Algieria: Beni Abbes, Taghit, Tlemcen , relacja z podróży

Algieria: Beni Abbes, Taghit, Tlemcen , relacja z podróży (na kwiecień 2022)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Algierska Sahara zaczyna mi się podobać. Wyruszając z Timimoun, ostatni stop miał miejsce przy zachodniej bramie wjazdowej i tablicy z odległościami. Stąd prawie wszędzie wydaje się daleko. Jadę na południe, a potem na północny zachód w kierunku Maroka. Wiatr, początkowo próbujący rozpętać burzę piaskową, w końcu ucichł, a może to ja wyjechałem z jego zasięgu… W końcu podziwiam coraz wyższe diuny.

Gdzieś po około 300 km. skręcam w bok do oazy Beni Abbes. Jest otoczona światem z 1000 i jednej nocy, stare i nowe domy, wysokie grzbiety diun wokół…

 

 

Ale ja chciałem tu zobaczyć niezwykły mini klasztor katolicki z kaplicą, który z zewnątrz nie różni się od okolicznych domów. Założony przez francuskiego zakonnika Karola de Foucauld w 1901 roku (czasy kolonialne), obecnie jest zamieszkany przez trzech zakonników, w wieku od 74 do 85 lat…

 

 

Po drodze do miasta Bechar, wzdłuż granicy algiersko- marokańskiej, postanowiłem zobaczyć kolejną perełkę tego pięknego kraju. Nieco w bok od głównej drogi leży przepiękna oaza Taghit. Znajduje się w długiej na kilkanaście kilometrów dolinie, którą z obu stron otaczają wysokie zbocza, tyle, że z jednej strony ciemne skały górskie, a z drugiej bajecznie podświetlone późno popołudniowym słońcem, bardzo wysokie, pomarańczowe diuny. Te zaś wiatr pomarszczył i ukształtował fale…

 

 

 W dolinie, jedna za drugą, pośród palm daktylowych znajduje się kilka osad, z domostwami od prawdziwego zabytku typu fort-kazba, rozsypujące się chaty, czy współczesne osiedla.

Na końcu doliny można dojechać do zbocza, gdzie prehistoryczni mieszkańcy pozostawili rysunki naskalne…

 

 

Tlemcen, jest krainą na północnym wschodzie w sąsiedztwie Maroka. Jadąc tu bardzo dobrą drogą nr 6, prawie cały czas miałem w zasięgu wzroku marokańskie grzbiety Atlasu. Diuny szybko zamieniły się z kamienistym podgórzem i jedynym urozmaiceniem były liczne kolorowe osiedla. A potem „pstryk” i zrobiło się zielonkawo i zielono- wjechałem do lasów. 130 tysięczne Tlemcen w rozległej dolinie, najładniej się prezentuje z górskiej drogi od strony Parku Narodowego o tej samej nazwie…

Pierwszym zabytkiem do obejrzenia były ruiny Meczetu Mansourah (UNESCO).

 

 

Jest uroczym miastem, zupełnie innym od wcześniej oglądanych. Zabytkowy Wielki Meczet przy placu w środku miasta jest ozdobą starówki. Ładnie prezentowały się domy wokół. Wypadało tylko żałować, że w dzisiejszy kolejny dzień postny (ramadan i na dodatek świąteczny piątek), prawie wszystko jest zamknięte, poza kilkoma piekarenkami, oferującymi bardzo słodkie wypieki…

 

 

Zaś koło Tlemcen mieści się sporo ciekawostek. W samym mieście wart uwagi jest stary fort z pałacem pośrodku…

A jadąc pod jedną z górek, zobaczy się wodospad El- Ourit (obecnie mizerny z braku wody), nad którym pozostał historyczny most, zaprojektowany przez słynnego Eiffla.

 

 

Jeżeli tą samą drogą dojedzie się na szczyt, będzie się w Parku Narodowym Tlemcen, gdzie koniecznie trzeba wejść do cudnych grot Ain Fezza.

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Oran, Tipasa

Przejście do poprzedniej relacji: Ghardaia

Przejście na początek trasy: Algier…