W końcu opuściłem wszystkie jemeńskie Wadi. Droga zygzakami wspięła się na górę i stało się oczywistym, gdzie przebywałem przez dwa dni. Bardzo intensywne, nawiasem mówiąc z mnóstwem interesujących miejsc, które utkwią w pamięci. Potem nagle pstryk i Góry Hadramwat stały się płaskowyżem w burych kolorach, który przez następnych kilka godzin był tylko pustynią. Na granicy jemeńsko- omańskiej w Shahan trzeba być samochodem, z uwagi na siedmio- kolometrową odległość i brak publicznego transportu. Przed wjazdem po stronie jemeńskiej widać, że szmuglują z Omanu paliwo.
Za swoje motto podróżnicze uważam „tego co zobaczyłeś i przeżyłeś nikt Ci nie zabierze”. Mogę to udowodnić niestety na własnym przykładzie. Byłem bardzo zapracowanym przedsiębiorcą. W 1994r. na skutek niefortunnych decyzji urzędników administracji państwowej, zatrzymano moją firmę w rozwoju na ponad dwa lata, do czasu cofnięcia decyzji przez Ministerstwo… To wtedy zacząłem podróżować i zrozumiałem też, że jest czas na pracę, ale też musi być i na wypoczynek. więcej o mnie



