Dziennik z trasy

Rady dla początkujących

Górski Karabach (Nagorny Karabach), relacja z podróży

Państwo, którego formalnie nie ma: Górski Karabach

(Nagorny Karabach)

Tekst i zdjęcia: Paweł Krzyk

                  

Informacje ogólne o Górskim Karabachu.

Waluta:  jak w Armenii dram armeński ,

kurs wymiany: jak w Armenii: 1 USD = ok. 405 dram, 1 EUR= ok.520 dram

wiza: jest potrzebna. Jak ją zdobyc pisze tutaj. Brak polskiej placówki dyplomatycznej.

Organy państwowe: własne Nagornego Karabachu

Transport wewnętrzny: marszrutki (małe busy), autobusy i taxi. Marszrutka z Stiepanakertu do Ganzasar:  koszt 3 EUR, czas co kilka godzin.

Nr kierunkowy telefoniczny: + 479…

Poczta: mają własne znaczki. Nie mogłem kupic , Sprzedaz znaczków w Stiepanakercie tylko w poniedziałki na pocztach.

Dojazd do Nagornego Karabachu: tylko od strony Armenii od miasta Goris. Jest tez inne przejscie graniczne w strone armeńskiego Jeziora Sewen, ale w Ambasadzie poinformowano mnie, ze tamtego przejscia mi nie rekomendują??!!

Dojazd z Goris: jedzie tylko jedna marszrutka do Stiepanakertu. Odjazd z Goris g.10,30. Czas jazdy 2 godziny- 4 EUR / 2000 dram. Tam stoi ok. 2 godzin i wraca tego samego dnia do Goris. Taksówka w jedna stronę 20 EUR.

Dojazd ze stolicy Armenii Erewania: jadą 4-5 autobusy średniej klasy bez klimatyzacji. Znane mi godziny wyjazdu z dworca autobusowego w Erewaniu: 8.00  i 9.00. Cena 10 EUR, czas 8 godzin. Nie można do nich wsiąść w Goris z braku miejsc. Jadąc nimi z powrotem z Stiepanakertu do Goris trzeba zapłacić cały bilet do Erewania.

                                      

Relacja z podróży

Nagorny Karabach (Górski Karabach)  zwiedzam podczas długiej podróży, która nazwałem: „Zakaukazie i okoliczny Jedwabny Szlak”, we wrześniu 2012 roku. Wcześniejszą relację znajdziesz tutaj: Armenia. Po zdobyciu wizy do Nagornego Karabachu (Opisałem tutaj: Jak zdobyc wize do Górskiego / Nagornegoa Karabachu). Wyjechałem tam wcześnie rano wynajętą taksówką (90 USD).  I  wyprzedzając , dobrze zrobiłem decydując się na taki sposób transportu. Może byłoby taniej pojechac  marszrutkami lub autobusami, ale to co zobaczyłem przez jeden dzień, jadąc marszrutkami trwałoby 3 dni. Marszrutka to tani busik zabierający pasażerów na wyznaczonej trasie, i odjeżdżający zwykle jak napełni się pasażerami. Polecam uwadze moim następcom kierowcę osobowego mercedesa w Goris : Andre tel. +374 093477248 (j. rosyjski, uczciwy, dużo informacji po drodze). Po 35 km od startu w Goris jest granica Nagornego Karabachu. Szlaban na drodze i posterunek tylko z  umundurowanymi funkcjonariuszami Karabachu.  Miły oficer po pogawędce w języku rosyjskim, podstemplował moją wizę ( niewklejona) . Turystyczne życzenia i po minucie : witaj Karabachu-kraino uznawana przez niewielu. Trochę  historii bo nie sposób od niej uciec w tym miejscu. W latach 1993-1995 trwała tu wojna pomiędzy: Azerbejdżanem i ormiańską mniejszością narodową Górskiego Karabachu, którą wsparły wojska  Armenii. Ormianie zamieszkujący ten górzysty region Azerbejdżanu w 1992r postanowili się oddzielić i przyłączyć do rodaków w sąsiedniej Armenii. Krwawa wojna zakończyła się rozejmem, który… jeszcze trwa. W czasie jej trwania nastąpiły czystki etniczne. Zwiedzając kilkanaście dni wcześniej  Azerbejdżan , usłyszałem w tamtejszej TV „niusa” w wiadomościach codziennych, o strzelaninie na granicy z Karabachem. Tyle pokrótce fakty nie komentując ich w jakikolwiek sposób.

Moja droga po przekroczeniu granicy szosą przez góry Karabachu wije się jak wstążka po kolejnych zboczach. Tam praktycznie przez  ponad 70 km nie ma prostych odcinków drogi- same zakręty. Mój mistrz kierownicy jedzie szybko a biedny żołądek wyprawia hołubce. Zanim się zbuntował jestem na przełęczy w wiosce Lisagor , co dosłownie znaczy : lisi trop (lisi ślad), i nawiązuje dosłownie do drogi, przy której ta wioseczka się znajduje. Wokół niesamowicie szybko zmieniające się, piękne wysoko górskie krajobrazy.

Po  godzinie i 15 minutach od granicy, patrzę z góry na stolicę Karabachu Stiepanakert, i szeroką pagórkowata dolinę pomiędzy niewysokimi  szczytami. Postanowiłem ją zwiedzić w drodze powrotnej. 75 km dalej po drodze nazywanej północ- południe, tylko nieco mniej krętej, jest wioska Wank. Na wzgórzu górującym nad nią zwiedzam XIII wieczną Świątynię Wank. Ten obiekt kultu został w 1999 r. odremontowany przez Lewona Hajrapetiana, rosyjskiego potentata drzewnego pochodzenia karabaskiego. Z terenu świątyni roztacza się wspaniały widok na całe okoliczne góry porośnięte drzewami liściastymi. Na ścianach zewnętrznych oryginalne płaskorzeźby z lwami, które stały się symbolem okolicy. We wnętrzu obok ołtarza z obu stron, wejścia po wąziutkich stopniach do bocznych pomieszczeń typu zakrystia. Nie zniszczone płaskorzeźby zdobień wewnętrznych. Większe pomieszczenie nakryte kopułą z okrągłym świetlikiem. Stawiam świeczki w intencji powrotu do zdrowia brata i przyjaciela podróżnika. Spotkałem grupkę Rosjan i samotną skośnooką turystkę. Na mojej całej prawie 400 km trasie byli jedynymi napotkanymi turystami.

Po zjechaniu ze wzgórza zwiedzam centrum Wank. Duży budynek administracyjny z przedszkolem i szkołą obok. Wjazd do Wank przyozdobiono postaciami lwiej pary ze świątyni.

Z drugiej strony klub w kształcie statku nazywany potocznie „Titanikiem”, z małą muszlą koncertową obok niewielkiego stawu. Ściana tylna muszli jak i długi płot na ulicy z obu stron  jest  blaszany: wykonane z białych tablic rejestracyjnych azerbejdżańskich samochodów porzuconych w czasie wojny (oj dużo ich).

Skośnooka turystka podróżująca  marszrutkami próbuje załapać się do mojej taksówki, ale jej negocjacje cenowe z Andre nie przyniosły rezultatu (4 EUR za 75 km trasy było dla niej za dużo- marszrutką jest za 3 EUR i ponad 3 godziny czekania na nią). Region ten nosi nazwę Ganzasar i jest głównym miejscem turystyczno- wypoczynkowym w Karabachu. Dalsze 4 km jady w głąb gór i pije kawę w „wypasionym” zespole restauracyjno- hotelowym „Morski Kamień”. Za nim podretuszowana głowa lwa z łapą, wyłażąca ze zbocza pagórka( i rykiemz głośnika w paszczy).

Wracam z powrotem do stolicy Górskiego Karabachu Stiepanakertu, co jakiś czas zatrzymując się w co ciekawszych fotograficznie miejscach. Przy wjeździe fotografuję „dziada i babę”, będących symbolem tego kraju.

W mieście centralnym miejscem jest okrągły plac – rondo z pomnikiem i głównymi budynkami kraju/ miasta w pobliżu. Warto zobaczyć Muzeum Narodowe i Muzeum Poległych Żołnierzy. W tym drugim ściany wyłożono zdjęciami poległych, oraz zaprezentowano sprzęt wojskowy (także samoróbki…). W mieście na słupach informacje o przypadających w 2012 r. obchodach 20-lecia kraju.

Przez przypadek wjechałem  w uliczkę z tyłu za bloki mieszkalne znajdujące się wzdłuż ulicy. Zauważyłem rzędy sznurków  z suszącym się praniem , rozwieszonych pomiędzy sąsiednimi blokami, lub domami i najbliższym słupem. Wywołałem zdziwienie mieszkańców filmując te obrazki. Stiepanakert moim zdaniem nie jest miastem atrakcyjnym turystycznie. Spaceruję  po niewielkim bazarze. Wreszcie wiem jak nazywa się żółty okrągły owoc, który smakiem przypomina gruszkę- to Karfliuk. Zjadam bardzo smaczny placek: chleb z zieleniną. Jest to tutejszy cienki placek Lawasz zapieczony bez tłuszczu, z włożoną  do środka mieszaniną 12 ziół. Pyszny jeżeli ciepły.

Wyjeżdżam ze stolicy w drogę powrotną. Za 9 km jestem w mieście Shushi (Szuszi). Miasto lezy na płaskowyżu z doskonałym widokiem na centralny Karabach. Kiedyś największe miasto Kaukazu , znane z kultury i sztuki, oraz największe skupisko Azerów  w Górskim Karabachu. Toczyły się tu ciężkie walki i jeszcze widać jej ślady w postaci zniszczonych, opuszczonych lub nieodremontowanych budynków. Smucą puste oczodoły okien bloków mieszkalnych. Azerów już tutaj nie ma, wszyscy uciekli w czasie wojny. Można obejrzeć:  Katedrę Amenaprkich  Glfazenchetsots (biskupa Karabachu), oraz 2 meczety, w tym jeden ze  zniszczonym w połowie minaretem. Obok meczetu szkoła koraniczna odbudowywana ze środków pochodzących z Iranu. W centrum nowy duży hotel. Jest sobotnie popołudnie i pod katedrę podjeżdża kawalkada samochodów osobowych, z nowożeńcami i gośćmi weselnymi na uroczystość zaślubin.

Po drodze zatrzymuję się przy pomniku wybudowanym przez prywatne osoby w miejscu śmierci grupy ich krewnych. Wokół urzekają  górskie  krajobrazy.

Jadę dalej i 5 km przed granicą zwiedzam dużą wioskę/ miasteczko Berdzor

Na szczycie pagórka przy drodze specyficzny słup graniczny w postaci dwóch trójkątów, na których rozpoznaję charakterystyczne elementy z głównych świątyń Armenii i Karabachu. Jadąc dalej już w Armenii ok. 20 km przed  Goris,  Andre pokazuje mi  dużą wioskę Teh. Oglądam wykonane w skarpie zbocza górskiego jaskinie, rodzaj ziemianek mieszkalnych. Mój kierowca mówi, że jeszcze jego dziadek i babuszka w nich mieszkali.

Pokazana niżej  Ormianka Galina (w Goris-ul. Arcah nr 3), posiada sklep, małą restauracyjkę w tym sklepie i hotelik z 2-ma pokojami u góry. A wszystko na dworcu autobusowym. Jeżeli planujesz tylko nocleg i wyjazd dalej to dobre miejsce na nocleg i załatwienie transportu. Mnie bardzo pomogła.

 

 

 

Następnej relacji szukaj w: Armenia

 

 

Komentarze

Jeden komentarz

  1. Ania napisał(a):

    Hello,
    fajnie… Tęsknimy za Tobą Podróżniku Nasz!
    To super ,że widzisz to wszystko, ale już mógłbyś wrócić pozrzędzić!
    Buziak
    Ania

Skomentuj

Dodaj nowy komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *