Moim pierwszym stopem było Kindu, około 130 tysięczna stolica prowincji Maniema. Z okna wolno mijały nieprzerwane niczym zielone połacie tropikalnego lasu, jeżeli nie liczyć wijącego się pasma ogromnej rzeki Kongo. Nic dziwnego, Kindu to prawie środek kraju nad równikiem, gdzie prawie nie ma dróg. Samolotów niewiele a gdy przyleci jest ciekawostką dnia. Tak było dzisiaj gdy grupka fotoreporterów rzuciła się witać wysiadających kilku miejscowych notabli.
Za swoje motto podróżnicze uważam „tego co zobaczyłeś i przeżyłeś nikt Ci nie zabierze”. Mogę to udowodnić niestety na własnym przykładzie. Byłem bardzo zapracowanym przedsiębiorcą. W 1994r. na skutek niefortunnych decyzji urzędników administracji państwowej, zatrzymano moją firmę w rozwoju na ponad dwa lata, do czasu cofnięcia decyzji przez Ministerstwo… To wtedy zacząłem podróżować i zrozumiałem też, że jest czas na pracę, ale też musi być i na wypoczynek. więcej o mnie



