Brazylia

Spis treści

20-04-2012

Brazylia, galeria zdjęć

Podróż po kilku miastach Brazylii,  odbyłem w ramach miesięcznej wycieczki objazdowej,
w listopadzie i grudniu 1997 r. Trasa objazdu rozpoczęła się w Chile, i dalej wiodła przez: Urugwaj, Argentynę, Paragwaj do Brazylii. W Brazylii zobaczyłem z żoną: wodospady Iquasu, Manaus- z wypadem na kilka dni w głąb Amazonii, Brasilię, Salvador oraz Rio de Janeiro. Załączam kilka starych zdjęć.

Brazylia

rewia brazylijska- tutaj jest z ogromnymi strojami,Ameryka Płd.,Brasilia,Manaos,Salwador,Rio de Janeiro,Amazonia,pirania,karnawał brazylijski,wodospady Iquasu, 'glowa cukru' w Rio de Jeneiro,Ameryka Płd.,Brasilia,Manaos,Salwador,Rio de Janeiro,Amazonia,pirania,karnawał brazylijski,wodospady Iquasu, Wodospady IQUASU od strony brazylijskiej. Jest to pogranicze: Brazylii, Argentyny i paragwaju. stolica Brasilia- katedra katolicka,Ameryka Płd.,Brasilia,Manaos,Salwador,Rio de Janeiro,Amazonia,pirania,karnawał brazylijski,wodospady Iquasu, kajman,Ameryka Płd.,Brasilia,Manaos,Salwador,Rio de Janeiro,Amazonia,pirania, w srodku Amazonii w MANAOS,  nad Rio NEGRO I AMAZONKA, RIO de JENEIRO z wzgorza CORCOVADO,Ameryka Płd.,Brasilia,Manaos,Salwador,Rio de Janeiro,Amazonia,pirania,karnawał brazylijski,wodospady Iquasu, Ameryka Płd.,Brasilia,Manaos,Salwador,Rio de Janeiro,Amazonia,pirania,karnawał brazylijski,wodospady Iquasu, Daleko w Amazonii. To glowa ryby zlowionej harpunem-ok.3 m. Zostala wcia…gnieta do malej drewnianej lodki po jej czesciowym zatopieniu. ta ok.80 cm rybka wskoczyla mi do lodzi w czasie nocnego wypadu na poszukanie kajmanow, miasto Salvador nad Atlantykiem,Ameryka Płd.,Brasilia,Manaos,Salwador,Rio de Janeiro,Amazonia,pirania,karnawał brazylijski,wodospady Iquasu,

 

30-11-2019

Brazylia: Porto Alegre, Paso Fundo, Florianapolis, Campinas, relacja z podróży

Brazylia: Porto Alegre, Paso Fundo, Florianapolis, Campinas, relacja z podróży (na listopad/ grudzień 2019)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Witam z południowej Brazylii.

Szczegóły organizacyjne podróży po Brazylii podaję w Informacjach praktycznych.

Porto Alegre jest stolicą stanu Rio Grande do Sul East, znajdującego się na południu tego ogromnego kraju. Miasto półtora milionowe (aglomeracja 3 mln.). Mają w tym rejonie, rozwinięte rolnictwo: uprawy tytoniu (w tym export do Polski, do fabryki w Augustowie), pszenica, soja, hodowla bydła, oraz górnictwo miedzi i węgla.

W Brazylii, z uwagi na duże odległości, przemieszczam się najczęściej samolotami, a z lotnisk do zarezerwowanych miejsc noclegowych przy wykorzystaniu aplikacji internetowej Uber. To ostatnie okazało  się wyjątkowo korzystne i wcale nie takie drogie- za to szybkie i bezpieczne. Ba przykład do hotelu odległego 7 km: taxi Uber zawozi mnie za niespełna 15 BRL (co odpowiada około 15 zł.).

Spacer do centrum miasta, i na starcie w hostelu uprzedzają mnie- to miasto niebezpieczne, o czym wydawały się świadczyć, wyraźnie widoczne podczas spaceru, liczne, uzbrojone grupy policjantów.

Podobał mi się rejon w centrum historycznym z katedrą na wzgórzu.

 

 

Budynki rządowe, muzeum sztuk pięknych, nabrzeże portowe i… niestety nie będzie filmu, gdyż wędrując samotnie nie odważyłem się wyjąć kamery.

 

 

 Na ulicach handluje wielu rosłych, czarnoskórych Haitańczyków. Tłum, gwar i pełen uroku rozgardiasz oraz folklor, do którego muszę powoli przywyknąć. Ten stan to również gauchos (tutejsi kowboje). W sklepach, wcale nie turystycznych, oferowano dla nich kompletne wyposażenie.

 

 

Na lotnisku Porto Alegre miałem niezłą panoramę miasta. Będę po tym kraju więcej korzystał z samolotów i często będę oglądał z bliska: AZUL, TAM czy GOL.

Na muralach pokazali to co mają w tym południowym, nadmorskim regionie najciekawsze…

 

 

W drodze do Paso Fundo spotkało mnie przemiłe wydarzenie. Na pokładzie samolotu usiadła obok mnie młoda para. Podczas ploteczek okazało się, że rozmawiam z Éltonem, którego dziadkowie byli Polakami.

Nie obyło się oczywiście na lotnisku bez fotki, z nim i jego partnerką Viviane.

– Ładna?

Przyjechała po nich mama Viviane, więc nie musiałem czekać na mojego ubera. Pięknie dziękuję, szczególnie, że pogoda w Paso Fundo była mokrawa, po raz pierwszy na trasie.

 

 

Paso Fundo w siąpiącym deszczyku nie zachęcało do długich wędrówek. Miasto prawie 200-tysięczne w stanie Rio Grande do Sul West znajduje się na Wyżynie Brazylijskiej, i nie oferuje turyście zbyt wiele. Okolice głównego placu wydały mi się najciekawsze: katedra z witrażami drogi krzyżowej, pomnik oprzyrządowania do picia narodowego trunku- yerba mate… Mocno obrośnięte porostami drzewa i wilgoć, przypomniały mi o bzyczącym towarzystwie, tu roznoszącym malarię i kilka innych groźnych… problemów.

 

 

Florianapolis (w skrócie Floripa), stolica stanu Santa Catarina urzekła mnie swoją urodą, i to nie tylko Brazylijek. Miasto jest nadmorskim, 400-tysiecznym kurortem, leżącym na wyspach na Oceanie Atlantyckim. Do tego wzgórza i cudne plaże… Na razie miasto: plac z ogromnym 250 letnim fikusem i kilkoma młodszymi, piękna katedra, wspaniale budynki w centrum, miasto turystyczne rozlokowane na wzgórzach, deptaki, gwar i… bezpiecznie.

 

 

Postanawiam pojechać autobusem na drugą stronę wyspy, do miasteczka i wewnętrznego jeziora Lagoa da Conceiçäo (fon. Konsejsjoł), i potem dalej do cudnej plaży Mole. Do wyboru miałem jeszcze dwie inne: Joaquina z wydmami, oraz Barra da Lagoa. Na Mole nikt się nie kąpał, duże fale, temperatura wody około 220C.

 

 

Wróciłem pieszo przez przełęcz nad jezioro Lagoa… i wierzcie mi Państwo

– nie spieszyłem się!

Widoki miałem boskie na obie strony: oceaniczną , i górzyste wnętrze wyspy z jeziorem i diunami.

Skusiłem się na gigantyczny zestaw owoców morza z piwem- za 60 BRL. Wracałem wolniutko do terminalu autobusowego wzdłuż brzegu jeziora, a potem  miasteczko Lagoa.

– No cóż, pozdrawiam z brazylijskiego stanu Santa Caterina!

 

 

Campinas jest ponad milionowym miastem w brazylijskim stanie San Paulo. To  stan o powierzchni ¾ Polski, w którym istnieje aż 645 miast i mieszka 44 miliony ludzi. Stan, który pod względem gospodarczym znaczy w Brazylii najwięcej. Odwiedziłem Campinas, gdyż potężny 12-milionowy moloch miasta San Paulo tym razem ominąłem.

Na lotnisku w Sao Paulo Campinas jestem często, gdyż to  lotnisko jest stacją przesiadkowa na lotniczej mapie brazylijskich przelotów krajowych. Przypadkowo tak wybrałem hotel, że z lotniska autobus 193 za niespełna 5 BRL (ok.5 zl), dowiózł mnie prawie pod drzwi hotelowe. Na dodatek znalazłem się w ścisłym centrum starego miasta.

W Campinas, katedra jest chyba największym zabytkiem, ze wspaniałymi rzeźbieniami w drewnie. Warto przejść się w stronę starej stacji kolejowej Estacao da Paulista.

 

 

Oraz koniecznie trzeba niespiesznie pochodzić po… ulicach, z gwarem i tłokiem. Właśnie te zatłoczone uliczki centralne, w czarny piątek…, oraz proste życie uliczne najbardziej zaciekawiały. Co krok jakaś muzyka, zachęcanie czarnopiątkowe prawie przed każdym sklepem czy bazarowym straganie, jakiś zespół peruwiański gra w mini parku- tak, że nie sposób …nie zatrzymać się. A to sprzedawca siedzi, jak za przeproszeniem, małpa nad regałami… i filuje na to co robią kupujący, czy mniam- niuśne przegryzki na mini stoiskach. Wróciłem po południu do pokoju i

– już nie chciałem nic jeść na kolację!

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Brazylia, Campo Grande…

Przejście do poprzedniej relacji: Argentyna: Santa Fe, Parana, Rosario

Przejście na początek trasy: Chubut, Półwysep Valdez

 

 

 

06-12-2019

Campo Grande, Cuiaba, Porto Velho, Sinop, relacja z podróży

Brazylia: Campo Grande, Cuiaba, Porto Velho, Sinop, relacja z podróży (na listopad/ grudzień 2019)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Zapraszam obecnie w głąb południowej i centralnej Brazylii. Przemieszczam się w tym rejonie samolotami. Tuptając po Ameryce Południowej wydaje mi się, że świat może być ciekawym, gdy wiadomo kiedy zrobić „stopa”.

W niedzielę, w porze obiadowej zrobiłem go przy mercado municipale (targowisko). Oczywiście w Campo Grande…

– Ale to brzmi!

Znajduję się pograniczu Brazylii z Paragwajem i Boliwią w brazylijskim stanie Campo Grande da Sul. A te pyszności na zdjęciu to lokalne, mięsne specjalności z grilla, w towarzystwie manioku i lokalnej serwezzy. Lokalne melodie ktoś przygrywa. I jak tu się ruszyć dalej…?

Jeszcze pamiętam wczorajszy, wieczorny przyjazd do zarezerwowanego hostelu. Przyjechałem jak zwykle taksówką uberowską, i tu niespodzianka-jestem pod drzwiami o 23,45 I nikt mi nie otworzył, mimo dobijania się. Poszedłem do knajpki obok i nikt też nie odebrał połączenia z lokalnego telefonu. Dzięki pomocy lokalnych piwoszy, podjechałem do kolejnego hostelu w odległości 600 metrów.

Ale co tu rozpamiętywać- niczego to nie zmieni. Prawdopodobnie łobuzy mieli komplet gości, ja się nie pokazywałem, więc moje miejsce dali komuś innemu…  Humor poprawił mi widok dorodnych owoców na straganach.

 

 

Campo Grande zwiedziłem spacerem. Najpierw prawie godzinę do centrum w stronę katedry. Co chwilę zatrzymywałem się dla ładnych widoków na centrum ze wzniesienia Orla Morena (znaczy brązowa ziemia). Szedłem aleją z kawałkami torów, oraz widokami na bogatszą dzielnicę mieszkaniową i wieżowce.

 

 

Spacer po głównej ulicy Avenida Afonso Pena z dorodnymi drzewami pomiędzy jezdniami, oraz przygotowaniami do świąt… nie męczył pomimo upału.

 

 

Cuiaba jest stolicą stanu Mato Grosso Południowego, znajdującego się na płaskowyżu w północno-zachodniej części Wyżyny Brazylijskiej. Od razu na lotnisku poczułem zmieniającą się na plus temperaturę powietrza. Dotarłem na początku pory deszczowej i zaczyna mi doskwierać dodatkowo zwiększona wilgotność, pomimo braku opadów, w każdym razie nie moczy mi głowy w ciągu dnia.

Półmilionowa Cuiaba (fon. Kujaba) okazała się być miasto takim sobie. W centrum molocha miejskiego znajduje się nowoczesny budynek katedry i… nie najciekawsza okolica- wręcz brzydka. Wieczorem o 20,00 oraz 21,30, można się wybrać na pokazy grających fontann…, ale znajdują się dość daleko i trzeba podjechać taksówką, chociażby ze względu na bezpieczeństwo.

 

 

W Południowym Matro Grosso miałem nieco więcej czasu, więc wybrałem się do wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa… UNESCO, Parku Narodowego Pantanal. Jest to kłopotliwe z uwagi na odległość ponad 100 km do wjazdu na teren parku, licząc od stolicy stanu Cuaiby. Pojechałem na pospiesznie zorganizowaną dla mnie wycieczkę, gdyż inaczej bym tam nie dotarł. Czerwone drogi przez park rozpoczynają się za miasteczkiem Pocone i wiodą przez ponad 65 kilometrów . Pokonuje się je samochodem, oglądając zwierzęta przy drodze, a najczęściej na około 40-50 mostkach nad strumykami i rozlewiskami.

 

 

Na koniec była łódka przez dwie godziny po zakolach rzeki… Park znany jest głównie z dużej ilości ptactwa, nie licząc: kajmanów, kapibar…, i większych zwierząt typu … jaguary.

 

 

Cuiaba stała się dla mnie punktem  wypadowym po okolicy. Ruszyłem z niej na wycieczkę samolotami do Porto Velho w stanie Rondonia. Samolotami (tam-powrót), ale trzeba wiedzieć, że to półtora tysiąca kilometrów w jedną stronę.

Porto Velho jest ponad czterystu tysięczną stolicą Rondonii. Znajduję się już na północy Brazylii, prawie w środku Ameryki Południowej, oraz na pograniczu z Boliwią i ogromną Amazonią. Jeszcze niedawno Rondonia miała 200 tysięcy kilometrów kwadratowych amazońskich lasów deszczowych- to dla uzmysłowienia obszaru, gdzieś tak ze 2/3 Polski. Obecnie w znacznym stopniu, jak piszą…, odlesili przez wypalanie.

Porto Velho nie posiada super zabytków. Najmilsza dla oka była katedra w stylu kolonialnym, oraz mały park z pomnikiem ślepej sprawiedliwości.

 

 

 Spacer w kierunku portu nad rzekę Madeira- jeden z głównych dopływów Amazonki, ciekawy bazar i ładne uliczki w zapadającym  zmierzchu. No i niestety te zasieki pod napięciem mówiły same za siebie…

 

 

Po raz pierwszy na mojej brazylijskiej trasie, gdy wróciłem pod hotel, poszedłem poszukać sklepu spożywczego. Oczywiście nie znalazłem, ale za to kilkanaście metrów od hotelu spotkałem sklepik z dwoma stolikami dla miejscowych starszaków. Usiadłem przy piwie i wreszcie ostygłem. Przestały ze mnie wysiąkać wszelkie płyny… W tej p…nej Amazonii jest teraz nawet pod wieczór wiele stopni przy dużej wilgotności. Powoli zapadał wieczór, odezwały się cykady, na pewno byłem jedynym obcokrajowcem, wzbudzałem ciekawość…

– Ale jak tu się dogadać? Wiecie, jak szybko przypominałem sobie podstawy hiszpańskiego i wszystkie znane słowa portugalskie… ?

W drodze do Sinop w Mato Grosso Północnym musiałem wrócić na noc do Cuiaba. Hotelik zamówiłem tuż przy lotnisku w odległości nieco ponad kilometra. Cóż to dla mnie, poszedłem pieszo. Dotarłem lekko namiękły, a gdy wróciłem z knajpki na rogu ulicy można by wszystko na sobie wykręcić. Zjadłem gigantycznego, nadziewanego placka za całe 5 złociszy. Tak się składa, że jeden brazylijski real odpowiada mniej więcej naszej złotówce.

Ciepło i wilgotno… Niby nie pada-przecież pora deszczowa, ale powoli Amazonia mi doskwiera. Humor poprawia tylko zimny browarek i widoczki zachodzącego w tropiku słoneczka.

W Mato Grosso Północnym najbardziej reprezentacyjnym miejscem jest nieco ponad 100-tysięczne Sinop. Z okna samolotu dało się zauważyć ogromne, obecnie bardzo zielone łany pól.

 

 

 Miasto przypominało mi bardziej Australię niż Brazylię. Wszystko takie zadbane, niezbyt wysokie, szerokie ulice zaplanowane w kwadraciki pod linijkę, w centrum nie zaparkujesz, wyraźnie widać niezbyt odległy czas powstania . Najbardziej reprezentacyjna tu katedra pochodzi z 2007 roku.

 

 

Widząc mnie z kamerą, przyglądają mi się- jak kosmicie. Miłym wyjątkiem były sprzedawczynie pierożków- duży posiłek za 5 złotych. Nawet gdybym tam nic nie kupił, starałbym się je zabajerować, dla zrobienia fotki z takimi uśmiechami.

Trochę dalej, pomimo skwaru przekonałem się, że jestem kokoso-jadem.

 

 

Niżej mapka trasy

 

 

Przejście do następnej relacji: Brazylia, Goiania…

Przejście do poprzedniej relacji: Porto Alegre, Paso Fundo, Florianapolis, Campinas

Przejście na początek trasy: Chubut, Półwysep Valdez

 

 

 

14-12-2019

Goiania, Goias Velho, Uberlandia, Vitoria, relacja z podróży

Brazylia: Goiania, Goias Velho, Uberlandia, Vitoria, relacja z podróży (na grudzień 2019)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Dziś smerfuję po stanie Goias. Ponad dwu milionowa Goiania wydawała się taka sobie- po prostu duże, i na dodatek niezbyt bezpieczne miejsce. Stan ma powierzchnię większą od Polski i około 6 milionów mieszkańców, w terenie głównie rolniczym i trochę wydobycia minerałów…

Dowcipny facet zza kierownicy uberowskiej taksówki, mało w głos mnie nie obśmiał, gdy powiedziałem

– jestem turystą.

– Turysta, a zabrzmiało tak jak coś, co bardzo zdziwiło.

Najpierw też tak pomyślałem. Ale gdy kupiłem bilet autobusowy na jutro do Uberlandii, zajrzałem na pobliski bazar, a potem poszedłem dalej i dalej. W centrum zabytki pochodzić mogą z okresu po 1933 roku- miasto założono 86 lat temu. Stara stacja kolejowa, katedra…, sympatyczni ludzie, ale mnóstwo zasieków pod napięciem.

 

 

To miasto zaczęło mi się podobać: swobodną atmosferą, miejscem gdzie brak turystów, gdzie towary oferują dla lokalsów- np. gauchos (tutejsi krowi chłopcy).

– Masz ochotę na kokosa- proszę bardzo; obrać, aby dobrać się do kopry?, itd.

 Wróciłem po paru godzinach niespiesznego szwendania się. Także po kontakcie z butlą z pingwinami (jedna z odmian piwa). Kraina gauchos, to dokładnie w środku Brazylii.

 

 

Dzięki ploteczkom z Jarkiem z Warszawy, późne popołudnie i noc spędziłem w mieście wpisanym na Listę… UNESCO.

Goiás Velho leży w środkowej Brazylii, w stanie Goiás, około 172 km na północ od Goianii. Można w południe pojechać autobusem (3 godziny), przenocować, i wrócić z powrotem następnego dnia wcześnie rano, i pojechać prosto dalej do Uberlandii.

Dawna stolica stanu, z zachowaną architekturą kolonialną z XVIII i XIX wieku. Jest to dawne miasto górnicze. Spacerując po jego ulicach zobaczy się wpływy architektury europejskiej, XIX-wieczna starówka przetrwała nienaruszona do dziś.

W Goiás jedną z najpopularniejszych imprez turystycznych jest procesja Fogaréu, która odbywa się w środę przed niedzielą wielkanocną. Jest to jedno z najbardziej tradycyjnych wydarzeń Wielkiego Tygodnia w Brazylii. Podczas ceremonii farricocos (ludzie ubrani w średniowieczne szaty i kaptury towarzyszące procesjom pokutnym) symulują aresztowanie Jezusa przez rzymskich żołnierzy, biegając ulicami miasta o północy z pochodniami na dźwięk bębnów…

 

 

 „Goiás Velho”, lub Ciudad de Goiás, znajduje się w trudnym terenie, gdzie historyczne centrum miasta zbudowane jest pomiędzy dwoma szeregami wzgórz, wzdłuż małej rzeki Rio Vermelho.

 

 

Do Uberlandii, stolicy zachodniej części prowincji Minas Gerais przejechałem autobusem.

Minas Gerais to środkowo- wschodnia Brazylia. Duży stan, jakieś półtora Polski- patrząc terytorialnie, i ponad 20 milionów mieszkańców (10% populacji kraju). Mają tych stanów 26 i stolicę. Nic dziwnego, w całej Brazylii nasz kraj zmieścił by się 25- krotnie. Jechałem autobusem po czerwonej ziemi pól, pastwisk i dróg, po których kursowały pojazdy w odcieniu czerwono- brązowym (pył i deszcz…).

 

 

W 650 tysięcznej Uberlandii, zwiedziłem tylko centrum- to w najbliższej okolicy hotelu: plac centralny Tubas Vilela z katedrą Santa Teresinha do Menino Jesus…, i dwie główne ulice, Avenidy: Afonso Pena, Floriano Peixoto.

 

 

A potem złapała mnie pora deszczowa. Lunęło potężnie- popłynęły ulicami potoki i po pół godzinie znowu wyjrzało zaciekawione słońce:

– co za facet z kamerą chodzi pustymi ulicami?

Potoki deszczu zmyły brudy, odświeżyły powietrze i oziębiło się nieco, oraz… przegoniły tubylców. Pozamykano wszystko i ludzie poszli sobie do domów.

 

 

Jedno z lotnisk Sao Paulo znajduje się prawie w mieście. Schodząc do lądowania samolot ma pod brzuchem wysokie domy, a czekając na odlot można ustrzelić niezłe panoramiczne fotki. Pozdrawiam z lotniska Congonh (foto), w drodze do leżącego nad Atlantykiem stanu Esprito Santo (foto).

Jest to stan przybrzeżny z uprawami: trzciny cukrowej, kawy, kakao, ryżu i kukurydzy, oraz hodowlami bydła.

 

 

315 tysięczna Vitoria- jego stolica, w odróżnieniu od innych, posiada mnóstwo, nie tylko pięknych plaż, ale wiekowych zabytków. Czułem się w historycznym centrum prawie jak w Europie, Włoszech czy Portugalii. Jestem tutaj dłużej i nie żałuję. Pora na trochę odpoczynku i niespiesznego wałęsania się. Na zdjęciach Pałac Anchieta z wystawą malarstwa i fotografii. Z drugiej strony piękne schody pałacowe z widokiem na port,

 

 

Zwiedzałem pieszo historyczne centrum. Zacząłem od klasztoru i kościoła Nostra Senhora do Monte do Carmo, potem katedra z pięknymi, dużymi witrażami, kościółek  świętej Łucji, klasztor Franciszkanów, zabytkowy most…

Wzdłuż Aleji Beiro Mair ładne widoki na druga stronę rzeki Santa Maria de Vitoria, później wybrzeże oceaniczne  z kilkoma plażami: Sua, Canta, Camburi…

 

 

MNÓSTWO owoców i pyszne jedzonko w uliczkach przy teatrze Carlos Games: empadao (typu cienka lazania) oraz pastel (kwadratowy nadziewany placek)- wszystko  po 5 złotych.

W kościołach mają już szopki, a Święty Mikołaj przyozdabia wszystko…

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Brazylia, Porto Seguro…

Przejście do poprzedniej relacji: Campo Grande, Cuiaba, Porto Velho, Sinop,

Przejście na początek trasy: Chubut, Półwysep Valdez

 

 

 

20-12-2019

Porto Seguro, Belo Horizonte, Tubuleiro…, Congonhas…, relacja z podróży

Brazylia: Porto Seguro, Belo Horizonte, Tubuleiro…, Congonhas…, relacja z podróży

(na grudzień 2019)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

              Latam samolotami (bo ogromne odległości), więc szybko jestem w Bahii Południowej. Autobusem byłoby przynajmniej dzień później. W Brazylii w pasie nadmorskim nie ma zbyt ciekawych miejsc pomiędzy miastami, więc uznałem, że nie warto tłuc się mnóstwo godzin w autobusie. Ponadto jadę z dala od turystycznych szlaków i chcę pokazać ewentualnym następcom czego uniknąć.

              Porto Seguro pozytywnie mnie zaskoczyło. Jest … takie fajne i może się spodobać, nie tylko dla atlantyckich, ciągnących się kilometrami plaż. Niska zabudowa z bardzo kolorowymi uliczkami, sąsiadująca z pasem lasów atlantyckich i namorzyn. Kurort nadmorski z mnóstwem bajerów dla turystów, niekoniecznie tych… zamorskich.

 

 

              Byłem jedynym turystą z daleka. Cieszyłem się w przedwieczornym oświetleniu z lokalnego folkloru. Nie wspomnę, ile razy skosztowałem lokalnych wyrobów z… kakaowca. Pierwszym, był facet oferujący kakaowce z taczki.

              W tym około 160 tysięcznym mieście, po raz pierwszy na trzy tygodniowej trasie poszwendałem się wieczorem pośród dziesiątków straganów, które rozłożyły się tylko na wieczór. Kupiłem wreszcie trochę suwenirów, bo za parę dni wracam do domu.

              Już w hostelu przy drinku słyszę lokalne rytmy muzyczne, aż dusza podskakuje, ale… już dawno temu nauczyłem się, że nie zawsze warto oglądać to z bliska- zwłaszcza w regionach określanych za niezbyt bezpieczne, a niestety tutaj również na ogrodzeniach znajduje się wiele zasieków pod napięciem.

              Wybaczcie mi takie … starszakowe, żeby nie powiedzieć dziadkowe, określenia.

 

 

              Planując przeskok do Belo Horizonte, zacząłem zastanawiać się,

              – jak ten rejon zwiedzić?

 Poza miastem w stanie Minas Gerais znajdują się dwa miejsca atrakcyjne, warte zwiedzenia. Patrząc na czas do dyspozycji i odległości mogłem to zorganizować tylko poprzez wynajęcie samochodu. I tak też zrobiłem. Ułatwiło mi to również dostanie się do miasta, gdyż lotnisko umieszczono w odległości ponad 50 kilometrów.

              Pierwszym celem zostało odległe o około 165 km miasteczko Conceição do Mato Dentro. Stan znajduje się w centralnej części Brazylii, a miasteczko pośród pastwisk i rzadkich lasów. Pomiędzy nimi można popatrzeć na samotne hacjendy, trudniące się głównie hodowlą. Przy drodze przed hacjendami często napotkać można specjalne zagrody służące do załadunku bydła na samochody.

              Miasteczko posiada małe zabytkowe centrum, kościół Matriz… i jedzie się dalej po gorszej drodze. A wszystko po to, aby po 22 kilometrach dotrzeć do Parque Natural do Tabuleiro. W parku trzeba pójść zobaczyć 273 metrowy wodospad Cachoeira do Tabuleiro. Idzie się pieszo do drewnianego mostu na rzece, a potem trzeba dokonać wyboru ścieżki w stronę wodospadu. Pomocny może być drogowskaz… Potem pierwszy punkt widokowy…

 

 

              Strzałki namalowane na kamienistej ścieżce pokazywały drogę. Po dość męczącym spacerze dotarłem do widoku na wodospad. W zasadzie powinienem powiedzieć wodospadzik. Pomimo początku pory deszczowej spadała w dół niewielka struga wody, która w połowie wysokości ściany skalnej zamieniała się w pojedyncze krople.

 

 

              Na dole znajduje się jeziorko, w którym można się wykąpać. Brązowy kolor wody mi w tym nie przeszkodził. Schnąc, obserwowałem skoki spadochronowe ze szczytu zbocza na krawędź jeziorka. A potem powrót do Belo Horizonte w deszczyku, który zakończył się tuż przed tym ogromnym, pięciomilionowym molochem miejskim.

 

 

              W odległości 88 km na południe od Belo Horizonte znajduje się zabytkowe miasteczko wpisane na Listę… UNESCO: Sanktuarium Dobrego Jezusa w Congonhas. Sanktuarium jest rokokowym kościołem z drugiej połowy XVIII wieku.

 

 

 Częścią zabytku jest także Droga Krzyżowa i rzeźby proroków, dłuta Aleijadinho. Droga Krzyżowa prowadzi zabytkowymi uliczkami z historyczna zabudową.

 

 

              Belo Horizonte było ostatnim regionem na mojej trasie z dala od turystycznych szlaków w Argentynie i Brazylii- 45 dni podróży dobiegło kresu. Pierwszego dnia wieczorem zwiedzałem centrum miasta.

              Ciekawostką były przystanki komunikacji miejskiej, w postaci zamkniętych pomieszczeń na środku jezdni. Pasażerowie wchodzili do wnętrza, kasując bilety przy wejściu do tych przeszklonych budyneczków.

 

 

              Tutaj dorwała mnie znowu, całe szczęście już po zaparkowaniu samochodu, pora deszczowa, której intensywność spowodowała myśli o arce. Ale jak zwykle spędziłem pół godziny potopu w pierwszej napotkanej knajpce, i zacząłem właściciela przezywać per NOE. Jego to bawiło, mnie mniej, bo miałem 3 kilometry tuptania do hoteliku.

               Zdążyłem jeszcze zwiedzić centrum przy ulicy… Peny, potem piękną katedrę i wrócić po ulicach, na których rozłożyły się stragany dredziaży… Mnóstwo knajpek zachęcało obniżkami- dla pozbycia się nadmiaru wypieków. Mimo, że miałem kolację w pokoju, zanim doszedłem do dworca dwukrotnie się skusiłem, za pierwszym razem na nadziewane pierożki (za 3 złocisze), a ostatni raz, prawie wśród lokalnego półświatka u bram mojego hotelu.

              Tu piszę tę relację słuchając ogłuszających lokalnych rytmów, gdzie obok, dwóch faciów z zamglonym wzrokiem wyginało się w rytm muzyki. Portier co chwilę patrzył, gdzie jestem, więc…pisałem przy browarku Brahma.

              Spacerując po ulicach przekonałem się, że jest to miasto, z którego niestety nie będzie filmu. Gdy ujrzałem ulice i powszechne żyletkowo- elektryczne zabezpieczenia, zrezygnowałem z wyjmowania kamery. Mnóstwo osób żyjących… na ulicach, ćpających… , że lepiej pójść do swojego pokoju. Mam pełny przegląd tego typu ulicznych zachowań, gdyż przez wygodnictwo wynająłem pokój przy dworcu autobusowym.

 

 

              W dniu wyjazdu wyskoczyłem na skraj Belo Horizonte do nowoczesnego zespołu  miejskiego Pampulha. Region miejski nad jeziorem został zaprojektowany przez Oscara Niemeyera na zlecenie Juscelino Kubitschka, ówczesnego prefekta Belo Horizonte i wzniesiony w latach 1942-44. Obecnie wpisano go na Listę… UNESCO. W słoneczku pozdrawiam spod palm podróżników.

 

 

              Na pożegnanie fotka na centrum Belo Horizonte z okna mojego hoteliku, oraz uczniowski zespół śpiewający kolędy na dworcu autobusowym, z którego odjechałem na lotnisko.

 

     

 

              Te kwiatki ofiarowuję wszystkim tym, którzy wędrowali wraz ze mną- dziękuję za komentarze i dowody sympatii. Trasę pokazałem na mapce.

 

 

 

Przejście do poprzedniej relacji: Goiania, Goias Velho, Uberlandia, Vitoria

Przejście na początek trasy: Chubut, Półwysep Valdez

 

 

 

20-12-2019

Brazylia południowa i centralna, informacje praktyczne

Brazylia południowa i centralna, informacje praktyczne  (na listopad/ grudzień 2019).

 

Informacje ogólne:

Dawna kolonia portugalska. Kraj zróżnicowany pod względem klimatycznym i przyrodniczym. 60% kraju to złożona z pasm górskich Wyżyna Brazylijska, której większość objęta jest klimatem podrównikowym. Na północy Nizina Amazonki z klimatem równikowym. W większości kraju występuje tylko pora sucha i deszczowa. Duże różnice w pogodzie występują tylko na południu.

Roślinność- lasy deszczowe w Nizinie Amazońskiej, sucha roślinność nazywana caatinga na pn-wschodzie, sawannowe cerrado w centrum, lasy Mata Atlântica na wybrzeżu. Wybrzeże jest jednorodne, ale jest trochę wysepek i rafy koralowe.

Klasyczny podział – biedna północ, bogate południe. Najbogatszy stan Sao Paulo…

Większość populacji mieszka w południowo-wschodniej części kraju i na wybrzeżu atlantyckim. Im dalej na północ i w głąb kraju tym mniej zaludnione tereny, większa bieda i gorsza infrastruktura. 80% Brazylijczyków mieszka w miastach.

Kiedy jechać?

Najlepszy okres: – lipiec/wrzesień-  Interior,

     – wschodnie wybrzeże – październik/listopad i marzec/kwiecień (okres przed/po sezonie)

Najgorszy okres: grudzień-luty (szczyt sezonu- i najdrożej)

Wiza: Obywatele polscy przybywający do Brazylii w celu turystycznym i/lub biznesowym mają prawo do 90-dniowego pobytu bezwizowego w okresie 180 dni.

Wizy do krajów sąsiadujących- nie wiem, nie sprawdzałem.

Język urzędowy: Portugalski. Po angielsku zawsze kogoś znalazłem (lepiej znać podstawy portugalskiego w miejscach nie turystycznych).

Waluta: obowiązuje real brazylijski (BRL). Przelicznik: w banku wymieniałem: 1 USD= ok. 3,8 BRL, 1 EUR= ok. 4,12-4,14 BRL. (W sumie to tak jakby 1 BRL= 1 PLN)

Internet i telefony, prąd, wtyczki: Internet jest dostępny jak w Polsce (telefony i wifi), Telefony GSM nasze działają. Prąd i wtyczki takie jak w Polsce.

Ceny: towary i usługi: generalnie średnie- podobne do polskich

Jak dojechać?

Najwygodniej samolotem (duże odległości), lub lądem w różnych miejscach od strony krajów sąsiednich.

Bezpieczeństwo: obecnie, kraj bezpieczny dla rozważnego turysty.

Powtarzam za naszym MSZ: W całej Brazylii odnotowuje się bardzo dużą liczbę morderstw, napadów rabunkowych z bronią w ręku i porwań. We wszystkich, a zwłaszcza w wielkich miastach, trzeba zachować szczególną ostrożność. Dotyczy to przede wszystkim takich miast jak Rio de Janeiro, Kurytyba, Porto Alegre,  Florianopolis, Vitória, São Paulo, Salvador, Recife,  Foz de Iguaçu, Natal, Fortaleza i Manaus.

Turyści powinni zachować szczególną ostrożność na plażach, w pobliżu hoteli, dyskotek, klubów nocnych, banków i bankomatów oraz przystanków autobusowych z uwagi na wzmożone zagrożenie przestępczością.

Przypadki kradzieży w miejskich autobusach i na lotniskach są również bardzo częste. Zaleca się  zachowanie ostrożności, gdy ktoś nieznajomy proponuje pomoc lub podwiezienie. Należy korzystać wyłącznie z taksówek zrzeszonych w korporacjach.

Odradza się noszenia przy sobie paszportów, kosztowności (zwłaszcza zegarków i biżuterii) oraz innych cennych przedmiotów. Oryginały dokumentów i większe sumy pieniędzy należy deponować w hotelowych sejfach….

Świadectwo szczepienia przeciw żółtej febrze wymagane jest od osób wjeżdżających do Brazylii, które w ciągu ostatnich 90 dni przebywały w krajach  o wysokim poziomie występowania tej choroby (dotyczy to głównie: Boliwii, Ekwadoru, Gujany Francuskiej, Kolumbii, Peru i Wenezueli).

Szczepienie przeciw żółtej febrze jest jednak zalecane wszystkim. Z uwagi na rosnąca liczbę przypadków zachorowań (w tym kilkanaście śmiertelnych w stanie Sao Paulo) szczepienie zaleca się także wszystkim osobom wybierającym się do Brazylii.

W różnych częściach Brazylii występuje malaria i inne choroby przenoszone przez komary (denga, chikungunya, zika).

 

Transport i informacje turystyczne:

na granicach i w miastach w informacjach turystycznych posiadają czasem mapki i tradycyjne materiały turystyczne. Ruch prawostronny. Pomiędzy miastami można przemieszczać się: różnej klasy autobusami. Popularny jest Uber- warto rozważać na krótkie odległości i w porze ciemnej …

Niżej podaję szczegóły (dla ułatwienia podaję ceny w USD/ BRL), z wyjątkiem lotów:

–  dojazdy z lotnisk do centrum miast: warto rozważać Ubera jako dojazd z lotnisk do centrum miast. W porze ciemnej, gdy nie ma autobusów, to rozsądna perspektywa.

Sao Paulo Campinas: lotnisko- hotel: autobus 193 z przylotów lotniska dowozi do samego centrum za ok. 5 BRL (ok.30’)- płaci się autobusową kartą magnetyczną, lub prosi kogoś dając mu gotówkę w zamian.

– Goiania- Goias- Goiania– przejazd autobusami: ok. 172 kmx2, 3 godziny w jedną stronę. Warto sprawdzać rożne autobusy, gdyż ich ceny  (oraz standardy przejazdu) są rożne i mogą się wahać nawet o połowę ceny.

Goiania- Uberlandia: przejazd autobusem 8.00-13,40, za 100 BRL.

wynajęcie samochodu: koszt małego samochodu to ok.180 zł/dzień+ koszty…

 

Hotele, spałem w:

Porto Alegre:  HostelROCK.com, Av. Alberto Bins, 954/3, Porto Alegre City Centre, Porto Alegre, niezły, pokój 1-osobowy za 12 USD

Passo Fundo:  Hostel e pousada Tiradentes 774, 774 Rua Uruguai, Passo Fundo, wart polecenia, dorm za 11 USD

Floriannapolis: Innbox Hotel & Hostel – Centro, Rua Saldanha Marinho 53, Centrum Florianópolis, bardzo dobry hostel- dorm, wart polecenia, za 13 USD

Campinas: Place Hotel , Avenida dos Expedicionarios, 85 HOTEL, Campinas. Hotelik w centrum, w bardzo dobrej lokalizacji, wart polecenia, choć standard średni, za 17 USD/pokój 2 osobowy

Campo Grande:  Hostel Orla Morena, Rua Ana America 513, taki sobie +nie wart polecenia- z uwagi na byle standard i odległość od centrum, za 45 BRL

Cuiaba:  Pantanal Backpacker Hostel, Av. Marechal Deodoro, 2340, Goiabeiras, Cuiabá -bardzo dobry hostel, dorm za 38 BRL

Porto Velho k. lotniska:  Richard Hotel, Rua Getúlio Vargas, 2287, Porto Velho, dość dobry, ale drogi, 99 BRL

Cuaiba (k.lotniska): Hotel Garcia rua San Bernardo 12, Centro, Várzea Grande. Dobry standard, 100 BRL/2-kę

Sinop k. lotniska:  Hotel Cascavel, Rua das Castanheiras, 642, Centro, Sinop, dobry standard, wart polecenia, ale drogi- 160 RBL/noc w 2-ce

Goiania:  Hotel Hermom, av Oeste 1561, Goiânia, bardzo dobra lokalizacja w pobliżu dworca autobusowego, dobry standard, ale dość drogi, 80 RBL/noc w jedynce. Obok pełno innych hosteli/hoteli nie potrzeba rezerwować tylko jechać w rejon dworca autobusowego.

Miasto Goias: hotele są od 17-30 €, ale nie polecam tego, w którym spałem za 20 €

Uberlandia:  Hotel Itamarati, Av. Cesário Alvim 479, Centro, Uberlândia, niezły za 99 BRL.

Vitoria: Guanaaní Hostel, Rua Coronel Monjardim, 49, Vitória, dorm za 40 BRL, taki sobie

Porto Seguro: Ventura Hostel,  Rua marechal Deodoro 198, Centrum Puerto Seguro, dorm wart polecenia za 56 BRL

Belo Horizonte: , Hotel Madryd k. dworca autobusowego, wart polecenia z uwagi na doskonałą lokalizację, poza tym taki sobie, za 60 BRL.

Przewodniki: nie szukałem, wystarczyły mi informacje z Internetu , oraz informacje na miejscu.  

 

Atrakcje turystyczne: nie rozpisuję się, patrz w relacjach

 

Powrót do pierwszej relacji z podróży po Brazylii

 

 

 

02-05-2020

film: Porto Alegre, Passo Fundo, Florianapolis

Oferuję film w jakości UHD z podróży na południu Brazylii. Czas 16 minut.

 

03-05-2020

film Campinas

Oferuję film w jakości UHD z podrózy po południowej Brazylii… Czas 7 minut.

 

03-05-2020

film Campo Grande i Park Narodowy Pantanal

Zapraszam do południowej Brazylii. Również do pięknego Parku Narodowego. Film w jakości UHD, czas 17 minut.

 

03-05-2020

film: Cuiaba, Porto Velho, Sinop

Zapraszam na skraj Amazonii w centralnej Brazylii…

 

04-05-2020

film Goiania, Uberlandia

oferuję film w jakości UHD z podróży po Brazylii, z dala od  popularnych szlaków. Czas 14 minut.

 

 

05-05-2020

film Vitoria

Oferuję film w jakości UHD z pięknego miasta w centralnej i nadmorskiej Brazylii. Czas 14 minut

 

05-05-2020

film Porto Seguro

Oferuję film z podróży po centralnej Brazylii  w jakości UHD. Czas 11 minut.

 

 

27-01-2021

Recife, Olinda (Pernambuco), relacja z podróży

Recife, Olinda (Pernambuco), relacja z podróży (na styczeń 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

              Kolejną brazylijską wyprawę zaplanowałem po jej regionach północnych. Przypadła w okresie pandemii covid -19 i trzeba było się do niej stosować w czasie podróży.

Na początek odpowiedzi na liczne zapytania: jak tu jest z pandemią?

Otóż,  jak by to powiedzieć: poza wszechobecnymi maseczkami, dezynfekowaniem rąk na każdym kroku, informacji o trzymaniu dystansu … prawie jej nie widać. Minusem komplikującym organizację zwiedzania jest konieczność posiadania testu…- przy wylocie na brazylijskie wyspy (koszt od 250-350 BRL).

Brazylia to oczywiście słońce, plaże, karnawał i samba. Ale przede wszystkim to największy kraj Ameryki Południowej, zajmujący niemal połowę kontynentu. 8,5 mln km². Pełna oszałamiającej przyrody Amazonka, lasy deszczowe, Pantanal, wodospady Iguaçu, piękne plaże, góry i ogromne pustkowia. A między innymi Amazonię, właśnie teraz mam na trasie…

To także wielkie metropolie i małe urocze miasteczka, oraz prawdziwa mozaika kulturowa i niezwykli ludzie – wyjątkowo otwarci, bezpośredni i przyjaźni.

Pierwszym odwiedzonym regionem jest Pernambuco– jeden z 26 stanów Brazylii, położony w Regionie Północno-Wschodnim, na najdalej wysuniętym na wschód krańcu Ameryki Południowej.

Stolicą prowincji jest 1,7 milionowe Recife (z opłotkami dwa razy tyle). Stare miasto przecinają cieki wodne, które rozdzielają i uatrakcyjniają widoki starego miasta.

 

 

Recife posiada katedrę z XVII wieku, barokowe kościoły, fort i pałac gubernatorski z XVIII wieku…

 

 

Jak zwykle, po wyjeździe z kraju, gdzie w dniu wyjazdu dosypało białego puchu, było biało, i zzzimnooo, na początku trasy podgląda się półnagich tubylców… A w czasie pandemii… również… normalność na ulicach.

 

 

Olinda to bardzo stare miasteczko- pierwsza stolica brazylijskiego stanu Pernambuco. Z Recife jedzie się na północ ponad godzinę miejskimi autobusami (za 9 Reali). W 1535 roku wylądowali tu Portugalczycy i wykorzystując niesnaski pomiędzy dwoma lokalnymi plemionami wybudowali sobie fort. Za dwa lata, tenże stał się  miastem i dzięki niewolnikom z Afryki powstały plantacje trzciny cukrowej…

 

 

Olinda oferuje wiele atrakcji turystycznych: historyczne centrum miasta (docenione poprzez umieszczenie na liście światowego dziedzictwa UNESCO). Obecnie można tutaj podziwiać kolonialne, kolorowe budownictwo, kilka kościołów i pobyć na takiej sobie atlantyckiej plaży…

 

 

Główna działalność gospodarcza Olindy opiera się na turystyce, handlu, przemyśle transportowym i rzemiośle artystycznym. Sektor turystyczny rozkwita podczas każdego karnawału, kiedy tysiące ludzi przybywa do historycznego centrum. Karnawał wyróżnia się ogromnymi, karnawałowymi lalkami. Carnival of Olinda, to popularna impreza uliczna, bardzo podobna do tradycyjnych portugalskich karnawałów, z dodatkiem afrykańskich tańców. W przeciwieństwie do Rio de Janeiro i Salvadoru , w Olinda wstęp na karnawał jest bezpłatny. Wszystkie uroczystości obchodzone są na ulicach i nie ma tu trybun, ani lin oddzielających publiczność.

Spocony, po powrocie z Olindy do Recife, w końcu znalazłem uliczny szynk z piwem, gdzie ostygnąłem… przy litrowym piwie Brahma.

 

 

Przejście do następnej relacji: Fernando de Noronha

 

27-01-2021

Brazylijski raj, Fernando de Noronha. Relacja z podróży

Brazylijski raj, Fernando de Noronha. Relacja z podróży (na styczeń 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

              Fernando de Noronha jest archipelagiem na Oceanie Atlantyckim, oddalonym o około 500 kilometrów od Recife. Wyspy archipelagu stanowią widoczną część łańcucha gór podwodnych. Archipelag składa się z 21 wysp, wysepek i skał wulkanicznych. Ich powierzchnia wynosi 18 km², wyspy rozciągają się na długości 10 km, a największa szerokość wynosi 3,5 km i oficjalnie należą do stanu Pernambuco.

Największa wyspa, od której nazwę wziął cały archipelag, zajmuje 91% jego łącznej powierzchni. Jest pełna rajskich plaż, egzotycznych palm… oraz otoczona ze wszystkich stron pięknymi rafami koralowymi. Trzy z pięciu najpiękniejszych plaż Brazylii znajdują się właśnie tutaj. 

Klimat jest tropikalny, z dwoma wyraźnymi porami roku: deszczową od stycznia do sierpnia oraz suchą przez resztę roku.

Ze względów ekonomiczno-turystycznych pobyt na wyspie obwarowany jest dość dużymi restrykcjami. Liczba turystów ograniczana jest przez liczbę miejsc w dwóch – trzech samolotach, które w sezonie przylatują na wyspę codziennie. Niestety ceny wyjazdu na wyspę są astronomiczne i dla mnie porównywalne z tanim przelotem międzykontynentalnym.

Na Fernando de Noronha jest kilka kilometrów szosy asfaltowej- reszta to drogi nieutwardzone. Największą miejscowością jest założone w 1770 roku Villa dos Remedios, wsią liczącą około czterech tysięcy mieszkańców. Po dawnych czasach został między innymi pałac gubernatora, kościół z kolorową fasadą i kilka budynków kolonialnej zabudowy.

Historycznie przez wyspy przewijali się: Portugalczycy, Anglicy, Francuzi i Holendrzy.

Ostatecznie, historia głównej wyspy potoczyła się dość niefortunnie, gdyż stała się więzieniem dla brazylijskich więźniów politycznych i kryminalnych. To zaś spowodowało, że większość pierwotnej roślinności została wytrzebiona w XIX wieku, by zapobiec ukrywaniu się więźniów i próbom ucieczek.

Obecnie gospodarka Fernando de Noronha jest uzależniona od turystyki. W 1988 roku około 70% powierzchni archipelagu ogłoszono morskim parkiem narodowym, celem ochrony zarówno lądowego, jak i morskiego środowiska przyrodniczego. Z tego też powodu warto tu przylecieć. UNESCO doceniło jej walory i wraz z sąsiednimi wyspami Rocas, umieszczono na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Wyspa kipi egzotycznymi atrakcjami i oferuje, nie tylko opalanie się na plaży – choć morskie kąpiele są moim zdaniem głównym składnikiem pobytu, a ocean jest tutaj cieplutki, i woda krystalicznie czysta.

Przyjeżdżając tu, na pewno wybierzesz się na dwie wycieczki: lądową, oraz łodzią. Często będziesz nurkował z maską, podglądał morskie stworzenia, wygrzewał się na cudownych plażach i rozkoszował chwilą. Na pewno spotkasz: morskie żółwie, delfiny, rekiny, świat rafy koralowej… Jednym słowem relaks, capirinha, ale też nieco luksusu. Trzeba uważać na opaleniznę, gdyż zabraniają kapać się po wysmarowaniu kremami.

Można również zajrzeć do muzeum rekinów, w którym największą atrakcją są oczywiście… szczęki.

              I na koniec coś o nurkowaniu. Fernando de Noronha pozwala na nurkowanie. Nurkowie docenią ciepłą wodę i podwodną faunę i florę na głębokości do 45 m. Jest też wrak w postaci brazylijskiej korwety, która zatonęła w 1987 roku, i w dobrym stanie leży na głębokości 28 m.

 

Niżej galeria zdjęć.

Przejście do następnej relacji: Dwa małe stany: Maceio, Aracaju i Święty Krzysztof

Przejście do poprzedniej relacji: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

27-01-2021

Dwa małe stany: Maceio, Aracaju i Święty Krzysztof. Relacja z podróży

Dwa małe stany: Maceio, Aracaju i Święty Krzysztof. Relacja z podróży

(na styczeń 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

             

              Dwa najmniejsze w Brazylii stany znajdują się na wybrzeżu atlantyckim w kierunku południowym od Pernambuco. Na wybrzeżu występują niziny, za to wewnętrzne części stanów są wyżynne. Podróżowałem przez nie autobusami i uprawą widoczną powszechnie była trzcina cukrowa, co charakterystyczne w różnym stadium rozwoju. Głównymi ośrodkami życia mieszkańców są miasta. Z rzadka widoczne po drodze wsie… Oba stany są typowo rolnicze. Uprawiana jest poza trzciną cukrową, bawełna, ryż, palma kokosowa, kukurydza, tytoń, maniok, hodują bydło, oraz co oczywiste bardzo liczą na turystykę.

 

 

              Morskich, lokalnych przysmaków postanowiłem spróbować w Maceio, stolicy stanu Alagoas- nazwa pochodzi od licznych jezior (lagoa). Piaszczystych plaży mają mnóstwo. Podobno trzeba do opisów koniecznie dodać bezchmurne niebo, oraz ciepłą i czystą wodę.  Ja wprawdzie w dniu przyjazdu natrafiłem na przelotne deszczyki…

Maceió było nadmorską miejscowością założoną w 1815 roku, która rozwinęła się dzięki eksportowi drewna. Kwitnie tu przemysł, rybołówstwo oraz turystyka. Ludzi przyciągają przepiękne plaże, ciekawa kultura i wiele propozycji na spędzenie wolnego czasu.

 

 

 Maceio nie jest takie wielkomiejskie jak Recife, choć posiada około milion mieszkańców. Nie ma też wiekowych zabytków. Kilka jest jednak wartych obejrzenia.

 

 

Warto się poszwendać po urokliwych bazarach, z których najciekawszy dla mnie był ten turystyczny.

 

 

Najmniejszym powierzchnią stanem Brazylii (nie licząc Dystryktu Federalnego), jest  Sergipe. Jego stolicą zaś Aracaju – miasto założone w połowie XIX wieku w miejscu dawnego obozu Portugalczyków. Przyjechałem w ciągu czterech godzin luksusowym autobusem. Nawiasem mówiąc, komunikacja autobusowa to niezły i na pewno najtańszy sposób na zwiedzanie tego kraju, oczywiście nie licząc ogromnych terenów, gdzie dróg po prostu prawie nie ma- tam tylko samolotami.

Do półmilionowego Aracaju dotarłem w niedzielę i centrum przed południem zaskoczyło wyludnieniem. Jestem ostrzegany przed niebezpieczeństwem ze strony zbieraczy surowców wtórnych i mętów w parku. Jest do obejrzenia kilka budowli, z czego najstarsze sięgają około wieku wstecz.

 

 

Obejrzysz z zewnątrz Pałac Gubernatora, katedrę,  ładne centrum pamiątkarskie, oraz pomniki przed Muzeum Stanowym. Pomniki zbudowano w wodzie, pokazując między innymi postacie symbolizujące historię regionu: Murzyn z Indianinem, uzbrojony żołnierz,  kapitan statku, czy dwie postacie z fiesty karnawałowej…

 

 

Warto zobaczyć także São Cristóvão, czwarte najstarsze miasto w kraju i pierwszą stolicę Sergipe, które założono już w 1590 roku ,

Do Sao Cristovao (Święty Krzysztof) dojechałem w ciągu nieco ponad godziny zwykłymi autobusami miejskimi. W niezwykłej urodzie miasteczku zachowało się wiele zabytków i zabudowań z okresu dominacji portugalskiej. Jest ich mnóstwo. Dwa najciekawsze pokazuję na n/w zdjęciach: Kościół Matriz…, oraz Zakon Świętego Franciszka.

 

 

Liczne zabytki starego miasta na wzgórzu przyciągają, ale mnie najbardziej podobała się zabudowa parterowymi domkami w okolicach bazaru. Teren tutaj lekko pagórkowaty i wiele domostw krytych historycznymi dachówkami, po prostu obsiadło wzgórza kaskadowo. Urodę Świętego Krzysztofa doceniono poprzez wpisanie na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Specjalnością kulinarną Sergipe są produkowane w domach dżemy owocowe, według tradycji przekazywanej z matki na córki. Najczęściej można je spotkać na rynku miejskim w Aracaju.

 

 

             

 

              Przejście do następnej relacji: Joao Pessoa, Fortaleza

Przejście do poprzedniej relacji: Brazylijski raj, Fernando de Noronha

Przejście na początek trasy: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

 

07-02-2021

Joao Pessoa i Fortaleza, relacja z podróży

Joao Pessoa i Fortaleza, relacja z podróży

(na styczeń 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

              Niewielki stan Paraiba jest najbardziej wysunięty na wschód Brazylii. Tutejsze plaże dzięki licznym lagunom, rafom oraz czystej wodzie są wyjątkowo atrakcyjne, a bliskość równika sprawia, że o słoneczną pogodę nie trzeba się martwić. Najbardziej znanymi są Tambau Beach oraz Cabo Branco.    

Stolica stanu, około 700 tysięczne João Pessoa, położona jest  u ujścia rzeki Paraíby do Oceanu Atlantyckiego. To jedno z najstarszych miast w Brazylii – została założona w 1585 roku przez kolonizatorów portugalskich. Miasto jest miejscem pełnym życia i rozrywek, a także oferuje turystom aż 40 km białych, piaszczystych plaż – w tym kilka dla nudystów.

Doleciałem tutaj samolotem i miałem dwa dni na powolne poszwendanie się po mieście. Spałem w malutkim hoteliku w centrum, za… około 6 USD. Wszędzie było spacerem. Najpierw w popołudniowym oświetleniu, popatrzyłem na zabytki centrum miasta. Starówka jest naprawdę wiekowa i portugalską spuściznę widać na każdym kroku. Mnie zachwycały kościelne mozaiki z granatowych płytek.

 

 

 Drugiego dnia kupiłem bilet autobusowy do Fortaleza, a potem był luzacki spacer po centrum, z podglądaniem mieszkańców, słuchaniem zespołu na placu przed Pałacem Paraiby, oraz spacer do jeziorka  Lagoa z bajernym pomnikiem.

 

 

Wnerwiało mnie chodzenie pod górkę… stare miasto znajduje się na wzgórzu. Za to z górki miałem do Terminalu Rodoviaria (tak nazywają dworce autobusowe), skąd odjechałem nocnym autobusem.

 

 

 Większość powierzchni niewielkiego stanu Ceara jest wyżynno-górzysta (Wyżyna Brazylijska), na wybrzeżu występują niziny. To już północny wschód tego kraju- odjechałem o prawie 700 km na zachód. Na większości stanu obowiązuje klimat podrównikowy suchy, z krótką porą deszczową od października do grudnia.

Historycznie w 1884 roku Ceará był pierwszym brazylijskim stanem, w którym uwolniono wszystkich niewolników, którzy od XVIII wieku zajmowali się pracą na plantacji trzciny cukrowej.  Współcześnie nadal jest uprawiana, ale straciła na znaczeniu. Poza nią w Ceará uprawia się bawełnę, maniok… owoce i warzywa, oraz hoduje bydło.

A wszystko znajduje się zaledwie kilkaset kilometrów od równika, dlatego rejon słynie przede wszystkim z przepięknych, piaszczystych plaż i wiecznie słonecznej pogody. Malownicze wybrzeże jest idealnym miejscem do pływania, windsurfingu czy kitesurfingu. Na uprawianie tego ostatniego, przyjeżdżają również zwolennicy „latających desek” z kraju. Wzdłuż wybrzeża ciągną się nowoczesne kurorty, dawniejsze wioski rybackie. Miasto Fortaleza opisywane jest jako wspaniałe połączenie kolonialnej zabudowy i współczesnej architektury.

Fortaleza należy do bardzo ludnych miast brazylijskich- piąte pod względem wielkości miasto w Brazylii. Prawie trzy miliony mieszkańców nie przekłada się moim zdaniem na urodę miasta. Oczywiście, jak zwykle tutaj, jest katedra i dookoła starówka, zamek…, ale widać wyraźnie także ludzi śpiących na byle czym… i w sumie widzi się, że dobrze jest nie obnosić się ze sprzętem foto na wierzchu.

 

 

Poszedłem ochłodzić się nad ocean i posiedziałem nieco obserwując dzieciaki na deskach. Fortaleza oferuje wypoczynek aż na czterech plażach. Promenada Avenida Beira Mar uchodzi za jedno z najbardziej uczęszczanych miejsc przy turystów, pełna restauracji, barów i dyskotek. Poza dobrą zabawą miłośnicy zakupów mogą liczyć na bogatą ofertę wyrobów rękodzielniczych: koronki, serwety, haftowane hamaki, instrumenty amazońskich Indian, które można kupić zwłaszcza w dużym centrum handlowym w pobliżu katedry.

 

 

Potem pokręciłem się po licznych bazarach… i zbrzydła mi Fortaleza. Ochłodziłem się przy piwku i pisaniu tych kilku słów. Wieczorem znowu dalej, kolejnym, dobrej klasy sypialnym, nocnym autobusem do Teresiny.

             

 

Niżej również mapka dotychczasowej trasy

 

 

             

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Teresina i Sao Luis

Przejście do poprzedniej relacji: Dwa małe stany…

Przejście na początek trasy: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

 

07-02-2021

Teresina i Sao Luis, relacja z podróży

Teresina i Sao Luis, relacja z podróży

(na styczeń 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

                            Położony w północno-wschodniej części Brazylii stan Piaui, posiada zaledwie 70 km wybrzeża. W swojej podróży brazylijskiej skręciłem obecnie bardziej na północ. Po nocnym spaniu w super autobusie, nagle zrobił się poranek w 800- tysięcznej Teresinie. Tak się mówi „stan”…,  tylko, że w Brazylii są niejednokrotnie większe od naszego kraju. Ten konkretnie posiada ponad 250 tysięcy km2 (około 3/4 Polski) i tylko trzy miliony mieszkańców. Liczne wcześniej łany trzciny cukrowej ustąpiły miejsca pastwiskom, krzewom i lasom.

Teresina z portem rzecznym znajduje się na prawym brzegu rzeki Parnaíba – w pobliżu ujścia rzeki Poti.  Jako pierwsza w Brazylii,  została zbudowana w oparciu o plan budowy. Ten architekt chyba lubił szachy…, ponieważ plan ulic przypomina szachownicę. Oczywiście znajdziesz tu Katedrę…, Pałac Karnak…

 

 

Największą atrakcją regionu jest Park Narodowy Serra da Capivara, położony w południowo-wschodniej części stanu. Znajdują się tu liczne stanowiska archeologiczne, a także malowidła naskalne.

W samej Teresinie zaś sporo jest zieleni, oraz jeszcze więcej w ogrodzeniach zwojów drutu żyletkowego, przeplecionego z wieloma rzędami drutów pod napięciem…

 

 

Miasto dawniej nazywało się Vila Nova do Poti, zostało przemianowane na cześć cesarzowej Teresy Burbon-Sycylijskiej, żony cesarza Piotra II. Szachownica miejska jest podzielone na dzielnice, a Mocambinho jest tą najmodniejszą. Nazywane jest również Zielonym Miastem (Cidade Verde), oraz  Stolicą Słońca i Światła (Capital do Sol e da Luz).

Niesamowite kwiaty, przypominające zębatą paszczę, rosną na drzewach nazywanych kulami armatnimi. Są niezwykle rzadko spotykane…

 

 

Jeżeli Teresina leży w głębi lądu, to stolica sąsiedniego stanu Sao Luis, znowu znajduje się nad Atlantykiem, tyle że paręset kilometrów na północ. Jak na warunki brazylijskie niezbyt daleko, ale miałem problem ze znalezieniem dogodnego autobusu,  którym jazda początkowo wydawała się najlepszym rozwiązaniem. Skończyło się dwoma lotami przez Recife.

Swój hotelik w prywatnym domu, tu nazywanymi Pousadami…, lub Casami…, po dłuższej jeździe taksówką po brukowych uliczkach, odszukałem pośrodku starówki dzięki mapie Google.

 

 

Gospodarka regionu opiera się głównie na uprawie palm babacu, mających różne zastosowanie. To właśnie gaje palmowe stanowią dużą część lokalnego krajobrazu. Znajdziemy również piękne, często niemal bezludne plaże.

Mnie się spodobał,  zarówno hotelik, pokój, jak i uliczka z barem piwnym tuż obok. Zwiedzałem przez półtora dnia to ładne miasto z Listy… UNESCO. Milionowa stolica i największe miasto w stanie Maranhão, znajduje się na wyspie o tej samej nazwie. Miasto na początku XVII wieku założyli Francuzi, których przegonili kolejni najeźdźcy. Dopiero Portugalczycy pozostawili po sobie wspaniałe historyczne centrum miasta, z wąskimi brukowanymi uliczkami pnącymi się w górę i dół, licznymi korowymi kamienicami przyozdobionymi płytkami z zewnątrz. Przepiękne budynki, jakie wtedy powstały można podziwiać do dziś, ponieważ stanowią najdoskonalszy przykład portugalskiej architektury kolonialnej w całej Ameryce Południowej.

W niedzielę trafiłem na mszę w katedrze p.w. Matki Boskiej Zwycięskiej. Tuż obok na placyku rozłożył się tradycyjny niedzielny targ z wyrobami rękodzielniczymi. Spotkałem nawet niebieskooką Szwedkę, sprzedającą niewielkie, dziwne instrumenty muzyczne.

 

 

Wspaniałe, coraz to inne widoczki kamieniczek zachęcały do łazikowania tu … i tam, choć w końcu zeźliły mnie  schody i przysiadłem na lunch… Przy okazji podglądałem obiektywem co urodziwsze przedstawicielki… płci odmiennej.

 

 

              Przejście do następnej relacji: Rejs przez deltę Amazonki

Przejście do poprzedniej relacji: Joao Pessoa i Fortaleza

Przejście na początek trasy: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

 

07-02-2021

Rejs przez deltę Amazonki, relacja z podróży

Rejs przez deltę Amazonki, relacja z podróży

(na luty 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Macapa, to gdzieś tam…, po drugiej stronie Amazonki, czyli po tej, gdzie dróg w pasie nadmorskim nie ma. A faktycznie, miasto znajduje się od strony północnej tej ogromnej rzeki, czyli rzeka oddziela od południa Brazylii. Trudno jest budować drogi w lesie deszczowym, a zwłaszcza przeprawę mostową  dla rzędu około 200 cieków wodnych, w zabagnionym terenie, o szerokości w linii prostej około 80 kilometrów. Aby tutaj dotrzeć od strony południowej , nie nakładając ogromnie trasy poprzez centrum kraju, po prostu można tylko przylecieć, lub dopłynąć.  Jutro chcę popłynąć, przez ponad dobę, do miasta… po drugiej, południowej stronie delty. Ale to brzmi…

              Oficjalnie zaś: obszar obejmujący ujście Amazonki do Oceanu Atlantyckiego, leży na terenie brazylijskich stanów Para i Amapa. Na terenie delty powstały liczne wyspy, między innymi Marajó o powierzchni około 48 tysięcy km2– największa rzeczna wyspa świata.

Region stanu Amapa, którego stolicą jest Macapa, jest interesujący pod względem przyrodniczym. Większą część pokrywa dziewiczy las równikowy, która nie został jeszcze zniszczony przez ludzi. Po obu stronach delty mieszczą się ośrodki miejskie, jednocześnie porty. W pobliżu Macapy, jak i Belem po drugiej stronie, turysta, jeżeli oczywiście zechce w malarycznym terenie, znajdzie piaszczyste plaże.       

Ja do Macapy przyleciałem. Na razie jest popołudnie i poszedłem pieszo do centrum tego 450- tysięcznego miasta. Obejrzałem,  niestety z zewnątrz,  dawny portugalski fort, sięgający czasów polowy XVIII wieku- miasto założono w 1738 roku.

 

 

Przyglądając się oferowanym towarom trzeba powiedzieć, że nie widać na nich tego z czego żyją (poza żywnością). Głównymi produktami regionu są różne rodzaje drewna – mahoń, drewno cedrowe, sosnowe, eukaliptusowe…, kauczuk (lateks), orzechy, juta oraz stwory wodne. Znajdzie się też się rudy manganu i żelaza. Miasto jest ośrodkiem przemysłowym, ale mnie w nim interesowało w pierwszym rzędzie:

– gdzie mogę nabyć bilet na prom do Belem? Zamierzam przecież płynąć statkiem rzecznym do Belem po drugiej stronie. Trzeba wiedzieć, że promy odpływają z miasta Santana odległego o ponad 20 kilometrów, ponieważ Macapa nie posiada portu promowego.

Dla następców podaję dwa adresy: https://www.rome2rio.com/map/Macapa/Belem,

Bilety sprzedaje w mieście również: Preamar turismo; Av Mendonça Júnior, 22 – Central – Macapá, AP – CEP: 68900-020-tel:  (96) 3222-1391). Adres powyższy mieści się w samym centrum przy kanale w stronę Amazonki.

Podpytując, zanim dotarłem do w/w agencji, dowiedziałem się, że zakupu biletu można dokonać także na miejscu w Santanie.

 

 

Przez Macapę przebiega równik ziemski. Oczywiście jest także strzelisty pomnik równika (nazywany Marco Zero). Równik przechodzi przez otwór na szczycie kolumny, a przez taras koło pomnika wiedzie linia oddzielająca półkulę północną od południowej. Można się tu sfotografować okrakiem na równiku.

Podczas spaceru ustrzeliłem parę fotek licznym, bardzo kolczastym i elektrycznym ozdobom wysokich ogrodzeń domostw, i co prędzej schowałem kamerę.

W końcu spocony, na promenadzie nadrzecznej ujrzałem wózek z orzechami kokosowymi i zaordynowałem sobie jeden. Nie zdążyłem do końca wypić, nie wspomnę o wyjadaniu kopry, gdy lunęło tak, że w czwórkę weszliśmy pod folię,  którą miał ten uliczny handlowiec  (sprzedawczyni z synem i dwóch klientów). Po paru minutach wody było tyle, że pomyślałem o wystąpieniu Amazonki z brzegów. Całe szczęście, że  sprzedawczyni kokosów miała w telefonie aplikację Ubera, co pozwoliło mi uciec w pobliże hoteliku…- po godzinie.

– Wierzcie mi… o wiele ciekawiej obserwuje się początki pory deszczowej w lesie deszczowym, siedząc pod wentylatorem w ulicznej knajpce przy litrowym piwie…

– czego nie omieszkałem uczynić, mając hotel za rogiem.

 

 

              Do satelickiej, ponad 100-tysięcznej Santany można tłuc się miejskim autobusem, lub za o niewiele więcej pojechać taksówką Ubera. W siąpiącym deszczu dotarłem taksówką do niewielkiego portu promowego Santany. Obskoczyli mnie pośrednicy i za kilka minut miałem bilet. Port był zatłoczony różnej wielkości pasażersko- towarowymi stateczkami i promami. Wszystko w gwarze ze sklepików, ciężarówek z towarami, czy garkuchni. Promy odpływają w różne kierunki, ten ze zdjęcia do Santarem.

 

 

              Miasta Santana/ Macapa i Belem znajdują się po przeciwległych stronach, ogromnej w tym miejscu delty. W linii prostej to około 80 km-ów, ale po trasie promu przewijającego się pomiędzy kolejnymi wyspami i wysepkami, to znacznie dalej. Mój prom „Breno” odpływał o 11.00 i miał trzy pokłady: na dwóch miejsca sypialne na otwartej przestrzeni w hamakach (które trzeba mieć  z sobą), parę kabin dwuosobowych, i trzeci pokład towarowy- czytaj dla towarów i samochodów osobowych załadowywanych przez burtę. Prom płynie 26 godzin i zabawa ta kosztuje 200, lub 500 do 600 BRL- to droższe za kabinę z klimatyzacją i łóżkiem piętrowym. Wziąłem kabinę i dobrze, gdyż nocą było chłodno.

 

 

              W końcu zapakowali przez burtę na dolny pokład kilka samochodów osobowych, trzy sygnały syreny i odpłynęliśmy. Początkowo płynie się prawie jak po morzu, tyle, że nie buja, ale brzegów prawie nie widać. Potem jest lepiej, gdyż po wpłynięciu w labirynt pomiędzy wyspami rzecznymi, trafiają się takie cieki wodne jak np. nasza Wisła, wtedy na brzegach można zobaczyć bujne dziewicze życie lasu deszczowego, z odległym gwarem ptasim. Chciałoby się ujrzeć więcej zwierząt, ale poza szaro-różowymi delfinami amazońskimi… niestety.

 

 

Płynięcie promem, dla większości pasażerów drzemiących w hamakach, jest rutynowe… i nudne, pewnie gdy płyną któryś raz. Lekkie ożywienie następowało, gdy na skraju splątanej gęstwiny zielonej dżungli pojawiły się domy na palach. Nie prowadzą do nich żadne drogi. Jedyny możliwy dostęp możliwy jest od strony wody.

 

 

Rzadko pojawiały się na rzece inne pasażerskie stateczki – tylko jednokondygnacyjne, czasem służące za dom na wodzie. Obecność tych mini promów, zwiastowała również pojawianie się skupisk po kilku domów na palach- mini wsi, czasem z kościołem.

 

 

Ciekawostką, podczas przepływania promu w pobliżu domostw przy wodzie, było wypływanie dzieciaków, matek z dziećmi, w pobliże trasy promu.

 – Po co? Pokiwać, nie tylko!-  Otóż istnieje zwyczaj rzucania z promu przez pasażerów drobnych upominków do wody. Tubylcy podpływają i je wyławiają z wody. Są to najczęściej oryginalne, zakupione w barze promu opakowania słodyczy, chrupek itp, ale i zapakowane w worki foliowe niepotrzebne ciuchy, oraz souveniry dla dzieci.

 

 

Zdarzyło się kilkakrotnie przepływać koło tartaków zbudowanych przy brzegu. Przerabiały ogromne pnie drzew. Widać, że kłody drzewa spławiają do tartaków po wodzie.

– A gdy drewno w danym miejscu się kończy?- przenoszą tartak w nowe miejsce! Na pewno drewno w delcie jest największym bogactwem i stosunkowo łatwo jest gospodarować na terenach nadwodnych, za to prawie niemożliwy w bagnistym terenie, jest transport z miejsc oddalonych od brzegu.

Tam gdzie mieszkają ludzie, potrzebny jest również… cmentarz- także na samym brzegu.

 

 

Wodne rozlewiska zmieniały się. W końcu nauczyłem się rozpoznawać wyspy położone w lesie deszczowym- tam po prostu nie było domostw…

A potem był kolorowy zachód słońca… i zasnąłem.

 

 

Rankiem nie było czemu się przyglądać. Im bliżej byliśmy Belem, tym brzegi stawały się bardziej odlegle, czasem ledwo widoczną kreską na horyzoncie. Zanim na horyzoncie pojawiały się pierwsze zarysy miasta, nie sposób było oprzeć się wrażeniu przebywania na morzu. Jeszcze „chwilę temu” była soczysta zieleń, pojedyncze chaty pośród zieleni dżungli, a teraz zbliżają się coraz bardziej drapacze chmur centrum ponad dwumilionowej aglomeracji miejskiej. Przystań promowa znajduje się w pobliżu belemskiej starówki, ale o tym opowiem w kolejnej relacji. Niżej pokazuję dodatkowo mapkę trasy.

 

             

 

 

 

              Przejście do następnej relacji: Belem

Przejście do poprzedniej relacji: Teresina i Sao Luis

Przejście na początek trasy: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

 

14-02-2021

Belem, relacja z podróży.

Belem, relacja z podróży

(na luty 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Belem to ponad 2 milionowa stolica brazylijskiego regionu Para, jednocześnie stolica Amazonii i port atlantycki.  Na terenie stanu znajduje się część ujścia Amazonki, a zatem wiele obszarów o walorach przyrodniczych.

Mając więcej czasu, warto zajrzeć tutaj na wyspy znajdujące się w delcie. Wyspę Marajó, zamieszkują fascynujące gatunki flory i fauny, natomiast Wyspa Maiandeua kusi pięknymi widokami, brakiem prądu… i pojazdów silnikowych.

Przybyłem z amazońskiego bezmiaru wodnego od strony północnej, płynąc promem pasażersko- towarowym przez 26 godzin. Dopływając najpierw podziwia się ścianę wieżowców, a potem belemską starówkę.

 

 

Okolice portu promowego nie są pozytywną wizytówką amazońskiej metropolii. Sam porcik to ledwo trzymające się kupy drewniane mola, na których pasażer musi uważać, aby nie wylądować w pomarańczowej zupie rzeki.

 

 

Otaczają go domostwa typu slumsy, to taka „szemrana” dzielnica, w której samotnik z plecakiem może mieć kłopoty. Zza byle jakich uliczek wyglądają wieże Katedry… del Carmo, a jak zajrzysz dalej, znajdziesz się w historycznym centrum z mnóstwem zabytków. Na środku Placu Republica wzniesiono kolumnę dla uczczenie Francuskiej Rewolucji. Znajdzie się między innymi wieża zegarowa…

Wieczorem przegonił mnie deszcz, ale nazajutrz, pogoda pozwoliła dostrzec uroki nie tylko starówki.

 

 

Belem powstało w 1616 roku jako Feliz Lusitania i wskutek dużej odległości od innych brazylijskich miast, nie miało specjalnego znaczenia aż do XX wieku, kiedy nastąpił gwałtowny rozwój. Z tego też okresu pochodzi większość kamienic i pałaców.

Nad wodą strzeliłem fotkę najstarszemu zabytkowi Belem – Fortowi Presepio. To pierwsza budowla obronna Portugalczyków nad Amazonką. Przedstawiciele tej kolonialnej nacji, mieli zwyczaj budować podobne obiekty, przede wszystkim dla obrony przed rywalami: Holendrami i Francuzami. Można je zwiedzać, ale nie w czasie … covida- najczęściej na mojej trasie były zamknięte, podobnie jak większość muzeów.

 

 

Nazajutrz wróciłem w ten sam rejon miasta. Przy lepszej pogodzie zajrzałem do Katedry… Carmo. Powstała w końcu XVIII wieku na małym placyku z pomnikiem biskupa na środku. Posiada ciekawą  fasadę, a we wnętrzu jej styl odróżnia się od innych brazylijskich kościołów- na nastu bocznych ołtarzach nie umieszczono bowiem posągów, lecz religijne malowidła. Cała okolica w tym rejonie jest nazywana Kompleksem Kulturalnym Feliz Lusitania. Przy  katedrze istnieje Kościół Św. Aleksandra, oraz dawna siedziba biskupów- Pałac Episkopalny. Obecnie to Muzeum Sztuki Sakralnej. W okolicy istnieje znacznie więcej interesujących kamienic, teatr i inne barokowe budowle.

 

 

Mieszkam w historycznej części miasta w rejonie z bazarami, w hotelu mającym w nazwie Docas… – to część starówki. W pobliżu rozciąga się dzielnica starych, wąskich uliczek typu sklepikowego. Na wielu domach znajdzie się nie tylko pleśń i wilgoć, ale również ślady dawnej świetności. Na wielu istnieją fasady dekorowane portugalskimi płytkami azulejos. Mnie zachwycają ręcznym malunkiem, finezją wzorów, dekoracyjnością i niepowtarzalnością. Najczęściej mają charakterystyczny niebieski kolor, dlatego są rozpoznawalne na całym świecie- wprawdzie te najładniejsze zawsze istnieją w pałacach i kościołach.

Comercio jest mocno zaniedbane i… lubią tę dzielnicę kieszonkowcy- ostrzegali mnie nawet policjanci. Na skraju tej starej dzielnicy stoi okazała Igreja Nostra Senhora Das Merces, a przy kolejnych placykach mniejsze Igreje… (jak nazywają tu koscioły). Idąc od Docas w stronę bazarów, dotrze się do nabrzeża, z przystankami łodzi pasażerskich i widokiem na wieżowce nowszej części miasta- kilka wysokich budynków stojących przy Sousa Franco- ulicy eleganckich sklepów i supermarketów.

 

 

Mają w Belem na starówce fałszywą ulicę- na początku Alei Portugalskiej. Na bocznej ścianie budynku tutejsi artyści, z zachowaniem praw perspektywy domalowali…uliczkę. Wrażenie byłoby jeszcze większe, gdyby nie stojąca tam na środku prawdziwa ławka, którą zajmują miejscowi gracze w karty, lub lubiący… wyskokowe trunki. Tuż obok można podziwiać jeden z najbardziej rozpoznawalnych belemskich targów- Mercado Ver-o-Pesso. Handluje się na nim mięsem.

 

 

Nazwą tego bazaru nazywana jest cała okolica z wieloma innymi miejscami handlu. Przy namalowanej uliczce i wspomnianej hali targowej mieści się płytki basen dla kutrów rybackich. Jeżeli nie boisz się kieszonkowców, można to poobserwować z bliska kilka rodzajów dużych ptaków, polujących na rybie odpady. Najciekawiej jest podczas odpływu, gdy krypy rybackie osiadają na dnie, a ptaszyska buszują dookoła.

Za nimi na drugim brzegu widać panoramę kolorowych kamieniczek, najbardziej malowniczy przykład starej architektury Belem.

Nad wodą mieści się bazar z dziesiątkami kramów ukrytych pod „grzybami” dachu (z plandeki).

 

 

Tu sprzedają artykuły gospodarstwa domowego, warzywa i owoce. Mówią na ten bazar Feira do Acai i tu można kupić owoce acai, z których słynie okolica Belem. Jagody Acai są małe (mniejsze od winogron), okrągłe i ciemnofioletowe. Rosną na drzewach palmowych w amazońskich lasach równikowych- jakoś nie zrobiłem zdjęcia, choć mnie nimi częstowano.

 Zaś w hali ozdobionej na rogach wieżyczkami handlują rybami, a zwłaszcza innymi owocami morza.

 

 

Inną specjalnością Belem są orzechy brazylijskie, które na tutejszych bazarach w umiejętny sposób, przy użyciu krótkiej maczety są obierane z twardej łupiny. Na wielu stoiskach oferują przyprawy chili, w butelkach w postaci czystego soku, lub mieszanin płynu z resztkami przypraw.

 

 

              Kończąc zwiedzanie pojechałem do tutejszej Częstochowy – popularnego, pielgrzymkowego Sanktuarium Naszej Pani z Nazaretu. Warte odwiedzenia, piękne miejsce kultu maryjnego…

 

 

 

              Przejście do następnej relacji: Asurini de Tocantins
Przejście do poprzedniej relacji: Rejs przez deltę Amazonki

Przejście na początek trasy: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

 

15-03-2021

Asurini de Tocantins, jeszcze niedawno nietekstylni. Relacja z podróży

Asurini de Tocantins, jeszcze niedawno nietekstylni. Relacja z podróży

(na luty 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Obecnie moja brazylijski przygoda zaczyna się zmieniać.  Za Belem skręciłem w głąb Amazonii,  tyle,  że nie wzdłuż Amazonki lecz rzeki Tocantins. Po całonocnej podróży autobusem jestem w Tucurui, 100 tysięcznym mieście,  przy którym znajduje się ogromna hydroelektrownia. Nie dla niej tu dotarłem, lecz po to, aby spróbować spotkać się z jednym z plemion, które obecnie mieszka w pobliskim lesie równikowym,  a które jeszcze niedawno nazywano „nietekstylnym”.

Zapraszam na jedną z ciekawszych moich relacji, którą na pewno bym rozszerzył i umieścił w książce „Wśród pierwotnych”.

Tucurui jest miastem nowym, w którym dominuje licencjonowany transport… motocyklowy.

 

 

Poszedłem na spacer, zrobiłem zakupy i po dwóch godzinach schowałem się przed wilgotnym skwarem…

 

 

No i trochę egzotycznych owoców. Ten zielony nazywają miria lub givinia- wyjada się biały miąższ.

 

 

 

 

Taksówką motocyklową ruszyłem do plemienia  Asurini-do-Tocantins w wiosce Trocara, to 24 km za Tucurui. Wszystko byłoby cacy, gdyby nie awaria motocyklowej taxi, w wyniku czego zostałem sam na drodze.

 

 

O czym rozmyślałem, będąc sam na czerwonej drodze wśród tropikalnych „chęchów”, lepiej … nie pisać. Maska covidowa przydawała mi się najbardziej do zasłaniania twarzy przed ogromnymi rudymi tumanami kurzu, gdy coś postanowiło przejechać obok mnie- tak ze 100 km na godzinę. Po godzinie motocykl wrócił i ruszyłem dalej.

Kim są ci ludzie?

Asurini do Tocantins to rdzenne brazylijskie plemię wojowników w obecnym stanie Para, w pobliżu Tucurui. Od początku XX wieku walczyli z osadnikami i rolnikami o swoje tereny. W końcu, w połowie wieku pokonała ich,  nomen omen… grypa  i czerwonka. Obecnie żyją w rezerwacie Trocara, położonym nad  rzeką Tocantins. Ich populacja liczy nieco ponad 300 osób.

Do rezerwatu trzeba wjechać i uzyskać zgodę na pobyt we wioskach. Choć należałoby powiedzieć: jednej długiej na trzy kilometry wiosce, zlokalizowanej grupkami domostw wzdłuż jedynej drogi.

 

 

Z dojazdem nie było problemu, po paru kilometrach na bocznej drodze spotkałem pierwsze zabudowania. Jednak nie chcieli w nich ze mną rozmawiać.

 

 

W centralnej części rezerwatu znajduje się Povo- budynki zarządzających tym terenem. Trwało spotkanie z grupką mieszkańców. Miałem pecha być tam w okresie covidowym, więc moja prośba o zgodę na zamieszkanie wśród nich, skończyła się odesłaniem mnie po decyzję sanitarną do władz regionalnych(!!!).

 

 

Co było robić? – Ruszyłem z powrotem, ale tak wolno, że trwało to kilka godzin i nie obyło się bez spotkań z ludźmi Asurini.

Zaglądałem do kolejnych wiosek. Tylko niektóre domostwa posiadają w „tradycyjnym stylu”.

 

 

 

Kilka spotkań na drodze…

 

 

W jednej z wiosek zostałem zaproszony do kilku domów. Przy okazji pokazuję różnicę wzrostu: mojego (183 cm) i… tubylców. Sam oceń…

 

 

Gospodyni posiadała mały sklepik z rękodziełem Asurini: naszyjnikami z zębów zwierząt, pióropuszami, wyplatanymi koszami i naczyniami z gliny.  Bardzo żałowałem tego, że mam jeszcze ponad miesiąc podróży z plecakiem. Były takie cudownie… oryginalne i niepowtarzalne. Na pewno, kilka tych wspaniałych ozdób z piórami, miałbym obecnie w swojej kolekcji. Z drugiej strony nie wiadomo, czy przekroczyłbym z nimi granice… Nie wyglądały na pióra… farbowane.

 

 

Pozwolono mi zajrzeć w obejścia.

 

 

Ale tylko na podwórka poza częścią mieszkalną.

 

 

Paręset metrów dalej zadziałała szeptana informacja i zaproszono mnie pomiędzy domostwa. Poznałem trzy rodziny i mogłem porozmawiać, za portugalskim pośrednictwem mojego kierowcy.

 

 

Tradycyjnie Asurini żyli w małych grupach. Mieszkali w jednym wielkim domu. Zależnej tylko od siebie społeczności często przewodził szaman. Mają skomplikowane wierzenia,  żyją w swoim rytmie, szanują zwyczaje przodków,  ufają w moc szamana.

Obecnie wiele się zmieniło, na przykład prawie przestali używać swojego języka na rzecz portugalskiego, a murowane domki niewiele się różnią od tych na opłotkach miejskich.

 Z czego żyją?- powie ktoś.

Cenią polowania na dziczyznę, lecz coraz o nią trudniej, gdyż muszą rywalizować z otaczającymi ich farmami, i myśliwymi stamtąd… Polują tradycyjnie z pomocą łuku, co niełatwe, gdyż wypuszczane strzały mają do dwóch metrów długości. Pożądaną zdobyczą są ptaki, pióra bowiem służą Indianom do ozdoby. Łowią, używając zatrutych strzał, również metalowych haczyków. Indian Asurini najbardziej martwi brak ryb w okolicznych rzekach- muszą iść kilka dni, zanim złowią wystarczająco dużo.

W lipcu i sierpniu zbierają maniok. Sprzedają go przyjezdnemu agentowi, razem z orzechami brazylijskimi i wspomnianymi pamiątkami. W zamian kupują artykuły spożywcze: kawę, cukier, olej, sól i inne towary, takie jak: nafta, odzież, baterie do latarek i przenośne radia. Dawniej podstawą wyżywienia był maniok, dziś uprawiane są również: ziemniaki, kukurydza, banany, trzcina cukrowa, tytoń i bawełna.

 

 

Obszar rezerwatu ma tylko 217 km², grupa jest niewielka, ale połowa z nich to nastolatkowie. Jest możliwe, że ta społeczność się rozwinie, tym bardziej, że w nieodległym Tucuruí od niedawna urzęduje lekarz. Problem w tym, że korzystają z jego pomocy niechętnie. Bardziej cenią mądrość współplemieńców.

Najniezwyklejsze dla mnie są zwyczaje dotyczące macierzyństwa. Kobiety Usurini czekają na sen, w którym nawiedzi je bohaterski, mityczny przodek Mahira (duch, miejscowy bóg). Po przebudzeniu się współżyją z wieloma mężczyznami (w wieku około 15 lat). Jeżeli zostaną matkami, każdy z nich jest uznawany za ojca. Rodzą w hamaku tylko w obecności kobiet, a niemowlę otrzymuje imię po kimś niedawno zmarłym…

Zwyczaje Asurini są złożone, związane z każdą dziedziną życia. Nie chcę się rozpisywać, stąd po krótce tylko to co wydało mi się najciekawsze. W każdym razie badania nad plemieniem Asurini w Brazylii prowadzono dopiero od 1960 roku…

A ja pokazuję sesję fotograficzną z rodziną Murini.

 

 

Czas szybko mijał, a gdy zobaczyłem zainteresowanie moją osobą ze strony przejeżdżających osób, które „oficjalnie” mnie wysłały … po zezwolenie, pomyślałem, że

-zdrowiej dla mnie będzie pożegnać się!

Tak też zrobiłem i z żalem odjechałem z rezerwatu Asurini do Tocantins- brazylijskich wojowników, ludzi nadal częściowo żyjących poza cywilizacją. Pewnie, gdyby nie covid, zamieszkałbym kilka dni pośród nich.

 

 

Na koniec jeszcze rzut oka na drogę we wioskach Asurini: nową i… starą.

 

 

Wróciłem z powrotem, ponownie z awarią koła mojego licencjonowanego… jednośladu. Pomogli mi wrócić do miasta anglojęzyczni policjanci z długą bronią, którzy z dużym zainteresowaniem wypytywali mnie:

– co tu robię, dlaczego, Asurini…? Najbardziej spodobał im się mój opis trasy podróży przez Amazonię…

Skosztowałem jeszcze przysmaku amazońskiego…- ale kupiłem dopiero po obciosaniu maczetą ziaren orzecha z twardej skorupy.

Załączam mapkę sytuacyjną. Widoczny zbiornik wodny powstał po wybudowaniu tamy hydroelektrowni, co też było głównym powodem przesiedlenia Asurini do rezerwatu.

 

 

 

              Przejście do następnej relacji: Maraba, Sao Geraldo, Araguiana, Palmas

Przejście do poprzedniej relacji: Belem

Przejście na początek trasy: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

 

16-04-2021

Maraba, Sao Geraldo, Araguaina, Palmas, relacja z podróży

Maraba, Sao Geraldo, Araguaina, Palmas, relacja z podróży

(na luty 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

              Po odwiedzeniu dawnych brazylijskich wojowników Asurini de Tocantins ruszyłem w głąb Brazylii. Postanowiłem jeden brazylijski przeskok pomiędzy regionami, zrobić w ciągu dnia. Pojechałem z Tucurui do Araguainy. To nadal w stronę zachodnią, w kierunku środka kontynentu. Wczesnym rankiem z okna niezłego autobusu powitałem wschód słońca nad wodami zalewu hydroelektrowni Tucurui. A potem było normalnie: pola, poletka, tropikalne chęchy…

 

 

No i oczywiście liczne wioski i wioseczki, czyli po prostu zwyczajna, nie turystyczna Brazylia. Po drodze ciągle mam widoki wszelkich farm z pastwiskami dla bydła i koni. Teren robi się wyżynny, lekko pofałdowany, by potem do pastwisk dołączyły gaje palmowe.

 

 

Najpierw nadal wzdłuż biegu ogromnej rzeki Tocantins, aż do miasta Maraba, gdzie nagle znalazłem się na długaśnym moście nad tą rzeką. Most nad rzekami w Brazylii- jakby to powiedzieć- nie jest zbyt częstym widokiem. Te rzeki są zwyczajnie ogromne.

 

 

W Sao Geraldo drogę przegrodziła kolejna „malutka” rzeczka- Araguaia. Jest tak „wąska”,  że ledwo widać zabudowania miejskie z drugiej strony. Zamiast mostu jest prom, na którym po kolei parkują wszyscy uczestnicy ruchu drogowego, w tym mój autobus. Most dopiero zaczęli budować…

 

 

Potem się rozpadało i w mżawce dojechałem do dzisiejszego celu- Araguainy (prowincja Tocantins), która pozazdrościła słynniejszemu Rio… i na opłatkach również posiada figurę Chrystusa.

I nie wiadomo kiedy…dzień się skończył. Araguina- 143 tysięczne miasto, wydała mi się taka sobie.

 

 

Do kolejnego celu podróży postanowiłem pojechać na leżąco i … śpiąco. Nocny przejazd autobusowy Araguiana- Palmas zakończył się o szóstej rano.

Zabunkrowałem swój plecak w pokoju hotelowym i zwiedziłem miasto, jadąc autobusem miejskim do centrum, a potem pieszo. Palmas to 280 tysięczne nowe miasto z bardzo szerokimi ulicami i dużymi odległościami, tak jakby planując zostawili miejsce dla kolejnych inwestorów. W sumie… takie sobie:   ładniejszy ogromny plac z budynkami rządowymi, katedra w budowie i pomnik.

 

 

Niżej mapka trasy.

 

 

             

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Amazonia, Rio Branco, Boca de Acre

Przejście do poprzedniej relacji: Jeszcze niedawno nietekstylni: Asurini do Tocantins

Przejście na początek trasy: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

 

16-09-2021

Amazonia, Rio Branco, Boca de Acre, relacja z podróży

Amazonia, Rio Branco, Boca de Acre, relacja z podróży

(na luty 2021)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

              Acre to niewielki region na północno- zachodnim krańcu Brazylii, że stolicą w Rio Branco. Około 350 tysięcy mieszkańców miasta żyje na skraju Amazonii i graniczy z Boliwią oraz Peru. Dolatując samolotem widać morze soczystej zieleni, gęsto poprzetykanej oczkami wodnymi. Przez Rio Branco toczy swoje prawie pomarańczowe wody Rio Acre. Nic dziwnego, ostro lało ostatnimi dniami- jak mówi mi taksiarz w drodze z lotniska. Ja miałem trochę szczęścia,  zwiedziłem centrum niezbyt zmoczony. Jeszcze w połowie XIX wieku te tereny należały do Boliwii, potem niepodległościowe bunty spowodowały zmianę przynależności…

Z zabytków warto rzucić okiem na Pałac Rio Branco (obecnie muzeum), i zbudowaną w stylu starożytnym Katedrę Matki Bożej z Nazaretu.

 

 

 Region wypełnia przede wszystkim malownicza puszcza amazońska, gdzie można poznać bogactwo fauny i flory oraz życie Indian. Acre to także piękne, nadrzeczne plaże i świetna kuchnia. Koniecznie trzeba pospacerować po starym rynku, z kolorowymi kamieniczkami na lewym brzegu rzeki. Mnie bardzo podobała się wędrówka niespiesznym krokiem po moście oraz nadrzecznych uliczkach.

 

 

A potem jeszcze bazar i papu w knajpce ulicznej (za 11 zł). Mural na ścianie bazaru pokazywał chyba wszystkie ciekawostki amazońskie…

 

 

              Z Rio Branco do Boca do Acre (prow. Amazonas Płn) pojechałem lądem.  Kursują tam autobusy Trans Ceana.  Wydawałoby się, że pięć godzin jazdy to nic specjalnego. Problemem w tym regionie Brazylii jest jednak stan dróg.

 

 

Amazonia (Amazonas) jest największym stanem Brazylii. Warto powiedzieć trochę o niej samej. Jest ponad 4,6 razy większa od Polski, pomimo tylko czterech milionów mieszkańców. Głównym miastem jest port Manaus, leżącym przy ujściu Rio Negro do Amazonki. Miasto jest świetnym punktem wypadowym dla miłośników przyrody – najlepiej stąd udać się na odkrywanie amazońskiej puszczy. Jest ona najbogatszym gatunkowo obszarem na ziemi .

Poruszać się tutaj trzeba najczęściej łodzią, przenocować natomiast w „hotelu” zwanym lodges, w prawdziwej bliskości natury. Warto pamiętać, iż to właśnie na tych obszarach zamieszkują jeszcze ludy, które nigdy nie miały styczności z cywilizacją.

 

 

– Z czego żyją w Amazonii?

Główne produkty stanu to drewno, guarana, oleje warzywne i włókna naturalne. Uprawiany jest maniok, juta, bananowce i bataty. Surowe produkty są zużywane przez brazylijski przemysł; eksportowany jest kauczuk, drewno, juta, oleje warzywne, orzechy, żywica, ryby akwariowe i skóry.

 W Boca do Acre pożegnałem się z ogromną Amazonią. To 30 tysięczne miasteczko znajduje się na jej południowo- zachodnim skraju. Z Boca do Acre mam do Manaus… ponad 2.5 tysiąca kilometrów. Niezły kawałek, porównując do warunków europejskich. W tym miasteczku na jednym z krańców świata, łączą się  Rio Acre z Rio Turus, by dalej swoje pomarańczowe wody nieść w kierunku Amazonki. W nurtach obu rzek woda o wyglądzie kawy z mlekiem niesie ogromne pnie drzew, zerwane z brzegów wysokim stanem wody.

 

 

Po przyjeździe ruszyłem od razu na spacer. Mam blisko do centralnej części miasta i nabrzeża rzecznego. Każdy turysta wiele by dał za możliwość zwiedzenia centrum tego 30- tysięcznego miasteczka, cudnego nabrzeża i połączenia  wspomnianych rzek. Niestety dogoniła mnie pora deszczowa i co naście minut szukałem schronienia. Jednym ze schronień, była pokazana na zdjęciu drewniana buda z uśmiechnięta gospodynią.

 

 

Ciekawą historyjką jest odpowiedź na pytanie, skąd się wzięła nazwa?

Otóż, w 1541 r. dominikanin Gasparo de Carvajal płynąc od źródeł w stronę ujścia zapisał, że Hiszpanie walczyli z wojowniczymi kobietami, które miały obnażone piersi. Kobiety w ślad  za grecką mitologią nazwano Amazonkami, rzekę- Amazonką, a stan Amazonią.

Wracając do mojej wędrówki,  Boca do Acre bardzo mi się spodobało. Na miejscu każdy turysta pokochałby widok łodzi i łódek, rzeczny rozgardiasz, scenki na i przy rzekach… i do tego nie turystyczne zwyczaje, oraz zachowanie mieszkańców.

– Spotkałeś gdzieś w świecie żółte łodzie dowożące dzieci do szkoły?

 

 

Każdy podziwiał by tutaj wielgachne krypy rzeczne, czy na przykład stoisko uliczne sprzedawcy zabawek.

 

 

 

 

 

 

Dodaj do tego urok Brazylijek, czy ciekawość dzieciaków witających jedynego „białasa”.

 

 

Będąc na skraju wiecznie zielonej Amazonii, chciałoby się zajrzeć do lasu tropikalnego. Niestety do lasu deszczowego, podobnie jak w Rio Branco jest daleko.

To mniej więcej tak, jak w czasie jazdy tutaj: około 230 kilometrów i prawie same farmy bydlęce po drodze. Wspomniany las, to już niestety … zjawisko historyczne- przynajmniej tutaj, choć region to przecież Amazonia.

 

 

Niżej mapka trasy

 

 

             

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Paragwaj…

Przejście do poprzedniej relacji: Maraba, Sao Geraldo, Araguaina, Palmas

Przejście na początek trasy: Recife, Olinda (Pernambuco)

 

 

29-04-2021

film Joao Pessoa (Paraiba)

zapraszam

 

29-04-2021

film Recife, Olinda (Pernambuco)

zapraszam

 

29-04-2021

film Fortaleza, Teresina, Sao Luis

zapraszam

 

29-04-2021

film Delta Amazonki, Macapa, Santana

zapraszam do Amazonii

 

29-04-2021

film Aracaju, Święty Krzysztof (Sergipe)

zapraszam

 

29-04-2021

film Belem

zapraszam do Amazonii

 

29-04-2021

film Brazylijscy wojownicy Asurini de Tocantins, Tucurui, Trocara

zapraszam

 

02-04-2021

film Maceio (Alagoas)

zapraszam

 

29-04-2021

Do środka Brazylii: Maraiba, Araguina, Palmas

zapraszam

 

29-04-2021

film W Amazonii, Rio Branco, Boca do Acre

zapraszam