Niestety po kilku kilometrach samochód utknął na dobre, osiadł na osiach i z kołami niedotykającymi gruntu. Mamy do pokonania jeszcze 100 kilometrów do celu wyprawy, którym jest granica kolejnej prowincji. Jedyną możliwością dalszej jazdy była przesiadka na motocykle. My jedziemy parami: kierowca i jeden pasażer, Miejscowi po więcej- nawet czterech pasażerów, kierowca wtedy siedzi na baku z paliwem. Zresztą tak samo prowadzą motocykle zamienione w ciężarówki . Nieliczne wielkie ciężarówki są także, ale jeżdżą w grupach po kilka, aby mogły się nawzajem wyciągać z błotnych topieli. Motocykle zwykle poruszają się w śladach opon, które przypominają małe kaniony, tylko kierujący w długich gumowcach potrafi utrzymać równowagę pojazdu odbijając się od kolejnych pogórków. Gdy się ma pecha, alternatywą jest wywrotka w błotko, czego dwu krotnie doświadczył Mechredż. Mnie się udało ale jestem na moście granicznym prowincji po ośmiu godzinach nieustannego masażu na motocyklu, w strasznych warunkach z nogami oblepionymi błotem do kolan. Wkraczamy za mostem na rzece Tele do wioski Mopondo w prowincji Bas Uele. Zainteresowały nas informacje o Strefie Ochronnej dla okapi, słoni leśnych i małp…



