Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Bhutan

Spis treści

Bhutan, relacja z podróży.

Dodano: 21-06-2016

Bhutan, relacja z podróży.

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

 

          Informacje dotyczące zwiedzania, organizacyjne i praktyczne znajdziesz na końcu relacji.

Druk Jul, oficjalna nazwa Królestwa Bhutanu oznacza Kraj Grzmiącego Smoka. Nazwa chwytliwa, przyjęła się w folderach reklamujących bhutańskie atrakcje turystyczne, począwszy od folderu lokalnych linii lotniczych. Smoczy kraj leży we wschodnich Himlajach, ukryte pomiędzy Chinami i Indiami. Druk Jul jest także krajem wyznawców jednej z odmian buddyzmu tybetańskiego- tzw. „szkoły drukpa”. Klasztory górują nad prawie każdą doliną, podobnie jak dzongi- warowne fortece. Zawsze jednak, to ośnieżone góry, niedostępne przełęcze, brak dróg i czujni lokalni strażnicy, bronili dostępu atakującym sąsiadom z Nepalu i Tybetu. Górskie państewko zdołało przetrwać rozgrywki mocarstw. Za miedzą szalały burze. Tybetański Dach Świata zawalił się w 1950 roku po chińskiej inwazji. Podobny statusem Sikkim w 1975 roku zniknął z mapy świata, dzięki głosom ludności nepalskiej i został wcielony do Indii. Ogromni sąsiedzi, chiński smok oraz indyjski słoń wymieniają nad granicami spojrzenia… Na szczęście dziedziczny monarcha, czwarty król Bhutanu wiedział o tym, że przetrwanie kraju musi mieć mocniejsze podstawy niż zamknięte granice i złe drogi.

Bhutan pozostał samodzielnym państwem, który na mocy porozumienia jest wspierany gospodarczo przez indyjskiego sąsiada. Przewidujący zmiany król Jigme Singye Wabgchuck, zaproponował filozofię szczęścia narodowego brutto. Dziwne pojęcie, które zostało oparte na: zrównoważonym rozwoju, dobrych rządach, kultywowaniu dziedzictwa oraz ochronie środowiska. Jednak to co dobre nie było dla wszystkich. Nauczony przykładem monarchii sikkimskiej w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku pozbawił prawa pobytu Nepalczyków (prawie dwadzieścia procent społeczeństwa). Obecnie koczują w Nepalu poza granicami Bhutanu a poziomu życia zazdroszczą sąsiedzi. Bhutan otwarł się na turystykę dopiero czterdzieści lat temu, kiedy w okresie koronacji króla zezwolono na przyjazd pierwszych turystów. Podczas gdy sąsiadów zdeptują turyści, którzy za kilka dolarów jedzą, śpią i podróżują, Bhutan stawia na zasadę „maksimum dochodów przy minimum skutków ubocznych”. Możesz tutaj przyjechać, wyłącznie po wykupieniu drogich wycieczek pobytowych z obowiązkowym przydzieleniem przewodników. Po prostu przydzielenie wizy wjazdowej, jest uzależnione od wykupienia konkretnego programu pobytowego w miejscowym biurze podróży (z pełnym wyżywieniem, konkretnym transportem itd.). Zapłacisz około dwieście pięćdziesiąt dolarów amerykańskich za dzień pobytu.

Samochód, którym podróżujemy w Bhutanie odbiera nas już w Indiach przy Parku Narodowym Jaldhapura. Jechaliśmy sobie do granicy w Jaigon mini busem, w którym są po trzy miejsca w rzędzie, więc każdy z nas rozpiera się w jednym. po drodze po stronie indyjskiej obserwujemy słynne pola herbaciane. na niektórych trwają herbaciane zbiory… Na granicy dwaj panowie siedzący pod portretem królewskiej pary robią nam zdjęcia, zdejmują odciski palców i wbijają bhutańskie wizy do paszportów. Tuż za granicą zwiedzamy klasztor Phuentsholing. Man Dhoj, nasz przewodnik poucza nas,  że na zewnątrz można robić zdjęcia ale tam gdzie się zdejmuje buty fotografować nie wolno. Roztacza się  stamtąd widok na przygraniczne miasto Jaigon/Phuentsoling . Dowiadujemy się, że to świetne miejsce na robienie interesów, bo Bhutan prócz żywności i energii elektrycznej nic nie wytwarza a wszystko co potrzebne sprowadza z Indii. Z Indiami ma wiele przejść granicznych i utrzymuje bardzo dobre stosunki.  A z Chinami nie mają i nie chcą mieć  żadnego. Dostajemy po butelce wody i ruszamy jednopasmową drogą, która składa się z… tylko zakrętów. Do Thimpu, celu dzisiejszej podróży jest sto osiemdziesiąt kilometrów, co po tej drodze zajmie sześć godzin. Po drodze zatrzymujemy się na lunch w przydrożnej knajpce. Przechodzimy przez sale dla tubylców i wchodzimy do pokoju dla VIP-ów. W salce jesteśmy tylko my, jedna ściana jest przeszklona a za nią piękne kwiaty i rozległy widok. Lunch jest na bogato, zadowoliłby nawet „pasibrzucha”: ryż, fasolka, szpinak, jaja curry, warzywa i pierogi momo.

01- indyjskie pola herbaciane 02- graniczne miasta Jaigon-Phuentsoling

Man Dhoj opowiada nam o swoim kraju,  Na mapie Bhutanu, która dostaliśmy w prezencie jest nadruk: Wzrost szczęścia obywateli jest ważniejszy niż wzrost PKB. Pytamy, czy król ma poparcie narodu. Dowiaduję się, że go kochają i traktują jak Boga. Kilka lat temu (2008) stary król abdykował a na tron wstąpił jego wówczas dwudziestosiedmioletni syn. Młody król studiował na Oxfordzie. Ożenił się w 2011 a sześć tygodni temu urodził się im syn, przyszły król Bhutanu numer sześć. Młody król wprowadza demokrację co nie wszystkim się podobało. Ale według naszego przewodnika teraz go kochają.

Przed wieczorem dojechaliśmy do stutrzydziestotysięcznego Thimpu, stolicy Bhutanu. Hotel Gakyil znajduje się w centrum, Ewy zajmują jeden pokój a ja drugi. Jest czysto, wygodnie a kolacja smaczna lecz zbyt obfita. Chyba będę miał problem z utrzymaniem wagi, którą udało mi się zdobyć wcześniej. Nareszcie mam Internet i robię porządek w poczcie… Dzień się zaczął od obciachu, spóźniliśmy się pół godziny rano, bo przyszliśmy wg czasu indyjskiego, który właśnie o tyle się różni od bhutańskiego. Nie przestawiliśmy czasu w swoich czasomierzach.  Zwiedzamy Thimphu. Ciekawią nas oryginalne bogato zdobione domy. Równie interesujące dla mnie są stroje mieszkańców. Tradycyjnym strojem mężczyzn są gho a kobiet kira.

3- Thimphu 4-mieszakncy Thimphu

Zaczynamy zwiedzać liczne zabytki od Memorial Chorten, stupy wystawionej przez małżonkę po śmierci trzeciego króla Bhutanu. Bardzo piękny buddyjski obiekt sakralny. Dużo ludzi się modli kręcąc młynkami, składając pokłony. Następnie obchodzą stupę dookoła zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Mam okazję do licznych zdjęć.

5- Memoriał Chorten- zb.przez matkę III króla ku jego pamieci 1974 r 6- obchodzą stuppę dookoła

Potem jedziemy do Khuensel Phodrank, wielkiego pięćdziesięciu jedno metrowego posągu Buddy. Posąg jest z brazu, złocony i daleka widoczny. Stoi na dachu złoconej, ogromnej świątyni. Budowę rozpoczęto w 2007 roku, kosztem stu milionów dolarów. Świątynia powstaje dzięki sponsorom z Singapuru, Indii, Chin… Zwiedzamy klasztor żeński Thangtong Dewachen Dupthop Nunnery. Nie widzimy tu przewagi mniszek nad mnichami ale jest dużo  modlących się ludzi.

7- złoty posag Buddy Kuensel Phodrang 8- Klasztor żeński Thangtong Dewachen

Kolejny dwunastowieczny Klasztor Changakha Ihakhang jest najstarszy w Thimphu. Dookoła budynków znajduje się mnóstwo młynków modlitewnych, którymi z zapałem kręcą pielgrzymi. Wierni i zainteresowani tym turyści otrzymują specjalne błogosławieństwo: mnich z ozdobnego dzbanka wylewa na ręce nieco wody. Trochę  należy wypić, resztę wetrzeć we włosy. Ja wyznaję zasadę unikania tego typu religijnych namaszczeń. Nie jest to moje wyznanie i nie znam zasad tutaj obowiązujących. Trochę to turystyczne namaszczanie innowierców przypomina mi zachowanie…, małpek w ZOO? Poniżej klasztoru znajduje się stupa i małe mini stupki, które pozostawiono tam na każdym płaskim kawałku.

9- Klasztor Changakha Ihakhang najstarszy w Thimphu z XII wieku niżej stuppa i małe mini stupki 10- Klasztor Changakha Ihakhang - ponizej klasztoru małe stuppy

Klasztor jest miejscem pielgrzymkowym. Widzimy licznych pielgrzymów, miejsca odpoczynku, modlitwy, kręcenie młynkami modlitewnymi dużymi i własnymi, oraz przesuwających pomiędzy palcami kulki buddyjskich różańców.

11 12- pielgrzymi

Potem jedziemy do ZOO. Oglądamy trzy rodzaje zwierzaków w tym takina. Zwierzę przypominające mniejszą wersję naszego żubra z rogami… kozy. W sumie nic specjalnego. Był to taki sobie spacer nieco pod górkę w leśnym terenie. Z ulgą przyjmuję porę na lunch. Dziś  jest w restauracji nad  sklepem samoobsługowym. Prócz jedzenia bhutańskiego i indyjskiego można tu dostać dania kuchni włoskiej… pizza, spaghetti czy lazania. Wybieramy kuchnię miejscową.

Kolejnym punktem programu jest szkoła malowania, jak się potem okaże również rzeźby, haftu i szycia. Malowanie początkowo polega na odwzorowywaniu wzoru wg szablonu przy pomocy zestawu pędzelków. Rzeźbiarze wydłubują narysowany na drewnie wzór… Na końcu sklepik z wyrobami uczniów. Nie znalazłem nic dla mnie interesującego. Kilkuletnia nauka w szkole chyba  jest nastawiona na szkolenie fachowców do ozdabiania świątyń. Wchodzimy do Poczty Głównej w pięknie przyozdobionym budynku.  Pracownik poczty może zrobić zdjęcie na tle wymalowanych na ścianie gór, a następnie pocztówkę. Kupuję pocztówkę standardową ze znaczkiem i idę do działu wysyłki korespondencji… po stempel. Postanowiłem sam tę pocztówkę dostarczyć adresatowi w kraju. Po drodze odwiedzamy kilka sklepów z pamiątkami. Oglądam muszle typu róg neptuna, na których się trąbi. Próbuję zadąć ale wydany dźwięk wywołał salwę śmiechu wśród sprzedawczyń. Poprosiłem o demonstrację jedną ze sprzedawczyń. Kolejna próba nie przynosi sukcesu, znowu się śmieją, ale po następnych coś tam zaryczało….  Muszle są  piękne, niektóre inkrustowane srebrem. Najtańsza, bez dekoracji kosztowała czterysta pieniążków z wizerunkiem amerykańskiego prezydenta, więc wszystkie zostają w sklepie. Po przerwie idziemy obejrzeć opuszczenie flagi w fortecy Taschiho Dzong. Patrzeć można tylko zza płotu. Wojsko w paradnych strojach, paradne kroki, przechodzą gdzie trzeba… ogromna flaga Nepalu zjeżdża w dół. Na specjalnym stojaku nawijają do pojemnika. Z dachu zwijają ozdobne frędzle. Gdy flaga jest już w pokrowcu, biorą ją na ramiona… oraz w towarzystwie innych paradnie ubranych w pełnym rynsztunku odmaszerowują.

Wchodzimy do wnętrza po odczekaniu w długiej kolejce i przeswietleniu. Turystów obowiązują długie spodnie i rękawy. Jak w każdym oficjalnym miejscu, miejscowi powinni być w narodowym stroju (gho lub kira) oraz dodatkowo długi, odpowiednio założony szal. Kolory szala się różnią, zależnie od zajmowanej pozycji społecznej. Przewodnik nosi najzwyklejszy w kolorze ecri ale mówi, że chce dorobić się pomarańczowego, przysługującego ministrom. Wewnątrz twierdzy znajduja się biura rządu i króla oraz klasztor. W części klasztornej, w świątyni przyjmowani są oficjalni i zagraniczni goście. Tam byli koronowani IV i V król. Gdy administracja kończy urzędowanie, po opuszczeniu flagi wpuszczani są turyści. Rocznie w Bhutanie jest koło sto trzydzieści tysięcy turystów z czego zdecydowana większość to goście z Indii. Białych jak na lekarstwo. Pomimo gromnej liczby zwiedzających, przewodników jest stosunkowo niewielu. Opiekun nasz odpowiada, że  indyjscy turyści nie muszą mieć przewodnika. Przy okazji przypomina, że obecny król mieszka… w willi.

13- takin 14- Taschiho Dzong - Twierdza, zmiana flagi

Trzeci dzień w kraju smoka spędzamy na wyjedzie do okolic miasta Phunakha. Rano witamy się kuzuzangpo la– to odpowiednik halo. Po drodze opowiadają nam o rodzinie królewskiej. Stary król miał cztery żony i dziesięcioro dzieci. Młody też by mógł mieć więcej żon ale podobno zobowiązał się, że  będzie miał tylko jedną. Jedziemy na przełęcz Dochu-la na wysokości 3100 metrów…. Sto osiem przepięknych  stup zachęca do fotografowania, ale słońca… jak na lekarstwo. Gdyby nie gęsta pokrywa chmur i mgły, może i jakiegoś ośnieżonego ośmiotysięcznika dałoby się zobaczyć. Drzewa pokryte grubą warstwą mchów i porostów kojarzą się z jakimś… fantastycznym filmem.

15- swiątynia Dochu-la na szczycie i 108 małych stupp 16- drzewa na przełęczy

Hotelu w pobliżu Wangdue jest najlepszym na trasie. Ładny, obsługa super uprzejma ale jedzenie… takie sobie. Tarasowe pola ryżowe świecą wodą na powyginanych poletkach. Są obecnie przygotowywane do obsadzenia ryżem. Po lunchu poszliśmy spacerem popatrzeć jak sądzą ryż na zalanych wodą tarasach.

17- Phunagha 18

Wśród poletek ryżowych widzimy piękną stupę z flagami i młynkami modlitewnymi. Idziemy dalej w górę  do świątyni Chimmi Lhakhang. Świątyni, która słynie ze średniowiecznego boskiego szaleńca Drukpa Kuenley. Znany jako „Boży szaleniec”, który nie uczy buddyzmu, lecz: śpiewania, picia i szalonych zachowań seksualnych. Szalony mnich… swoim niekonwencjonalnym zachowaniem starał się przybliżyć buddyzm. Było  w tym dużo erotyzmu, stąd powszechność fallusów a obecnie modlitwa w świątyni ma zapewnić poczęcie dziecka. Symbol fallusa, przynoszący szczęście narysowany jest na wszystkich domach, także jako pamiątki… W sklepach były w rozmiarach od mini do metra. Ja w swoim pokoju hotelowym też mam dorodny okaz. Umieściłem na nim… swój kapelusz. Stoi na półce przy moim łóżku w towarzystwie drewnianego młynka modlitewnego. Co symbolizują gościowi hotelu? Czyżby pomodlenie się? Przed, czy… po?

19- Chimmi Lhakhang, świątyni, która słynie z boskiego szaleńca Drukpa Kuenley. Znany jako Boży szaleniec, który nie uczy buddyzmu, lecz śpiewania, picia i szalonych zachowań seksualnych. 20- domy z fallusami

Jedziemy do kolejnej potężnej twierdzy Punakha Dzong. Leży ona u podnóża góry przypominającej słonia, na końcu jego trąby. Jest to miejsce wyśmienite ze względów obronnych, z uwagi na lokalizację w widłach dwóch rzek. Nasz przewodnik próbował namówić nas na rafting na którejś z nich. Ale wydawały mi się zbyt spokojne. Zwiedzamy fortecę. Jest podobna swoimi funkcjami użytkowymi do tej ze stolicy Bhutanu. Pochodzi z 1637 roku, uważana za najpiękniejszą i najlepiej zachowaną w Bhutanie. Była zimową siedzibą królów i dawną stolicą pierwszego i drugiego króla, także miejscem ślubu aktualnego. Na końcu widzimy grupkę mnichów z fortecznego klasztoru, oczekujących na tajlandzką księżniczkę.

21- Forteca Phunakha Dzong, leżacej w widłach dwóch rzek (1637 uważana za najpiękniejszą w Bhutanie, najlepiej zachowana w Bhutanie-zimowa siedziba królów i dawna stolica I i II króla 22

W dniu czwartym jedziemy w kierunku dwudziestotysięcznego miasteczka Phunakha, i dalej w górę rzeki do wzgórza z nowo wybudowaną świątynią z 1999 roku. Najpierw przekraczamy rzekę po wiszącym mostku obwieszonym modlitewnymi flagami. Łopoczą na wietrze jak oszalałe.

Do świątyni trzeba niespiesznie podejść pieszo przez trzy kwadranse wśród pól tarasowych. Idziemy wśród sielankowego krajobrazu: rzeczka, ludzie pracujący na polach, bawiące się dzieciaki… Świątynia ma kilka pięter i ze szczytu z małą stupą roztacza się wspaniały widok na rozległe pola i wijąca się rzekę w dolinie Phunakha. Z góry schodzę powoli, na poszczególnych piętrach okrążając ołtarze zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Udaje mi się strzelić fotkę na jednym z pięter. Groźne postacie religijne, przed którymi ustawiono ozdoby wykonane z mieszanki mąki i masła. Droga powrotna do samochodu jest równie urokliwa ale zaczyna padać.

23- wyjazd w górę rzeki przy fortecy 35’ do wzgórza z nowo wybudowaną świątynia z 1999r. (budowali 9 lat- podejście pieszo pod górę 45’, świątynia ma kilka pięter 24- ozdoby przy figurach Buddy z masła i mąki

W kolejny dzień ruszamy do Paro, dawnej stolicy kraju. Duże fragmenty drogi przebudowują indyjskie firmy i jazda w deszczu nie należała do przyjemnych. Po drodze pytamy o różne rzeczy (zwłaszcza Ewa) i dowiadujemy się, że nie ma obowiązku chodzenia do szkoły- decyzja należy do rodziców. Szkoły  są klasztorne i prywatne. W tych pierwszych uczą się  nawet pięcioletni chłopcy. Rodzice decydują, czy syn zostanie mnichem. Gdy dorośnie trudno mu zmienić decyzję rodziców: na świeckie nauczanie i zdobycie zawodu jest już za późno. Dodatkowo, środowisko źle takie postępowanie przyjmuje. Państwowe szkoły są bezpłatne, nauka trwa 11 lat. Potem możliwy jest college i uniwersytet…

Na drogach bhutańskich liczne są pouczające dykteryjki typu: drive not fly, this is highway not runway, driving and drinking fathal doktors. I inne tym razem po polsku: życie jest drogą- warto dojechać do końca, jeśli jesteś żonaty rozwiedź się z prędkością, prędkość ekscytuje ale zabija…

Po drodze zatrzymaliśmy się przy dwóch wiszących mostach pieszych. Zbudowano je w kształcie litery „V”. Mocno się zastanawiałem czy przejść na drugą stronę po siatce z lin, o oczkach… około dziesięciocentymetrowych.

Przed wieczorem witamy Paro. Tu znajduje się jedyne międzynarodowe lotniska w Bhutanie. Główna ulica składa się chyba tylko ze sklepów dla turystów. Nic nie kupiłem. Próbowałem kolejny raz zrobić z siebie muszlowego trębacza, po raz kolejny odstraszyła mnie cena z wieloma zerami.  Natomiast hotel jest luksusowy. Nie tylko wygoda ale dodatkowo piękny widok na miasto i rozległe pola ryżowe. Odbijają w taflach wody widoki drugiej strony: miasta i gór.

25- Paro widok z hotelu 26

Wstajemy wcześnie, bo dziś idziemy do gniazda Tygrysa. To najpopularniejszy zabytek Bhutanu widoczny na niezliczonych magnesach i pocztówkach. Zastanawiam się nad sposobem dotarcia do klasztoru bo trzeba podejść na wysokość 3100 m… Men Docz niezobowiązująco informuje, że połowę drogi można pokonać na koniach. Moje koleżanki stwierdziły, że to zbyt stresujące. Do podejścia jest koło 600 metrów w pionie.  Mijanie obciążonych zwierzaków jest kłopotliwe, ponieważ idą w tempie podobnym do ciężko dyszących pieszych (w tym piszącego tę relację). Po godzinie dochodzimy do ogromnego młynka modlitewnego i knajpki z boku, gdzie konie zostają.  Sprzed knajpki jest piękny widok na daleki jeszcze klasztor. Idziemy dalej do schodów, nawet nieżle. Potem jednak jest osiemset siedemdziesiąt stopni, najpierw w dół i z powrotem pod górę!!! Przy wejściu trzeba zostawić w specjalnych szafkach cały sprzęt fotograficzny (sprawdzają przez obmacywanie klienta). Szafki, w których się to zostawia są zamykane tym co masz lub znajdziesz. Znalazłem kawałek sznurka- nic nie zginęło. Wnętrza takie jak w większości dotychczas oglądanych świątyń. Pierwsza jest poświęconą guru Rimpoche, który przyleciał tu w ósmym wieku naszej ery, na tygrysie by zabić demona. Wyżej  jest jeszcze gniazdo tygrysa. W niektórych świątyniach nieliczni medytujący turyści. Ten klasztor ma do zaoferowania przede wszystkim wspaniały widok zewnętrzny na zboczy wysokiej góry. Nie ma mieszkających mnichów, to bardziej muzeum niż obiekt sakralny. Zatrzymujemy się w knajpce na lunch, jest bufet, nieźle smakuje czerwony ryż z warzywami. Na dole jestem zmęczony, ale oglądam pamiątki oferowane przez liczne straganiarki.

Potem byl klasztor  Kiychu Lhakhand, najstarsza świątynia wybudowana w siódmym wieku naszej ery. Jest nieco inna od dotychczas zwiedzanych. O Muzeum Narodowym nie warto wspominać. Zbiory niewielkie i na dodatek wszędzie zakaz fotografowania. Nie wiem w imię czego. Bardziej podobała mi się Paro dzong, twierdza-klasztor, gdzie kręcono Little Buddha-  film Bernardo Bertolucciego. Jak we wcześniej widzianych jest część klasztorna, rządowa i królewska. Mam już nieco… dosyć oglądania buddyjskich świątyń i oddzieliłem się od grupki w tej twierdzy. W czasie gdy oni oglądali wnętrze świątyni nr…, dla mnie bardzo podobnych do siebie, chodzili w niej zgodnie z ruchem wskazówek zegara, słuchali opowieści Men Docza o bóstwach, wielorękich potworach… ja poszedłem podejrzeć część klasztorną. Doszedłem aż po dach z pięknym widokiem na tarasowe poletka i góry.

Pewnie narażę się wyznawcom tej religii, tym co zaraz powiem ale mam prawo do własnego zdania… Nie jestem szowinistą religijnym ale patrząc jako innowierca, widzę świątynny buddyzm jako miejsce… straszenia potwornościami maluczkich, a następnie… przyjdźcie do nas, my Was ochronimy. Dajcie oczywiście datek, jedzenie…

Przewodnika interesuje sposób podróżowania. Opowiadam jak  ludzie sami podróżują, rezerwując hotele, kupują przeloty przez Internet i przy użyciu karty kredytowej. Nie ma takiej i chyba nie bardzo wie, jak się nią posługiwać. Uważa, że z przewodnikiem jest wygodniej… Będąc z nami chodzi ubrany w brązowe gho. Czasem wieczorem, woli strój zwyczajny- spodnie i t- shirt. Skończył uniwersytet, za rok zamierza się ożenić. Żartuje o chęci zaproszenia naszej grupki na swój ślub. Jest  pobożny. Z wypowiedzi widać, że kocha króla… jak boga. Robimy pamiątkową fotkę.

27- Taktsang Gompa Gniazdo Tygrysa- 600 m wyżej niż dolina rzeki 28- Paro dzong, (Rinpung Dzong), twierdza-klasztor

Trudno obecnie powiedzieć, jak ten nieco odizolowany na własne życzenie kraj, będzie dalej się rozwijał. Bhutan nie ma żadnego przemysłu. Oferują innym wyłącznie energię elektryczną i turystykę. Wyraźnie widać że nie chcą u siebie turystyki taniej i podróżujących z plecakami. Jak na razie bariery cenowe są skuteczne. Maja swoje narodowe plany kilkuletnie- skądś… z całkiem nieodległej przeszłości to pamiętam.  Bhutan ponadto jest buddyjskim państwem wyznaniowym…

Wracamy do hotelu, kąpiemy się, pierzemy wszystko na potęgę (grzejnik, wyżymanie w ręcznik), bo mamy świadomość, że wyjazd z Bhutanu to koniec luksusów. W sali przy recepcji trafiam na występy lokalnych artystów, których usługi zamówiła liczna hinduska wycieczka. Tańczą w maskach, śpiewają przy ogłuszającej muzyce. Potem idziemy na kolację z udziałem szefa przyjmującego nas biura turystycznego, sztywno ale miło. Na koniec mamy problem z odlotem, gdyż nie wiedzieć czemu bhutańskie linie lotnicze opóźniły sobie odlot o kilka godzin. Byłby problem, gdyby linie indyjskie też nie przesunęły odlotu z Delhi.

29- Bhutańska rodzina królewska (nr 5) 30- smoczy samolot do delhi

Podczas wylotu smoczą linią lotniczą fotografuję dumnego tatę króla, który na ogromnym plakacie pokazuje swoją rodzinę. W Delhi musimy pomiędzy terminalami pojechać taksówką. Busy jeżdżą zbyt rzadko. Koniec końców docieramy szczęśliwie… na zachodnią stronę Himalajów.

 

Przejście do następnej relacji: Kaszmir i Ladakh

Przejście do poprzedniej relacji: Toto, plemię nazywane prymitywnym

Przejście na początek trasy: Gujana Francuska

 

 

 Bhutan, informacje praktyczne (na maj 2016).

Tekst: Paweł Krzyk

 Informacje ogólne: Królestwo Bhutanu jest trudno dostępne z uwagi na cenę… Stolica Thimphu. Powierzchnia 47 tysięcy kilometrów kwadratowych, liczba ludności około siedemset tysięcy.

Kiedy jechać? Najlepiej w porze suchej i nie w zimie. Pora sucha to luty do maja. A później od września do połowy grudnia. Zima przypada jak w Polsce. Sikkim to kraina wysokogórska. Czerwiec i lipiec jest porą monsunów, choć nie zawsze tam docierają.

Wiza: od Polaków wiza do Bhutanu jest wymagana. Można ją otrzymać wyłącznie za pośrednictwem Biura Podróży, które zorganizuje pobyt w Bhutanie: odbiorą z miejsca przekroczenia granicy, zorganizują pobyt i program zwiedzania, zarezerwują hotele wraz z pełnym wyżywieniem. To kosztuje od 200 do 250 USD na jeden dzień pobytu- niestety nie ma innej możliwości. Lista agentów uprawnionych do obsługi turystów znajduje się na: www.abto.org.bt. Kontakt do naszego przewodnika: mondhojguru@gmail.com

Język urzędowy: angielski oraz miejscowy.

Waluta: rupia indyjska (INR), oraz lokalne pieniądze ngultrum (BTN). Obie waluty są wymienialne w stosunku jeden do jeden i obiema można płacić w Butanie. Wymiana pieniędzy na terenie Bhutanu jest możliwa w banku. Wymiana pieniędzy indyjskich możliwa (na terenie Indii) w bankach oraz kantorach w większych miastach. Lepszy kurs poza lotniskiem. Kurs wymiany na lotnisku 1 EUR= 6.88 INR, a w mieście w kantorze po 71 (72) INR. 1 USD w kantorze po 64 INR.

Internet i telefony, prąd, wtyczki: Internet był dostępny w hotelach. Telefony nasze działają. Wtyczki zwykle uniwersalne- pasują do naszych urządzeń, napięcie sieci 240 Volt.

Ceny, towary i usługi podobnie jak w Polsce.

Jak dojechać? Można przylecieć liniami Druk Air (przewoźnik narodowy) z terenu Delhi, Kalkuty, Katmandu, Dhaki i Bangkou. Można  przekroczyć granice lądowe od strony Indii (stany: Assam i Bengal zachodni).

Bezpieczeństwo: kraj bezpieczny.

Transport i informacje turystyczne, hotele.  Wszystko załatwia Biuro Podróży- patrz wyżej

Przewodniki: nie szukałem, wystarczyły mi informacje z Internetu, oraz informacje na miejscu.  

Atrakcje turystyczne:  wiele… Patrz relacja i przewodniki.