Libia
Spis treści
Libia- w centrum wojny, relacja z podróży
Libia- w centrum wojny, relacja z podróży (na sierpień 2019)
Tekst i foto: Paweł Krzyk
Szczęśliwie wróciłem z Libii, kraju, gdzie zbliża się kolejna gorąca wojna. Następne światowe szaleństwo, które nakręca się coraz bardziej. Do chociaż pobieżnego zwiedzenia kraju, w którym przez lata rządził dyktator Kadafi, przymierzałem się od kilku lat. Niestety od rewolucji sprzed 8 lat było to niemożliwe. Nawet za czasów dyktatury nie lubiano tutaj turystów i przyjmowano ich dopiero pod opieką lokalnego biura turystycznego. Później wiz turystycznych w ogóle zaprzestano wydawać. Znalazłem w końcu libijskiego tour operatora i gdy zapytałem o możliwość przyjazdu na jesieni ubiegłego roku, na skutek eskalacji wojny odpowiedzieli mi…, że zorganizowali naradę w swoim biurze, i stwierdzili, że
– owszem, mogą mi wszystko załatwić- ale za nic nie biorą odpowiedzialności!
Sytuacja uległa zmianie w pierwszej połowie bieżącego roku. Armia rebeliantów rozpoczęła aktywną ofensywę i wydawało się, że nic z tego. Jednak w lipcu poinformowano mnie o poprawie sytuacji w kraju.
Oficjalnie turystyka w Libii nadal jest zakazana. Możesz odwiedzić Libię jadąc do pracy lub w oficjalnej misji. Potrzebne jest zaproszenie od oficjalnego organu państwowego, lub firmy certyfikowanej w Ministerstwie, które następnie kanałem dyplomatycznym zostanie przesłane do Konsulatu w Warszawie.
Obecnie można tam wjechać tylko na wizę biznesową, którą wydają… po osobistym stawieniu się w Konsulacie. Jeszcze tylko między innymi: przysięgłe tłumaczenie paszportu na arabski, mini zdjęcie (2×2,5 cm), opłata 270 zł…
Kolejnym problemem był dolot, gdyż główne lotnisko w Trypolisie jest oblegane. Czynne jest wyłącznie lotnisko Mitiga z lotami z Tunisu w Tunezji. Tylko libijskie linie lotnicze- wszystkie pozostałe są zakazane. Jeszcze tylko kupić bilet, których ciągle brakuje…
Po przyjeździe czekasz w kolejce dla cudzoziemców. Kontrola paszportu sprawdzi wizę, kilka pytań celnych, ale to nie wszystko- jest jeszcze wywiad ze strony służb specjalnych. Z tym ostatnim szybko uporał się przedstawiciel biura turystycznego, który mnie oczekiwał.
Szybko znalazłem się w hotelu i z ostatniego, ósmego pietra mogłem spojrzeć na panoramę Trypolisu.
Spacer po starej części miasta zaciekawiał mnie połączeniami tysiącleci z czasami bieżącym- islamskiego państwa. Najpierw nie mogłem się oprzeć zrobieniem fotki na ulicy francuskiej z licznymi łukami. Następnie tuż obok najciekawszym zabytkiem chyba jest, pamiętający czasy rzymskiego imperium, łuk triumfalny Marka Aureliusza.
Warto się przejść nadmorską promenadą Al Kurnish. Spojrzeć na „pięć butelek”- kompleksu biznesowo-wystawienniczego That El Emad, które tak nazywają ze względu na swój kształt.
Niestety w żadnym razie nie można sfotografować głównego placu, rejonu z budynkami rządowymi, czy też jakimikolwiek służbami w mundurach. W kraju, gdzie walczą… lepiej aparatem fotograficznym zbyt często nie drażnić.
Znacznie bezpieczniej pod tym względem było na starym mieście, gdzie czasy tureckie mieszały się innymi okresami historycznymi. Stare miasto uratowało pozostałości luksusu budynków kolonialnych, luksusowe ceramiki, włoskie kute okna, tureckie…, czy wreszcie żydowskie dzielnice z małymi balkonami. Dodaj wpływy Czarnego Lądu i będzie mieszanina na ulicach, żyjąca ze sobą od wieków.
Trypolis jest jakby zamrożony w czasie. Stolica wprawdzie żyje aktywnie, ale jest pokryta kurzem – od samochodów po ubrania ludzi. Wiele niedokończonych budynków- nawet wieżowców. Zamrożone, zamknięte, czekają na powrót lepszych czasów. Stoją od 2009- 2011 roku- tylko sterczą w górze nieruchome wieże dźwigów budowlanych. Kiedyś Kadafi sponsorował wszystko z pieniędzy pochodzących z ropy naftowej. Jego upadek i początek wojny domowej odcisnął piętno na losie pokolenia- nie tylko mieszkańców Libii. Wykroczył poza granice i umożliwił tysiącom uchodźców z głębi kontynentu, przekraczanie libijskiej Sahary. Wielu gości z Somalii, Czadu, Erytrei i innych biednych krajów afrykańskich, próbuje nielegalnie dostać się do Europy, lub pobytu tutaj w niewykwalifikowanych miejscach pracy. Libijczycy mówią, że to duży problem, społeczeństwo jest spokojne, a oni podnoszą przestępczość.
Drugiego dnia ruszamy około 130 kilometrów na wschód do okolic 200- tysięcznego miasta Al. Chums. W jego pobliżu znajdują się, obecnie jedne z najlepiej na świecie zachowanych ruin starożytnego miasta rzymskiego- Leptis Magna. Warto zajrzeć do tego przepięknego miejsca, znajdującego się na liście Światowego Dziedzictwa… UNESCO.
Z Leptis Magna wywodził się cesarski ród Sewerów. Do najciekawszych zabytków należy na pewno, pochodzący w II wieku n. e. łuk triumfalny Septimiusza Sewera. Zabytków wiele i spędziłem tu kilka godzin.
W pobliżu Leptis, na wschód od ruin, znajdują się stosunkowo dobrze zachowane pozostałości cyrku, amfiteatru, cystern…. Nieco bliżej w stronę Trypolisu można odwiedzić pozostałości rzymskiego domu ze wspaniałymi mozaikami. Pomimo wojny, w tym regionie nie było widać jej śladów.
Libia wojenna to również plaże, obecnie przeważnie pustawe. Z żalem opowiadano mi, jak to drzewiej bywało, gdy były pełne europejskich turystów.
Współczesna Libia patrząc okiem turysty, to kraj z codziennymi, poważnymi problemami: brakuje paliwa, wody, prądu… co przekłada się na wspomniany wcześniej „zakurzony obrazek” ulic.
A ja jestem w niej w ponad 40-stopniowym sierpniowym skwarze, w samym sercu wydarzeń wojennych- miasta praktycznie w oblężeniu, odciętego od części kraju przez armię rebeliantów, dowodzoną przez zbuntowanego generała.
W samym centrum Trypolisu jest spokojnie. Ale trzeba wiedzieć, ze trochę dalej, w odległości 10 minut jazdy znajduje się oblegane lotnisko. Kolejnych 20 km – i są zacięta walki o stolicę, niosące śmierć istnień ludzkich… wojskowych i cywilów. Podpytałem moich opiekunów,
– gdzie, tak naprawdę prowadzone są walki? – Okazało się, że głownie na obszarze o kształcie czworoboku na południe od stolicy.
Na koniec tej relacji, co jem?. Otóż całkiem nieźle, gdyż dostępne są normalne dla regionu artykuły spożywcze. Lubiłem oryginalny libijski kuskus.
Ostatnie, załączone zdjęcie pokazuje restaurację z owocami morza, przed którą najpierw wybiera się morskie stworzenia, które później „wjeżdżają” na stoły. Takie to normalne i zwyczajne…
Nazajutrz w drodze na lotnisko dowiedziałem się, że tego samego dnia spadły bomby na miejsce oddalone na zachód o 40 kilometrów, nawiasem mówiąc poza wspominanym czworobokiem aktywnych działań wojennych.
– Sam oceń, czy warto obecnie tu przyjeżdżać? Mnie się udało bezpiecznie wrócić!
Załączam również mapkę trasy zwiedzania.
Przejście do następnej relacji: Syria (za trochę…)
Libia w czasie wojny a.d. 2019.
Oferuję film w jakości UHD z podróży w lecie 2019 roku… Czas 15 minut. Czułem się tam jak korespondent wojenny…
Sabrata, Qasar al Haj, Qasar al Kabaw, Ghadames, Leptis Magna, Misrata Relacja z podróży
Sabrata, Qasar al Haj, Qasar al Kabaw, Ghadames, Leptis Magna, Misrata
Relacja z podróży (na wrzesień 2023)
Tekst i foto: Paweł Krzyk
Sabrata
Sabrata znajduje się w Libii nad Morzem Śródziemnym w połowie drogi między Trypolisem a granicą z Tunezją. Obok współczesnego miasta położony jest kompleks starożytnych ruin, znajdujących się na Liście… UNESCO.
Sabrata była kolonią fenicką, założoną jeszcze przed VI wiekiem p.n.e. W I wieku n.e. podbili ją Rzymianie. Im zawdzięczają Libijczycy zachowane pozostałości forum, świątyń, łaźni rzymskich. Do najlepiej zachowanych budynków należy pięknie odrestaurowany rzymski teatr z przełomu II i III wieku.
Qasar Al Haj
Gasr Al-Hājj to ogromny ufortyfikowany libijski spichlerz o okrągłym kształcie, zbudowany w VII wieku n.e. / XIII wieku naszej ery przez Abdallaha Abu Jatlę. Zbudowano go, aby służył rodzinom z okolicy w zamian za jedną czwartą zbiorów… Pierwotnie budynek składał się ze 114 komór.
Qasar Al. Kabaw
Jest jeszcze bardziej spektakularnym spichlerzem na szczycie góry…
Ghadames
Znajduje się w pustynnej oazie na pograniczu Libii, Algierii i Tunezji. Granicę pośród diun pokazują zwoje drutu żyletkowego.
Pierwsze wzmianki o Ghadamis pochodzą z czasów rzymskich, kiedy stacjonowały tu legiony. Aż do XIX wieku miasto było też ważnym ośrodkiem na trasie karawan kupieckich.
Zwiedza się je spacerując korytarzami, z których wchodzi się do 3-kondygnacyjnych domostw. Środek zajmują palmy z przemyślanym systemem rozdziału wody dla rolników.
Leptis Magna
Leptis Magna jest piękne, a na pewno jednymi z najlepiej zachowanych ruin starożytnego miasta rzymskiego. Znajduje się w sąsiedztwie miasta Al Chums.
Pierwotnie była to jedna z licznych kolonii fenickich. Wywodził się stąd cesarski ród Sewerów.
Wskutek politycznej izolacji Libii miasto zbadano tylko w 40%. Dotarłem do niego po raz drugi i znów spędziłem w nim kilka godzin…
Misrata
Misrata jest miastem u wybrzeży zatoki Wielka Syrta. Około 400 tys. mieszkańców, co pokazuje, że jest trzecie co do wielkości. Chciałoby się pojechać dalej na wschód, ale ostatnia klęska żywiołowa to uniemożliwia…
Można jeszcze zobaczyć pozostałości po wojnie domowej z 2011 roku, nie tylko w ulicznym muzeum z resztkami sprzętu wojskowego.
Trypolis
Trypolis to największe miasto libijskie (2,2 miliona), a także główny port i ośrodek przemysłowy. Mam w nim przesiadki na zwiedzanie kolejnych regionów tego dużego kraju, który obecnie wydaje się posiadać dwa ośrodki zarządzania.
Udało mi się pospacerować po starym mieście. Na pewno tuptanie wąskimi uliczkami, wszyscy rozpoczynają od łuku triumfalnego Marka Aureliusza…
Nie będzie Sabhy
Na koniec miałem pisać o pustynnym mieście Sabha, ale niestety pomimo posiadania biletów lotniczych z lokalnego biura podróży, nie pozwolono nam wejść na pokład.
Zapytacie dlaczego??? Widać tam rządzi ten drugi libijski rząd… No cóż było robić, zwrócili kasę i odleciałem w dalszą trasę trzy dni wcześniej.
Na koniec trochę o tym, o czym nieco zapomniałem.
Proste pytanie:
–ile Libijczycy płacą za litr benzyny ? Zgadniesz?- w życiu!!!
Otóż to równowartość trzech centów USD (0,03 USD).
I drugie pytanie:
— ile kosztuje 1 litr wody butelkowanej? Odpowiedź: 7 razy więcej.
I ogólnie: jak nie wiadomo o co w tym kraju chodzi…
Przejście do następnej relacji: Egipt…
film Libia, Sabrata...
zapraszam na kilka filmów. Resztę obejrzyj na You tube
Libia. Z Bengazi do środka Sahary. Relacja z podróży
Libia. Z Bengazi do środka Sahary. Relacja z podróży (na marzec 2026)
Tekst i foto: Paweł Krzyk
Bengazi
Obecnie zapraszam do Libii wschodniej.
Ruszyłem do tego kraju po raz trzeci. Poprzednio za sprawą niepokojów społecznych nie mogłem wjechać do Benghazi. Obecnie udało się po uzyskaniu specjalnej wizy. Na lotnisku w przebudowie zauważyłem samolot turecki oraz egipski. Miasto na pierwszy rzut oka jest wielkim placem budowy…
Bengazi to 850- tysięczne, drugie co do wielkości miasto Libii, historyczna stolica Cyrenajki, ośrodek handlowy, kulturalny i port nad Morzem Śródziemnym nad zatoką Wielka Syrta. Założyli je Grecy w VI w. p.n.e. jako Euesperides. Po okresie rewolucji libijskiej, walk i zniszczeń, widać prowadzoną od około 10 lat rewitalizację. Udało nam się zobaczyć główne zabytki, choć nasi opiekunowie nie chcieli nam pokazywać… ruin.
Wyprawa na Saharę
We wschodniej Libii trafiłem na porę deszczową. Leje na przemian ze słońcem przy temperaturze 12-16 stopni. Żartuję sobie, że mam aurę jak w kraju… tylko wiatr chce głowę urwać, a na pewno pozbawić czapki. Dołączył do mnie i Nowojorczyka Valentina, dodatkowy samochód ze sprzętem kampingowym i wyżywieniem, skręciliśmy bowiem prosto na południe w głąb Sahary. Rozpoczyna się nasza cześć ekspedycja bez hoteli i restauracyjnego wyżywienia. Na skutki silnego wiatru nie trzeba było długo czekać… Nasza dobra droga wprowadziła nas w burzę piaskową, gdzie piach w powietrzu ograniczał widoczność nawet do kilku metrów. Pozdrawiam z wojskowego kampu na pustynii, jeszcze z libijskiej Cyrenejki. Starsi wojskowi mile wspominali przyjacielskie stosunki z Polakami sprzed kilkudziesięciu lat (z czasów „Kadafiego”).
Jedziemy coraz dalej w kierunku środka libijskiej Sahary. Podczas postoju wśród wojskowych, dołączyły do nas dwa kolejne samochody przystosowane do poruszania się po piaskach. Mamy pustynnego przewodnika oraz kucharza. Do wieczora powinniśmy dojechać do Al Samah- bazy wydobywczej ropy naftowej firmy libijskiej i amerykańskiej. 100 kilometrów po piaskach, gdzie nie ma drogowskazów, a drogę wyznaczają od czasu do czasu opony lub beczki wypełnione piaskiem. Razem jedzie już 5 samochodów terenowych, ponieważ dołączyły dwa z żołnierzami. Rozpoczęła się pustynna ekspedycja libijskimi bezdrożami.
Jazda jest szybka bo burza piaskowa sobie odpuściła
Z bazy firmy wydobywającej ropę naftową ruszyliśmy płaską pustynią do Wadi Belhashim w towarzystwie samochodów ochrony pól naftowych. Pierwszym stopem były domostwa rodziny Fawagher. To libijscy beduini, żyjący z wielbłądów, warzywnego ogrodu i 300- metrowej studni głębinowej, będącej w okolicy jedynym źródłem wody. Ogródek był otoczony tym co było zbędne (stare opony…).
Skosztowaliśmy lokalnych smakołyków libijkich. Smakowało nam danie aseda. To danie dla całej rodziny w postaci dużej kluski z pszenicznej mąki, która jest podawana w misce z dodatkiem lokalnego masła i czegoś słodkiego. Je się łyżkami siedząc wokół
Przejście do następnej relacji: Libia, Haruj…
Libia, Haruj. Relacja z podróży
Libia, Haruj. Relacja z podróży (na marzec 2026)
Tekst i foto: Paweł Krzyk
Park Narodowy Haruj dla mnie było libijskim piekłem z uwagi na… czarny kolor. Ta cześć Sahary znajduje się prawie dokładnie w środku Libii. Ma wymiary około 250 na 350 kilometrów i jest wulkanicznymi pozostałościami po prehistorycznym wulkanie. I teraz to co pokazuje warunki podróży, żeby przejechać specjalnie przygotowanym samochodem potrzeba do dwóch dni z noclegiem na pustyni.
W pobliżu kanionu suchej rzeki znajdują się petroglify naskalne. A dwie godziny dalej wśród piekielnych krajobrazów pewnie każdego zaciekawi zapadlisko Bata, z grotą typu meksykańska cenota.
Nocleg pod namiotami wypadł również w czarnym otoczeniu i wcale nie mam na myśli rozgwieżdżonego nieba.
Po nocy w chłodku libijskiej Sahary, widok kolejnych czarnych dolin specjalnie nie dziwił. Odnotowuję małe wadi, a potem ośmio- kilometrową plamę beżową suchego jeziora otoczonego czernią. Ciekawostką były ślady na środku jeziora w postaci resztek obozowiska i lotniska, które pozostawiła amerykańska ekipa poszukiwaczy ropy z 1950 roku…
Czasem aby przejechać, trzeba odrzucić większe kamienie. I tak skończyło się tylko jedną uszkodzoną oponą. Przy kolejnym kanionie natrafiamy na pozostałości domów sprzed około 200 lat.
Przez Park Narodowy Haruj i dalej do granicy prowincji prowadzi nas lokalny przewodnik- ranger Abdul. Opowiem związane z jego rodziną prawdziwe wydarzenie. Otóż zaprowadził nas do grobu w korycie suchej rzeki… pośrodku niczego.
To był pusty grób Bou Khadeja. Zaś opowieść jest taka: około 45 lat temu syn libijskiego przywódcy kraju, Kadafiego, kupił stado wielbłądów w Sudanie i wynajął pastuchów, aby je przepędzili przez pustynię do Syrty. Po drodze jeden z pasterzy poszedł zapolować na gazelę i zgubił się. Myślał, że umrze samotnie i wykopał sobie grób, w którym spał siedem dni. Potem dziadka Abdula odnaleziono. Grób pozostał, a miejsce otrzymało nazwę od niego.
Przejście do kolejnej relacji; Kufra
Libia, diuny Kufra, Brega i powrót. Relacja z podróży
Libia, diuny Kufra, Brega i powrót. Relacja z podróży
(na kwiecień 2026)
Tekst i foto: Paweł Krzyk
Pod koniec dnia po płaskim bezmiarze beżowej libijskiej Sahary ustrzeliłem fotkę w Darshkel, punktowi ze znacznikiem drogowym na granicy trzech prowincji.
Potem lunch w kraterze dawnego wulkanu, ze skałami gipsowymi, a sama kaldera jest widoczna tylko na mapie. Faktycznie to kawałek wyżyny kilka metrów nad poziomem płaskiej pustyni.
W Prowincji Kufra chcieliśmy zobaczyć urokliwe diuny. Rozbiliśmy obóz na wydmach piaskowych Ramlet Tazerbu. Nasza ekspedycyjna ekipa zredukowała się do trzech samochodów i wraz z nami do ośmiu osób. Wcześniej odjechali żołnierze ochrony pól naftowych i ranger parku narodowego. Pozdrawiam z libijskiej Kufry, miejsca prawie nie zamieszkanego (tylko w oazach), bez dróg, gdzie turysta raczej nie dociera. Faktem jest, że podczas pełnych dwóch dni, poza naszą grupą, nie spotkaliśmy po drodze ani jednego człowieka czy samochodu (wyjątek jedna ciężarówka z rurami koło bazy…).
Po nocy w namiotach na pięknych piaszczystych wydmach, tym razem cieplejszej, skręciliśmy w drogę powrotną. Pierwsze kilometry były trudne na skutek pochmurnego nieba, co zatarło widok na diuny i widać było koniec maski samochodu oraz linię horyzontu. Jeszcze, gdyby nie ta kawaleryjska fantazja kierowców…
W końcu znowu płasko… Nudnawy krajobraz urozmaiciła górka w kształcie piramidy, pułapka do łowienia sokołów, potem pozostałości pustynnego karawanseraju, kolejne diuny ale w towarzystwie mżawki. Dobre i to, nie ma tumanów mini burzy piaskowej za każdym samochodem. No i zrobiła się oaza Maradah (fon. Mrada) z początkiem cywilizacji (jest stacja paliwowa).
Olej po 0.1 USD- mnie by odpowiadała cena około 40 groszy za litr!!! Niestety tutaj żegnamy się z ekspedycyjną ekipą wyprawy. Szczególne dzięki dla Naima, głównego kierowcy- pilota niejednokrotnie po całkowitych bezdrożach bez jakichkolwiek znaczników. Ja musiałbym polegać porównując kierunek jazdy do słońca, lub w ostateczności do GPSa w mapach Google. O jakimkolwiek Internecie należy zapomnieć.
Dalej zwykłym pojazdem po asfalcie.
Brega
Nie ukrywam, że z ulgą przyjąłem powrót z libijskich bezdroży. Mieliśmy zanocować w Maradah, pierwszej miejscowości na skraju diun i początku drogi asfaltowej. Okazało się to niemożliwe wskutek deszczu i oziębienia w nocy do 8-9 stopni. W namiotach… brrr!!!
Pojechaliśmy dalej i znalazł się cywilizowany hotelik w Brega. Rankiem śniadanie można było zjeść w sąsiednim mieście Ajdabiya- tu już tylko 160 kilometrów od Bengazi. Przy okazji je obejrzeliśmy. To 80- tysięczne miasto sięga historią czasów rzymskich i bizantyjskich. Posiada ruiny pałacowo-meczetowe kalifatu Fatymidów sprzed ponad tysiąca lat. W centrum miasta znajduje się, wymagający remontu okazały budynek dawnego zarządu miasta, obecnie muzeum.
Bengazi z powrotem
Moja ekspedycyjna podróż do wschodniej Libii zakończyła się w Bengazi. Miałem okazję zajrzeć na wojskowy cmentarz żołnierzy krajów Commonwealthu z okresu drugiej wojny światowej. Ku mojemu zaskoczeniu odkryłem grób rodaka, który tam pozostał 25 stycznia 1942 roku będąc w wieku 24 lat. We wschodniej Libii jest znacznie więcej takich pamiątek. Około 600 kilometrów dalej na wschód znajduje się Tobruk.
Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich pod dowództwem gen. Stanisława Kopańskiego walczyła 116 dni w obronie Tobruku, co upamiętniono na miejscu, oraz warszawskim Grobie Nieznanego Żołnierza.
Nie mogłem tam dojechać. Podpowiadam chętnym: tam można dolecieć na krajowe lotnisko w Tobruku z Tripoli i Bengazi, ale trzeba zdobyć wizę Bengazi (tylko z lokalnym biurem podróży). Pozdrawiam rodzinę i przyjaciół z Bengazi (wszystko ok).
Po powrocie z tej wyprawy okazało się, że miejscowe władze zmieniły zdanie i zabroniły wjazdu turystów w ten region kraju (powodu nie znam) !!! Byliśmy chyba pierwszą 2-osobową grupką… którą tam zabrano.
Przejście na początek trasy: Bengazi







































