W stolicy, ponad stu milionowej Demokratcznej Republiki Konga jestem po raz kolejny. Jakby policzyć, do tego kraju dotarłem po raz siódmy. Poprzednia podróż odbyta samotnie w towarzystwie zamieszkałego tu Belga, przyniosła mi nominację do tytułu największego podróżnika roku (w rankingu Nomadmanii). Obecnie ze smutkiem dowiedziałem się, że mojego równolatka, kongijskiego przyjaciela Michaela mogę odwiedzić tylko na cmentarzu.
Za swoje motto podróżnicze uważam „tego co zobaczyłeś i przeżyłeś nikt Ci nie zabierze”. Mogę to udowodnić niestety na własnym przykładzie. Byłem bardzo zapracowanym przedsiębiorcą. W 1994r. na skutek niefortunnych decyzji urzędników administracji państwowej, zatrzymano moją firmę w rozwoju na ponad dwa lata, do czasu cofnięcia decyzji przez Ministerstwo… To wtedy zacząłem podróżować i zrozumiałem też, że jest czas na pracę, ale też musi być i na wypoczynek. więcej o mnie



