Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Alderney, relacja z podróży.

Alderney, relacja z podróży.

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

Alderney jest ostatnim przystankiem na trasie podróży po Wyspach Normandzkich. Szczegóły organizacyjne mojej wyprawy umieściłem w informacjach praktycznych (kliknij). Wyspa ma 5 km długości i 3 km szerokości, oraz jest trzecią co do wielkości wśród Wysp…, które jak mówią złośliwi, są francuskie, ale zostały zagarnięte przez Anglię. Alderney leży w Kanale la Manche, faktycznie bliżej francuskiej Normandii (kilkanaście kilometrów), podczas gdy do Anglii jest 100 , a do Guernsey 30 kilometrów. Przyleciałem mini samolocikiem właśnie z Guernsey, który na ogonie miał maskonura z kolorowym dziobem. Te niewielkie morskie ptaki lubią polować w ławicach rybek, i czasami wynurzają się z podwodnego polowania, z kilkoma rybkami sterczącymi w poprzek dzioba. Mój samolotowy maskonur leciał z Guernsey tylko 10 minut…, i po drodze nigdzie nie nurkował! Bęc… i jestem na malusim lotnisku, z którego jeżeli chcesz transportu, musisz sobie sam zadzwonić po taksówkę! Ale z drugiej strony, po co dzwonić, kiedy do stolicy Sant Anne jest raptem 10 minut spaceru. Na lotnisku zdobyłem mapkę i idę sobie do zarezerwowanego hoteliku. Próżno byś szukał drogowskazów do St. Anne- tutaj na stolicę po prostu mówią „La Vile” (z franc. miasto). Nie będziesz miał problemu z pomyleniem miejscowości, bo St. Anne jest jedynym zbiorowiskiem domów na wyspie. Parterowy budynek Simerock Guest House zachwycił mnie kwiatami przed wejściem.

01, Aurigny Air 02, Alderney, kwiaty
Kawa podana przez gospodarzy i idę zwiedzać stolicę. Brzmi dumnie, ale trzeba Ci wiedzieć, że cały kraj Alderney ma tylko 2400 mieszkańców, a stolica Saint Anne jest niewielkim miasteczkiem. Główną ulicą jest w nim Victoria Street, która zaczyna i kończy się kościołem. Ten na końcu jest metodystów, bardzo prosty biały budynek, jakby żywcem wzięty z któregoś kraju Ameryki Południowej. Cała reszta choć z wyglądu brytyjska, posiada większość nazw francuskich. Jest przedpołudnie w dzień roboczy, nikt nigdzie się nie śpieszy. Tu się żyje na luzie, spokojnie z uśmiechem dla każdego, i porannym pozdrowieniem. Mieszkańcy utrzymują się głównie z turystyki, oferując przyjezdnym: łowienie ryb, sporty wodne, pola golfowe i piękne plaże.

03, Alderney, Saint Anne 04, Alderney, Saint Anne
Spaceruję kilkoma uliczkami wśród solidnych kamiennych wiktoriańskich domów, obwieszonych czasem ukwieconymi donicami. Nie znajdziesz na Alderney brytyjskich czerwonych budek telefonicznych i skrzynek pocztowych (budka jest żółta, a skrzynka niebieska). Odwiedzam pocztę, oferująca znaczki swojego kraju, na których widzę sporo motywów militarnych: forty, umocnienia, bunkry… i to z różnych epok. Wyspa posiada wiele obiektów militarnych. Już od wieków, co rusz Francuzi próbowali pogonić stąd Brytyjczyków. Taka sytuacja wymogła uzbrojenie wyspy po przysłowiowe „zęby”. Dodatkowo podczas II wojny światowej hitlerowskie Niemcy zdobywając wszystkie Wyspy Normandzkie, zamieniły je w niezdobyte podczas wojny stanowiska obronno- militarne. Wynikiem jest ogromna ilość interesujących betonowych bunkrów, które znajdują się prawie wszędzie. Na pewno są magnesem dla turystów w różnym wieku. Zachowano je w stanie niewiele zmienionym i jest to obecnie taka historia… możliwa do dotknięcia. Przy jednej z plaż w Saye Bay, naliczyłem siedem bunkrów z jednej strony i dwa forty oskrzydlające zatokę z obu stron!

05, poczta Alderney 06, pamiątki historyczne z plaż
Plaża obok w Corblets Bay ma kolejne dwa forty , kilka bunkrów dalej i jeden bezpośrednio przy wejściu na plażę. Ale, ale… ile ich można oglądać? Zbrzydły mi, nie jestem miłośnikiem militariów a wojnę wolę oglądać… w kinie. Podczas swoich podróży, zbyt często widzę namacalne, współczesne skutki … takiej „zabawy”. Zamknęły dla mnie możliwość zwiedzenia kilkunastu krajów świata. Plaże cudne, piaszczyste i praktycznie puste. Ale trzeba wiedzieć także, że te plaże są cudne wyłącznie w czasie odpływu. Pływy Alderney posiada równie gigantyczne co inne wyspy- dochodzą do 12 metrów. To co wygląda jak … „wysokość fali tsunami”, na tutejszych wyspach jest zwykłym przypływem, nadchodzącym dwa razy w ciągu doby. Wyobraź sobie, to jakby coś, koło 4-ch kondygnacji budynku? Taka ogromna różnica poziomu wody, poza oczywistym zagrożeniem, jest również atrakcyjna widokowo. Odpływ bowiem odsłania normalnie niewidoczne skały podwodne, więc widok plaży jest zdecydowanie bardziej ciekawy, taki dziki z mnóstwem skał. Za to podczas przypływu, plaży po prostu nie ma. Z pływami na tych wodach związane są różne morskie opowieści, z gatunku poszukiwania skarbów. Faktami, jest trudna nawigacja statkami i zatonięcia przez wieki różnych, większych i mniejszych. Jakiś czas temu, przeczytałem o prawdopodobnym odnalezieniu XVIII wiecznego statku z ładunkiem złota i kosztowności. Podobno trwają negocjacje o podział łupów pomiędzy odkrywcami i Korona Brytyjską. Dla tych, którzy bardziej interesują się przyrodą, pomiędzy bunkrami (nad morzem i wyżej na klifach) są inne atrakcje, np. jeziorka, jakby duże studnie wydrążone w skałach.

07, plaża w Corblets Bay 08, jeziorka na Alderney
Na wschodnim krańcu wyspy podoba mi się wysoka biała latarnia morska z 1912 roku, którą wyposażono w potężne tuby do nadawania sygnałów w czasie mgieł. Tuż za nią na wysokim zboczu, Niemcy wybudowali ogromny kilkukondygnacyjny bunkier. Latarnia i bunkier z daleka wyglądają jak słupy.

09, Alderney, latarnia morska 10, Alderney, bunkier gigant
Ja wolałem zwiedzać pieszo. Wędrowałem niespiesznie wąskimi ścieżkami, wśród: paproci, kwiatów, niskich krzewow, wysokich traw i jeżyn. Wyspiarze utrzymują dróżki i ścieżki w dobrym stanie, rozmieścili ławki w punktach widokowych, więc spacer należał do przyjemności. Nie spotkałem nikogo po drodze- chyba wszyscy jeżdżą samochodami, a turystów… prawdopodobnie policzyłbym na palcach.

11, ścieżki wokół Alderney 12, Fort Albert
Przedostatnim zwiedzanym miejscem, była zatoka portowa. Można by powiedzieć: mała wyspa, to nieduży port. A nieprawda! Wyspa naprawdę mała ale port wielgachny. W XIX wieku wybudowano falochron, który dawał schronienie licznym okrętom, zwykle wojennym. Po falochronie jeździł nawet pociąg. I tu humorystyczna ciekawostka, pociąg musiał mieć na wyposażeniu kapoki! Powód całkiem prosty- kiedyś jeden zapędził się… i wylądował w wodzie. Wejścia do portu strzegł Fort Albert. Oj, dużo na Alderney różnych fortów, że nie wspomnę o bunkrach. W porcie tuż przy łuku plaży znajduje się kolorowe osiedle (foto). Na przeciwległej do portu, południowej stronie wyspy nie znajdziesz plaży. Zobaczysz za to wiele wysokich urokliwych klifów.

13, port Braye Bay 14, Alderney, klify południowe
Na Alderney w pobliżu brzegów, o rzut kamieniem znajdują się skaliste wysepki z koloniami ptactwa morskiego (głuptaki i maskonury). Można znaleźć jeże w kolorze blond, czarne… króliczki. Po całej wyspie pojeździsz raczej na rowerze, może konno bo samochodem nie warto. Cała wyspa wokół po drogach, to raptem 10 kilometrów- najlepiej chodzić pieszo. A jak Ci się znudzi, można podjechać mini busem: jeździ z St. Anne pętlą w kierunku wschodnim, do latarni morskiej, i z powrotem drugą stroną wyspy. Raptem cała trasa za 2GBP. Mnie udało się sfotografować motyle. N drugim zdjęciu umieściłem mapkę wyspy z trasą zwiedzania. I to już koniec wyprawy, podczas której między innymi miałem okazję zobaczyć wszystkie sześć, zamieszkanych wysp- mini krajów Wysp Normandzkich. Wracam do domu przez Guernsey i Londyn.

15, Alderney mapka Alderney

Na koniec  załączam mapkę całej wyprawy ” Walia i… okolice”

mapka trasy Walia i okolice

 

Przejście do poprzedniej relacji: Herm
Przejście na początek trasy: Liverpool i Manchester