Zaplanowałem w Kenii odwiedzenie Garissy, hrabstwa na pograniczu z Somalią. Zamierzałem polecieć mini samolotem lokalnego przewoźnika, ale dały znać o sobie afrykańskie praktyki, czy przysłowiowe prawo Murphy’ego. W każdym razie „poszło źle”- bo lotu nie ma. Jest tylko zaplanowany powrotny na jutro.
Cóż, trzeba sobie jakoś poradzić, jak przysłowiowy góral „zawiązujący buta dżdżownicą”. Z „glizdy” nie korzystałem- wynajętą taksówką pojechałem te około 370 kilometrów.