Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Iran: Z Teheranu przez Meszhed do Yazdu, relacja z wyprawy

Z Teheranu przez Meszhed do Yazdu

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

Iran  zwiedzam podczas długiej podróży, która nazwałem: „Zakaukazie i okoliczny Jedwabny Szlak”,  w październiku  2012 roku. Wcześniejszą relację znajdziesz tutaj: Armenia objazdem.  Armawią Air  drugiego  października ląduję w Teheranie. Na lotnisku IKK nie ma informacji turystycznej. Najpierw wymieniam pieniądze w jedynym czynnym banku. Kurs 1 USD=ok.13.000 Rial, a 1 EUR= ok. 16.000 Rial. Z przewodnika wybieram hotel Saabi na ul. Lalehzor. Po negocjacjach mam taxi za 12 USD (ok.40 km.). Trzeba wiedzieć że tutaj obcokrajowcowi podaje się cenę ok. 100% wyższą- dobrze jest spytać osobę niezainteresowaną jaka cena jest standardowa. Po poszukiwaniach jestem w hotelu. Wolna tylko 3-ka za 27 USD/ noc. Szukam w okolicznych : hotelu i hotelu Merkazi, ale brak miejsc. Wracam i śpię niestety za tę cenę (1-ka jest za 15USD). Przy okazji wiem że kurs wymiany, powszechnie stosowany (przez kantory, sklepy, hotele…) jest znacznie wyższy i wynosi 1 USD= ok. 32.000 Rial. Czyli ten oficjalny wynosi  ok.40 % tego drugiego (podobno nielegalny). Rozmawiam w hotelu po angielsku, gdy na ulicy tylko bardzo nieliczni przechodnie znają  po kilka słów. W dalszej relacji będę dla ułatwienia podawał ceny w USD- jest bardziej w Iranie popularną walutą.  Następnego dnia taxi (2,8 USD) na dworzec autobusowy : Terminal-e Szarq (wschodni) po bilet autobusowy do Meszhedu (Meshhed). Nie słucham naganiaczy z kilku firm autobusowych idę bezpośrednio do okienek: mam 4 autobusy nocne. Wybieram odjazd o 18.00 z przyjazdem na miejsce o 7.00 (za 5,3 USD). Taxi (znowu 2,8 USD) z powrotem do centrum na Plac Imama Chomeiniego (Khomeini).

Znalazłem darmową kolejkę między placem i bazarem (taka typu jak dziecięca- lokomotywka i 3 wagoniki na oponach-jeżdżą tylko dorośli). Są jakieś manifestacje uliczne, więc wysiadam koło bazaru i go oglądam. Egzotyczny, prawie wszystkie kobiety w czarnych strojach ale z odkrytymi twarzami. Nagle hałas i zamykają na gwałt stragany bazaru- manifestacja weszła na bazar. Wychodzę na ulice i dalej tą dziecięcą kolejką podjeżdżam do Pałacu Golestan. Ten dawny pałac władców Iranu z dynastii Kadżarów (wiek XVIII do 1925 r.) jest dużym kompleksem pałacowym z parkowym dziedzińcem wewnątrz. Zwiedza się 7 muzeów (po ok.0,3 USD każde). Wspaniałe wnętrza oraz ozdoby zewnętrzne na ścianach w postaci ceramicznych mozaik. Wiele ścian z luster. Niestety tych najpiękniejszych nie pozwalają fotografować.

Chcę zwiedzić znakomite Muzeum Klejnotów, ale zamknięte w środy .  Przez Plac I. Chomeiniego idę w kierunku hotelu. Na placu korek uliczny w którym pierwszeństwo wymusza ten większy/ silniejszy. Robię zdjęcia, gdy nagle słyszę że ktoś coś do mnie mówi. Stoi przy mnie 2-ch umundurowanych: policja/ wojsko? Sprawdzają mój paszport i mówią  „no foto”. Nie rozumiem : na jednym z głównych placów miasta?… Można mieć paranoję, ale czuję że w tym mieście lepiej aparatu nie wyjmować. Idę na swoją ulice i mam problem, bo na niej i na kilku bocznych manifestanci (o wyższe płace) podpalają na środku jezdni kolejne kubły na śmieci. Obchodzę te ulice sąsiednimi kwartałami i w końcu jestem przy moim hoteliku, a tu tych śmieci płonie co nie miara, zjeżdża  się policja i jednostki specjalne. Niezły harmider, manifestantów dawno już nie ma. Pokazuję wizytówkę hotelu, szczęście że to tylko 100 m., bo chyba posiedziałbym sobie jakieś  3 godziny w knajpce- a piwa tu niestety ani żadnego innego alkoholu nie podają!  Odpuściłem sobie dalsze zwiedzanie Teheranu. Dochodzę do wniosku, że to bardzo duże miasto  nie lubi turystów: brak informacji, map itp. Brak w nim typowego centrum . Jedzie się przez nie jak przez wielkie przedmieście ( ma ok. 12 mln. mieszkańców, cały Iran ok.66 mln. i powierzchnie ok.5 razy większą od Polski). Noc spędzam w niezłym autobusie: 924 km i 14 godzin jazdy. Przyjeżdżam o 8.00 na ładny nowoczesny dworzec autobusowy w Meszhedzie. Przywykłem w czasie tej już ok. miesięcznej wyprawy do super pogody. Prawie cały czas mam słońce bez chmurki. I tutaj nie jest inaczej. O godzinie 9.00, po oddaniu bagażu do przechowalni na dworcu ( i kupieniu kolejnego biletu na 18.00 do Yazd/5,3 USD), idę  ulicą Imama Rezy do Mauzoleum tegoż Imama. Spacer ok. 3 km na drugi koniec tej głównej ulicy miasta.

Na ulicy czarno od ubiorów  kobiet, ale rzadko która ma twarz zasłoniętą. Meszhed (Meshhed)  to 2,9 milionowe  najświętsze miasto Iranu. Obowiązują w tutejszych licznych miejscach kultu ściśle przestrzegane zasady: mężczyźni w długich spodniach i strojach z długim rękawem, kobiety czador (długi strój zakrywający ciało) i minimum dokładnie zasłonięta głowa chustą lub szerokim szalem. Zbudowano w tym mieście obszerne Mauzoleum 8 Imama Rezy, który  w 817r. został  tu zamordowany , zatrutymi winogronami, przez kalifa Mamuna. Reza był bezpośrednim potomkiem proroka Mahometa. Kim byli/ są  kalifowie i Imamowie? Otóż kalif jako  następcą proroka Mahometa to przywódca cywilny i religijny, imam natomiast jest tylko przywódca religijnym. Do Meszchedu ściągają corocznie miliony pielgrzymów, gdyż to miasto uznano świętym miejscem szyitów (odłamu islamu), drugim po Mekce i Medynie (w Arabii Saudyjskiej). Nad grobowcem Rezy i jego okolicą wyrosło ok. 75 ha pięknych bogato zdobionych świątyń i miejsc kultu z zapleczem

Zakaz wnoszenia torebek, aparatów foto, jedzenia…, z wyjątkiem telefonów. Robię nim, podobnie jak inni , zdjęcia  ale dyskretnie, i nie w czasie modlitw. Jest przy wejściach przechowalnia bagażu, oraz pobieżne przeszukanie ręczne wchodzących. Oczywiście kobiety i mężczyźni mają wszystko oddzielnie, rozpocząwszy od wejścia  i kończąc na miejscu do modlitwy. Podobnie zresztą jest w całym państwie: rozdział w komunikacji masowej (przód/tył), jedzenie posiłków w restauracji (inne sale z wyjątkiem rodzin), a autobusie dalekobieżnym konduktor rozdziela pasażerów tak aby obcy przeciwnej płci nie siedzieli obok siebie… W Mauzoleum tłumy wiernych, mimo że jestem po okresie pielgrzymkowym (VI-IX). Wyglądam jak obcokrajowiec i jestem wpuszczany wszędzie jak każdy pielgrzym. To rzadkość, gdyż do prawie wszystkich najświętszych meczetów innowiercy nie mają wstępu . Np. w Mekce i Medynie nie wjadą nawet do miasta. Wzbudzam dyskretne zainteresowanie pielgrzymów. Spotkałem tylko jednego człowieka wyglądającego na turystę „białasa”. Wśród kilku autobusów, które zjechały w czasie mojej bytności na dworcu, nie zauważyłem tzw.  turystów. Oglądam Mauzoleum dość dokładnie. Zwiedzam ogólne (o,2 USD). Są  jeszcze dwa: dywanów i antropologiczne ale oba tego dnia nieczynne.

Po wyjściu na zewnątrz i odebraniu plecaczka obszedłem Mauzoleum dookoła i trochę filmuję, wewnątrz nie mogłem. Kręcę się po bazarze. Bazar duży praktycznie prawie we wszystkich uliczkach wokół, ale najwięcej  od strony ulicy Imama Rezy. Sporo hoteli różnej klasy. Najwięcej tych drogich (1-ka/40 USD). W kilku tańszych brak miejsc. Do najtańszych turystów obcokrajowców nie wpuszczają. Widzę rodziny  z walizkami odpoczywające na trawnikach. Miasto Meszhed jest ładniejsze od Teheranu. Wszędzie informują każdego potrzebującego tak jak umieją. Spodobały mi się motocykle z osłonami z przodu, czasem nawet z daszkiem, oraz stroje kobiece na  głowę. Patrz zdjęcia.

W końcu nogi weszły mi do … Odebrałem plecak, usiadłem na dworcu i robię notatki. Czytając relacje innych wędrowców dochodzę do wniosku, że albo miałem szczęście, lub sporo się zmieniło. Nikt, w przeciwieństwie do nich, mnie nie zatrzymywał, wszędzie wszedłem nawet pytając strażników gdzie jestem. Warto także zwrócić uwagę na atmosferę w tym miejscu. Prawie wszyscy byli przyjaźni  i dobrze nastawieni, mimo praktycznie obustronnej nieznajomości języka. Zawsze ktoś mi pomógł, uśmiechnął się… To było miłe i warte odnotowania. Trzeciego dnia w Iranie, po przejechaniu przez pustynię  w nocy kolejnych 950 km w 15,5 godziny, o 9.30 jestem w Yazd. Wybrałem ze swojego przewodnika Hostel  Amir  Chakhmagh. Używam Przewodnika „Iran” S. Lemańczyka. Taxi za 1 USD i mam jedynkę za 4 USD. Taki sobie hotelik, ale za tę cenę…  Za to w samym centrum i prawie wszędzie chodzę pieszo. W okolicy sporo innych hoteli w cenie od 4-12 USD. Z okna mojego hoteliku mam główne zabytki  Yazdu w zasięgu wzroku. W tym oba meczety.

Na Placu Amir Chokhmaq trwa jakaś imprezka polityczna, bo pełno obstawy łącznie z dachami. Tłumek jakoś tak ubrany na czarno- czyżby większość kobiet? Szybko się skończyło i idę na spacer. Zwiedzam ten meczet przy którym mieszkam, ale tylko z zewnątrz. Ta impreza polityczna spowodowała zamknięcie meczetu i jego minaretów (widok- szkoda). Idę do Muzeum Wody na drugą stronę placu (wstęp 0,3 USD). Pokazują  historyczny system zaopatrywania miasta w wodę- nic specjalnego. Spacerek ok. 1 km i druga świątynia : Meczet Piątkowy z najwyższymi w Iranie minaretami. Trwają prace archeologiczne i remontowe. Na niektórych domach zauważyłem drzwi z dwoma kołatkami: dla kobiet i dla mężczyzn??? Okazało się że gospodarze po odgłosie kołatek wiedzą kto powinien te drzwi otworzyć. Wytłumaczono mi to w Muzeum wody. Wokół tego terenu i pomiędzy meczetami stare miasto z plątaniną uliczek i bazar. Uliczki pod wszelakimi katami, wąskie i wąziutkie, ale w większości  odnowione. Gdyby nie te motory szalejące na nich… Bazar szybko się kończy: przed 14.00 gwar straganowy ucichł, opadły kraty i żaluzje i tylko słyszę ten hałas motocykli.

Podziwiam bagdiry, dosłownie „ zbieracze wiatru”. Są to podobne do dużych kominów, prostopadłościenne budowle na dachach, z przemyślnymi  otworami  i przeszkodami służącymi wymuszaniu ruchu powietrza wewnątrz pomieszczeń domowych. Dzisiaj pewnie tez są używane, choć widzę klimatyzatory pomagające łatwiej żyć w gorących miesiącach lata. Ta widoczna na n/w zdjęciu konstrukcja drewniana w postaci dużego listka to Takije. Służy do wystawienia przedstawień religijnych ku czci Imama Husejna (zginął w  VII wieku).

Yazd znany jest także z Zoroastryzmu. Ta religia do czasu przyjęcia islamu jeszcze w VII wieku była religią Imperium Perskiego. W Yazd jest Świątynia Ognia tego wyznania i znaczna liczba wyznawców. Jest w nie utrzymywany wieczny ogień. Ta religia zabrania zakopywania zwłok w ziemi oraz ich palenia ( aby nie zanieczyszczać ognia i ziemi). Zbudowano nieco za miastem na niskich wzgórzach dwie szerokie płaskie wieże bez dachów. Zwłoki ludzkie, oddzielnie męskie i kobiece,  pozostawiano w tych wieżach … drapieżnemu ptactwu, aby spokojnie mogły je oczyścić do kości. Robiono tak jeszcze do lat 60-ch ubiegłego wieku, kiedy to zabroniła tego dynastia Pachlawich. Obecnie zwłoki są umieszczane w ziemi, ale w specjalnych szczelnych betonowych trumnach. Pojechałem zobaczyć tę męską i żeńską „dachme” (fonet.),  taksówką  (za  2USD/1 godz.). Można też tam dojechać  busami, ale ta cena była śmiesznie niska… Spokojnie obszedłem cały teren- jest otwarty bez obsługi.

Na jutro mam bilet do Kerman (1,8 USD), ale tym razem jadę w dzień. Następnej relacji szukaj w :  Z pustyni Kalut do starożytnej Persji …

 

 

 

Skomentuj