Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Timor Wschodni (Timor Leste)

Spis treści

film z podróży

Dodano: 26-01-2016

Oferuję film podróżniczy z tej wyprawy w jakości DVD i Blu- ray. Czas 12 minut. Timor Wschodni zwiedzałem w czasie dłuższej wyprawy na „Wyspy wokół Australii”. Ten filmik zawiera CD nr I.
Jeżeli jesteś zainteresowany możesz obejrzeć skrót filmu część I (kliknij niżej)

Możesz obejrzeć również okładki filmu w wersji Blu ray (kliknij w foto niżej)

okładka Wyspy wokoł Australii dla Blu-ray

 

 

 

 

Zainteresowanych zakupem proszę o kontakt ze mną: tutaj (kliknij)

 

Timor Wschodni, informacje praktyczne

Dodano: 29-01-2015

Timor Wschodni, informacje praktyczne  (na styczeń 2015).

Informacje ogólne: Timor Wschodni jest państwem leżącym w Archipelagu Malajskim w pobliżu równika..Dawna kolonia holenderska i portugalska. Portugalczycy opuścili Timor w roku 1975. W latach 1975-1999 był pod okupacja Indonezyjczyków. Wywalczył niepodległość w 2002 roku od Indonezji. Jest krajem, który walczy o swój samodzielny byt dopiero od kilkunastu lat. Mieszkańców nieco ponad milion, a powierzchnia 15 tysięcy km2.

Kiedy jechać? Timor Wschodni  posiada w całym kraju  gorący, tropikalny i wilgotny klimat. Pora deszczowa od grudnia do kwietnia, z temperaturami do +35oC, z możliwymi ulewnymi opadami.  Pozostały okres przypada na porę suchą z temperaturami od 23-33oC. Jechać najlepiej w porze suchej.

Wiza: od Polaków jest wymagana, ale bez problemu dostaniesz 30-dniową na granicy w porcie lotniczym, po opłaceniu 30 USD i wypisaniu krótkiego wniosku (bez zdjęć- mnie to zajęło ok. 2 minut).Nie ma możliwości otrzymania wizy na granicy lądowej z Indonezją. Obowiązuje opłata lotniskowa przy wyjeździe w wysokości 10 USD.

Język urzędowy: tetum i portugalski. Po angielsku bez większych problemów zawsze kogoś znalazłem. Używają na wyspie 15 lokalnych języków.

Waluta: obowiązuje dolar amerykański. Mniejsze wartości poniżej 1 USD: oprócz monet amerykańskich używają własnych monet „centavos”, o nominałach: 100, 50 i 25.

Internet i telefony, prąd, wtyczki: Internet jest dostępny w hotelach. Telefony GSM nasze chyba działają (mój PLUS, ożył po dwóch dniach).  Prąd i wtyczki takie jak w Polsce, ale są i płaskie blaszki ustawione skośnie (potrzebny reduktor).

Ceny: towary i usługi: generalnie niezbyt wysokie. Dla wygody podaję ceny w USD: np. coca cola puszka= 0,7 USD. woda 1,5 litra= 0,5 USD, piwo w puszce indonezyjskie od 1,5 USD. Wyjątkiem pozostają hotele: za niezbyt wysoki standard potrafią żądać cen europejskich (30-120 USD).

Jak dojechać? Najwygodniej samolotem (Singapur, Darwin i podobno z Bali). Możliwość wjazdu istnieje także drogą lądową od strony Indonezji. Transport z lotniska jest możliwy taksówką za 10 USD (ok. 6 km do centrum Dili), a droga powrotna za 5 USD. Można też pojechać mikrolitem nr 10 za 0,25 USD (mini van- p. niżej w Transport), który jeździ ulicą przyległą do lotniska (i równolegle do morza). Musisz się liczyć z kłopotem z bagażem (ciasno), oraz trzeba wyjść kilkaset metrów z lotniska drogą- tak jak jeżdżą taksówki w stronę ozdobnej bramy wjazdowej lotniska. Przy bramie trzeba jechać w lewo (ruch lewostronny). Mikrolety zatrzymują się na kiwnięcie ręką.

Bezpieczeństwo: obecnie, kraj „raczej” bezpieczny. Unikać podróżowania w nocy i zachować zwykła ostrożność, oraz nie obnosić się z… bogactwem. Na drogach często występują kontrole dokumentów przez patrole policyjne. Nie miałem problemów- sprawdzano paszport, uśmiech i życzenie przyjemnej podróży. Problemem jest: malaria (przez cały rok, a zwłaszcza w porze deszczowej), i… sporo innych chorób: denga, japońskie zapalenie mózgu, nie wspominając o: gruźlicy, tyfusie i żółtaczkach. O profilaktyce antymalarycznej piszę pod malaria. Nie pij wody nieprzegotowanej i uważaj z kostkami lodu czy z niedogotowanymi potrawami. Owoce myjemy i obieramy własnoręcznie, a potrawy najlepiej jeść tylko dobrze przegotowane, pieczone lub smażone. Mleko, świeże soki, surowe warzywa…, najlepiej zapomnij, że istnieją!!! Nie fotografuj obiektów państwowych i militarnych (to jest kraj, który dopiero co odzyskał niepodległość, i różnie „oficjalni” funkcjonariusze reagują na aparat fotograficzny.

Transport i informacje turystyczne: na granicach i w miastach brak  informacji turystycznych, i jakichkolwiek materiałów turystycznych. Ruch lewostronny. Drogi poza stolicą znajdują się w większości w beznadziejnym stanie. Składają się praktycznie z samych zakrętów, wąskie, na których aby mogły się wyminąć- większe pojazdy muszą się zatrzymać- jeden zjeżdża na pobocze. Moim zdaniem wynajęcie własnego samochodu (bez kierowcy) jest nierozsądne, a jeżeli już, ma sens wynajęcie motocykla i bardzo rozważna jazda. Czasami drogi wyglądają tak, jakby składały się wyłącznie z dziur, które w porze deszczowej na dodatek nie wiadomo jak są głębokie. W większych miastach kursują mikrolety (mini busy z ławkami wzdłuż na oszklonej pace), które kosztują w mieście 0,25 USD. Poza miastem opłata wzrasta (dla obcokrajowca nieznającego ceny zawyżają o 25-50%). Pomiędzy miastami kursują małe autobusy (nazywane busami). Odjeżdżają z wyznaczonych miejsc, gdy się napełnią pasażerami (brak rozkładu jazdy). Nie kursują w porze ciemnej-musisz spytać o czas, w którym odjeżdża ostatni tego dnia. Pomimo stosunkowo niedużych odległości wskutek stanu dróg, czas jazdy jest wielogodzinny. Podaję czas jazdy i cenę na trasach, które pokonałem:

Dili- Balibo– 5,5 godziny jazdy, 5 USD. Odjazd następuje z postoju TASI TOLU w pobliżu lotniska. Dojazd z centrum mikroletem nr 10. Z powrotem miałem problem, gdyż dotarłem tam o 15.00 a ostatni bus odjeżdża o 13.00. Do drogi koło wybrzeża dostałem się motocyklem (5 USD). Potem połowę drogi jechałem stopem z przygodnie poznanymi Koreańczykami (2g). Reszta drogi powrotnej do Dili mikroletem: 2 godziny, 3 USD. Jechałem stosunkowo szybko a i tak zajęło to 4,5 godziny- niewiele krócej niż autobus. Cała droga ma 84 km/jedna strona.

Dili- Baucau: 3,5 godziny jazdy, za 5 (4) USD, 105 km, po nieco lepszej drodze. Dojazd do miejsca odjazdu: mikrolet nr 5 do MERCADO LAMA i dalej mikrolet: nr 1 lub 2.

Hotele:

Dili: spałem w East Timor Backpackers za 12 USD/w dorm za łóżko. Wart polecenia, znajduje się w dobrej lokalizacji w pobliżu centrum.

Baucau. Spałem w Mini Motel Benfica w centrum, za 30USD/pokój 2osobowy + śniadanie. Wart polecenia. Na pewno najtańszy. Alternatywą były dwa inne: po 35 i 70 USD.

Przewodniki: nie szukałem, wystarczyły mi informacje z Internetu, oraz informacje na miejscu.  

Atrakcje turystyczne:

Dili: miejsce niezbyt atrakcyjne turystycznie. Postać Chrystusa na wzgórzu trochę poza miastem. Bazar z płodami rolnymi, główna ulica… Wyspa Aturo, położona ok.25 km na wprost Dili z: rafami koralowymi,  miejscami do snorkelingu i nurkowania.

Wycieczka do Balibo: najciekawsza jest sama jazda, gdyż pozwala poznać życie poza stolicą. Raczej biedne wioseczki i całkowicie inny obraz Timoru (nie zadeptany przez turystów). Samo Balibo znane jest z miejsca śmierci 6 dziennikarzy australijskich (1975r) w czasie walk i Indonezją. W pobliżu (1-2 godziny jazdy dalej) przy Atsabe znajdują się: wodospad Mota Bandeira oraz gorące źródła Marobo. Nie dotarłem- potrzeba na to ok. 3 dni transportem publicznym.

Wycieczka do Baucau: stare miasto z zabudową portugalską (konieczny nocleg). Chciałem dotrzeć do jaskini Ile Kere Kere, ale okazało się to niemożliwe w dwa dni. Potrzeba na całość 3 dni. Z Baucau jeszcze 2 godziny jazdy w jedną stronę transportem publicznym (brak taksówek i transportu prywatnego).

Można jeszcze pojechać na Wyspę Jaco na wschodnim krańcu Timoru, którą nazywają  tutaj namiastką raju…

 Powrót do relacji z podróży.

 

 

Timor Wschodni, relacja z podróży

Dodano: 29-01-2015

Timor Wschodni, relacja z podróży (w styczniu 2015r.)

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

Wędruję po Timorze Wschodnim samotnie.  Szczegóły organizacyjne zawarłem w informacjach praktycznych. Ten niewielki kraj leży daleko od turystycznych szlaków, dosłownie, gdyż aby tu dolecieć trzeba prawie 20  godzin lotów. Znajduje się na połowie wyspy Timor, leżącej w Archipelagu Malajskim w pobliżu Indonezji i Australii, czyli… gdzieś tam na końcu świata. Klimat gorący i wilgotny, zwłaszcza, że zwiedzam ten kraj w połowie pory deszczowej. Moja czterodniowa Timorska przygoda rozpoczęła się przylotem do stolicy Dili. Niewielkie lotnisko zawiera motywy chaty wiejskiej ze stromym spadzistym dachem. Wizę otrzymałem bez problemu i po 20 minutach jechałem z moim plecakiem do centrum Dili, do zarezerwowanego hostelu East Timor Backpackers. Jest wczesne popołudnie, pogoda niezła, więc poszedłem zobaczyć jaka też ta stolica jest. Cztery godziny spaceru wystarczyło, aby zwiedzić centrum miasta. Prawdę mówiąc miasto jest niezbyt atrakcyjne turystycznie. Najciekawsza wydała mi się 27 metrowa rzeźba Chrystusa Króla, którą ustawiono na niewielkim wzgórzu na wschodnim krańcu miasta. Pozazdroszczono jak widać brazylijskiemu Rio de Janeiro. Na zdjęciach: lotnisko widziane ze schodków samolotu, oraz największa atrakcja turystyczna Dili.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

Spacerując po mieście trafiłem do miejsca, które wyglądało jak zapuszczony sklepik turystyczny. Okazało się, że trafiłem do miejsca gdzie grupa artystów przygotowywała dekoracje karnawałowe. Powędrowałem na duży miejscowy bazar Hali Laram. Spotkałem chyba wszystkie warzywa i owoce, które to państwo produkuje. Artykułów importowanych raczej nie było- nie jestem pewny jabłek (chyba tutaj nie rosną). Znajdziesz na skromnych straganach raczej mizerną ofertę: odmiany ziemniaków, fasole, kukurydzę, cukinie, kilka rodzajów innych owoców i warzyw. W wiadrach sprzedają pocięte na kostki białe sery. Spotkasz kawę „arabikę” i nieco tkanin… Uważaj na spluwających czerwoną śliną, przeżuwaczy miejscowego delikatnego środka pobudzającego. Patrzę na kobiety rżnące w karty (na drobne pieniądze). Na zdjęciach: warsztat produkujący dekoracje karnawałowe i rząd straganów.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

W pobliżu drogiego hotelu przy głównej ulicy nadmorskiej zauważyłem obnośnych sprzedawców owoców. Podobały mi się zwłaszcza owoce morza: różne ryby w tym barakudy i okazałe kraby. Zastanawiałem się nad skosztowaniem dania w miejscowym „barze szybkiej obsługi”, którego dania pokazałem na zdjęciu drugim. W tym „fast fudzie” na stole stały nakryte pokrywkami: wiadro i dwie duże miski, lub trzy wiadra, oraz talerze ze sztućcami. Klient podchodził i po zdjęciu pokrywek, nakładał sobie odpowiadającą mu ilość pożywienia. Do wyboru były: kawałki kurczaka, ryby i ryż, podawany w tych żółtych, trójkątnych plecionych pojemniczkach. Korciło mnie to, gdyż wbrew pozorom było tam czysto. Ala jak pomyślałem o ryżu, który mógł pochodzić z niedogotowanej wody, dałem sobie spokój. Niech mój żołądek nie męczy się z możliwym mini zwierzątkiem-amebą.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

Następnego dnia wcześnie rano ruszyłem transportem publicznym do oddalonego o około 90 kilometrów Balibo. Miałem okazję pojechać dostępnymi na Timorze środkami komunikacji publicznej: minibusami kursującymi w miastach, oraz małym autobusem w komunikacji między miejskiej. Te większe ruszają w trasę, dopiero po skompletowaniu pasażerów na wszystkich miejscach siedzących. Czas oczekiwania nie ma najmniejszego znaczenia, liczy się tylko maksymalizacja zysku. Wycieczka w obie strony zajęła mi cały dzień, i najciekawsza w niej była jazda po drogach poza miastem. Drogi w Timorze są w stanie… wskazującym na potrzebę szybkiej naprawy. Składają się praktycznie z samych zakrętów, gdyż przeważnie droga odzwierciedla kształt linii brzegowej. Do tego są bardzo wąskie i dziurawe. Nigdy nie wiadomo jak głęboka jest dziura wypełniona wodą. Nie ma żadnych znaków drogowych. Jazda odbywa się wolno, więc miałem możliwość obserwowania widoków i życia przy drodze. Wyspa Timor jest górzysta a wysokie klify dochodzą miejscami do samego morza. Wymusza taka sytuacja wspinanie się drogi na kolejne wzgórza, a przepaściste urwiska nie zachęcają do szybszej jazdy. Zwłaszcza, że pora deszczowa powoduje usypywanie się piargów, i zmywanie ziemi na jezdnię. Dłuższy postój nastąpił w miejscu, gdzie osobowy Nissan miał pecha spotkać głazy, spadające na maskę i szybę przednią. Na zdjęciach; jeden z widoczków po drodze, oraz widok z drogi w pobliżu uszkodzonego przez głazy samochodu. Jechałem widocznym na zdjęciu, niezwykle kolorowym zielonawym autobusikiem.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

Najciekawsze jednak były mijane wioski i wioseczki, w których czas się chyba zatrzymał, sam oceń jak dawno temu. Oczywiście, jeżeli nie liczyć motocykli czy  telefonów komórkowych. Wiele miejscowości jest bez prądu. Przeczytałem, że  5 lat temu zelektryfikowane w Timorze Wschodnim było jedynie około 40 % kraju, w tym na wsi około 20%. Nie wiem jak jest obecnie. Jeżeli chcesz:

– pobyć w miejscach niezadeptanych przez turystów, gdzie czas płynie wolniej,

-gdzie jak spojrzysz na okoliczne porośnięte liściastymi lasami wzgórza, pomyślisz… o dinozaurach,

to możesz to przyjechać i trochę pozwiedzać. Radzę jednak pojechać motocyklem, aby mieć możliwość dowolnego poszwendania się. Oczywiście jeżeli nie obawiasz się: malarii, dengi i innych medycznych „paskudztw”. A zdjęciach niżej: sklepik w dużej wiosce, oraz scenka sfotografowana na głównej drodze nadmorskiej.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

Na kolejnych fotkach masz butelkową stację benzynową, oraz typowe pamiątki z Timoru Leste.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

Końcowy etap wycieczki nastąpił w Balibo. Tutaj musze trochę o historii tego kraju, gdyż to miejsce jest z nią związane. Pisana historia wyspy Timor sięga 5 wieków wstecz, kiedy  Portugalczycy go odkryli i uczynili swoim terytorium. Później dołączyli Holendrzy i wyspę podzielono, a obecna wschodnia część czyli Timor Wschodni została we władaniu Portugalii. W roku 1975 Portugalczycy sami opuścili swoją kolonię, ale natychmiast potem w wyniku zbrojnej napaści ten skrawek ziemi stał się częścią Indonezji. I tak było do 1999 r. kiedy w wyniku porozumienia indonezyjsko-portugalskiego Timor podzielono. Timor Wschodni 3 lata później ustanowił swoja państwowość i stał się pierwszym niezależnym państwem powstałym w XXI wieku. I wracam do Bilbao w roku 1975. W czasie walk w tym miasteczku została wymordowana pięcioosobowa ekipa telewizji australijskiej. Niedługo potem dziennikarz australijski chcący wyjaśnić przyczyny tragedii, również podzielił ich los. Obecnie dom w którym ukrywali się dziennikarze wykupił rząd Australii, i uczynił tam miejsca społecznie potrzebne (żłobek…). Samo miasteczko nie jest atrakcyjne turystycznie. Góruje nad nim 400-letni fort, a samo miasteczko… sam zobacz na zdjęciach. Pierwsze przedstawia zadaszone miejsce spotkań w środku tej faktycznie niewielkiej wioski.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

Następne dwa dni spędziłem na wycieczce do Baucau, na drugiej, wschodniej stronie wyspy. W drogę ruszyłem najpierw przez Dili dwoma mikroletami. To takie małe przeszklone mikrobusiki, które na pace mają ławki wzdłuż. Aby wejść, osoba o słusznym wzroście musi się mocno pochylić. A jak już jest pełno, to reszta chętnych … zwisa przy drzwiach, trzymając się jedną ręką futryny. Najwięcej, naliczyłem sześciu takich pasażerów. Wnętrze kabiny kierowcy wygląda jak na zdjęciu drugim. Ciekawiło mnie, co też widzi kierowca zza tych girland ozdób i malunków na szybie.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

Sto parę kilometrów do Baucau większy bus pokonuje prawie cztery godziny. Z tego powodu trzeba tam przenocować. Znalazłem mały hotelik Mini Motel Benfica. To miasto moim zdaniem jest ciekawsze od Dili. Dzięki katolickiemu biskupowi, który opłacił indonezyjskie armie, Baucau uniknęło wojennych zawirowań i dziś jest jednym z najlepiej zachowanych przykładów portugalskiej architektury kolonialnej. Stare miasto wybudowane w cieniu klifów.  Jest miejscem wartym spaceru, wypicia kawy czy poleniuchowania. Na końcu wijącej się przez stare miasto drogi, znajduje się dawne więzienie i miejsce tortur. Obecnie jest najpiękniejszym hotelem i restauracją „Pousada Baucau”. Wracając z powrotem do hoteliku na noc, zrobiłem drobne zakupy na bazarze. Miałem tam okazję przekonać się jak gwałtowne mogą być ulewy w porze deszczowej. Początkowe leniwe kropelki w ciągu trzech minut zamieniły się w rwące potoki na obu stronach ulicy, które „pozamiatały” wszystkie brudy uliczne. Na zdjęciach kościół w Baucau, oraz bazar w czasie ulewy.

wedrowkizpawlem.pl

wedrowkizpawlem.pl

Zdjęcie ostatnie ma swoją historyjkę. Zostałem zaproszony do wnętrza sklepiku, aby przeczekać ulewę. Ten dzieciak najpierw chował się za plecami rodzica i jego telefonem próbował mnie sfotografować. W końcu usiadł mi na kolanach skuszony moim kapeluszem. Całkiem jak mój wnuk Wiktorek. Na mapce masz trasę zwiedzania w Timorze Wschodnim.

19- Timor Wschodni

INDONEZJA

 

Następnego dnia wczesnym rankiem odleciałem w kierunku Darwin w Australii.

Następna relacja jest o: Wyspie Bożego Narodzenia.

Powrót na początek trasy: Singapur, Changi.