysze z kontynentu, i czekali na nie podobnie długo. Zezwolenie sprawdzono podczas odprawy przed wylotem. Wsiadłem do samolotu śmigłowego starego typu i po 1,5 godz. jestem na Agatti, jedynej wyspie z lotniskiem na Lakshadweep.  Dużo by mówić o tym lotnisku. Jakoś tak znad wody  widać nagle pas startowy, samolot hamował wzdłuż błękitnej plaży, i jak  zawracał, też na końcu była plaża. Pas startowy jak kawałek asfaltowej drogi z parkingiem na końcu, na ten samolocik i helikopter. Budynek lotniska jest parterowym barakiem  z uśmiechniętymi urzędnikami, którzy błyskawicznie zarejestrowali moja skromną osobę w dużej książce. Już mogłem iść po swój worek z plecakiem i do toalety . Tu niespodzianka bo kran z wodą został mi w dłoni, odskoczyłem przed strumieniem ze ściany. Całe szczęście wcisnąłem z  powrotem, i  tylko kapało.

Archipelag Lakshadweep to obok Andamanów
i Nikobarów, terytorium związkowe Indii, składające się z 36 wysp. Powierzchnia tylko 32 km2, a ludności ok. 65 tys. Te najważniejsze
ze stolicą na Kawaratti to: Amindiwi, Connanore, Minicoy (nazywane też oddzielnymi archipelagami- atolami,  o tych nazwach),
oraz Agatti, Androth, Bitra, Kadamat, Kalmeni,
i inne. Najmniejsze są nie zamieszkane. Słyną obecnie jako miejsce z oryginalną przyrodą, nie zadeptaną przez tłumy turystów, bajecznymi plażami . Na świecie jest coraz  mniej miejsc, tak dziewiczych i nieskażonych cywilizacją.  Prawie raj na ziemi,  z  temp. powietrza pomiędzy 20 a 35 st. C, i  temp. wody 25 st. C. (!!!), przez cały rok.
Historycznie władali tym rejonem od 1498 r. Portugalczycy, potem radża Kannanoru  (ind.),
a po 1792 r. część z nich była niepodległa. W końcu XIX wieku podbili je Brytyjczycy, a od 1956 r. są stanem związkowym.
Ale do rzeczy. Z lotniska krótko samochodem jedyną drogą wzdłuż paska lądu, jakim jest ta wyspa , na jej drugi koniec do przystani. Jadę z młodą parą hinduską z Radżastanu. Tutaj niespodzianka bo czeka na nas  stara drewniana łódź, do łowienia ryb wędkami bez kabiny. Ponad burtę wystaje z tego płaskiego czegoś , o wymiarach 15x 3 m, tylko słupek z małym kółkiem steru. Jak się tutaj okazało do  hotelu na wyspie Kadmat, jest  61 km po otwartym morzu/ oceanie. Miał być transfer (speed bout) i jest, tyle że 5 godzinny, bez możliwości schowania się. Całe szczęście jest słonecznie i tylko lekki wiaterek,  powodujący że fala długa fala oceaniczna niezbyt bujała.

Start o 16.00 , mijamy trzy mniejsze wyspy. Huk silnika łodzi z odkrytego luku, sprzed dziobu uciekają pod wiatr małe latające rybki. Dwóch gospodarzy łodzi bardzo się stara umilić czas częstowaniem posiadanymi słodyczami, owocami i  napojami. Zaczynam się zastanawiać co mógłbym zrobić w razie np. awarii silnika- telefony nie działają? Zanim skończyłem o tym dumać, pomagier sternika wyciągnął wiadro i urządził w nim ognisko, przy pomocy czegoś palnego i … ropy. Po paru minutach  wyjął z wiadra okopcony czajnik z gorącą wodą. Zaczerpnął morskiej wody dla umycia  plastykowych kubków, i za chwilę piłem cynamonową indyjską  herbatę (herbata i dużo cukru z mlekiem) . Moim zdaniem nawet niezła. Współtowarzysze niedoli  odmówili.

Czas jakoś tak powoli płynie na pustym oceanie przy zachodzącym słońcu. Sternik siedzi w kucki przy kolumnie steru, plotkując ze swoim kolegą w nieznanym języku.

Zapada zmierzch, kładę się dla ochrony przed wiatrem, i  bryzgami na dole łodzi (w nogach).Po pół godzinie jest ciemno i wspólnie z młodzieżą podziwiamy rozgwieżdżone  niebo, na którego tle kreślą różne  wzory, wywołane bujaniem, kolumna steru i czubek masztu. W przerwach drzemki, stwierdziłem że nasi gospodarze są muzułmanami, gdyż na zmianę odmówili rytualne modły. Nagle już 21.00 wchodzimy między oświetlone boje drogi wodnej, pomiędzy rafami wyspy Kadmat. Na brzegu wita nas tłumek mężczyzn,  dziwiąc się że tylko 3 osoby, w tak dużej łodzi. Później już w hotelu usłyszałem, że inni przyjechali małymi łodziami, jadąc dłużej, z problemami żołądkowymi po drodze. Skok do busika i po kilku minutach drogą, jestem w jedynym tutaj hotelu „Kadmat Island Resort”. Warunki bardzo dobre w samodzielnych murowanych klimatyzowanych bungalowach- moim zdaniem 3 gwiazdki Kolacja i nagle jest już rano.

Wychodzę na spacer przed śniadaniem i widzę mały raj na ziemi. Wzeszło słońce nad ideałem piaszczystej białej plaży. Parę metrów od domku: hamaki, drewniane leżanki, parasolki z liści palmowych, i ten… kolor krystalicznej, ciepłej wody z rybkami i rybami akwariowymi. Idę plażą dalej, krabiki pracowicie czynią swoje, i nagle koniec wyspy, a plaża zawraca na drugą stronę ośrodka (ośrodek jest ok.100 metrów szeroki?).

W ciągu dnia zwiedzam zakątki, plaże, taplam się, organizuję w centrum nurkowym  nurkowanie, i piszę te notatki. Jedzenie smaczne standardowe indyjskie, z owocami i wodą. Idę na spacer plażą do środka wyspy.   Na plaży w zasięgu wzroku nie ma nikogo. Widzę mnóstwo małych wędrowniczków z muszlami na plecach. Zobaczyłem miniatury chyba wszystkich muszli, których przywożenie do Europy jest zabronione

I tylko kilometry tej bialutkiej plaży z palmami i wszelkimi pocztówkowymi kolorami wody.
W hotelu mieszka 5 osób z moim kolorem skóry. Ku mojemu zaskoczeniu widoczni na zdjęciu niżej, Arek i Tomek są rodakami, pracującymi w Irlandii. Wraz z swoim kolegą Kumarem przyjechali do Indii, do stanu Andra Pradesh na urlop, i stamtąd z jego rodziną  przyjechali tutaj. Czyli Polacy na Kadmat górą. Mam też z kim pogadać po naszemu. Oprócz nas tylko Amerykanka z Kanadyjczykiem. Łącznie 15 gości hotelowych i 19 pracowników. Spotkałem człowieka z siecią do zarzucania wypatrującego większych ryb, i dzieciaki domagające się foto- oczywiście z obowiązkowym pokazaniem jak wyglądają.

Na skraju plaży co kilkaset metrów, daszki nad łodziami rybackimi oraz szczelne zagrody z sieci, w których suszone są orzechy kokosowe. Jest
z tym sporo pracy. Najpierw pozbierane na sterty orzechy, trzeba obrać z zewnętrznej otuliny,
i obskubać jej resztki. Po rozbiciu twardego orzecha jest wykładany do wysuszenia.
Dopiero potem wyciągany jest środek z łupiny.  Po zapakowaniu w jutowe worki sprzedawany jest  1 kg orzecha w cenie 1 USD (50 Rs). Z tego powstają po zmieleniu np. wiórki kokosowe.
Na pewno nie robią na tym „kokosowych interesów”. Wyspa przetwarza orzechy na proszek  kokosowy, który jest dodatkiem do indyjskich potraw.

Zagrody normalne „jak na Indyjską wioskę”
z kozami i drobiem. Popularny jest islam.  Zauważyłem że nie mogę się dogadać we wiosce rybackiej. Przy okazji dowiedziałem się,
że najpopularniejszym lokalnym językiem jest „jesery” (mówiony- bez alfabetu), następnie malajski, oraz na wyspie Minicoy język mahl. Wraz z orzechami kokosowymi zauważyłem suszenie ryb. W wiosce wykorzystuje się wszystko. Na podwórku zbiornikiem został, wypalony wcześniej korzeń palmy.

Dzień trzeci. Słoneczko jak zwykle, morze znowu szmaragdowo- zielone…, i znowu obrzydliwie ładnie. Ale maruda, nie…? Namówiłem kucharza przy śniadaniu do zrobienia jedzonka bardziej ostrego. Poza „papu” indyjskim były jajka przykryte warzywami na ostro.

Potem załatwiam swój problem z transportem powrotnym do Agatti. Nie chcę się tłuc 5 godzin starą prywatną krypą za 12 tys. Rs/łódź. Koszty się rozkładają na ilość osób, ale zawsze to nieco za drogo, a zauważyłem że chyba muszę wracać łodzią sam. Tym bardziej że jest szybka łódka, za tylko 1000 Rs/ osoby. Po kombinacjach z recepcją, postanowiłem skrócić pobyt,
i poprosiłem o przebudowaniu biletu. Jak ja ten  temat podniosłem zrobili to tez inni turyści, żądając tego co ja. Nagle się okazało, że zmieniono godziny szybkiej łodzi,
i  mam problem z głowy bez zmiany biletu. Może pomyśleli że przyjdziemy też po zwrot pieniędzy,
za niewykorzystane dni (ok.100 EUR/domek/dzień). Życie jest piękne, tylko parę skoków
do tej cieplutkiej, niebieściutkiej, falującej wanienki, i mogę wypożyczyć rower, aby pojechać na drugi koniec wyspy. Pedałowałem godzinę jadąc tym lasem palmowym, mijając: zabudowania, sklepy, szkoły, meczety, budynki rządowe i kozy na drodze. Nagle latarnia morska i betonowo- asfaltowa wąska droga kończy się na piasku plaży. Tata z synem  i córką łowią na spinning drobne  rybki, stojąc po kolana w wodzie.

Szkół na Kadmat jest dużo, od podstawowych po politechniczne. Zauważyłem też madrasę– szkołę koraniczną.  Na tej wyspie mieszka ok.6 tys.  mieszkańców. Kobiety widziałem ubrane tylko w stroje muzułmańskie. Małe meczeciki, obowiązkowo z zbiornikiem do mycia się. Niektóre posiadają małe cmentarze. Jest ich podobno 35. Nie wiem czy to prawda,  bo wypada po około 170 mieszkańców na jeden dom boży.

Zastanowił i rozweselił mnie ten napis, nad drzwiami do przydrożnej budki, typu mała stodoła. Zapytałem   i okazało się, że napis hotel oznacza małą restauracyjkę z „czajem”. Wypiłem z gromadką ośmiu  chłopa niezłą herbatę po indyjsku. Wszyscy chcieli zobaczyć swoje foto, a po chwili byłem sensacją okolicy, w tłumku okolicznej męskiej części społeczności.

Kobiety w muzułmańskiej wsi nie mają wstępu do takich miejsc. Wyglądały ukradkiem z swoich obejść. Na pewno byłem jedną z 5 osób białych na całej wyspie. Ludzie przyjaźni, choć kobieta, którą pozdrowiłem, najpierw obejrzała się w stronę domu, i dopiero potem uśmiechnęła się od ucha do ucha. Jest też warsztat naprawy pojazdów, których jest na ulicy najwięcej.

Nikogo tutaj nie martwi taki  nieogrodzony przydrożny transformator. Ja wiem, że dotknięcie czegokolwiek to pewna śmierć.
Wyspa jest zamieszkana prawie na całej długości. Posiada odpowiednie, urzędy: rządowe, pocztę, techniczne, instytut uprawy roślin, po sklepy typu wiejskiego. Nie ma innych miejsc noclegowych, poza Resortem w którym przebywam.

Dzień czwarty na Lakkadiwach. To mój dzień nurkowy. Udało się skompletować sprzęt
i za 50 USD ruszyłem łódką, w towarzystwie instruktora, i jego 2 kolegów, na skraj laguny,
na wysokości przystani hotelowej. Tylko ok.800 m. w morzu. Droga po wodach laguny niesamowita, ponieważ: nie dość że w kolorze widokówkowym, to czysta, i doskonale widoczne dno, z jego mieszkańcami. Widziałem 3 manty i żółwia zanim ubrałem akwalung. Dno na skraju błękitnej wody jest na 15- 18 metrach, z wielokolorową  przeciętnie ładną rafą. Za to sporo dużych i mniejszych akwariowych ryb.

Szukam pocztówek ale niestety na wyspie ich nie ma, podobnie jak żadnego sklepu z pamiątkami. Musiałem zrobić własną, wycinając obrazek
z kolorowego prospektu. Ciekaw jestem czy dojdzie. Szkoda że już jutro znowu skomplikowany powrót na kontynent 4-ma środkami lokomocji. Najpierw kilka km mini busem z hotelu na przystań, przejazd szybką łodzią 2,5 godziny na wyspę Aggati.
Samochodem z przystani na posiłek, do jednego z trzech hoteli rządowych (prywatnych brak).
Ten obrazek jest z Agatti, ale jest taki sam jak na Kadmat. Wyspy są do siebie podobne. Widać sporo materiałów budowlanych inwestycyjnych.

Przypuszczam, że głównym powodem ograniczania przez władze Indii ruchu turystycznego , jest brak infrastruktury do jego przyjęcia, począwszy od obecnego mini lotniska, a skończywszy na braku bazy noclegowej. Przeczytałem o konkurowaniu Lakkadiwów z Malediwami. Sądzę, że jeszcze długo Malediwy,  nie mają się czego obawiać. Z drugiej strony cieszę się, że zobaczyłem ten archipelag nieco dziki, na pewno oryginalny, nie zabudowany jeszcze hotelami i restauracjami.Jeszcze tylko znowu odprawa w baraku „lotniska”, i odlatuję do Kochin.

 Kłaniam się wszystkim miłym towarzyszom
tej podróży, i całej wyprawy
do:„Indii mniej znanych cz.I”,„Indie … cz.II”,
oraz „Archipelagu Andamanów i Nikobarów”.
Zapraszam do zapoznania się z relacjami.

Oferuję również film z tej wyprawy.
P.K.