Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Argentyna

Spis treści

Argentyna. Patagonia i Ziemia Ognista, informacje praktyczne.

Dodano: 19-03-2014

Argentyna, Patagonia i Ziemia Ognista- informacje praktyczne.

Wizy– Polacy ich nie potrzebują.

Kiedy jechać: od października do marca gdy ptaki i zwierzęta morskie wracają na ląd, jest cieplej i dzień jest znacznie dłuższy (tutejsze lato).

Język, waluta- hiszpański, ale porozumiesz się także po angielsku. Waluta: obowiązuje argentyńskie pesos- kod ARS. Kurs wymiany w bankach najgorszy 1 USD= ok.8 ARS (na III. 2014). Hotele, sklepy i biura za wycieczki przyjmują też USD, wymieniając je po tym samym lub wyższym kursie (do 10 ARS). Wymieniłem w sklepie po kursie 1 USD=10 ARS. Czasami zapłacisz kartą kredytową.

Telefon, Internet, prąd: nasze komórki działają. WiFi posiadają prawie wszystkie hotele/hostele. Elektryczność 240V/50 Hz. Wtyczki jak w kraju.

Noclegi:

El Calafate- spałem w  America del Sur hostel 13 USD/noc w pokoju wieloosobowym (B&B). Odległość od dworca autobusowego- 15 minut spacerem. Pomoże w załatwieniu formalności, zorganizuje-zamówi, zadzwoni, itd. Sporo innych w pobliżu w podobnej i wyższej cenie. Na dworcu autobusowym jest informacja turystyczna: mapki itp.

Ushuaia spałem w Hush Hostel, Deloqui 636, za 15 USD/noc w pokoju wieloosobowym (B&B). Zlokalizowany w odległości 2 przecznic pod górę od dworca autobusowego przy porcie. Mnóstwo innych miejsc noclegowych w podobnych cenach. Dobra informacja o okolicy. Przy porcie znajduje się też bardzo dobra informacja turystyczna.

Transport do głównych miejsc ciekawych turystycznie:

 Do El Calafate  w Patagonii możesz przyjechać dobrej klasy autobusami: z Argentyny, lub od strony Chile z Punta Arenas np. poprzez Puerto Natales.

Do Ushuaia na Ziemi Ognistej: można się dostać w trojaki sposób (poza samolotem):

-z Punta Arenas w Chile promem i autobusem. Najpierw przeprawić się promem przez Cieśninę Magellana do Porvenir a potem autobusem.

-z Argentyny od strony Rio Gallegos (czytaj Rio Gasiegos), lub z Calafate. Dobrej klasy autobusy. Jest tylko jeden autobus pozwalający pokonać trasę z El Calafate w ciągu jednego dnia (kursuje codziennie z wyjątkiem niedzieli). Ma odjazd w nocy o 3.00, inaczej musisz spać w Rio Gallegos, a to nieciekawe miasto przemysłowe. Cena z El Calafate do Rio Gallegos 18 USD (4g). O 9.00 następny autobus, który po drodze pojedzie przez dwie granice, oraz promem przepłynie Cieśninę Magellana. Cena 59 USD, przyjazd 21.00.

promem przez fiordy chilijskie z/do: Punta Arenas (Chile), linii Cruseiros Australis, www.australis.com . Płynie fiordami Ziemi Ognistej, w dwóch wersjach tras:  przez 3 lub 4 noce. Ceny: na trasie dłuższej 1800- 1990 USD (taniej przez Internet z wyprzedzeniem-tę wyższą zapłacisz na miejscu). Krótsza trasa to ok.1500 USD. Odwiedza też Przylądek Horn. Jest to najciekawsza widokowo droga dla turysty, który nie odwiedza Antarktydy, lecz jest dość droga.

Zwiedzanie, najciekawsze miejsca (dla mnie):

-w El Calafate, masz do wyboru, poza zwiedzeniem centrum miasta- max.3 g :

-jednodniową wycieczkę autobusem i statkiem wycieczkowym po Jeziorze Argentina do Los Glaciares. Nazwa wycieczki Todo Glaciares, cena 80 USD+ 13 USD wstęp do parku narodowego, (7,15-ok.17.00, ok. 40 km bus i podobna odległość po wodzie). Odwiedzisz kilka bardzo ładnych lodowców i… góry lodowe (tu byłem).

-pojechać na mnóstwo innych tańszych i droższych wycieczek, w tym trekking po lodowcu (ok. 130 USD).

-najtaniej jest pojechać rejsowym autobusem do PN Los Glaciares (40 km, 20 USD), zapłacić za wstęp do parku (13 USD), i spacerem podejść na punkty widokowe największego lodowca Perito Moreno (czas spaceru do powrotu 4 g).

-w Ushuaia. To bardzo ciekawy region Argentyny, skąd rusza 90% wycieczek i wypraw na Antarktydę. To także jeden z końców trasy morskiej przez fiordy Ziemi Ognistej (Tierra del Fuego) głównie chilijskie, Cape Horn, ze wspaniałą przyrodą, górami, lodowcami, z drugim końcem w Punta Arenas. Masz kilka możliwości, podaję najciekawsze:

– trekking w okolicznych ośnieżonych górach z licznymi jeziorkami, lasem i miejscami campingowymi. Możesz to robić również w Parku Narodowym Ziemi Ognistej.

-widowiskowa wycieczka całodniowa autobusikiem do tego Parku Narodowego (tu byłem), w tym trekking dowolnie długi szlakami, pomiędzy przystankami minibusów. Co godzinę odjeżdżają minibusy z okolicy portu (przy stacji benzynowej). Pierwszy jest o 9.00, cena 15 USD w obie strony. Po 12 km dojedzie się do bramy parku i zapłacisz 11 USD bilet wstępu. Bus jedzie dalej aż do końca trasy z kilkoma stopami, gdzie możesz wysiąść/wsiąść w kolejne busiki za godzinę…

-kilka innych możliwości, np. do Laguny Esmeralda. Podobnie jw: busik za 10 i 1,5 USD wstęp (ok. 6 g).

-zwiedzenie miasta w tym dwa muzea, historyczna kolejka po okolicy, sklepy… najciekawsze jest Muzeum Na Końcu Świata (Museo del Fin del Mundo-wstęp 7 USD)

Przewodniki; jest kilka do wyboru z językiem polskim: Ameryka Południowa…

Antarktyda, jak ją zwiedzić za 50% normalnej ceny?- piszę o tym pod hasłem Antarktydainformacje praktyczne (kliknij)

 

Argentyna. Patagonia i Ziemia Ognista, relacja z podróży.

Dodano: 19-03-2014

Argentyna. Patagonia i Ziemia Ognista, relacja z podróży

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

Zwiedzam ten daleki zakątek świata, w czasie samotnej podróży, która nazwałem „Południowo-Atlantycką Odyseją”. To długa, ponad dwu-miesięczną wyprawa. Informacje praktyczne dotyczące zwiedzenia tej części Argentyny znajdziesz TUTAJ (kliknij). Jadąc autobusem z Chile do Argentyny, kojarzyły mi się: jedna pieśń i jedna piosenka. Najpierw ta z filmu o Panie Michale: „w stepie szerokim, którego okiem, nawet sokolim nie zmierzysz…” Tylko, że tutaj step nazywa się pampą: chilijską i argentyńską, a ptakiem byłby raczej … kondor, choć orły i sokoły tutaj również mieszkają. Wyobraź sobie jazdę przez setki kilometrów, prawie przy takim samym równinno-wyżynnym krajobrazie, a wszystko o tej porze, w buro i żółto-beżowym kolorze. Jak mówią amerykańscy polonusi rodem spod Krakowa, tutejsze „farmecki” są olbrzymie. Możesz jechać kilkanaście minut 100 km/godzinę, i nie zobaczyć kolejnych zabudowań gospodarskich. Policzyłem, muszą mieć wielkość odpowiadającą … polskiemu powiatowi… jednemu, lub kilku naraz. I tu druga piosenka Łazuki, o trenerze piłkarskim Piechniczku, z refrenem:… „tego nie wie nikt…”!  No bo jedziesz i jedziesz, i nie wiesz co będzie dalej, nawet mając mapę. Wokół tylko trawa, i pokraczne kostropate nieliczne drzewka lasu patagońskiego, czasami stadka owiec na pastwiskach ogrodzonych niskimi płotkami, o wielkości kilku kilometrów kwadratowych. Czasem chodzą sobie tutejsze lamy guanako i strusie nandu. Płotki im nie przeszkadzają, te zatrzymują tylko owce, czy krowy. Zabudowań żadnych. Jedyną rozrywką są: curvy pojedyncze lub kilka naraz (fonetycznie: „kurwy”, nie mylić proszę ze swobodą obyczajów- to tylko zakręty po hiszpańsku), lub jakieś skrzyżowanie z napisem… co godzinę jazdy? Nie ma co się dziwić, Patagonia leży w tzw. strefie „ryczących czterdziestek”. Zapewniam nie ma to związku, z płcią… odmienną od mojej. Jest to odległość pomiędzy 40 i 50 stopniem szerokości geograficznej południowej, gdzie prawie zawsze wieją huraganowo-silne zachodnie wiatry. Ledwo wystawisz głowę, a „upiorny wiaterek” chce ci ją urwać. Nie ma się co dziwić brakiem drzew. Z półdrzemki obudziło mnie ożywienie w autobusie, po ponad 6 godzinach jazdy dojeżdżamy do celu. Na horyzoncie El Calafate. Niewielkie 15 tysięczne argentyńskie miasteczko w prowincji Santa Cruz, będące bazą wypadową do Parku Narodowego Lodowców (Los Glaciares). A wszystko w Patagonii ogromnej krainie geograficznej, leżącej w Argentynie i Chile na północ od Cieśniny Magellana. W El Calafate  ogląda się wysokogórską przyrodę, i majestatyczne potężne jęzory lodowców spływających do Jeziora Argentina. Niewielkie miasteczko El Calafate żyje głównie obsługą ruchu turystycznego. Mnóstwo hotelików, sklepów z pamiątkami, restauracyjek itp. Na zdjęciach: najczęściej spotykany widok po drodze z Chile, oraz centrum El Calafate.

Argentyna 01

Argentyna 02

Postanowiłem zatrzymać się na dwie noce i zwiedzić to miejsce. Najlepiej zrobić to kupując wycieczkę całodniową, i tak też zrobiłem. Popłynąłem po odnogach jeziora dużym katamaranem wycieczkowym, nomen omen o nazwie „Quo Vadis”. Już kilkanaście minut po wypłynięciu płyniemy pomiędzy coraz większymi górami lodowymi. W okolicy działają potężne lodowce, i to właśnie one cielą się, pozostawiając ogromne bryły lodowe w wodach jeziora. Na zdjęciach dwie takie góry. Nasz statek płynie szybko, ale potężne góry lodowe, coraz częstsze im bliżej czoła lodowca, omija z dużym zapasem.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Podpływam najpierw pod lodowiec Upsala z bardzo szerokim czołem lodowca, z potężną moreną centralną, wyglądająca jak ogromna autostrada, która „urodziła” te góry lodowe pokazane wcześniej. Przez tysiące lat śniegi zamieniające się w lód, utworzyły największy w świecie lądolód poza strefami polarnymi, który na dodatek jako jedyny się powiększa. Następnie oglądam kilka innych mniejszych lodowców z których najbardziej spektakularny wygląd ma Lodowiec Spegazzini. Na zdjęciach lodowce: Upsala, oraz autor relacji na tle Lodowca Spegazzini.

www.wedrowkizpawlem.pl

Argentyna 06

Najwspanialszym tworem lodu i skał, jest jednak ponad 60 metrowy Lodowiec Perito Moreno. Można go jako jedyny tutaj oglądać, również przybywając autobusem z punktów widokowych. Wszystko to trwa kilka godzin, podczas których nasz katamaran pokonuje kolejne odnogi Lago Argentino, w zmieniającej się co kilka minut scenerii, ośnieżonych 2- 3-tysięcznych szczytów Andów Patagońskich. Na zdjęciach jeden z nich z małym lodowcem, oraz czoło Lodowca Perito Moreno.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Jadę dalej aby w ciągu jednego dnia, przejechać ponad 800 km do Ushuaia. Zamierzałem się zatrzymać w dużym przemysłowym mieście Rio Gallegos, ale postój wypadł mi w niedzielę, a autobus tego dnia nie kursuje. Nawet nie żałowałem, bo prawdę mówiąc w tym mieście, poza katedrą nie ma co zwiedzać. Mam za to pod dostatkiem widoków stepów- pampy argentyńskiej. Ludzie żyją tutaj głównie z hodowli owiec, prowadzonych jak już pisałem na rozległych estancjach (patrz fotki niżej).

Argentyna 09

Argentyna 10

Mój autobus aby dojechać do celu musi przekroczyć dwukrotnie granicę z Chile, oraz przepłynąć promem Cieśninę Magellana. Po jej przepłynięciu żegnam Patagonię i witam Ziemię Ognistą. To kraina na południe od cieśniny należy do Argentyny i Chile. W pobliżu Cieśniny jeszcze ma wygląd stepu, ale szybko się zmienia na terem bardziej pagórkowaty, a później wysokogórski. Ostatnie godziny przed Ushuaia jadę przez ośnieżone szczyty długą kotliną górską, w promieniach zachodzącego słońca. Wydać by się mogło, że Ziemia Ognista, to kraina ze zjawiskami wulkanicznymi. Otóż nic podobnego, tę nazwę wymyślili z początku XVI wieku, podobno marynarze Magellana, od poświaty ognisk tubylczych Indian. Samo Ushuaia jest w świecie miastem najbardziej wysuniętym na południe. Na zdjęciach: mój prom na Cieśninie Magellana, oraz centrum miasta na końcu świata.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Nie żartuję sobie z tym… końcem świata. Ushuaia posiada Muzeum Na Końcu Świata (Museo del Fin del Mondo). Zacząłem mój 3 dniowy pobyt od zwiedzenia miasta. Jest niedziela, zaczyna wyglądać słoneczko, które uwypukla białe szczyty gór otaczających miasto. W porcie cumuje kilka 2-3 i 4 masztowych żaglowców, które przypłynęły na obchody 100-lecia marynarki Argentyny. Na zdjęciach centrum Ushuaia i gala banderowa żaglowców w porcie.

www.wedrowkizpawlem.pl

Argentyna 14

Zwiedzając Chile i Argentynę 3-krotnie przekraczałem granicę między tymi państwami. Zauważyłem „dziwny zwyczaj”, polegający na stosowaniu nieutwardzonych asfaltem dróg w pobliżu przejść granicznych. Wygląda to tak: bardzo dobra droga, nagle na kilka km od granicy zamienia się w drogę szutrową, podobnie z drugiej strony- czyżby miało to związek z ewentualnymi działaniami wojskowymi? Na szutrowej drodze łatwiej ukryć… miny? W latach 80-ch XX wieku miał miejsce konflikt zbrojny pomiędzy Argentyną i Chile. Zakończył się traktatem w 1985 r, który dokonał podziału wpływów gospodarczych, w rejonie Ziemi Ognistej pomiędzy Argentyną i Chile. Zwiedzając te części Argentyny, widzę często manifestacyjne napisy, dotyczące argentyńskiej przynależności państwowej Malwinów. Tutaj nie istnieje w ogóle nazwa Falklandy. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu, o nieudanej argentyńskiej próbie zbrojnego przejęcia tego archipelagu w 1982 roku. Brytyjczycy jednak skończyli tę 2 miesięczna próbę sił wysłaniem potężnej armady, która zbrojnie zakończyła konflikt na Falklandach/Malwinach, poddaniem się Argentyńczyków. Na bulwarze nadmorskim Ushuaia istnieje pomnik, upamiętniający bohaterów walk o Falklandy (patrz foto). Na drugim zdjęciu pokazuję stary cmentarz, ze zwyczajem grzebania zmarłych w piętrowych budowlach… nad gruntem.

Argentyna 16

Argentyna 15

Zwiedzam najciekawsze miejsce w pobliżu Ushuaia. Jest to Park Narodowy Ziemi Ognistej (Tierra del Fuego). Zrobiłem w nim dość długi nasto-kilometrowy, kilkugodzinny spacer wśród powyginanych drzew, jeziorek, niewielkich zatok i klifów nadmorskich. Na zdjęciach jedna z zatok, i tubylczy skrzydlaty mieszkaniec.

www.wedrowkizpawlem.pl

www.wedrowkizpawlem.pl

Na końcu dotarłem do celu tej wycieczki,  początku czy też końca, drogi panamerykańskiej. W Argentynie nosi nr 3, i jak zobaczysz do drugiego końca na Alasce jest 17.848 km. Toż to prawie połowa długości równika ziemskiego, a na pewno najdłuższa droga na świecie. W sklepach najczęstszą pamiątką jest postać pingwina. Mnie spodobał się ten wykonany z czekolady, w sklepiku piekarniczym. Na zdjęciach autor na początku/końcu w/w drogi, oraz słodkie pingwiny.

Argentyna 19

www.wedrowkizpawlem.pl

Zwiedzając Ushuaia można popatrzeć z morza, na długi fiord prowadzący w stronę Atlantyku (Kanał Beagle), i dalej na Antarktydę. Zobaczę go jeżeli pogoda pozwoli z pokładu statku, w drodze na Antarktydę. Niżej mapka całej mojej trasy w Patagonii i Ziemi Ognistej, w Chile i Argentynie. Hasta luego Tierra del Fuego.

statek na Antarktydę

 

Następna relacja będzie z Antarktydy.

Przejście do poprzedniej relacji: Patagonia w Chile.

Przejście na początek trasy: Falklandy.

 

 

 

 

 

 

 

Argentyna, galeria zdjęć

Dodano: 20-04-2012

Podróż po kilku miejscach w Argentynie,  odbyłem w ramach miesięcznej wycieczki objazdowej,  w listopadzie i grudniu 1997 r. Trasa objazdu rozpoczęła się w Chile, i dalej wiodła przez: Urugwaj, Argentynę, Paragwaj do Brazylii. W Argentynie zobaczyłem z żoną: -miasto w głębi pampy argentyńskiej Mendozę, i jej okolice w wysokich Andach, w tym rafting,
-Buenos Aires i okolice, oraz
-wodospady Iquasu.
Załączam kilka starych zdjęć.

Argentyna

państwo w Ameryce Płd.Mendoza,Buenos Aires, tango show,Andy, pampa argentyńska,wodospady Foz de Iquasu,podróżnik, Paweł Krzyk,łodzianin, Wodospady na IQASU po stronie argentyńskiej Mendoza miasto na pampie argentyńskiej u stóp Andów,państwo w Ameryce Płd.Mendoza,Buenos Aires, tango show,Andy, pampa argentyńska,wodospady Foz de Iquasu,podróżnik, Paweł Krzyk,łodzianin, na rgentyńskim rancho, Buenos Aires,państwo w Ameryce Płd.Mendoza,Buenos Aires, tango show,Andy, pampa argentyńska,wodospady Foz de Iquasu,podróżnik, Paweł Krzyk,łodzianin,

 

 

Argentyna, Patagonia i Ziemia Ognista, film

Dodano: 19-02-2018

Podróż Pawła Krzyka do Patagonii i Ziemi Ognistej w Argentynie. Wyprawa, którą nazwałem „Południowo- Atlantycką Odyseją”. Zobacz film HD z podróży.

 

Chubut, Półwysep Valdes, relacja z podróży

Dodano: 05-11-2019

Chubut, Półwysep Valdes, relacja z podróży (na listopad 2019)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

 

Argentyna  nie może się nie podobać: Buenos Aires, wodospady Iguazu, Patagonia, tango, wołowina z grilla i yerba mate. Prawie trzy  miliony kilometrów kwadratowych powierzchni mówi za siebie. Warto wiedzieć, że odległość między najdalej wysuniętymi miejscowościami na północy (La Quiaca) i południu (Ushuaía) – wynosi ponad cztery tysiące kilometrów. Dodaj sobie do tego prawie wszystkie klimaty, od prawie tropikalnego (amazońskiego) na północy do polarnego na południu. 

Będąc tutaj zwróci się uwagę na urodę mieszkańców, wynikająca z mieszanki ras i pochodzenia, oraz na luz i serdeczne podejście tubylców do turystów: częsty uśmiech, uścisk dłoni i… buziak.

Minusem jest komunikowanie się, gdyż mało kto mówi w innym języku niż po hiszpańsku- kontakt może być trudny, ale nie niemożliwy.

Ale dość marudzenia: komu się Argentyna spodoba: miłośnikom natury, fotografom… Występuje pełna paleta możliwości natury: wspaniałe lodowce, upalne plaże, starodawne lasy, popękana od słońca pustynia, kaktusy, … czy pola winogron.

Jestem tu po raz kolejny. Zwiedziłem wcześniej te najpiękniejsze, sztandarowe pozycje turystyczne: wodospady Iquasu, tutejsze Zakopane- Mandozę, wspaniałą środkową i południowa Patagonię z cudnymi cielącymi się lodowcami , czy wreszcie Ziemię Ognistą z początkiem Drogi Panamerykańskiej… i Muzeum Końca Świata. Zatańczyłem tango i  bawiłem się z  gauczos… Odpłynąłem także z Ushuaia na Antarktydę i dalej środkiem Atlantyku do Europy.

Obecnie chce zobaczyć resztę kraju, tę… z dala od turystycznych szlaków.

Rozpoczynam od prowincji Chubut, leżącej w krainie ryczących czterdziestek, jednocześnie najbardziej na północ wysuniętej części Patagonii. To miejsce  turystyczne licznie odwiedzane, nie tylko przez Argentyńczyków. Najciekawszy jest, znajdujący się na Liście Światowego Dziedzictwa… UNESCO, Półwysep Valdez. Miejscem wypadowym do niego jest miasto Puerto Madryn. Najwygodniej do niego dotrzeć poprzez oddalone  o 61 kilometrów lotnisko Trelew. Mój samolot z Buenos Aires lądował po drodze jeszcze dwukrotnie. Wreszcie z okna ujrzałem spalone słońcem półpustynne rejony, na  których drzew się nie uświadczy- tylko krzewy i drobne porosty. Drzewa przy „ryczących… wiatrach” nie mają szans aby normalnie wyrosnąć. Znajdzie się je tylko wśród domów.

 

 

Po bardzo  dobrej drodze wyjątkowo szybko znalazłem się w hoteliku tuż przy głównym placu Puerto Madryn. Odespałem dobę przelotów a potem był: świąteczny dzień, połowa wiosny i bujnie rosnące krzewy kwiatów, które zachęcały do spaceru. Zapach niektórych aż wiercił w nosie. Jak zwykle podobały mi się banksje, przypominające kwiatostanami wyciory do czyszczenia butelek.

 

 

Miasto najładniejsze jest w pasie nadmorskim- może się spodobać. Zobacz sam na załączonych zdjęciach.

 

 

Jest jeszcze przed sezonem. Turystów wabią liczne sklepiki i biura turystyczne, oferujące wycieczki w tym do interesującego mnie półwyspu Valdez. Puerto Madryn okazał się przyjemnym kurortem nadmorskim nad Atlantykiem, z piękną, długą  plażą.

 

 

Ostatecznie w swoim hostelu kupiłem wycieczkę całodniową: do wielorybów, słoni morskich i pingwinów. Cena wycieczki dla samotnego turysty okazała się podobna do kosztów wynajęcia samochodu. W cenie prawie 100€ miałem rejs łodzią i całodzienną podróż samochodem. Półtoragodzinne rejsy łodziami rozpoczynają się w Puerto  Piramides. Jest to jedyna miejscowość na terenie Parku Narodowego Valdez, która dawniej służyła do wywozu soli z solarnych wytwórni.

 

 

Półwysep Valdes, „jeszcze” nie jest zbyt skażony masową turystką. Dookoła rozciąga się surowy bezdrzewny krajobraz. Siadając na  łódź wciąganą traktorem do wody, mam nadzieję na spotkanie z wielorybami. Liczyłem na obejrzenie matek z kilkumetrowej długości potomstwem z odległości kilku metrów…, podobnie jak kiedyś na Antarktydzie.

Do wód Zatoki Nuevo koło Puerto Pyramides w szczycie sezonu (wrzesień – listopad) wpływa ponad 400 wielorybów. Zatoka jest miejscem rozrodu ogromnych waleni, swoiste trzy w jednym: bar na randki, porodówka i przedszkole. Tutaj odbywają się gody wielorybów, rodzą się młode, oraz następują przygotowania przed odpłynięciem na lato w zimne wody Oceanu Południowego (wokół Antarktydy).

– Jakie to uczucie zobaczyć z bliska morskiego potwora o długości do 17 metrów i wadze około 50 ton?

Wydaję się- patrząc z odległości kilku metrów, że nieco grozy i ogromny respekt, gdy mama z kilku metrowym dzieciakiem mijały łódkę. Widziałem kilkanaście wielorybów podczas niespełna dwugodzinnego rejsu. Wynurzają się co chwilę, aby zaczerpnąć powietrza, wtedy ogląda się krótką fontannę wydmuchiwanego powietrza i rozpryskiwanej wody, a zaraz potem widać grzbiet, i niekiedy charakterystyczne płetwy grzbietowe i najciekawszą ogonową.

 

 

Jeszcze do połowy dwudziestego wieku były celem połowów wielorybników, a z ciał potężnych ssaków uzyskiwano cenne produkty. Największe walenie nie mają zbyt wiele naturalnych wrogów, więc zaciekawione podpływały do łodzi, co pozwalało na ustrzelenie z ogromnych kusz. A że wypełnione powietrzem ciała nie opadały w głębiny oceaniczne, więc łatwo było je holować do brzegu. Obecnie prawie wszędzie wieloryby znajdują się na liście zwierząt objętych ochroną.

 

 

Valdes to jeden z najciekawszych parków narodowych w Ameryce Południowej. Poza wielorybami zobaczyć można tu również: orki, słonie morskie i pingwiny. Na wielkich równinach półwyspu żyją strusie nandu, lisy, lamy, pancerniki i inne rzadko spotykane gatunki zwierząt. Najczęściej obsługa samochodu wycieczkowego pokaże najciekawsze stworzonka widziane po drodze. Ciekawostką są na  przykład mary patagońskie, zawsze biegające parami (i wiernymi do śmierci). Te zwierzaki wyglądają jak coś pośredniego pomiędzy królikiem i psem.

W lądowej części wycieczki dotarłem na wschodnia część półwyspu do kolonii pingwinów Magellana. Można je podglądać godzinami. Niezdarnie tuptają wokół norek, kłócąc się pomiędzy sobą, gdy sąsiad za bardzo zbliży się do ich potomstwa.

Można je tutaj spotkać pomiędzy wrześniem a kwietniem. Przybywają na wylęg i odchowanie potomstwa. W pingwinich koloniach można chodzić tylko wyznaczonymi ścieżkami, zostawiając pingwinom pobocza, w których wygrzebują swoje norki.

Magellany są monogamiczne – przynajmniej na jeden rok! Są parami na okres wylęgu jaj i odchowanie potomstwa. Samce w czasie zalotów wyśpiewują serenadę, podnosząc głowę do tyłu, i wydając chrypliwy głos. Po serenadach, występuje zabawny dla widza, czas na wymianę pieszczot. Samce potrafią również dziobami ostro walczyć z rywalami o swoją wybrankę. Pingwin po zalotach kopie dziobem norkę, w której samiczka składa w połowie października dwa jaja. Okres wylęgu trwa 40 dni. Pingwiny wysiadywania jaja na zmianę. Pierwsze 20 dni na jajach przebywa samiczka, podczas gdy samiec poszukuje w wodzie jedzenia. Następnie na polowanie wyrusza samiczka… Te stworki nie są zbyt wielkie: wzrost do 45 cm i waga  do 5 kg.

 

 

W pobliżu na wąskiej mierzei rozlokowały się rodziny słoni morskich. Tutaj główny samiec jest znacznie większy od samicy i posiada charakterystyczny nos. Aby dotrzeć do kolejnych grupek morskich słoni, poszedłem na spacerek ścieżką wzdłuż klifu, i ten spacerek w dziewiczym terenie spodobał mi się najbardziej…

 

 

Przejście do następnej relacji: Neuquen…

 

 

 

Neuquen, Santa Rosa, San Luis, San Juan, Cordoba, relacja z podróży

Dodano: 09-11-2019

Neuquen, Santa Rosa, San Luis, San Juan, Cordoba, relacja z podróży (na listopad 2019)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

Prowincja Neuquen leży w zachodniej części Argentyny i graniczy między  innymi z Chile oraz północną Patagonią… Mimo obszaru równego 1/3 Polski mieszka tutaj tylko pół miliona ludzi, z tego 315 tysięcy w mieście Neuquen. Znalazłem pomnik emigranta, upamiętniający zaludnienie Argentyny przez kilkanaście nacji, w tym Polaków. Neuguen zamieszkiwało kilka wojowniczych plemion, na których teren Hiszpanie odważyli się wejść dopiero z początku XIX wieku. Samo miasto powstało… 115 lat temu. To pokazuje… jakie tu mają zabytki. Jednym z najstarszych jest stacja kolejowa. Znajduje się w samym centrum miasta i jest ozdobą niewielkiego parku. Kursuje jeden pociąg- tramwaj na szynach, do sąsiedniego miasteczka.

 

 

Centrum Neuquen posiada wąskie parki wzdłuż niektórych ulic. Symbolem miasta jest konny pomnik generała San Martina. W pobliżu można chwilkę odpocząć w katedrze katolickiej, chyba, że postanowi się wstąpić do regionalnego muzeum sztuki,  lub do jednej z wielu knajpek.

 

 

Od tego miasta zmieniłem środek transportu. Postanowiłem przemieszczać się autobusami, aż do końca pobytu w Argentynie. Autobusy wiodą prym w tym ogromnym kraju  i trzeba przyznać, że to nowoczesne, bardzo dobrej klasy pojazdy. Na dłuższych trasach kursują zawsze autobusy piętrowe, sypialne. Standard przejazdu najczęściej przypomina lot w klasie biznes. Bardzo szerokie fotele rozkładają się do pozycji prawie leżącej, a obsługa, podobnie jak w samolotach, serwuje w cenie biletu posiłki i napoje.

– Nie ma tak dobrze!- odpowiadam na domyślne pytanie,

– czy również alkoholowe?

– Ile to kosztuje? -ktoś zapyta. Otóż, wcale nie tak dużo. Za nocny przejazd o długości około 850 kilometrowy zapłaciłem równowartość 25 €. To przecież cena podobna do europejskiej…, ale u nas nie w takim luksusie.

Przed pierwszym odjazdem miałem kilka godzin czasu, więc udało mi się kupić bilety praktycznie na całą trasę w Argentynie. Na dużych  dworcach autobusowych znajduje się mnóstwo kas biletowych poszczególnych linii. Ten pomysł dzięki trzem godzinom kombinacji, pozwolił mi ustawić całą trasę godzinami, tak, że dalej już nie muszę logistycznie główkować.

W końcu ruszyłem i zacząłem podziwiać krajobrazy za oknem. Wyraźnie widoczne są rolnicze uprawy, sadownicze i winorośla, ale tylko wzdłuż kanionów rzecznych, czy równin, do których kanałami doprowadzono wodę z rzek. Ciekawostką jest ciasne obsadzenie szachownicy pól na miedzach, wysokimi, strzelistymi drzewami, które chyba stanowią zasłonę od wiatru. Cały pozostały teren jest krzewiastą półpustynią, miejscami wykorzystywaną do wypasu.

Czyli po prostu pampa (pampasy)?  Tak nazywana jest trawiasto- krzewiasta roślinność  stepowa w Ameryce Południowej, na której wypasa się bydło i owce. Występuje w Argentynie od wybrzeża Atlantyku po zbocza Andów, zajmuje ogromny obszar 765 tysięcy km².

Prowincja posiada złoża ropy naftowej. Żyją z tego, oraz produkcji energii elektrycznej.

Nużący krajobraz szybko usypia. Obudziłem się po północy, na dworcu  autobusowym w prowincji La Pampa.

 

 

Po prawie 10 godzinach jazdy nadal znajduję się na pampie, ale w centralnej części Argentyny. Jestem w Santa Rosa de Toay, mieście, w którym dominują kowbojskie suweniry, z tym, że w Argentynie „krowich chłopców” nazywają gauczami.

Rankiem wyjrzałem z okna i stąd pochodzi pierwsza załączona fotka. Druga przedstawia początek głównej ulicy miasta, a mianowicie aleję San Martin.

 

 

Najciekawszy w Santa Rosa jest Plac San Martin z interesującą fasadą zewnętrzną katedry Santa Rosa de Lima.

 

 

Poszwendałem się kilka godzin po 130 tysięcznym mieście; nie udało mi  się znaleźć firmy  sprzedającej karty telefoniczne; objadłem się lokalnymi przysmakami w knajpce typu szwedzki stół (za 4 USD); podziwiałem murale oraz wiosnę w tropiku… i wróciłem do hotelu.

Piszę w nim obecną relację i porządkuję zdjęcia. Czeka mnie 8-godzinny nocny przejazd do San Luis.

– Noc będzie na śpiąco- w autobusie! No… i w cenie biletu autobusowego.

 

 

Ten pyzaty z pierwszej fotki cieszy się, że dotarł do San Luis w centrum Argentyny. Pogoda jest boska i chce się jak najdłużej podziwiać kwitnącą wiosnę. Mam dzień na kontemplowanie urody przyrody… i Argentynek. Jednocześnie przekonuję się, że im dalej od turystycznych szlaków tym szybciej muszę odkurzać znajomość… hiszpańskiego. Niestety prawie nikt nie kuma po angielsku, a jeżeli to kilka słów.

Ale, ale, nareszcie dorwałem kartę telefoniczną i mam Internet. Szczególnie przydatny, gdy masz zarezerwowany super pokój w hotelu, IDZIESZ DO NIEGO, a tam się okazuje, że hotel to… dom zamknięty na głucho, i nie reagują na dzwonki czy telefony- zanocowałem obok w El Camina Hotel .

Cieszył mnie spacer po starówce: Plac Niepodległości, klasztor Santo Domingo, deptak ulicy Rivadavia, drugi plac z pomnikiem konnym, mnóstwem kwiatów, palm i… ludzi

 

 

Jaka jest Argentyna poza miastami? Najczęściej to kolczasto- trawiasta lub pustynna pampa. Czyli patrzysz w lewo, chęchy; patrzysz w prawo- tak samo; patrzysz do przodu – prawie pusta wstążka szosy. Czasem trafią się jakieś budy, czy mini domki. W drodze pomiędzy San Luis i San Juan było podobnie. Zanim dojechałem, wyglądało, że jadę przez półpustynię. Potem autobus wjechał pomiędzy dwa pasma górskie Andów i zaczęły się sady  oraz winnice- dzięki nawadnianiu.

Tutaj dominują winorośla. Nawiasem mówiąc ich wina mają dwie pozytywne cechy: niezłe i bardzo tanie. Nic dziwnego, winnice istnieją na powierzchni 500 km2.

 

 

 Dwukrotnie w historii: w końcu XVIII wieku oraz w 1944 roku miasto nawiedziły silne trzęsienia ziemi, podczas których legło w gruzach- obecnie jest półmilionowe, a cała prowincja liczy 620 tysięcy mieszkańców. Jak widać, również po poprzednich prowincjach, Argentyńczycy mieszkają przede wszystkim w miastach.

Zamieszkałem w kwaterze prywatnej w Santa Lucia, a zwiedzam San Juan- miasta  przylegają do siebie. Miasto San Juan przypominało mi stolicę sąsiedniej  prowincji- Mendozę, gdzie podobnie, ulice z obu stron obsadzono platanami, a żeby drzewa mogły rosnąć, poprowadzono kanały nawadniające wzdłuż ulic  z obu stron. Miasto dla mnie było… takie sobie. Centrum rozłożone jest przy placu centralnym o nazwie 25 Maja.

 

 

W środkowej Argentynie, poza stolicą, największym miastem jest Cordoba z ponad półtora milionową populacją. Położona u podnóża gór Sierra de Córdoba, nad rzeką Suquía, uchodzącą do jeziora Mar Chiquita.

Miasto zostało założone w końcu szesnastego wieku przez Jerónimo Luis de Cabrera, który nadał mu nazwę hiszpańskiego miasta. Było jednym z najstarszych ośrodków miejskich hiszpańskiego imperium kolonialnego w dzisiejszej Argentynie. Znajduje się  tutaj siedziba najstarszego uniwersytetu w Ameryce Południowej – w 1613 roku zakon jezuitów utworzył Universidad Nacional de Córdoba. Z okresu kolonialnego zachowało się wiele cennych zabytków.

 

 

Najbardziej interesującym rejonem tego zatłoczonego molocha miejskiego jest Manzana Jesuítica, w którym znajdują się XVII-wieczne budynki związane z działalnością jezuitów: uniwersytet, szkoła Montserrat, kościół Towarzystwa Jezusowego, oraz pojezuickie gospodarstwa rolne. Dzielnica znajduje się na liście… UNESCO. Ważnym punktem na turystycznej mapie miasta jest także katedra przy Plaza San Martín.

Córdoba to ważny ośrodek gospodarczy kraju. Rozwinął się przemysł środków transportu: fabryki samochodów Renault, Volkswagen i Fiat Auto Argentina, fabryki traktorów i pociągów, oraz przemysł lotniczy.

 

 

Niżej fotka z katedry,  którą można zwiedzić również od  góry, oraz mapka trasy.

 

 

Przejście do następnej relacji: La Rioja, Catamarca, Santiago…

Przejście do poprzedniej relacji: Chubut, Półwysep Valdez

 

 

 

La Rioja, Catamarca, Santiago de Estero, relacja z podróży

Dodano: 14-11-2019

La Rioja, Catamarca, Santiago de Estero, relacja z podróży (na listopad 2019)

Tekst i foto: Paweł Krzyk

La Rioja (Rioha), jest krainą półpustynną na północnym zachodzie Argentyny u podnóża Andów. Występują krótkie zimy i bardzo gorące lata. Od położonego na zachodzie łańcucha Andów z najwyższym szczytem Monte Pissis (6795 m. …), teren stopniowo się obniża przechodząc w sierrę, a następnie suche pampasy. Właśnie tymi pampasami najczęściej podróżuję, mając po zachodniej strony pasma górskie.

Leżące u podnóża gór Sierra de Velasco, około 150- tysięczne miasto La Rioja, wita postacią bosonogiego wąsacza z dzidą.

 

 

 W niedzielne przedpołudnie poszedłem na mszę świętą w stylu latyno- amerykańskim, do katedry św. Mikołaja z Bari. Niezwykła serdeczność ludzi. Następnie dotarłem na stację kolejową, tyle, że stacji  już nie ma. Zostały budynki stacyjne, ładnie pokryte muralami zbiorniki wodne i stara lokomotywa.

 

 

 Spacer po wyludnionym centrum miasta zakończył się zakupem wina… za 2 USD.

W odległym o trzy i pół godziny jazdy autobusem znajduje się Park Narodowy Talampaya, w którym występują ciekawe turystycznie ściany i formacje skalne, oraz petroglify datowane na 10.000 lat p.n.e. Dowodzi to, że na długo przed pojawieniem się hiszpańskich kolonizatorów ziemia była zamieszkiwana przez miejscowe plemiona. Hiszpańscy konkwistadorzy przybyli tu w XVI wieku.

Obecnie żyją tu głównie z rolnictwa, które w La Rioji występuje jedynie w wąskim pasie wzdłuż rzek i miejscach sztucznie nawadnianych. Uprawia się winorośl, orzechy, oliwki, i bawełnę.

Odpoczynkowy dzień zakończył się pisaniem relacji… przy szklaneczce, (-ach) czerwonego wina Riojanas…

– I jak tu nie zostać pijakiem? Ciekaw jestem, co maja Basia na to powie?

 

 

W Catamarca, stolicy kolejnej andyjskiej prowincji, idąc z plecakiem do hosteliku, w dwóch miejscach mój telefon zrobił fotki. Sądzę, że chyba też byście to zrobili. Pierwsza przy oryginalnych kolczastych drzewach butelkowych, a druga przypominała mi współczesnego Don Kichota.

 

 

Miasto właściwie nazywa się San Fernando del Valle de Catamarca, którą skracają do „Catamarca”. Przed przybyciem konkwistadorów większość obecnej Catamarcy była zamieszkana przez plemię Diaguitas, w tym jego znany z okrucieństwa szczep Calchaquí.

Stolica ma długą historię, gdyż od roku 1558 z powodu ciągłych ataków miejscowej ludności nie miała zbyt wielu mieszkańców. Miasto było kilkakrotnie przenoszone w inne miejsce, i zmieniało nazwę. Przy szóstej próbie założenia miasta, w 1683 roku, Fernando de Mendoza… nadał mu obecną nazwę … Catamarca. Leży u podnóża Sierra de Ambato, nad rzeką Río del Valle.

Spacer po 140 tys. mieście nie był nudny. Przy Placu Centralnym 25- Maja znajduje się bazylika katedralna, dzięki której mogę powiedzieć, że

– dzisiaj zapraszam do argentyńskiej Częstochowy.

Historia „Naszej Pani z Doliny” rozpoczęła się 400 lat temu w grocie, 7 km na północ od Catamarca. Postać ciemnoskórej NMP jest eksponowana w szczycie głównego ołtarza. Pod dachem katedry, za ołtarzem znajduje się piękna kaplica, gdzie przy odrobinie szczęścia można trafić na mszę. Liczne wota świadczą o cudowności tej ok. 70 cm ukoronowanej figurki… Nasza Pani (Dama) z Doliny, jest patronką wielu  okolicznych miast, regionów i krajów. Jej postać jest eksponowana w wielu publicznych miejscach w Argentynie, gdzie mieszkańcy, na przykład modlą się przed podróżą itp.

 

 

W Catamarca istnieje niewielkie Muzeum Archeologiczne, z zabytkami powiedziałbym, podobnymi do wytworzonych przez ludy znajdujące się na północy kontynentu (niestety zakaz zdjęć). W pobliżu warto zatrzymać się przy okazałej fasadzie Klasztoru Franciszkanów … Na straganach zobaczyć można czym się zajmują. Głównymi gałęziami gospodarki jest hodowla: bydła, kóz i owiec; uprawa winorośli, oliwek, cytrusów i tytoniu; oraz górnictwo: złota i srebra…

 

 

 

Z Catamarca do Santiago de Estero, na skutek kłopotów z kołem autobusu, jechałem dłużej o 2 godziny. Byłem zadowolony, że dotarłem do wynajętego apartamentu w sąsiedztwie  dworca autobusowego. Wspaniały widok z 11 piętra na miasto rozłożone na prawym brzegu rzeki Dulce. Ładnie widać piętrowy dworzec autobusowy i nowoczesny stadion piłkarski, na którym w przyszłym roku odbędą się piłkarskie mecze „Copa America”.

380 tysięczne miasto Santiago de Estero zwiedzałem pieszo. Plac San  Martin, Plac Wolności: z fontanną, pomnikiem Manuela Belgrano, katedrą…, oraz kolejne reprezentacyjne budowle z widokiem na jedyny wieżowiec…

 

 

Spodobał mi się deptak z halą targową, gdzie na pewno byłem jedynym, wzbudzającym duże zainteresowanie turystą. Sporo stoisk z różnościami, a to kiełbaski opiekane w cieście i wyglądające jak lody…,

– no i jak się nie skusić?

 

 

 Na targowisku mnóstwo owoców i warzyw potwierdziło widoki z okna autobusowego, że dotarłem do zagłębia rolniczego. Wszyscy chcieli pogadać, ale tylko po hiszpańsku: Polacco, Polonia- poczęstuj się…-ale ile można?

Na stoisku z pamiątkami, wydawałoby się turystycznym, można nabyć oprzyrządowanie dla gauczos (tutejszych kowbojów): lasso, pas z nabitymi monetami…- to na pewno nie było stoisko dla turystów.

 

 

 Smakowicie wyglądające knajpki na markecie oferowały przede wszystkim gigantyczne kanapki Milanesa, które posiadają wewnątrz płaty mięsne z wołowiny, kurczaka lub mielonego mięsa…, mniam- za2,5 USD.

Tego kwiatka z gigantycznego kaktusa „kandelabrowego” ofiaruję moim sympatykom, oraz tym, którzy wirtualnie podróżują ze mną po argentyńskich opłatkach z dala od turystycznych szlaków.

 

 

Niżej mapka trasy

 

 

 

Przejście do następnej relacji: Tucuman, Salta…

Przejście do poprzedniej relacji: Neuquen, Santa Rosa,… do Cordoby

Przejście na początek trasy: Chubut, Półwysep Valdez