Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Uganda : Relacje z podrózy

Spis treści

Uganda. Mzungu wśród goryli. Relacja z podróży

Dodano: 14-04-2018

Uganda. Mzungu wśród goryli.

Tekst i foto: Paweł Krzyk

Uganda leży na równiku i jest krajem zamkniętym wewnątrz środkowej części kontynentu afrykańskiego. Jest atrakcyjnym celem podróży. Wodospad Murchisona, Jezioro Wiktorii, Ruwenzori a przede wszystkim serdeczni ludzie są nie jedynymi atrakcjami tego kraju.

 Niektórzy przyjeżdżają do  Ugandy, głównie  po to aby zobaczyć górskie goryle. Niesamowite olbrzymy o rozmiarze 4XL powodują, że spotkanie ich w dżungli staje się wyjątkowym przeżyciem. Oglądałem je kilkakrotnie w dużych ZOO na świecie, ale  to nie to samo, co obserwacje w tropikalnej dżungli pośród drzew i… wulkanów!

Pomijając kilka rejonów kraju, na szczęście leżących daleko od turystycznych szlaków, jest to kraj bezpieczny dla rozważnego turysty.

Uganda jest trochę mniejsza od Polski. Jest ludnym krajem wyżynnym, w którego krajobrazie dominują zielone pagórki. Wyższe góry znajdziemy na południowym zachodzie, czyli Góry Ruwenzori i wulkany Virunga, oraz na wschodzie Wulkan Elgon. Jak na kraj nie posiadający dostępu do mórz, Uganda posiada mnóstwo wody, gdyż znajduje się w krainie wielkich jezior afrykańskich, wśród których oprócz Wiktorii, trzeba wymienić chociażby jeziora Alberta i Edwarda.

Z poloników muszę wymienić, że w Ugandzie toczy się znacząca część akcji powieści „Przygody Tomka na Czarnym Lądzie” autorstwa Alfreda Szklarskiego.

Szczegóły organizacyjne wyprawy zamieściłem na końcu relacji w informacjach praktycznych.

Przyleciałem na lotnisko Entebbe w nocy i musiałem  szybko dostać się do stolicy kraju Kampali, do małego hoteliku lokalnego biura podróży dla trampów, o nazwie Red Chilli. Przygotowując wyprawę postanowiłem zobaczyć nie tylko goryle, lecz także większość innych interesujących miejsc. Skorzystałem z atrakcyjnej cenowo oferty wspomnianego Red Chilli i zarezerwowałem miejsce w organizowanej wycieczce, która pozwoliła mi zobaczyć Ugandę od strony przyrodniczej. Były to nie tylko wodospady Murchisona. Odwiedziłem jeden z ich Parków Narodowych ze zwierzętami, był rejs stateczkiem po Nilu i jeziorach w pobliżu. Było nas w samochodzie tylko pięciu i obserwowałem afrykański „zoolog” na świeżym, niestety, bardzo słotnym powietrzu przez dziurę w dachu samochodu. Organizują to podobnie jak w Kenii czy Tanzanii. Paskudne deszczysko (pora deszczowa), prawie ciągłe przez dwa dni, nie zachęcało mnie zbytnio do wyciągania kamery. Z pokładu stateczki na Nilu Wiktorii widoczna była liczna zwierzyna, w tym krokodyle, hipcie i ptactwo. Wodospady zza ściany deszczu… jakoś mnie nie zachwyciły. Oglądałem je ze statku oraz lądu- a jakie mogłyby być ładne, i w tęczach, gdyby chociaż na trochę pokazało się słoneczko. Obie rzeki Nil Biały i Błękitny, jako największe odnogi tworzące wielki Nil, łączą się w okolicy Chartumu. Mam w planie zobaczyć ich zespolenie trzy tygodnie później, podczas zwiedzania Sudanu. Podczas jazdy na każdym postoju natychmiast zaglądały do okien lokalne oferty owoców i drobnych przegryzek.  Na drugim zdjęciu pokazuję marabuty.

 

 

Ostatnim miejscem oglądanym w ramach wycieczki- nareszcie w słońcu, był Rezerwat Nosorożców Ziwa. W Ziwa Rhino Sanctuary, znajduje się 15 białych nosorożców oraz paręnaście innych gatunków zwierząt dzikich, w tym leśne słonie. Nosorożce swobodnie poruszają się na kilku tysiącach hektarów, lecz są uważnie obserwowane, aby ochronić je przed kłusownikami. Ciekawostką było to, że dzięki pomocy innych krajów, populacja w ostatnich latach znacząco się zwiększyła. Miałem okazję przekonać się, że te dwurożne potężne zwierzaki są ssakami.

 

 

Przebywając na bardzo wilgotnych terenach, musiałem szybko sobie przypomnieć o najpoważniejszym problemie kraju, jakim jest jest malaria, która w Ugandzie zabija więcej ludzi niż AIDS. Co roku ta choroba powoduje siedemdziesiąt tysięcy zgonów, głównie wśród  małych dzieci oraz ciężarnych kobiet. Na prawie całej powierzchni kraju jest obecna przez cały rok, zarówno w porze deszczowej, jak i suchej. Okolice jeziora Kioga (a byłem w jego pobliżu) to najbardziej malaryczne miejsce na świecie. Naukowcy policzyli, że na każdego mieszkańca przypada tam rocznie średnio tysiąc  pięćset ukąszeń komarów, przenoszących pierwotniaka wywołującego malarię. Zresztą, od samego czytania na temat tropikalnych zagrożeń zdrowotnych w tym kraju, może rozboleć głowa. Szerzej o tej chorobie piszę pod malaria.

Mimo, że zwiedziłem prawie cały kontynent afrykański, właśnie w północnej Ugandzie dowiedziałem się podczas opisanej wycieczki:

– co to znaczy mucha tse- tse?-  oraz, że w tym rejonie nie należy używać w ubiorze kolorów ciemnych i niebieskiego, ponieważ to bzyczące paskudztwo, właśnie takie barwy sobie upodobało. O tse tse powszechnie prawie nic nie wiadomo- te muchy żyją tylko w lasach i sawannie afrykańskiej. Przynoszą pasożyty wywołujące śpiączkę afrykańską- chorobę śmiertelną dla ludzi i groźną dla zwierząt domowych. Dodatkowo ich ugryzienie, między innymi może przenieść malarię.

Czytając relacje z podróży wiedziałem, że kupienie biletu umożliwiającego trekking do lasu z gorylami jest trudne. Nawet z wyprzedzeniem półrocznym w porze suchej, i za ogromna cenę, trudno jest zdobyć miejsce za… sześćdziesiąt minut pobytu wśród „małpoludów”.

Pozostawiając zwiedzenie stolicy Ugandy na koniec podróży, po powrocie z wycieczki, od razu pojechałem zwykłym autobusem do Kabale (wymawiają Kabali). Autobusy odjeżdżają z placów autobusowych, zwanych bus-parkami, zazwyczaj w centrum miasta. Przychodząc na plac podróżnych przechwytują przedstawiciele konkurencyjnych firm – użyją wszelkich sztuczek, by zachęcić do skorzystania z ich autobusu. Efektem tego jest najczęściej to, że kupujemy bilet na autobus, który miał odjechać „za pięć minut” a odjeżdża po dwóch godzinach.  Odjechałem wczesnym rankiem niezłym autobusem w stronę granicy z Rwandą.

 Okazało się, że droga jest całkiem niezła a autobus poza miastem porusza się szybko i bardzo szybko. Z Kampala, po około siedmiu godzinach jazdy, po przejechaniu równika, po południu dotarłem do Kabale.  To główne miasto południowo- zachodniego zakątka Ugandy i niezły przystanek w drodze na zachód lub Rwandy. Nie zatrzymałem się jednak i ruszyłem dalej taksówką motocyklową do obozu Buhoma Community Rest.

Jazda na siodełku motocyklowym przez ponad trzy i pół godziny, okazała się  niezbyt mądrym rozwiązaniem. Wszystko za sprawą stanu drogi- 95 kilometrów w tym 76 po szutrowej, czerwonej drodze. Na początku droga w słońcu wśród  gór i wiosek z  polami- w  tym herbacianymi, bardzo cieszyła. Droga wijąca się po kolejnych zboczach pagórków i tarasowych polach, odsłaniała coraz to nowe widoki. Przyglądałem się lokalnym mini cegielniom. Motykami urabiali glinę, formowali w niewielkie cegły, które po ułożeniu w stosy, wypalali ogniskami pod spodem.

 

 

Wszystko ładnie, ale po godzinie rozpoczęły się drobne opady deszczu, a mnie siodełko zaczęło przyrastać do… Warto również schować plecaki w pokrowiec- mój był czerwony od brudu i kurzu. Zarezerwowany wcześniej hotel, okazał się być na terenie Parku Narodowego Bvindi. Z dużą ulgą wyprostowałem się na łożu. Zaczynałem wyginać grzbiet jak „małpa”, próbując schować się za plecami kierowcy boda boda- jak w Ugandzie nazywają taksówki motocyklowe.

Następnego dnia wyruszamy w grupie dziewięcioosobowej na spotkanie z górskimi gorylami. Najpierw prawie godzina jazdy samochodem, a potem spacer wśród pagórków i wioski. Na nasz widok wyległy nawet dzieciaki z wioskowej szkoły- przypominającej barak, wykonany z patyków oblepionych gliną.

 

 

Potem już tylko przyjemności, nareszcie w słońcu. Idzie się z przewodnikiem w towarzystwie strażnika z karabinem. Podejście nie jest łatwe, było stromo, ślisko, idący na przedzie wycinali maczetami gałęzie. Na koniec uprzedzili: czas – maksymalnie jedna godzina i byłem bardzo blisko, prawie na wyciągnięcie ręki piętnastoosobowej rodziny, która zajadała się owocami i patrzyła na nas obojętnie.  On, jest ze dwa razy większy od swoich pań. Jedna z czarnowłosych mam, gdy podeszło się za blisko krzyczała (foto), ale zaraz potem jej poza świadczyła o czymś zupełnie innym- mnie wydała się znudzona:

– znowu ci turyści!

 

 

Goryl Górski (Gorilla beringei beringei) jest jednym z dwóch podgatunków goryli. Górski ma dłuższe i ciemniejsze włosy niż inne gatunki goryla, umożliwiając mu życie na dużych wysokościach i podróże w miejsca, gdzie temperatura spada poniżej zera. Jest bardziej przystosowany do życia na ziemi niż jakikolwiek inny rodzaj ssaków naczelnych- jego stopy najbardziej przypominają ludzkie. Goryle są rozpoznawane po unikalnym kształcie nosa. Poza ogrodami zoologicznymi, występują tylko w afrykańskich, wulkanicznych górach Virunga.  Znajduje się tutaj ciąg trzech parków narodowych: Mgahinga (w tym Bvindi) w Ugandzie; Vulkanoes w Rwandzie, oraz Virunga w Demokratycznej Republiki Konga.

 

 

Było też kilka uroczych małolatów. Najmłodszy liczył sobie rok i siedem miesięcy (foto). Po najedzeniu się owocami, zabawy i fikołki specjalnie się nie różniły od zachowania ludzkich dzieci. Goryle żyją do ponad czterdziestu lat.

 

 

Goryl górski jest zwykle stworzeniem naziemnym i czworonożnym. Jednak, potrafi się wspinać się na drzewa owocujące, jeśli gałęzie mogą unieść jego ciężar. Ramiona mają dłuższe niż nogi i poruszają się dość szybko- opierając na swoich zakrzywionych palcach, a nie na dłoniach. Samce, gdy osiągną dojrzałość płciową, odróżnia się po siwo- srebrnym zabarwieniu barków. Osiągają wzrost w pionie od półtora do metra i osiemdziesięciu centymetrow, oraz ważą do prawie ćwierć tony. Są aktywne od szóstej rano do szóstej wieczorem i swoje gniazdo do spania budują z okolicznej roślinności- nowe co wieczór.

 

 

Potem , jak to zwykle bywa- strażnik ogłosił koniec oglądania i wróciliśmy do biura Parku. Sama „impreza” okazała się fabryką, wręczono pamiątkowe dyplomy-  mam „goryli certyfikat” z Parku Narodowego Bvindi.

– Wszystko dobrze. Tylko dlaczego godzina oglądania kosztuje: od sześciuset dolarów amerykańskich w Ugandzie i Kongo, do dwóch tysięcy w Rwandzie? Prawdą jest na pewno to, że czas w towarzystwie największych człekokształtnych pozostanie długo w pamięci.

Popołudnie spędziłem na spacerze po miasteczku Bohoma. Mnóstwo sklepików z pamiątkami w czarnym kolorze, nawet mini bazarek z rybami.

 

 

Buhoma leży w pobliżu granicy z Kongiem i nie kursuje z niego żaden regularny transport publiczny, poza tym w kierunku Kampali. Mnie interesował kierunek przeciwny, gdyż zamierzałem przekroczyć granicę z Demokratyczna Republiką Konga.

Okazjonalny transport do Kisoro upolowałem po dwóch godzinach. Mój  kręgosłup ostro protestował na myśl, o powtórzenie motocyklowej drogi przez mękę. Za pięćdziesiąt dolarów zabrał mnie autobusik, jadący z pielgrzymami na wycieczkę z okazji Świąt Wielkanocnych. Drogo, choć to sto trzydzieści kilometrów, oraz ponad połowa po czerwonych, szutrowych, mocno dziurawych drogach. Potem tylko dwie taksówki motocyklowe i dotarłem do Kisoro, małego miasteczka u zbiegu granic Rwandy i Konga. W poniedziałki w Kisoro jest kolorowy bazar, podczas którego mieszkańcy okolicznych wiosek sprzedają warzywa i lokalne rzemiosło, a kupcy z miasta kuszą ich wielobarwnymi, rozwieszonymi jak pranie na sznurkach tkaninami.

Po drodze i w samym Kisoro obserwowałem z zainteresowaniem chrześcijańskie zwyczaje Wielkopiątkowe. Do kościołów katolickich przychodziły ulicami procesje wiernych niosących krzyże. Kościół w Kisoro znajduje się na tle wspaniałej panoramy, na stożki wulkanów znajdujących się na pograniczu, i ten sam widok powielony jest na ołtarzu. Podobał mi się w tym kościele, zwyczaj klaskania wiernych w czasie poszczególnych faz modlitwy.

Po noclegu w przyjemnym Rafiki Guest House, cały dzień spędziłem wśród goryli po stronie kongijskiej. Opisu szukaj w kolejnej relacji z podróży: mzungu wśród goryli w Kongo.

W Ugandzie najczęściej piłem wodę i piwo, o nazwach, które przypominają dwie z głównych atrakcji turystycznych Ugandy. Popatrz na zdjęciu. Pojazd z drugiego zdjęcia nie jest obiektem muzealnym. To jak najbardziej prawdziwy, przypominający dużą hulajnogę, drewniany skuter. Na dodatek przewożą na nim nawet do dwustu kilogramów ładunków!

 

 

Do Kampali wróciłem autobusem- tym razem „kolędował” przez prawie dziewięć godzin, zbierając pasażerów  po drodze. Miałem szczęście podróżować razem z siostrą zakonną, jadącą od przejścia granicznego z Rwandy- od strony Ruhengeri. Opowiadała mi o zwyczajach w Rwandzie i ogólnie Afryce. Mnie Rwanda, podczas poprzedniego pobytu niezbyt się spodobała- bardziej przypominała mi europejskie kraje śródziemnomorskie, niż Afrykę. Kraj ten zasłynął- nie tylko w Afryce, masowymi rzeziami plemienia Tutsi w 1994 roku.

Obecnie w stolicy Kigali chodzenie boso czy plastikowych klapkach jest niedozwolone- bo świadczy o biedzie. To samo jazda na rowerze, zlikwidowano slumsy. We wioskach i małych miastach zakazano budowy tradycyjnych chat afrykańskich- dom może być wyłącznie prostokątny i stać równolegle do drogi. Absurdów jest znacznie więcej.

Powszechnie na pomnikach upamiętnione jest ludobójstwo oraz istnieją pozostałości po kościołach i spalonych w nich ludziach. Kiedyś Tutsi i Hutu wzajemnie się wyrzynali, lecz obecnie rządzi Tutsi, więc obowiązuje taka interpretacja. O istnieniu plemion nie wolno mówić. W miejsce słów Tutsi i Hutu, mówi się odpowiednio: dłudzy oraz krótcy.

Nie byłbym sobą, gdybym nie pytał o wierzenia i zwyczaje w tym rejonie Afryki. W Rwandzie wyznają wiarę monoteistyczną- ich Bóg zawsze wraca na noc do Rwandy, bo ich kraj jest najpiękniejszy… Na twarzach można zobaczyć ślady zwyczajów wioskowych: na przykład nacięte powieki jako „piękny makijaż”. Mogą też być ślady przypalania, uderzeń kamieniami…, są to ślady wypędzania złego- krzyk z bólu oznacza, że zły opuszcza ciało. Podobnych zwyczajów jest wiele, są nieco zbliżone do obyczajów w krajach sąsiednich. Dotyczy to między innymi: kupowania żony, sądów czarowników, czy cenienia płodności u kobiet. Przykładowo w Ugandzie, statystyczna kobieta rodzi ponad sześcioro dzieci. Na podobnych rozmowach czas mi się nie dłużył.

Położona na rozległych wzgórzach stolica Ugandy, choć niepozbawiona negatywnych cech, to przyjemne miasto. Jest to także miasto bezpieczne, w którym powszechne jest zaczepianie i otwartość. Utrapieniem w Kampali są korki. Dobrze sobie z nimi radzą wyłącznie motocykle boda boda, lawirujące w każdą stronę pomiędzy samochodami i  większymi pojazdami.

 

 

Drugiego dnia byłem na pierwszym – historycznie ujmując, wzgórzu z grobami Kasubi i wzgórzu Lubaga z katedrą katolicką– Rubaga, której duże kwadratowe wieże widać z daleka. Odbywała  się w niej akurat ceremonia masowego chrztu. Kolejnym boda boda dotarłem do Pałacu Kabaków, tak nazywano królów Ugandy.

Kasubi Tombs, to wielkie tradycyjne chaty, w których pochowani są królowie Bugandy (kabakowie). Także jest tutaj muzeum świadczące o historii największego z dawnych królestw o nazwie Buganda. W 1963 r. pierwszym prezydentem Ugandy został król (kabaka) Bugandy. Parę lat później zapanował jednak terror. Z kraju rządzonego przez królow ugandyjskich, kraj szybko  zamienił się w kocioł, w  którym do „koryta” usiłowali się dostać kolejni , którzy sądzili, że są lepsi… Ugandą targały walki i wojny domowe- ostatnie trwały jeszcze kilka lat temu. Mieli i Ruchu Bożego Oporu, którego celem było ustanowienie teokratycznego państwa chrześcijańskiego. Były tutaj: pucze wojskowe, zamachy stanu, dyktator Idi Amin, kolejne reżimy i wojskowe wtrącanie  się w sprawy sąsiadów.

Przewodnik opowiadał nie tylko o historii, ale i o tradycjach. Przykładami mogą być: zięć nie mógł widzieć nóg teściowej. Innym dictum jest: kobiety nie mogą jadać kurczaków i jaj, ponieważ przyszłe dziecko urośnie za duże i kobieta nie mogłaby go urodzić (!).

Kolejnym boda boda dotarłem do słynącego z olbrzymiego placu matatu (taksówki -mini busy) w centrum miasta. „Taxi park” zajmuje dużą powierzchnię a widziane z góry, gęsto poustawiane białe minibusy, tworzą olbrzymią mozaikę. Spaceruję do znajdującej się w pobliżu świątyni hinduskiej. Stała się przykładem spuścizny Hindusów, których w 1972 roku przegonił dyktator Idi Amin. Następnie był spacerek przez bazar warzywny i ulicę w centrum do bazaru z pamiątkami- w Ugandan Crafts Village kramów z rzemiosłem wiele, ale jakość pozostawia wiele do życzenia, a i ceny były wygórowane.

 

 

Podstawą jedzenia w Ugandzie na śniadanie jest mieszanina warzyw z fasolką i  tutejszymi tropikalnymi odmianami kartoflopodobnymi (kassawa, jam, słodkie ziemniaki). Dodatkami do pozostałych posiłków może być mięso: wołowe, z kozy, kurczak lub ryba. Najczęściej widziałem i  jadłem na ulicy pierożki typu hinduskiego ( z nadzieniem warzywnym i mięsnym). Zawsze sprawia mi przyjemność spożywanie posiłków w miejscach, gdzie jadają tubylcy. Dotychczas, przy zachowaniu podstaw sanitarnych, było to dla mnie bezpieczne. Wprawdzie niektórzy, którym plotę takie  opowiastki, mówią mi: abym sprawdził czy przypadkiem nie mam bogatego życia wewnętrznego  (robaków). Może „trza” sprawdzić? Eee- odkładam na po powrocie.

 

Przejście do następnej relacji: Mzungu wśród goryli w Kongo

 

 

 

Uganda, informacje praktyczne

Dodano: 14-04-2018

 

Uganda, informacje praktyczne  (na kwiecień 2018).

Tekst: Paweł Krzyk

Informacje ogólne: liczba ludności około 33 miliony na powierzchni około 2/3 naszego kraju. Dawna kolonia brytyjska- niepodległa od 1962 roku. Kraj ten jest jednym z najwyżej położonych państw Afryki i leży w strefie równikowej. Rzeki należą głównie do dorzecza Nilu. Oprócz tego znajduje się na terenie Ugandy wiele dużych jezior: Wiktorii, Alberta, Edwarda. 8% kraju zajmują parki narodowe. Dopiero od niedawna kraj cieszy się spokojem po okresie długotrwałych walk i wojen domowych. Różnica czasowa: plus 1 godzina do czasu naszego, to znaczy gdy u nas jest np.12.00, to w Ugandzie jest 13,00.

Kiedy jechać? Najlepszy okres do podróżowania po Ugandzie to dwie pory suche: grudzień-luty oraz czerwiec-lipiec. Ze względu nad wysokość nad poziomem morza temperatury w Ugandzie nie są zbyt wysokie – raczej nie przekraczają 30°C.

Wiza: Obywatele polscy, otrzymają wizę na przejściu granicznym. Podczas odprawy władze graniczne decydują o długości przyznanego okresu pobytu na terytorium Ugandy osoby wjeżdżającej/turysty. Zazwyczaj jest to od 2 tygodni do 3 miesięcy, w zależności od potrzeb. Zezwolenie ma charakter odręcznej adnotacji w paszporcie, tuż obok stempla wjazdowego. Ja swoją otrzymałem na lotnisku w Entebbe a drugą na granicy z DR Konga. Zapłaciłem 50 USD i po kilku sekundach wstemplowywali mi  wizę na czas, który sam określiłem. Mogłem otrzymać tylko wizę jednokrotną. Widziałem okienka dla osób posiadających e-wizy- nie sprawdzałem. Wymagane jest szczepienie przeciwko żółtej febrze od cudzoziemców podróżujących z/przez kraje występowania tej choroby.

Wizy do krajów sąsiadujących- nie wiem, nie sprawdzałem.

Język urzędowy: angielski i suahili. Po angielsku nie miałem najmniejszego problemu.

Waluta: obowiązuje szyling ugandyjski (UGX). Wymiana jest możliwa  na lotnisku, ale po kursie o około 3% niższym niż w kantorach w Kampali. Kurs dla  dolara amerykańskiego wydał mi się korzystniejszym i wynosił: na lotnisku 1 USD= 3,550 UGX; w mieście 1 USD= 3,655 UGX, 1 EUR= 4,400 UGX

Nie ma możliwości wymiany banknotów USD wydanych przed rokiem 2000. Dość często zdarza się, że banknoty o nominale 50 USD wymieniane są po niższym kursie bądź nieakceptowane. Karty kredytowe VISA i Master Card są akceptowane w większości sklepów i hoteli. W mieście widziałem bankomaty.

Internet i telefony, prąd, wtyczki: Internet jest dostępny w hotelach.  W mieście sporadycznie istnieją kawiarenki internetowe- może nie są potrzebne. Telefony GSM nasze działają. Prąd taki jak  u nas. Wtyczki typu brytyjskiego: prostokątne bolce.

Ceny: towary i usługi : generalnie na ulicy niezbyt wysokie. Dla wygody podaję ceny w USD: hotele w cenach powiedziałbym normalnych:  od około 10 USD za  dorm, po droższe…

Woda butelkowana: 0,5 litra za  0,28 USD, 1,5 litra za 0,6- 0,84 USD. Hinduskie pierożki  samosa za ok. 0,28 USD/sztukę. Trzy małe banany za cenę podobną. Ceny w KFC podobne do polskich. Piwo Nil 0,5 litra od 0,8-1,5 USD. Jadąc autobusem nie brakuje obnośnych handlarzy: szaszłyki, gotowane jajka, placki czapati, banany i inne…- można kupić przez okno, lub  w autobusie, gdyż pchają się do wnętrza gdy tylko obsługa zezwoli.

Jak dojechać? Najwygodniej samolotem. Można przekroczyć granice drogami lądowymi  z krajów   sąsiadujących.

Bezpieczeństwo: obecnie, kraj raczej bezpieczny.

Powtarzam za naszym  MSZ: Niebezpieczne jest podróżowanie po zmroku i nocą ze względu na zły stan dróg oraz duże ryzyko bandyckich napadów. Ze względu na częste kradzieże, zaleca się turystom szczególną ostrożność w restauracjach, barach i na bazarach. Okradane są samochody na parkingach i podczas postoju w korkach ulicznych. Podróżujących publicznymi środkami transportu przestrzega się przed przyjmowaniem jedzenia i napojów od nieznajomych. Żywność taka może zawierać środki odurzające i narkotyki. Bandyci w środkach komunikacji publicznej mogą używać również chloroformu. Należy unikać noszenia przy sobie większej kwoty pieniędzy i biżuterii. Należy zwracać uwagę na ubiór, aby nie przypominał umundurowania wojskowego, tzw. panterki, w szczególności na terenie przygranicznym Ugandy z Demokratyczną Republiką Kongo, który jest objęty działaniami militarnymi. Zabronione jest fotografowanie obiektów wojskowych i policyjnych, jak również ich personelu.

Co do zdrowia: przed wyjazdem do Ugandy zaleca się szczepienia ochronne przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby, meningokokowemu zapaleniu opon mózgowych. Wymagane jest zaświadczenie o zaszczepieniu przeciwko żółtej febrze. Na początku 2015 r. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło epidemię tyfusu w Kampali i zachodniej części kraju, która przedostała się również na północ. W latach ubiegłych odnotowano przypadki zachorowań na  gorączkę krwotoczną wywoływaną przez wirus ebola, cholerę oraz meningokokowe zapalenie opon mózgowych. W sprawie zalecanych szczepień należy każdorazowo konsultować się z lekarzem prowadzącym. Na terenie Ugandy występuje duże zagrożenie malarią, praktycznie przez cały rok. Szerzej o malarii piszę TUTAJ. Jest to pod tym względem jeden z najgorszych krajów na świecie. Tutaj, też dowiesz się , co to jest mucha tse tse.

Zalecane jest używanie wody przegotowanej lub butelkowanej, także do mycia zębów. Butelkowana woda stołowa jest łatwo dostępna. Inne napoje należy kupować wyłącznie butelkowane lub w puszkach. Nie należy pić wody i soków oferowanych w podrzędnych restauracjach czy przez ulicznych sprzedawców, jeść surowych warzyw i niemytych owoców. Należy unikać również lodu oferowanego do napojów.

Poziom opieki medycznej znacznie odbiega od standardów europejskich, nawet w stolicy kraju. Na prowincji oferowane są jedynie podstawowe usługi medyczne. Za usługi medyczne, cudzoziemcy płacą gotówką. Koszt wizyty lekarskiej to wydatek rzędu ok. 20-50 USD. Dzień pobytu w szpitalu kosztuje 70-100 USD. Zaleca się wykupienie międzynarodowego ubezpieczenia zdrowotnego.

Transport i informacje turystyczne: na lotnisku i w mieście są  informacje turystyczne, ale mapek tam nie  spotkałem. Więcej broszur reklamowych posiadały hoteliki. Ruch lewostronny. W komunikacji dalekobieżnej dominują dobre autobusy, na prowincji lokalne połączenia obsługują minibusy (matautu). Ostatnim ogniwem są motocyklowe taxi (boda-boda)- siedzisz na siodełku  za kierowcą.

I  znowu za MSZ: podróż po Ugandzie należy planować z uwzględnieniem wielu czynników ryzyka (kradzieże, rozboje, wypadki drogowe, choroby). Zwiedzanie parków narodowych  zalecane w towarzystwie strażników. W porze deszczowej lokalne drogi są przejezdne tylko dla samochodów z napędem na cztery koła. Komunikacja autobusowa jest ogólnie dostępna i stosunkowo tania, jednak nie jest bezpieczna.  Często odnotowuje się wypadki nocnych autobusów i minibusów, szczególnie na liniach łączących stolicę miasta Kampalę z innymi głównymi miastami w Ugandzie, a także autobusów międzynarodowych z Nairobi i Dar es Salaam. Nocne autobusy mogą być również zatrzymywane siłą i okradane przez bandytów, którzy z pozoru wyglądają i podróżują jako pasażerowie. W Kampali istnieje również tani motocyklowy transport publiczny, mimo że bardzo popularny i sprawdzający się w stołecznych korkach, to ryzykowny ze względu na wysoką wypadkowość oraz brak ubezpieczenia.

Na jeziorze Alberta oraz Wiktorii dostępny jest publiczny transport łodziami (tzw. ferry). W ubiegłych latach zdarzyło się na skutek ich przeciążania wiele wypadków.

Korzystałem z różnych środków lokomocji i poruszałem się pieszo po centrum miast. Niżej szczegóły i ceny:

Kampala:

Lotnisko Entebe- hotel Red Chili w Kampali: taksówką (bo środek   nocy), około 40  km, godzina jazdy i szukania hoteliku (jest na opłotkach miasta) za ok 26 USD. W porze jasnej można pojechać mini busami. W drodze powrotnej z Kampali pojechałem matautu za 0,8 USD x2 bo mój bagaż zajął drugie miejsce (1,5 godziny) do centrum Entebbe. Stamtąd 6 km na boda boda na lotnisko za 1,5 USD.

Hotelik Red Chili- centrum Kampali- ok.8 km, około 30 minut jazdy w zależności od korków. Jest to transport darmowy. Wyjazdy z hotelu: 9.00, 12,00 i 16.00, a powrót o: 10,30, 13,30 oraz 17,30-  trzeba   się zapisać w recepcji.

Supermarket Oasis- plac w centrum z mini busami: motocyklem boda boda, 5 minut, około 4   km, 0,8 USD.

Kampala- Kabale: autobus z dworca Bismakan 7.00-13,30, 407 km, za 8,2 USD. Odjazd następuje po zapełnieniu miejsc siedzących. Najtrudniejsze nie dać się oszukać nagabywaczom- który autobus odjedzie pierwszy.

Kabale- Buhoma: boda boda 95 km, 3,5 g po szutrowej drodze, za 14 USD. Zabezpiecz bagaż przed brudem. Lub taxi za ok 60 USD.

Buhoma- Kisoro: ok 130 km, okazjonalny autobus i potem dwa boda boda za 55 USD. Za taxi zapłacisz minimum 100 USD. Brak transportu regularnego w stronę Kabale i  Kisoro. Jest w stronę Kampali.

Kisoro- Bunagana (przejście graniczne do Konga): boda boda, ok 14 km, 29  minut, 1,2 do1,5 USD.

Kisoro-  Kampala: autobus za 7 USD

Hotele

Kampala:

– spałem w Red Chili Pension w dorm za 12 USD. Pokój 1 osobowy 40 USD. Przyjemny wart polecenia mimo tego, że jest na opłotkach.

– a centrum miasta: Hotel Harambe 2- nd flor Venus Plaza Plot14-18 Nakivubo Place Road, Kampala, za 12 USD/noc

Bohoma: Bohoma Community Rest- na terenie Parku Narodowego przy miejscu startowym na wycieczki do goryli. Czysty ale drogi. Obok istnieją tańsze- poza sezonem dostępne bez rezerwowania. Sezon to pora sucha. Noc za 30 USD w dorm.

Kisoro: Rafiki Guest House  Bunagana Road, pokój 2 osobowy za 30 USD/noc. Wart polecenia. Obok wiele innych.

 

Przewodniki: nie  szukałem. Wystarczyły mi informacje z Internetu, oraz informacje na miejscu.  

Atrakcje turystyczne: Nie rozpisuję się- patrz relacja z podróży. Najważniejsze niżej:

Wodospad Murchisona, Jezioro Wiktorii, Ruwenzori a przede wszystkim serdeczni ludzie to główne, choć nie jedyne atrakcje Ugandy.

Kampala: duże miasto  ale sympatyczne. Kilka ciekawych miejsc w centrum…..

Wycieczka 3-dniowa z Kampali o nazwie: 3-Day The Big 5 Safari to Murchison Falls National Park, za 380 USD, na stronie https://www.safaribookings.com/day/t369

Wycieczka do goryli w Ugandzie:  zarezerwowałem miejsce w grupie poprzez wspomniane Biuro Podróży Red Chili: koszt 600 USD+10 % ich marży (ale  nie miałem problemów z miejscem i wcale nie tak odległy termin- około 2 m-ce wcześniej).

Kisoro: dobre miejsce na wypad do Konga, lub stop przed przekroczeniem granicy z Ruandą.

 

Powrót do relacji z podróży