We wschodniej Libii trafiłem na porę deszczową. Leje na przemian ze słońcem przy temperaturze 12-16 stopni. Żartuję sobie, że mam aurę jak w kraju… tylko wiatr chce głowę urwać, a na pewno pozbawić czapki. Dołączył do mnie i Nowojorczyka Valentina, dodatkowy samochód ze sprzętem kempingowym i wyżywieniem, skręciliśmy bowiem prosto na południe w głąb Sahary. Rozpoczyna się nasza cześć ekspedycja bez hoteli i restauracyjnego wyżywienia.



